2019.03.24 Belgia. Abîme de Lesves

Alain Evens
Katarzyna Lena Koprowska
Jacques Lempereur
Eric Deflorenne
Laurent Rasquinet
Didier "Blink" Liépin 
Jenny Willems
Pascal Evens
Aurélie Evens

Géry Berghmans (Osoba Towarzysząca)
Marta Śruba Kłopotowska (Osoba Towarzysząca)

***something like "english version" below***

Dzięki przypieczętowanej przez komisję ślubną współpracy międzyklubowej Bielsko-Biała - Belgia oraz z nieocenioną pomocą Wacka Przygody Michalskiego udało mi się nawiązać kontakt i umówić na wspólne wyjście do jaskini z tamtejszym speleoklubem.  

Otwór jaskini znajduje się w wioseczce nieopodal miejscowości Namur. Umówiliśmy się w niedzielę na godzinę 11:00. Wszyscy dotarli bez problemu. Ekipa liczyła sobie 9 osób, więc wyobrażałam sobie, że będzie sporo czekania.. Od auta do otworu dzielił nas dystans 5 minut na pieszo (!). Poręczowanie było o tyle zabawne, że należało do chłopaka, który rzekomo zawsze czegoś zapomina, a często zdarza mu się nie zabrać wora z linami, co rzecz jasna okazuje się dopiero w momencie, kiedy są potrzebne. 
 
Jako gość zostałam wprowadzona do kolejki między dwie anglojęzyczne osoby (cała reszta rzecz jasna władała wyłącznie francuskim, w którym ja znam chyba tylko trzy słowa: „wolna”, „dziękuję” i „winobranie”). Dzięki temu dowiedziałam się, że większość z uczestników akcji ma średnio około ośmioletnie doświadczenie, rekordzista chodzi po jaskiniach dwadzieścia lat. Zatem jak usłyszeli, że ja chodzę od roku byli zaskoczeni jak ja w ogóle się tam znalazłam i co ja tam z nimi w ogóle robię… Bo przecież to nie w imię starej przyjaźni… Ponadto opowiedzieli mi, że ten otwór bardzo często jest zalewany wodą z deszczu, zatem zabiera ze sobą dużo materiału powierzchniowego: ziemi, liści, gałęzi etc. Teraz stan wody był bardzo niski, więc obiecywali, że na pewno przejdziemy jaskinię do końca. 
 
Oczywiście nie obyło się bez mojej ulubionej poza granicami Polski dyskusji, którą da się zrozumieć bez znajomości jakiegokolwiek języka:
  • Qu'est ce que c’est?
  • Shunt.
  • ?
  • Prusik.
  • Aaa. :)
 
Pierwsze odcinki linowe, stosunkowo krótkie i proste, nawet duża liczba osób nie wywołała zakorkowania akcji. Alain, który szedł przede mną i który orientuje się w skali polskich Tatr zaśmiał się przed 14-metrową studzienką, że w Belgii to już duża i emocjonująca rzecz :) A gdy dojechaliśmy na sam dół okazało się, że w meandrze wzdłuż płynącej wąskim strumieniem strużki wody zalega kosmiczna wręcz ilość podeszczowego materiału i błota, które  aż wsysało kalosze. Potem mieliśmy do pokonania krótki odcinek podobny do naszej rury w miętusiej, tylko cały wypełniony błotem konsystencji czekolady. Oblepiło nas szczelnie od stóp do głów, więc gdy wyjęłam ze szpejarki czystą rolkę to o mało nie rozpętała się wojna na błotne kulki aby tylko jak najszybciej doprowadzić ją do prawidłowego stanu zabrudzenia. 

Uczestnicy bacznie patrzyli na moją reakcję tłumacząc, żebym nie zrażała się to belgijskich podziemi, bo jaskinie zwykle tak nie wyglądają. Ja natomiast bawiłam się jak dziecko i głośno śmiałam: z poziomu zabrudzenia kombinezonu, szpeju, ilości błota w butach i ślizgania po wszystkim i wszędzie. 

Po wyjściu czekał nas jeszcze poczęstunek z okazji urodzin jednej z belgijskich uczestniczek w iście francuskim stylu. Ja byłam kierowcą, więc proszę interpretować temat bez jakichkolwiek dwuznaczności i podtekstów. 

***

The hole of the cave is located in a village near Namur. We made an appointment on Sunday at 11:00. Everyone arrived without problems. The team consisted of 9 people, so I imagined that there would be a lot of waiting .. From the car to the hole we shared a distance of 5 minutes on foot (!). Rig was so much fun that it belonged to a boy - Pascal - who always forgets something, and often he does not take a cave pack with ropes, which of course turns out exactly when they are needed.
 
As a guest, I was introduced to the queue between two the best-English-speaking people. I found out that people have an average of about eight years of experience, the record holder walks around the caves for twenty years. So when they heard that I have been walking for a year, I was surprised: how I found myself there and what I do with them at all ... Because it's not in the name of an old friendship ... In addition, they told me that this hole is often flooded with water rain, hence takes a lot of surface material with him: mud, leaves, branches etc. Now the water level was very low, so they promised that we would definitely go through the cave to the end.
 
Of course it was a place and time for my favorite discussions, which can be understood without knowing any language:
  • Qu'est ce que c’est?
  • Shunt.
  • ?
  • Prusik.
  • Aaa. :)
 
The first rope sections, relatively short and straight. Even a lot of people did not make a traffic. Alain, who was walking in front of me and who knows the scale of the Polish Tatras, laughed before a 14-meter well, that in Belgium is already a big and exciting thing :) In the lower parts we found a cosmic amount of mud in the consistency of chocolate. We were sealed tight from head to toe. So when I took a clean petzl simple from my little cave pack, the war on mud balls almost broke loose so as to bring it to the proper condition of dirt as soon as possible.
 
Everyone cautiously looked at my reaction. Thay explaining me that the caves usually do not look like that. I, however, played like a child and loudly laughed: from the level of dirt on my oversuit, harness, the amount of mud in the shoes and slipping on everything and everywhere.
 
After leaving, we were celebrated the birthday party of Jenny. We took a few photos to show Polish people this beautiful belgian caving tradition.
Thanks for meeteng. See you soon!

Dodatkowe informacje

Zaloguj się, by skomentować