2017.10.29-29 Maraton Jaskiniowy nr 31

Napisał 

Katarzyna Lena Koprowska
Agnieszka Gądek
Kamil Polański
Izabela Rosner-Manda
Błażej Gawlik
Dariusz Rozmus
Łukasz Piechocki
Bartłomiej Golik
Dominik Sarnowski
Teresa Zwierzchowska
Jerzy Pukowski
Krzysztof Wiewióra
Bartosz Baturo
Tomasz Manda
Patrycja Kopytko
Jerzy Ganszer

Pokonano 22 obiekty jaskiniowe. Wysprzątano Jaskinię Piętrową Szczelinę. Było bardzo wilgotno na powierzchni, nawet w Jaskini Sulmowej było dość poważne jeziorko. Akcja trwała prawie 20 godzin. W Jaskini Żabiej odbył się zjazd w kluczu i wychodzenie po drabince /w powietrzu/.

Spis pokonanych obiektów:

  1. Jaskinia Księdza Borka
  2. Studnia Gliwicka
  3. Jaskinia /Studnia/ Przekątna
  4. Jaskinia Piętrowa Szczelina
  5. Stajnia ** rejon Mirowa
  6. Schronisko nad Stajnią **
  7. Jaskinia Sucha
  8. Brama Laseckich
  9. Komin w Rzędkowicach /dolna cząść/
  10. Okiennik Rzędkowicki
  11. Garaż w Rzędkowicach
  12. schron w Bibliotece **
  13. Jaskinia Żabia
  14. Jaskinia Sulmowa
  15. Babie Nogi
  16. Schronisko Południowe
  17. Mała Jaskinia Szpatowców
  18. Jaskinia Szpatowców /Kalcytowa/
  19. jaskinia z dwoma otworami **
  20. Wilczy Aven
  21. Jaskinia Berkowa /Kalesonowa/
  22. Garaż w Podlesicach

Obiekty o nieudokumentowanej nazwie oznaczono **

 

Podobno spaliliśmy 8000 kalorii.

Na zdjęciu - Schronisko Południowe. 

_________

Muszę przyznać, że przed wyjazdem na jurę miałam wiele obaw: czy uda mi się dotrwać do końca, czy jestem odpowiednio ubrana i spakowana, jak przetrwamy ten biwak na dziko..? Okazały się one zupełnie niepotrzebne. Dziarska atmosfera pieszej wędrówki oraz luźne rozmowy o szerokim spektrum tematycznym, które udzieliły się chyba wszystkim, nie pozwalały się już o nic martwić. Łaskawa pogoda, często komentowana przez uczestników maratonu, dodawała otuchy i podnosiła morale. Autorytet instruktorów i zaufanie do opiekunów pozwalało zamieniać morderczy wysiłek we wspaniałą zabawę. A jaskinie, choć błotniste i twarde jak skała ;) okazały się przytulnym schronem przed wiatrem i deszczem - zwłaszcza nad ranem. Czwarty dzień po maratonie wciąż leczę liczne siniaki i zakwasy, ale z wielką satysfakcją i poczuciem "że żyję".

-kasia zwana leną-

Czytany 102 razy