Jaskinie i wyprawy

Jaskinie i wyprawy (717)

poniedziałek, 01 kwiecień 2019 23:45

2019.03.28-31. Stubai skiturowo

Napisał

Adam Marcinków

Cesar, Łukasz - Osoby Towarzyszące

Wyjazd skiturowy do Austrii. Każdego dnia zrobiliśmy 1000m przewyższenia. Udało się zjechać kilkoma stromymi żlebami. Z rana śnieg był trudny do jazdy, bardzo zmrożony, ale w ciągu dnia warunki zmieniały się na bardzo dobre. W górnych partiach w wielu miejscach puch. Widoki wspaniałe, pogoda słoneczna.

poniedziałek, 25 marzec 2019 19:48

2019.03.24 Belgia. Abîme de Lesves

Napisał

Alain Evens
Katarzyna Lena Koprowska
Jacques Lempereur
Eric Deflorenne
Laurent Rasquinet
Didier "Blink" Liépin 
Jenny Willems
Pascal Evens
Aurélie Evens

Géry Berghmans (Osoba Towarzysząca)
Marta Śruba Kłopotowska (Osoba Towarzysząca)

***something like "english version" below***

Dzięki przypieczętowanej przez komisję ślubną współpracy międzyklubowej Bielsko-Biała - Belgia oraz z nieocenioną pomocą Wacka Przygody Michalskiego udało mi się nawiązać kontakt i umówić na wspólne wyjście do jaskini z tamtejszym speleoklubem.  

Otwór jaskini znajduje się w wioseczce nieopodal miejscowości Namur. Umówiliśmy się w niedzielę na godzinę 11:00. Wszyscy dotarli bez problemu. Ekipa liczyła sobie 9 osób, więc wyobrażałam sobie, że będzie sporo czekania.. Od auta do otworu dzielił nas dystans 5 minut na pieszo (!). Poręczowanie było o tyle zabawne, że należało do chłopaka, który rzekomo zawsze czegoś zapomina, a często zdarza mu się nie zabrać wora z linami, co rzecz jasna okazuje się dopiero w momencie, kiedy są potrzebne. 
 
Jako gość zostałam wprowadzona do kolejki między dwie anglojęzyczne osoby (cała reszta rzecz jasna władała wyłącznie francuskim, w którym ja znam chyba tylko trzy słowa: „wolna”, „dziękuję” i „winobranie”). Dzięki temu dowiedziałam się, że większość z uczestników akcji ma średnio około ośmioletnie doświadczenie, rekordzista chodzi po jaskiniach dwadzieścia lat. Zatem jak usłyszeli, że ja chodzę od roku byli zaskoczeni jak ja w ogóle się tam znalazłam i co ja tam z nimi w ogóle robię… Bo przecież to nie w imię starej przyjaźni… Ponadto opowiedzieli mi, że ten otwór bardzo często jest zalewany wodą z deszczu, zatem zabiera ze sobą dużo materiału powierzchniowego: ziemi, liści, gałęzi etc. Teraz stan wody był bardzo niski, więc obiecywali, że na pewno przejdziemy jaskinię do końca. 
 
Oczywiście nie obyło się bez mojej ulubionej poza granicami Polski dyskusji, którą da się zrozumieć bez znajomości jakiegokolwiek języka:
  • Qu'est ce que c’est?
  • Shunt.
  • ?
  • Prusik.
  • Aaa. :)
 
Pierwsze odcinki linowe, stosunkowo krótkie i proste, nawet duża liczba osób nie wywołała zakorkowania akcji. Alain, który szedł przede mną i który orientuje się w skali polskich Tatr zaśmiał się przed 14-metrową studzienką, że w Belgii to już duża i emocjonująca rzecz :) A gdy dojechaliśmy na sam dół okazało się, że w meandrze wzdłuż płynącej wąskim strumieniem strużki wody zalega kosmiczna wręcz ilość podeszczowego materiału i błota, które  aż wsysało kalosze. Potem mieliśmy do pokonania krótki odcinek podobny do naszej rury w miętusiej, tylko cały wypełniony błotem konsystencji czekolady. Oblepiło nas szczelnie od stóp do głów, więc gdy wyjęłam ze szpejarki czystą rolkę to o mało nie rozpętała się wojna na błotne kulki aby tylko jak najszybciej doprowadzić ją do prawidłowego stanu zabrudzenia. 

Uczestnicy bacznie patrzyli na moją reakcję tłumacząc, żebym nie zrażała się to belgijskich podziemi, bo jaskinie zwykle tak nie wyglądają. Ja natomiast bawiłam się jak dziecko i głośno śmiałam: z poziomu zabrudzenia kombinezonu, szpeju, ilości błota w butach i ślizgania po wszystkim i wszędzie. 

Po wyjściu czekał nas jeszcze poczęstunek z okazji urodzin jednej z belgijskich uczestniczek w iście francuskim stylu. Ja byłam kierowcą, więc proszę interpretować temat bez jakichkolwiek dwuznaczności i podtekstów. 

***

The hole of the cave is located in a village near Namur. We made an appointment on Sunday at 11:00. Everyone arrived without problems. The team consisted of 9 people, so I imagined that there would be a lot of waiting .. From the car to the hole we shared a distance of 5 minutes on foot (!). Rig was so much fun that it belonged to a boy - Pascal - who always forgets something, and often he does not take a cave pack with ropes, which of course turns out exactly when they are needed.
 
As a guest, I was introduced to the queue between two the best-English-speaking people. I found out that people have an average of about eight years of experience, the record holder walks around the caves for twenty years. So when they heard that I have been walking for a year, I was surprised: how I found myself there and what I do with them at all ... Because it's not in the name of an old friendship ... In addition, they told me that this hole is often flooded with water rain, hence takes a lot of surface material with him: mud, leaves, branches etc. Now the water level was very low, so they promised that we would definitely go through the cave to the end.
 
Of course it was a place and time for my favorite discussions, which can be understood without knowing any language:
  • Qu'est ce que c’est?
  • Shunt.
  • ?
  • Prusik.
  • Aaa. :)
 
The first rope sections, relatively short and straight. Even a lot of people did not make a traffic. Alain, who was walking in front of me and who knows the scale of the Polish Tatras, laughed before a 14-meter well, that in Belgium is already a big and exciting thing :) In the lower parts we found a cosmic amount of mud in the consistency of chocolate. We were sealed tight from head to toe. So when I took a clean petzl simple from my little cave pack, the war on mud balls almost broke loose so as to bring it to the proper condition of dirt as soon as possible.
 
Everyone cautiously looked at my reaction. Thay explaining me that the caves usually do not look like that. I, however, played like a child and loudly laughed: from the level of dirt on my oversuit, harness, the amount of mud in the shoes and slipping on everything and everywhere.
 
After leaving, we were celebrated the birthday party of Jenny. We took a few photos to show Polish people this beautiful belgian caving tradition.
Thanks for meeteng. See you soon!

Dodatkowe informacje

Rekreacyjny wypad w Wielkie Kominy. Duża ilość lodu w rurce, zawęziła "zacisk", zmuszając do zdjęcia sprzętu. W drodze powrotnej zajrzeliśmy do jeziorka w starych partiach.

środa, 13 marzec 2019 23:49

2019.03.13 Jaskinia Miętusia

Napisał

Dariusz Rozmus
Jerzy Ganszer

Ekipa dotarła do Syfony Marynarki Wojennej. 

Na zdjęciu D.R. wykonał J.G.

 

Katarzyna Lena Koprowska
Astragal Club:
Eric Deflorenne
Didier Liépin
Jenny Willems
Pascal Evens
Aurélie Evens 
Alain Evens
 
Historia kluczy do Jaskini/Story of a key to cave.
Lucienne, która teraz przechowuje klucze, ma 80 lat. Kiedy była młoda eksplorowała część jaskini nurkując syfon. Ta część nazywa się teraz grotą Lucienne. Potem znaleziono połączenie z inną jaskinią - Le Solitaire - czyniąc z niej jedną dużą (oczywiście w skali Belgii ;))
 
For history, Lucienne, who's keeping the key, is now 80 years old and, when she was young, she discovers a part of the cave by diving a sump. This part is now called "grotte Lucienne" and later a junction was found with another cave, "Le Solitaire" to make a big cave ("big" at the Belgian level)
 
Okoliczności przyrody/Circumstances of nature
Wejście do jaskini znajduje się w uroczej miejscowości Lustin. Ona sama w sobie jest warta odwiedzenia, ponieważ jest pięknie położona i roztacza piękny widok na rzekę, zwłaszcza z dachu i tarasu jednej z dwóch restauracji-hoteli. Było bardzo słonecznie, ale chłodno i wietrznie - na tyle, że pod ziemią wydawało się cieplej niż na powierzchni. 
 
The hole of cave is in the lovely town Lustin. It is beautifully situated and offers a beautiful view of the river, especially from the roof and terrace. It was very sunny, but cool and windy - we feel, that in underground was warmer than in the surface.
 
Besprzętowy nie znaczy łatwy/No-equipment is not so easy.
Całość to labirynt korytarzy na dobre osiem godzin ciężkiego ciorania. Alain zna cały obiekt jak własną kieszeń, brał bowiem udział w jego eksploracji. Wybrał dla nas kilka najciekawszych korytarzy na cztery godziny czołgania - wierzcie mi, że wszystkim w zupełności to wystarczyło, aby poczuć ten satysfakcjonujący wymiar zmęczenia. Zapowiadało się ciekawie, ale było po prostu ciasno - wszędzie bardzo ciasno. Przy wejściu jeden odcinek linowy, a reszta jaskini bezsprzętowa, więc wydawać by się mogło, że łatwa, ale bardzo bardzo przytulnie ciasna, więc miejscami wyciskająca pot nie tylko z czoła i autentycznie niełatwa. 
 
Zgodnie z zapowiedziami, które wcześniej słyszałam, jedna z najładniejszych jaskiń w Belgii - zdecydowanie najładniejsza ze wszystkich trzech, które udało mi się odwiedzić. W salkach sporo nacieków, niektóre o bardzo ładnych, ciekawych kształtach, w tym jeden nazywany bocianem - w istocie przypominał ptaka stojącego ja cienkich nóżkach z długim dziobem. Ale korytarze jak w kalesonowej - i tylko góra-dół, dół-góra, ślisko od błota i zabawnie przy całym inwentarzu prychań, sapań oraz innych dźwięków, jakie  z siebie wydobywaliśmy. I nieustające dowcipki Jenny we wspaniałym ironicznym charakterystycznym dla Belgów poczuciu humoru - nie do powtórzenia :)
 
The whole is a labyrinth of corridors for a good eight hours. Alain knows the whole object as his own pocket, because he took part in his exploration. He chose for us the few most interesting corridors for four hours of crawling - believe me that all this was enough to feel this satisfaction. It promised to be interesting, but it was just crowded - everywhere very tight. At the entrance one rope section, and the rest of the cave, no-equipment, so it would seem that it was easy, but very very cozy, so places squeezing sweat not only from the forehead and genuinely not easy.
 
I heard earlier, thai is one of the most beautiful caves in Belgium - definitely the most beautiful of all three that I visit. In the rooms a lot of dripstones, some with very nice, interesting shapes, including one called a stork - in fact it resembled a bird standing with me thin legs with a long beak. Can hear only snorting, wheezing and other sounds that we extracted from each other. And of course Jenny's incessant jokes in the wonderful ironic sense of humor characteristic of the Belgians - not to be repeated :)
niedziela, 10 marzec 2019 19:50

2019.03.09 Jaskinia Pod Wantą

Napisał

Tomasz Grzegrzułka - instruktor
Norbert Miczołek
Piotr Knop
Tomasz Liszowski 

Kolejna akcja do Jaskini pod Wantą.
Warunki pogodowe bardzo dobre, dopiero wieczorem w górnych partiach silny wiatr.
Lawinowa dwójka, pokrywa śnieżna stabilna. 

Wyjście z bazy o 7:30, powrót - 20:15. Czas akcji jaskiniowej od 11:40 do 17:20 czyli 5godz 40minut.
Dno jaskini -151m (wg planu jaskini) osiągnięte o 14:20.

Akcja przebiegła sprawnie i bezproblemowo.

Z ciekawostek - zaobserwowano po pierwszym odcinku linowym (w okolicach biwaku)
2 myszy (jedna była już w plecaku gotowa do wyjścia :) ). 

 

niedziela, 10 marzec 2019 08:57

2019.03.09 Jaskinia Miętusia

Napisał

Dariusz Rozmus
Teresa Zwierzchowska
Łukasz Piechocki
Zbigniew Grzybek

Akcja rekreacyjna. Zachęceni pogodą oraz perspektywą odprężającego wpływu jaskinia a w szczególności "rury" w początkowych partiach jaskini - ochoczo wyruszyliśmy na spotkanie z Miętusią. Dzięki sprawnemu zarządzaniu zasobami ludzkimi a kierownikiem akcji była  Tosia  dotarliśmy aż do Marwoja. Akcja rozpoczęła się około 18.05 a zakończyła o godzinie 23.15. Było wesoło i przyjemnie. Podczas zejścia zmokliśmy.

niedziela, 03 marzec 2019 22:20

2019.03.03 Trawers Mylna – Raptawicka

Napisał

Występują:
Teresa Zwierzchowska
Aneta - Osoba Towarzysząca
Mateusz - Osoba Towarzysząca
Dariusz Rozmus
Paweł Gądek
Łukasz Piechocki
Kamil Polański – kierownik akcji

 W związku z brakiem promieni słonecznych i błękitnego nieba, zamiast w Tatry słowackie udaliśmy się na poważną akcję pomiędzy dwoma poważnymi jaskiniami. Do otworów wejściowych postanowiliśmy wyjątkowo udać się szlakiem turystycznym. Turystów po drodze była garstka. Z głównego szlaku odbiliśmy w stronę dziur, nie bacząc na zalegający i nadzwyczaj śliski śnieg. Najpierw dotarliśmy do Jaskini Mylnej. W jednym z okien Pawlikowskiego podzieliliśmy ekipę na 3 teamy,  rozdzieliliśmy sprzęt, zadania. I team (T. A. M.) rozpoczął eksploracje miejsc niektórym nieznanych. II team (D. P.) udał się do Raptawickiej w celu  znalezienia połączenia jaskiń od góry. III team (Ł. K.) udał się  do Wielkiej Izby w celu znalezienia połączenia jaskiń od dołu. Obydwa teamy znalazły  połączenie. Niestety po dotarciu przeze mnie do miejsca połączenia poprzez komunikację głosową zdecydowałem z drugim teamem, że przejście jest niemożliwe bez żmudnego odgruzowywania. Podjęliśmy decyzję nie zagrażać sobie i innym – wycof po dokonaniu trawersu „głosowego”.
Akcję zakończyliśmy eksploracją  najpierw jaskini Raptawickiej, następnie część osób  zwiedziła partie jaskini Obłazkowej, po czym wszyscy udaliśmy się z powrotem do Mylnej aby przejść godnie cały jej główny ciąg.

 Czas trwania akcji w jaskini: ok. 2.5 godziny.

 Filmik z akcji:

 

 

niedziela, 24 luty 2019 19:27

2019.02.23 Rekreacja w Czarnej

Napisał

Występują:
Martyna Michalska
Łukasz Piechocki (kierownik)
Wojciech XVI Jasiak
Dariusz Rozmus
Marcin Parys
Dominik Sarnowski

Wyjazd zaplanowany na 4:30 z Katowic rozpoczął się o godzinie 4:40. Poranki rządzą się swoimi prawami, a ulice są zbyt proste, i nie lubią, gdy się na nich skręca :)
Mimo wszelkich przeszkód jakie napotkaliśmy, zgodnie z planem wyruszyliśmy z worami na plecach w stronę jaskini Czarnej utrzymując średnie tempo 0,15 "Ganszera".
Oczekując na wejście ekipy SDG do jaskini w pięknych okolicznościach pogodowych nieśpiesznie przebraliśmy się w nieco przyciasnawe kombinezony (były jęki, sapania a wydychana para zamarzała).
Dzięki wytrwałości wspaniałego wspinacza jaskiniowego Marcina osiągnęliśmy nasz cel, którym były przepiękne partie Królewskie. Czas spędzony na oczekiwaniu na podanie sznurka uprzyjemnialiśmy sobie suszoną wołowinką popijaną ciepłym kakałkiem z miodem :) (jeśli ktoś nabawił się niestrawności od samego czytania to wspomnę, iż czynności te wykonywane były w odpowiednich odstępach czasowych...5 minut :P)
Cała wyprawa zakończyła się sukcesem za sprawą Dariusza "bijącego brawa" asekuranta dodającego otuchy niezmordowanemu wspinaczowi.
Deporęcz, "na złodzieja", okupiona stratami sprzętowymi, to również ważny element tej wyprawy, dzięki, któremu pewnego dnia powrócimy w te rejony tatrzańskiego podziemnego (pół)świat(k)a.
Cała reszta, tego co działo się w ciemnościach jaskini, to zbędne detale. 
Dopełnieniem całości był zjedzony polski żurek z proszku, by tradycji stała się zadość, a sprawozdanie można było napisać z czystym sumieniem.

poniedziałek, 25 luty 2019 08:30

2019.02.23 Jaskinia Pod Wantą

Napisał
Magdalena Prochalska
Jakub Binda
Mateusz Kubina
Tomasz Motoszko
Wacław Michalski
Zjechaliśmy na dno jaskini Pod Wantą. Akcja sprawna ale też długa z uwagi na wymagające warunki zimowe, spory mróz, zasypany otwór, konieczne torowanie drogi w świeżym śniegu. Kursanci bardzo dzielni, samodzielne poręczowanie i deporęcz. Towarzystwa dotrzymali nam narciarze: Beata, Kuba i Jurek. Zdjęcie Prumula