2018.05.08 Teatr Polski. "Wanda"

Napisał 

Niełatwa to sztuka zobaczyć tę sztukę. Na bilety polowaliśmy blisko 3 miesiące. W końcu się udało. Poszliśmy do Teatru Polskiego na "Wandę" - Rutkiewicz.

Sylwetka ogólnie znana, więc trudne realizatorzy postawili przed sobą zadanie, aby widza nie tylko nie zanudzić, ale jeszcze zainteresować, wciągnąć i zachwycić.

Scena cała biała, prosta, wręcz uboga. Daleka od wywoływania szczytowych emocji. A jednak zagrała wszystko. Aktorka jedna przez całe przedstawienie. A zagrała wiele ról (zagrała również nagością). Sporadyczne rekwizyty ale swym kolorem i formą jakże wymowne! Tak więc przy minimum środków wyrazu scenicznego udało się osiągnąć maksimum treści. Historia opowiedziana mozaikowo, bez zachowania chronologii, dzięki czemu miała swoją dynamikę i utrzymywała widza w napięciu. Opowiedziana też tak, że wywoływała wiele emocji: od wielkiej radości i adrenaliny towarzyszącej zdobywaniu himalajskich szczytów, przez gorycz zakrapianą wątkami humorystycznymi z  współzawodnictwa i środowiskowych plotek:
"-...Ona podobno nie lubi seksu.
- Nie lubię... Powyżej 7000 m.n.p.m. Uciążliwe jest to wszystko z tymi kombinezonami.. No i w takim zimnie ciężko o erekcję.."
aż po nostalgię z tytułu śmierci rodziny i przyjaciół zaginionych w górach. Przepływaliśmy przez te emocje razem z tytułową Wandą i to największe zwycięstwo tej sztuki. Gratulacje.

Nam - speleologom - najwięcej wrażeń dostarczyły: niezabezpieczenie skrajnego tatrzańskiego, w pięknym stylu wspinaczka popełniona przez aktorkę nad głowami widzów i trawers wzdłuż rampy nad sceną, szczegóły techniczne używanej przez nią czołówki oraz metaforyczny base camp przypominający minionka. Było pysznie. Wrócimy.

Na zdjęciu (od lewej):
Jarek Jakubowski
Dominik Sarnowski
Katarzyna Lena Koprowska
Błażej Gawlik
Joanna Micherdzińska
Rafał 
Patrycja Kopytko (Princessa)
Teresa Zwierzchowska
Wacek Michalski z żoną Gabrysią.

Czytany 45 razy