Jaskinie i wyprawy

Jaskinie i wyprawy (717)

Bartosz Baturo
Lena Katarzyna Koprowska
Jerzy Pukowski
Paweł Gądek
Ella Zołotarenko - Osoba Towarzysząca
Jerzy Ganszer

 

Paweł i Pukuś planowali nowa jaskinię o nazwie "Sękata" - długość ok. 15,00 m.

Reszta ekipy zwiedzała:   Jaskinię Półkuli, Jaskinię Latających Mgieł, Schron nad Wyrchmalinkami, Jaskinię Lodową w Szczyrku.

 

Ekipa wysprzątała Jaskinię Lodowa w Szczurku jak i okolicę. Było miło! Pomysłodawcą akcji była Lena, kierownikiem był Paweł.  Tutaj kilka zdjęć - "kliknij"

Dodatkowe informacje

środa, 06 czerwiec 2018 18:20

2018.06.06 Jaskinia Czarna

Napisał

Gabriela Gajny

Jerzy Ganszer

 

Trawers między otworem głównym a bocznym. Czas akcji w jaskini 2 godziny. Wykonano wiele zdjęć.

Tutaj kilka zdjęć z akcji - "kliknij"

poniedziałek, 04 czerwiec 2018 11:45

2018.05.31-06.03 Speleo Rumunia

Napisane przez

Tomasz Pawłowski
Lena Katarzyna Koprowska
Patrycja Kopytko
Dominik Sarnowski
Bartłomiej Golik
Wojciech Jasiak
Łukasz Piechocki

 "opis będzie niebawem"
 

 

Dominik Sarnowski
Tomasz Pawłowski
Bartłomiej Golik
Wojciech Jasiak
Łukasz Piechocki
Katarzyna Lena Koprowska
Patrycja Kopytko

 

Za sprawą owocnej współpracy Tomka oraz Dominika jedziemy w przepiękny rejon Padiş w Parcul Natural Apuseni, w Rumunii.
Już w środę ruszamy w nocną trasę pełni entuzjazmu. Pogoda jak na zamówienie: bezchmurne niebo, pełnia słońca, jak w środku lata. Szybkie zakupy na lokalnym targowisku i około południa dojeżdżamy na naszą bazę wypadową Canton Glăvoi.
Krótki rekonesans kończy się spacerem na Poiana Ponor – polana, która w okresie deszczowym lub przy topniejących śniegach zamienia się w pokaźnych rozmiarów jezioro; jest to największy powierzchniowo fenomen w Europie, który został rezerwatem przyrody.
Wody może zbyt dużo nie było, ale wystarczyło, aby Łukasz i Bartek się zmoczyli, a Prezes niefartownym skokiem dorobił się kontuzji.
Po rekonesansie pakujemy pianki i szpej, przed nami Peștera Cetățile Ponorului, która powala wszystkich swymi wrotami głównymi, które są jednymi z największych w Europie (ponad 70m wys.). Wchodzimy drugim otworem gdzie od startu wita nas woda. Kilka zjazdów po pochylniach i jesteśmy mokrzy po uszy. Kolejne korytarze przepływamy wpław, co dostarcza wszystkim sporo wrażeń. Niestety moment powrotu wyznacza utrata komfortu termicznego. Na zakończenie dnia przyrządzamy wspólnie bogracz.
Następnego dnia dołączają do nas koledzy ze Speleoklubu z Wrocławia i ruszamy do Peștera Zăpodie, którą poręczuje Lena. Po odcinkach linowych zatrzymuje nas korek lodowy w studzience, który jednak nie jest w stanie zatrzymać nam akcji i odpuszcza silnej determinacji Tomka i jego wiertarki. Wkraczamy w przepiękny ciasny meander, korytarze zalane mlekiem wapiennym aż dochodzimy do czarnego kanionu huczącego pędzącą wodą. Odwiedzamy przepiękne sale z niesamowitą gamą naciekową, czarnym wapieniem, pajęczyną wapienną oraz mamy okazję zobaczyć zaleszczotka. Cała akcja kończy się po 12 godzinach deporęczem Łukasza i Bartka i epickim zwijaniem liny przez Patrycję i Gosię. Na bazie nagroda w postaci ogniska i toastu.
W sobotę członkowie SBB zarządzili dzień restowy. Patrycja wraz z Dominikiem poszli na trekking do kanionu Piatra Galbenei oraz jaskini lodowej Gh. Focul Viu; Lena i Bartek zrobili trawers między otworami Cetățile Ponorului; Tomek wraz z kolegami z Wrocławia poszli do Avenul Borțig.
Degustowaliśmy lokalne przysmaki a wieczorem rozpaliliśmy ognisko z tradycyjnymi kiełbaskami.
Ostatniego dnia zwiedziliśmy jeszcze dwie przepiękne jaskinie turystyczne: Peștera Meziad i Farcu Crystal Cave.
Wszystko udało się wybornie, zatem pracujemy nad kondycją i nabieramy apetytu na coraz dalsze i piękniejsze podziemne przygody.

[pisała Lena, zmodyfikowała Patrycja]

[zdjęcie: Tomasz Pawłowski]

 

wtorek, 29 maj 2018 00:40

2018.05.26-27 Jura

Napisane przez
Bartłomiej Golik
Tomasz Murzyn Grzegrzółka
Antoni Grzegrzółka - Osoba towarzysząca
Jarek Jakubowski
Wojciech Jasiak
Katarzyna Lena Koprowska
Tomek Manda
Joanna Micherdzińska
Izabela Rosner
Tomek Stryku Strykowski
 

Wyjazd kursowy - podstawy wspinania na własnej asekuracji, czyli piknik pod skałą z opcją wspinania.

 
Trzeba to powiedzieć: pięknie nam Murzyn wyreżyserował wyjazd na jurę. Wszystko było dokładnie tak jak powinno być. Punktualny wyjazd z Bielska, dojazd na miejsce w precyzyjnie wyznaczonym czasie, kursowe drogi puste, żadnego drażliwego sąsiedztwa wspinaczy z przerośniętymi ambicjami i pogardą dla szambonórów. Pogoda na medal - lampa jak w środku lata w ciepłych krajach. Od razu zapragnęliśmy złapać trochę słońca, więc wszyscy zaświeciliśmy półnagimi ciałami ;)
 
Rozdzielenie sprzętu, podział na zespoły i do dzieła! Iza z Tomkiem kontynuowali szkolenie rozpoczęte z Murzynem tydzień wcześniej, więc ich działania już ewidentnie przypominały wspinanie z prawdziwego zdarzenia: budowanie stanowisk, osadzanie własnej asekuracji, poprawne komendy... Aż miło popatrzeć na taki owocny sukces szkoleniowy ich opiekuna. Lena z Jarkiem szlifowali podstawy: zjazd w wysokim przyrządzie, przejazd przez węzeł, budowa stanowisk oraz seria trudnych pytań i obszerna dyskusja dotycząca uzasadnienia dla pewnych praktyk iczy unifikacji. Nigdy jak wiadomo nieskończona, bo ile ludzi tyle opinii, ale warto było postrzępić sobie trochę języka. Bartek, Wojtek, Asia, Antek i Stryku z ekipą natomiast uprawiali beztroską rekreację: wspinanie sportowe na drogach obitych, wędkowanie, opalanie, plażing, bezalkoholowy browaring etc. 
 
W tej przyjemnej aurze, jak z bicza trzasł, zeszło nam do 17:00. Usatysfakcjonowani działaniami udaliśmy się na obiad, burszytnowy izotonik i drobne zakupy. Bardzo nas rozbawił widok wychodzącego ze sklepu Bartka w koszulce „Speleo Expedition” niosący karton z żubrówką białą i rzeczowym podpisem „Czysty żywioł”. Wracamy do Rzędkowic, rozbijamy obóz pod skałkami, zbieramy drewno i robimy ognisko. Bartek przed jeszcze zmierzchem wstawia się w dwie drogi: w garażu i nieopodal, niestety plan ich ukończenia krzyżują jaskółcze gniazda zbudowane w super klamach. Potem już tylko kiełbaski, księżyc oświetlający skały, czyste niebo i długie nocne rozmowy o samych ważnych rzeczach ;) Sceneria doskonała, pewnie nawet trochę romantyczna, tylko kto by to wychwycił po takim skutecznym uzupełnianiu płynów..? 
 
Rano - śniadanie mistrzów - kiełbaska z ogniska. Nikogo (poza Jarkiem, który zaspał w hamaku) nie trzeba zapraszać do tańca: Bartek szuka drogi bez jaskółek, Iza i Tomek już zupełnie świetnie sobie radzą jako niezależny zespół, potem każdy z nas prowadzi filarek obok garażu. Pogoda wciąż dopisuje, gęby się śmieją. Gdyby robota nie wzywała przedłużylibyśmy sobie ten piknik z opcją wspinania o dobrych parę dni. Na szczęście nie zdążyliśmy wszystkiego omówić i będziemy zmuszeni tam wrócić. Poprosimy o ten sam scenariusz - na pewno ku radości wszystkich - zadziała bez cienia nudy!

I grupa poręczująca:

Łukasz Piechocki
Marek Sobański
Dariusz Rozmus
Lena Koprowska
Jerzy Ganszer

II grupa reporęczująca
Wacław Michalski
Wojciech Jasiak
Bartłomiej Golik
Kamil Polański
Bartosz Baturo

 

Wszystkie osoby stanęły na dnie, czyli były przy Syfonie Dziadka. Czas I grupy 13 godzin.  W jaskini spotkano trzech grotołazów z Akademickiego Klubu Grotołazów AGH Kraków. Akcja przebiegała sprawnie, było sporo wody. Cztery osoby stanęły pierwszy raz na dnie. Widoczny dalszy ubytek lodu w rejonie przy otworowym.

 

Jerzy Ganszer zorganizował nam klubową akcję na dno Polski od otworu jaskini Śnieżnej. Tłumnie zgłosiło się na nią w sumie 15 uczestników, jednak nagłe ataki przeziębienia oraz wypadki losowe zredukowały nas do 10 osób. Podzieliliśmy się na dwa zespoły: z Prymulą o 6:00 rano wychodzili: Lena, Marek, Łukasz i Darek, z Wackiem o 8:00 szli: Kamil, Bartek, Wojtek i Bartosz. 

Pierwszej grupie na podejściu towarzyszyły nam nisko zawieszone chmury, które odebrały pogadankę o topografii. Na szczęście nic z nich nie padało, więc suchą stopą stanęliśmy pod dziurą. Szybkie przebieranie - jak to z Ganszerem - i już jedziemy po wielkim lodospadzie. W wielkiej studni zastaje nas deszcz jaskiniowy, ale większość z nas nic sobie z niego nie robi nie zakładając nawet kapturów na głowę. To błąd, bo woda powpadała nam za kołnierze i po tych 80m zjazdu właściwie wszyscy jesteśmy zupełnie mokrzy. Potem jest już tylko... Coraz gorzej! Na obu płytowcach WODA leje się regularnym strumieniem i podczas zjazdów właściwie nie sposób jej ominąć, więc kto nie wziął neopremowych skarpet miał czego żałować. Potem zaś WODOciąg, więc jak sama nazwa wskazuje towarzyszyła nam woda - prawie po kolana. Łaskawie nie wlewała nam się do kaloszy, ale to już nie grało wielkiej roli. 

Suchy biwak Ganszer pokazał nam tylko palcem, no bo szkoda czasu ;) więc pomknęliśmy przez - o matko! - II i III WODOspad, w których woda napierd*** z dzikim hukiem, aż do drugiego biwaku. Tam nawet usiedliśmy na chwilę na karimatkach i zdążyliśmy się posilić. Potem jeszcze tylko pochylnia, trawers, błotne - nomen omen - łaźnie i już jesteśmy przy Syfonie Dziadka, obok którego towarzyszy nam huczący w niebogłosy WODOspad.

Wracamy.

Błotne łaźnie były naszym przyjacielem tylko dotąd, dokąd można było zjeżdżać na nich na czterech literach. Na podejściu dostarczyły nam wiele emocji i pozwoliły zrobić powtórkę z łaciny kuchennej. Lejąca się nam dalej na głowy woda przestała już robić jakiekolwiek wrażenie i wkurzała tylko o tyle, że nie można było się sprawnie komunikować mimo wydawania komend wrzaskiem na całe gardło. Biwaczek dzięki uprzejmości drugiej ekipy w pełni zaopatrzony w wodę, kawę, herbatę, zupy, słodycze etc, a dzięki stylowi a’la Ganszer trwał w sumie tyle, ile dochodził wrzątek. Resztę spotkanej wody na podejściach już dość mocno zignorowaliśmy, by na koniec wyrównał bilans i do szewskiej pasji doprowadził nas lodowiec. Taktyki jego wychodzenia były różne, żadna nie działała, objawiała się jękami, szlochami, wyciem, bluzgami, sapaniem, chrząkaniem, pomrukami, szeptami czułych słówek i innymi temu podobnymi :) 

Na zejściu spotkała nas jeszcze jedna przygoda: na płacie śniegu Darek zaliczył niekontrolowany zjazd jakieś 50 m w dół. Nic się nie stało, ale wyglądało groźnie jak każdy niekontrolowany górski incydent. Ganszer obiecał wykład z „hamowania bez raków i czekana”. Nadmiar wrażeń zrekompensowaliśmy sobie hot dogami na stacji benzynowej w środku nocy.

Ku przestrodze publikuję niniejsze sprawozdanie, morał z niego bowiem PŁYNIE taki: 
jak następnym razem Prymula będzie zapraszał, Drodzy klubowicze, na akcję i zapyta Was tak jak mnie przed Śnieżną: 
-Lena, czy nie przeszkadza Ci szum WODY w jaskini?
radzę to dobrze przemyśleć  :)

 

Zdjęcie Marek Sobański

wtorek, 22 maj 2018 15:05

2018.05.13 Góra Birów

Napisał

Sprawozdanie z tego okresu jest już w sprawozdaniach wewnętrznych - zostało tam umieszczone ze względu na słabą jakość literacką!

Cudownego, słonecznego dnia Pańskiego 13.05.2018 r. spotkała się zacna grupa kursantów pod Górą Birów w liczbie 4 sztuk + miłościwie im panujący instruktor w osobie Tomasza Grzegrzułki.

 

Zajęcia z podstaw wspinaczki skałkowej rozpoczęły się planowo o godzinie 9.30 i trwały do późnych godzin popołudniowych. Chętni mieli niespotykaną możliwość odwiedzin Pustyni Błędowskiej.

 

Podczas zajęć poznaliśmy podstawowy sprzęt wspinaczkowy i jego obsługę (uprzęże, karabinki, liny, ekspresy, taśmy, przyrządy asekuracyjne). Mieliśmy również niebywałą okazję poćwiczyć węzły takie jak: ósemka, kluczka, wyblinka, półwyblinka, flagowy oraz węzły zaciskowe: bloker, prusik oraz stoper taśmowy, które z całą pewnością będą nam towarzyszyły podczas naszej jaskiniowo-wspinaczkowej przygody.

 

Oczywiście kursanci przebierali nogami na samą myśl o samodzielnych zjazdach więc po omówieniu części teoretycznej udaliśmy się nieco wyżej aby przenieść teorię na praktykę. Nikt nie miał wątpliwości, że tak zgrana grupa poradzi sobie z zadaniem bez większych problemów. Ćwiczyliśmy zjazdy z własną asekuracją oraz przepinanie się na stanowiskach pośrednich.

Poziom trudności piął się w górę więc przenieśliśmy się na szczyt góry aby zapoznać się ze sprzętem umożliwiającym zakładanie własnej asekuracji: kostki, tricamy oraz nauczyć się jak wykorzystywać formy skalne przy zakładaniu asekuracji. Dalszy etap szkolenia obejmował budowanie punktów wielokierunkowych, asekurację górną przy użyciu półwyblinki i przyrządu typu reverso. Naszym głównym zadaniem było nie dać spaść instruktorowi w przepaść :

D ahh ta wiara w umiejętności kursantów 

Wszyscy szczęśliwi, uśmiechnięci a przede wszystkim cali zakończyli szkolenie i rozjechali się do domów

Uczestnicy:

Izabela Rosner - Manda

Tomasz Manda

Natalia Gąsior

Bartosz Baturo

 

 

Na zakończenie szkolenia 3-osobowy zespół  poprowadził pierwszą swoją wspinaczkę  z dolną asekuracją

 

 

wtorek, 15 maj 2018 17:28

2018.05.12. Wielka Litworowa

Napisał

Maja Jędrzejewska

Adam Marcinków

Marcin Freindorf - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego

Kolejna akcja w Litworce. Całkiem sprawna. Dwóch członków wyprawy osiągnęło dno magla.

  1. Jan Dunat - Weteran
  2. Jerzy Ganszer
  3. Zofia Gutek
  4. Beata Michalska-Kasperkiewicz
  5. Stefan Mizera  - Weteran
  6. Jerzy Niepsuj - Weteran
  7. Jerzy Pukowski
  8. Jerzy Urbański - Weteran
  9. Zdzisława Grebl
  10. Paweł Kasperkiewicz
  11. Ewa Libera - Speleoklub Dąbrowa Górnicza
  12. Jadwiga Micherdzińska
  13. Kazimierz Ślęk
  14. Karolina Luksa - Fanklub Kyby
  15. Anna Sobańska - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
  16. Jakub Krajewski
  17. Renata Pest - Speleoklub Brzeszcze - na wyjeździe dopisana do Weteranów
  18. Robert Pest - Speleoklub Brzeszcze - na wyjeździe dopisany do Weteranów
  19. Nina Pest - Speleoklub Brzeszcze
  20. Bartłomiej Pest - Speleoklub Brzeszcze
  21. Marcin Dunat - podczas wyjazdu dopisany do Koneserów
  22. Michał Dunat - podczas wyjazdu dopisany do Koneserów
  23. Izabela Luty - Speleoklub Warszawski
  24. Anna Różańska - Speleoklub Warszawski
  25. Hubert Kolasiński - Speleoklub Warszawski
  26. Martin Poprocký - Speleoklub Muránska Planina
  27. Lukáš Vlček - Slovak Exploring Team, Speleoklub Muránska Planina, Speleoklub Tisovec
  28. Roman Czarnecki - Były Członek Klubu
  29. Hutka Dušan - Speleoklub Tisovec
  30. Milan Poprocký - Speleoklub Muránska Planina

Działaliśmy na obszarze Speleoklubów "Murańska Planina" i "TISOVEC"

Zwiedzano jaskinię  Homole ponad 1000 m dł. z ładną szata naciekową i elementami pionowymi. W drugim dniu Jaskinia Čertowa i kanion turystyczny. Dziękujemy Speleoklubowi Brzeszcze za zorganizowanie spotkania, podziękowania również dla Słowaków za oprowadzenie po jaskiniach.

Było miło i wesoło. Za rok będzie "30" spotkanie - będzie "pełna gala".

Na wyjeździe był pies - suka - Bejke - Członek Fanklubu Speleolubu Bielsko-Biała

 

Spotkania są otwarte i  mile są widziane nowe osoby. Rozszerzenie tematu jest na specjalnej stronie Weteranów - http://www.jaskinie.bialy-orzel.com.pl/weterani.htm

To była akcja inspirowana przez Biuro do Spraw Oczyszczania Wielkiej Litworowej

Jerzy Pukowski - przewodniczacy Biura

Jerzy Ganszer - I sekretarz

W niedostępnej szczelinie ok. 10 metrów od początku zjazdu w Pierwszej Pięćdziesiątce leżakowała sobie od kilku dziesięcioleci czerwona płaska bateria z XX wieku. Niewątpliwie pozostawiona tam przez naszych starszych kolegów. Niżej podpisany przy użyciu odpowiedniego sprzętu i własnej "koncepcji" - wydobył tą baterię! Tą baterię wyprodukowała firma "Elektron". Przy okazji wybito ze ściany tej studni - 4 stare haki, wyciągnięto jedną pętle. Potem jeszcze w wyższych partiach jaskini znaleziono dwie dodatkowe stare baterie płaskie i części innej. Wszystko jest widoczne na zdjęciu. Wspominana bateria to ta po prawej stronie.

Opis akcji będzie na specjalnej stronie Biura. Można jeszcze dodać, że wspomniane Biuro robi zapisy chętnych osób do uczestnictwa w pracach terenowych.

 

Czas akcji 2 godziny i 10 minut. A na dole dopadła nas burza i było wilgotno.  

A tutaj kilka innych zdjęć z akcji "kliknij"