Kamil Polański

Sylwia Dendys - Speleoklub Tatrzański
Paweł Chrobak – Speleoklub Tatrzański
Paweł Olszewski
Kamil Polański

Dziś króciutko.

Akcja do partii wrocławskich. Skład okrojony -pora oczyszczania dla niektórych.

Z racji, że  wyjście zaplanowano na godzinę 6:00 (pospać nie dadzą ?), część z nas dojechała w podnóże Tatr już w piątek wieczorem. Na bazie noclegowej ekipa SBB w ciszy kontemplowała przed wyjściem do j. Pod Wantą. Sobotni ranek, tuż przed wyjściem, w oddali nieboskłon promieniował ciepłą aurą, ale już nieco po naszym wyjściu z parkingu, aura zmieniła się na lekko mżawiącą. Dzień był pełen zapomnień. A to lonża gdzieś uciekła, a to 2 (dwa!) zestawy obiadowe w aucie zostały (po nie to akurat ja sam musiałem się wrócić, bo jak to bez paszy na akcję iść). Warunki pod stopą na podejściu – w miarę wygodne, nie było kopnie, lekko zmarznięty śnieg, przechód bez czekana, raków, w górnej partii Przechodu spora szczelina (zdjęcie to obrazuje). Igloo szybko odkopane, ale  z 20 min. trzeba było poświęcić aby  podnieść strop gdyż przy 150cm  w świetle to nawet krasnal miałby problem czapkę założyć. Wejście do jaskini  na raty: pierwsi weszli przed 10-tą, ostatni po 10tej. W jaskini mniej wody niż 2 tygodnie temu gdy roztopy dawały się we znaki. Partie Wrocławskie również dość suche, woda już się polewała tylko z góry, a bywa tak że nawet i z dołu potrafiła tryskać. Dotarliśmy nieco za salę z sercem, aż pod Dwoisty Komin, przechodząc przez kilka zacisków, zacisków dość poważnych, bo głównie o nachyleniu dół-góra. W trakcie powrotu, na Białych Kaskadach (początek partii Wrocławskich) minęliśmy sporą liczbę grotołazów (7), których zamiarem było dotarcie do Sali z Sercem i aby wskazać niektórym gdzie znajduje się meander połączeniowy z dalszymi partiami (owe zaciski gdzie myśmy zakończyli).

Ostatnia osoba jaskinię opuściła nieco po 18tej.

Z ciekawych doznań/ elementów akcji:

- Sala z Sercem nazwana dlatego, że znajduje się tam sporej wielkości wanta (ok. 1x1x0.8m), na którą można wejść i wprawić ją w ruch - jej stukot przypomina bicie serca.

- Wielką Studnię częściowo pokonywałem po ciemku, oczywiście nie przepinki – polecam spróbować.

- Zjazd z Przechodu na dupie – frajda jaką musiałem powtórzyć. Jedni zjechali w sposób kontrolowany, inni na okrętkę, raz   na dupie, raz na głowie, raz na plecach, bokiem, brzuchu. Myślę, że Paweł sam podzieli się wrażeniami  ze zjazdu ?.

- W trakcie powrotu, podczas mojego drugiego dupozjazdu z Przechodu, napatoczył się „jakiś” narciarz. Okazało się, że to Kudłaty szukał wrażeń i zjeżdżając aż z j. Pod Wantą postanowił sprawdzić Przechód, lub to czy żyjemy (?). Spytałem się czy użyczy mi jednej ze swoich nart, ale odmówił. Obawiał się, że nie będzie ona już tak  kształtna gdy zjadę przy jej użyciu na „krechę”. Jego zjazd odbył się w sposób nieco szybszy od mojego, szablonowo, bez zawahań, upadku. Ciekawe czy po tym błocie przez lasek i polanę też śmigał  na deszczułkach ?.

Kamil Polański

Tym razem postanowiłem   samemu zawitać do Wielkiej Szanowanej jaskini. W tym samym czasie działał zespół (Krisowo-Sylwusiowo – Andrzejowy),który wędrował aż do Ekstazy.

Podejście lajtowe, nieco śliskie w lasku,  przez świstówki  w miarę  bez  brodzenia w zaczynającym rozmakać śniegu, przechód bez raków i czekana choć zalecam chociaż czekan.
Do przebieralni nie było problemu się dostać, ja przyszedłem na gotowe, choć przed wejściem jeszcze pomogłem  nieco przegłębić  tunel wejściowy, bo jak to tak się schylać już na wejściu, nie będąc przebranym.  W przebieralni sufit spełza i dla średniego wzrostu ludzi (172cm ?) już jest miejscami za mało, dlatego trzeba było to znowu pogłębić/ ściąć.Szybkie przebieranie, pierwsza porcja zestawu obiadowego wchłonięta i ok. 10:40 jestem w dziurze i  podążam w kierunku pierwszej ekipy. Mijam się z nimi na I Płytowcu, nawet zapominając że tam jest lina, a potem już cały czas z górki bez przestojów. Celem był deporęcz Obejścia Gliwickiego, ale że miałem całkiem dobry czas i szkoda ta wychodzić o … 13tej godzinie z dziury, to postanowiłem  zrobić niespodziankę  ekipie 1 i  zanim oni mnie doszli w wodociągu pobiegłem  do partii Krokodyla. W 22 min. pokonałem odcinek Suchy Biwak – Rozejście do partii Krokodyla – czas bardzo szybki, ale myślę że spokojnie można urwać z niego 5min. Po 1 godz. 50min. (od otworu) jestem w Małym Błotku, zacisk pokonany za drugim razem (głową nie poszło), za MB musiałem zostawić swój ślad w postaci  zmętnienia wody, aby  Ci za mną wiedzieli że nie kłamałem i zacząłem wracać do planu  czyli do Nadkotlin. Z ekipą minąłem się  w początkowych partiach  Krokodyla, siłowali się z czasem. W te pędy pobiegłem  do Nadkotlin, mocząc  się  drugi raz w partiach poniżej Suchego Biwaku (dużo wody, bo to niestety roztopy nastały). Deporęcz Obejścia Gliwickiego zajął mi aż 1,5 godziny, bo nie obeszło się bez przygód. Chyba pierwszy raz od niepamiętnych czasów (staż co prawda niewielki) zadrżała mi noga stojąc na półce nad dnem Setki i manewrując  linami przygotowywanymi do  „złodzieja”, bo jakoś tak nie zdecydowałem się wpinać lonża (bo po co, pierdoło - samokrytyka). Gdy już wpakowałem 179m liny w wór, doszedłem do wniosku że ni chu chu ale  na zachód słońca to ja nie zajdę. No i tak ok. 18:30 pojawiłem się na zewnątrz, gdzie  nieco prószyło i wiało (żadna nowość).

Z ważnych informacji przekazuję, że na Przechodzi, w jego górnej partii, widoczna jest  spora szczelina i trza uważać aby tam nie spaść (1m lotu jak nic), za to od tej szczeliny polecam zjazd na dupie, przodem, z rozpostartymi nogami jak do  porodu. Frajda dla jakiej mógłbym to robić bezustannie.

 

poniedziałek, 19 luty 2024 10:16

2024.02.17 Jaskinia Śnieżna - Dziadek

Kamilek Polański
Paweł Chrobak - ST
Sylwia Dendys - ST

W dniu 17.02 odbyło się kolejne wyjście do Wielkiej Śnieżnej. Wyjście miało zachęcić i zgromadzić również innych członków klubu ale niestety tym razem się nie udało. 

Cel -> Dziadek.

Kamil i Paweł byli tam wielokrotnie, ja pierwszy raz powitałam dziadka. Byłam ukontentowana :).

Pogoda na podejściu bardzo zacna...szok i niedowierzanie.

Akcja rozpoczęła się bardzo sprawnie, w całości trwała 5.5 godziny.

Po drodze odwiedziliśmy syfon Marzeń (z faktów historycznych nurkowanie i przepłynięcie syfonu  odbyło się w marcu 1994 r. dokonane przez Szymczak i T. Witkowski (Speleoklub Warszawski)

Było sprawnie, miło i przyjemnie. Wyszliśmy z dziury jeszcze w ciągu dnia, niestety pogoda już nie była tak zachęcająca. Padał deszcz który dodał nam motywacji aby szybko znaleźć się na dole. 

Można by dużo rozprawiać na temat samego wyjścia, ilości wody w wodociągu, bardzo komfortowej rury itp. To, na co należy zwrócić uwagę, a co na pochwałę nie zasługuje, to pozostawione pełne restopy (jeden wrzucony do  starego "kibelka" przy Suchym Biwaku, a drugi pozostawiony na widoku przy II Biwaku). Jak wielkim trzeba być .... aby zostawić swoje fekalia w worku? Mamy pełno śmieci i buractwa na powierzchni, gdziekolwiek się nie spojrzy są papierzaki, podpaski, butelki, puszki itp okazuje się że gdzieś w naszym kręgu zaczynają się pojawiać ludzie, którzy podobną kulturę przenoszą pod ziemię.  Myślę, że każdy powinien uderzyć się w pierś i swoimi kanałami informacyjnymi  wspomnieć o zaistniałej sytuacji. Przydałoby się nauczyć takich ludzi rozumu siłą pięści. Swego czasu, kiedyś tam... jeżeli kot załatwił dwójkę poza kuweta aby go oduczyć takiego zachowania brało się go za futro i głowę wycierało w jego własne odchody. Na biednego zwierzaka na pewno nie była to dobra metoda wychowawcza ale myślę, że na osoby, które pozostawiają " takie cuda " pod ziemią, może okazać się skuteczna i słuszna. A może warto pobrać próbki DNA, wysłać do bazy danych i znaleźć delikwentów (delikwenta?). 

Czyste restopy miały zostać zdeponowane na suchym biwaku, ale patrząc na to co się od...(wala) raczej tam nie dotrą. Może się okazać, że poza śmieciami eksploracyjnymi za niedługo trzeba będzie wynosić ludzkie odchody z jaskini. A może właśnie ci co to pozostawiają swoje "zawiniątka", wiedzą że znajdą się jacyś gównozbieracze i wyniosą  to dziadostwo ze sobą? Już dość śmieci z Wielkiej Śnieżnej  żeśmy wynieśli i nie były to żadne fekalia, które na pewno nie zamierzamy wynosić. Pamiętajcie, karma wraca z przynajmniej zdwojoną siłą. Nie czyń innemu co tobie nie miłe, choć w tym przypadku aż się prosi  złożeczyć komuś ....

Na koniec. Jak już zwieracze Ci puszczają, to zrób dołek w jakimś piasku, mule i tam narób i zakryj, a kolejnym razem weź zrób kulkę bokashi i umieść ją w tym samym dołku, niech  mikroorganizmy swoje zrobią. Choć patrząc jaką paszą ludzie się żywią, to śmiem stwierdzić, że to musiałyby być dwie kule bokashi.

 

Filmik 1:
https://www.dropbox.com/scl/fi/1idwoxodu3n5zlufy9osr/20240217_syfon-Dziadek.mp4?rlkey=frgcij39vxr0nqpnvi9ecgev1&dl=0

Filmik 2:
https://www.dropbox.com/scl/fi/5ssmy3cgdmpp1mpu62etp/20240217_syfon-Marze.mp4?rlkey=7cmqar58j1yma9u95myoqw2bj&dl=0

Kamil Polański

Czy zastanawialiście się jak w zimie wygląda otwór wlotowy do jaskini Nadkotliny?

Czasem fajnie znaleźć sobie jakiś cel, a nie tylko jaskinia, jaskinia, jaskinia. Toteż wymyśliłem, że sprawdzę jak wyglądają Nadkotliny zimą. Tak się złożyło, że tego sezonu  grotołazi z Speleoklubu Tatrzańskiego nie zdążyli zdeporęczować lin przed opadami śniegu. Poprosiłem o zgodę na skorzystanie z lin i takową uzyskałem. Dziękuję bardzo za udostępnienie! Dodatkowo, my zaporęczowlaiśmy Obejście Gliwickie swoimi prywatnymi linami. Liny z Nadkotlin będą za tydzień ściągane.

Wstępnie szacowałem akcję na kilka osób, czas trwania do 10 godzin. Sytuacja się nieco zmieniła, zostałem sam. Pomyślałem, jak nie zrobię tego teraz to czy taka sytuacja się kiedyś powtórzy? Wybrałem realizację celu.

Pod otwór wyruszyłem ok. 7:15 z parkingu. Początkowo  siąpiła mżawka, potem przestało, ale dla odmiany zaczął wiać wiatr. Przejście szlakiem i  Świstówkami  nieco męczące, śnieg zapadający się. Z tego powodu Przechód można było zrobić z łatwością bez raków. W otworze nieco po 9tej, do dziury wpakowałem się o 10:01 – start akcji. 24min zajęło przejście do wodociągu do odcinka z liną w partie Nadkotlin. Tam spotkałem ekipę 3- osobową która penetrowała wszystkie partie  połączeniowe Śnieżna – Nadkotliny. Szybka rozmowa i c.d. wędrówki. Przejście odcinkami linowymi poszło w miarę sprawnie, z ciekawostek mogę powiedzieć że przejście Setki czy Obejścia Gliwickiego zajmuje podobny czas, choć dla mnie chyba bardziej męczące są przepinanki więc wolę Setkę. „Nad otworem” Nadkotlin dobiegam ok.  13:00 (z małym problemem którego przejście już nigdy nie powtórzę!) To co mnie zdziwiło i pewno każdego innego zdziwiłoby też, było to, że nad otworem wlotowym do Nadkotlin była wytopiona nisza o sporych wymiarach: przy samym otworze wys. ok. 150cm, w rzucie wym. ok. 3x3m i pnącej się pod górkę na odległość ok. 10m, następnie na końcu nisza dochodziła do powierzchni. Eh, jakie by to było zdziwienie narciarza który zapadłby się w tą niszę i „odnalazł” otwór jednej z jaskiń  ?.

Po ciekawym odkryciu podążyłem  z powrotem do otworu Śnieżnej, oczywiście przez jaskinie. Chyba nigdy nie byłem pewien drogi powrotnej jak w Nadkotlinach. Nie ma się tam gdzie zgubić, ale poboczne partie można niechcący zwiedzić oraz można przejść przynajmniej 3x te same partie gdy nie jest się pewnym czy to „tu”. Chyba częściej zajrzę do tej jaskini aby ją bardziej poznać. Gdy doszedłem do dna Setki, w oddali słychać było głosy. Dochodziły one z okolic dna „Partii Za Kolankiem”. Podążyłem tam. Okazało się, że ekipa wróciła z partii pobliskiej „jaskini” i szuka kolejnej trzeciej drogi  połączeniowej z Wodociągiem. Wyniuchali połączenie  bezbłędnie – łączy się ono tuż  przy Koniu, a styk z Wodociągiem dzieli „okienko” w „żylecie”.

W ramach odpoczynku i aby skonsumować zupkę z termosa poszedłem z ekipą na Suchy Biwak, gdzie po spędzeniu kilkunastu minut wyruszyłem samotnie w drogę powrotną. Na powierzchni melduję się nieco przed 17:00. Gdyby nie nieoczekiwany problem, oglądanie  wytopionej niszy i przystanek na Biwaku to akcję sportową spokojnie można byłoby  w 6 godzin zrobić, oczywiście na zaporęczowanych jaskiniach.

 

Z warunków w jaskini wartych opisania:
- w jednej ze studni w Nadkotlinach, tam gdzie spoczywa termometr, odczytana temperatura to 0.3 st. C.

- Wodociąg nadal "suchy".

- W Setce woda  się nieco leje ale nie tak jak latem, tak samo w Mokrej 40. i studni Szywały.
- rura wyjściowa w Śnieżnej została nieco "przepchana". W najcięższym momencie zrobiono "schodki".
- w partii od dołu rury po okno przeciwwietrzne w przebieralni temperatura panuje ujemna, pomimo że  w przebieralni lekki plus, na lodospadzie też lekki plus.
- na zewnątrz po ścianie  na lewo od otworu zaczyna  się lać woda. Niebawem może pojawić się ona w Wodociągu.


Filmik 1 tu:
https://www.dropbox.com/scl/fi/zickz6zjfvjzjii05yp6s/Nadkotliny-otw-r_cz.1.mp4?rlkey=w13gk92mmcadv45oqub6yqe2q&dl=0

Filmik 2 tu:

https://www.dropbox.com/scl/fi/nn0cvip9gtl91h8zjqzmr/Nadkotliny-otw-r_cz.2.mp4?rlkey=hxzy5qqeu7j3jmxugtahl8ur3&dl=0

Lokalizacja przebieralni:

https://www.dropbox.com/scl/fi/mz70523bkr8htpypvefbs/Szkic-sytuacyjny_-nie-na-wykopki-2024.pdf?rlkey=mpfnl96d9005dqmbvr0gchqhs&dl=0

 Zdjęcie i nagrania robione "kalkulatorem" z lat  10. XXI w.

poniedziałek, 05 luty 2024 08:08

2024.02.03. Jaskinia Wielka Śnieżna - Setka

Sylwia Dendys
Kamil Polański

Akcja turystyczna. Na podejściu warunki rewelacyjne, choć prognozy pogody pokazały co innego. Droga przez Świstówki oblodzona, lepiej sobie raki ubrać zaraz przed pierwszym prożkiem po zejściu ze szlaku, ale nie każdy musi bo to zależne jak kto idzie. Przechód mocno oblodzony, my jak zawsze szliśmy omijając linę. Lina z daleka wydawała się na mocno zalodzoną. Uwaga w ostatnim fragmencie  Przechodu gdyż  tuż pod pokrywą znajduje się jama śnieżna zrobiona samoistnie. jak się wpadnie tam nogą to i całe ciało może tam się znaleźć jak się popieści ;).

Zrobiono pętlę Setka - Obejście Gliwickie celem rekonesansu Obejścia pod kątem wspinaczkowym. Trzeba mieć "umysł odleciany" jak to powiedział jeden z "czornych" żeby tam wspinaczkę prowadzić ;).
Wychodzenie Setki bez przeszkód, nawet znaleziono patent na wychodzenie  bez wahadła. patent męczący i trzeba mieć przy nim pętle z tasmy wspinaczkowej zamiast zwykłej stopki.
niedziela, 04 luty 2024 17:02

2024.01.13, 21, 27. Jaskinia Śnieżna

Sylwia Dendys
Jerzy Ganszer
Krzysztof Borgieł
Paweł Chrobak
Kamil Polański

W dniu 13, 21 i 27 stycznia, jak co roku, odbyło się kopanie do otworu śnieżnej.

Tym razem zmieniliśmy nieco koncepcję i wejście do jaskini jest bardzo pokrętne. Gdyby liczyć od momentu włazu przeciwwietrznego osadzonego tuż przy przebieralni nr 1 to wydłużono  jaskinie o jakieś 10m. Oczywiście wykorzystano również, jak już wspomniałem, właz przeciwwietrzny który zamyka się samoistnie przy udziale  jaskiniowego ssania - tutaj uwaga: proszę uważać aby nie naruszyć  włazu, gdyż został on osadzony bardzo szybko w krytycznym momencie walki Pawłowej w rurze. Wykopki  sumarycznie zajęły niecałe 40 roboczogodzin.

 Ekipa.
Tym razem, ekipa kopiąca się powiększyła, zmienił się też nieco ekwipunek do kopania, wyrzynania - wykorzystano m.in. sztychówkę deponowaną przez "kogoś" pod "wielką skałą". W wykopkach brał udział również jeden z Szanownych instruktorów - Ganszi, który wykazał się ogromną energią, jaką pozazdrościć mu może niejeden nastolatek. Także niewiasta nam towarzyszyła i również jej energia  tak się  dała we znaki, że to ona zapoczątkowała pierwsze metry przebieralni nr 1.

Koncepcja, wdrożenie, układ ostateczny.
Do użytku jest przebieralnia nr 1. To do niej należy się dokopywać za każdym razem gdy podchodzimy pod jaskinię (później opiszę jak to czynić). Pomieści ona 4  grotołazów, znalazło się w niej  kilka  wnęk, w których można umieścić plecaki. W jednej z wnęk ktoś  niedawno orzekł, że można byłoby tam jakiś pomnik, statuę umieścić, choć moim zamysłem było stworzenie tam awaryjnego miejsca na źródło energii przy wykorzystaniu  odnawialnego źródła  energii (ostatecznie  nie polecam, można się zaczadzić ;)). Wysokość przebieralni na wysokość "1,1 Kamila", czyli jakieś 1,9m. Tutaj uwaga: strop z czasem będzie pełzał, co w mechanice  ośrodków ciągłych, pewien myśliciel określił to jako „panta rhei” czyli „wszystko płynie”.
Z przebieralni nr 1 prowadzi niski korytarzyk, dł. ok. 3, który rozpoczyna się od najważniejszego  elementu - brama przeciwwietrzna. Następnie korytarzyk przechodzi w prostopadły korytarz o większym przekroju poprzecznym (ok. 1-1,2m) i dł. ok. 5m, który kończy się przy otworze do Śnieżnej. Całość w rzucie ma kształt litery „pi”. Ktoś spyta, po co takie kombinacje? Odpowiem: „wyszło w praniu, nie było to zamierzone”.

Korytarz końcowy przy otworze, będzie mógł spokojnie służyć za przebieralnie nr 2, o ile ktoś zechce zwiększyć jego wysokość. Zalecam, aby znaleźli się chętni, po prostu wówczas nie będzie walki o  miejsce w przebieralni nr 1, bo na zewnątrz potrafią być warunki które na 99,9% nie pozwolą na  przebranie się. Przynajmniej  w drugim i trzecim dniu kopania byłoby to niemożliwe.

Jak znaleźć wejście do przebieralni nr 1?
Otwór do przebieralni znajduje się  nieopodal skałek, które wystają poniżej żlebu z Nadkotlin. Za punkt odniesienia należy wziąć fragment ścianki okalającej otwór którą wzniesiono ponad koronę śniegotworu. Jest ona dość dobrze widoczna, pomimo ciągłych opadów  śniegu. Jednakże otwór do przebieralni za każdym razem (co tydzień) musiał być od nowa  odkopywany gdyż  pozostawiona jama przed otworem  zawsze była zasypywana.
Na poniższym szkicu pokazane jest gdzie należy kopać. Kopanie należy prowadzić w poziomie w kierunku do stoku, będzie to zazwyczaj wykop ok. 70cm głębokości – najlepiej jest  posłużyć się sondą wbijaną najpierw od góry aby  znaleźć krawędź najbliższą  od stoku.

https://www.dropbox.com/scl/fi/mz70523bkr8htpypvefbs/Szkic-sytuacyjny_-nie-na-wykopki-2024.pdf?rlkey=mpfnl96d9005dqmbvr0gchqhs&dl=0

Uwagi.

Największy problem stanowi rura wlotowa w studni zlotowej. Jej wyjście jest bardzo męczące, równorzędne z maglem w Litworce, choć krótsze. Proponuje się aby ktoś  kto skorzysta z naszych wykopek w najbliższym czasie, wziął i udrożnił rurę. Myślę, że 2-4 godziny wystarczą, zresztą to jest nic w porównaniu do  ok. 40 roboczogodzin jakie poświęcone zostały na  odkopanie i przebieralnię.

 

 

 

 

Kamil Polański

Akcja miała na celu dojście do Ekstazy i tak się stało! Jeszcze przed tym, nastąpiło ostre wytapianie resztek zapasu tłuszczu zmagazynowanego na takie sytuacje, a było to przeniesienie kilku lin od Nowego Biwaku do dna Ekstazy, a także małe pieszczoty w Mokrym Kominie, podczas których z jednej stały się dwie. Odbyło się to oczywiście jeszcze przed spotkaniem ekipy trawersującej z Litworki. Takowe spotkanie nastąpiło podczas trzeciego razu pokonywania tego samego odcinka drogi i miało to miejsce ok. 16:06. Następnie wspólnie udaliśmy się do Nowego Biwaku gdzie wszyscy grzali się, a raczej próbowali oraz posiłkowali się. Po kilku chwilach opuściłem towarzyszy i ruszyłem do otworu Śnieżnej (do Litworki innym razem). Po drodze, przy II biwaku spotkałem grupę grotołazów z Olkusza i Łodzi - którzy podróżowali do dna (syfon Dziadka). Ich czyny, w postaci zwiększenia bezpieczeństwa w poruszaniu się po linach, przysłużą się mocno innym grotołazom w przyszłości, za co dziękuję w imieniu innych (prośba o kontakt Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.).
Statystyki:
- czas dojścia do Nowego Biwaku - szybki ;).
- czas wyjścia w górę od Nowego Biwaku - nieco wolniej od szybkiego.
- nie ujęto czasu pomiędzy pieszczeniem się między Nowym Biwakiem a Ekstazą (niezależne ode mnie).
poniedziałek, 13 luty 2023 16:54

2023.02.12 Przechód, Świstówki

Kamil Polański

Po sobotniej akcji postanowiłem obadać  wejście do jaskini Śnieżnej. Wyszedłem przed 8-mą. Od parkingu  do miejsca dojścia nie było ani jednego człowieka na szlaku prócz jednego  biegacza który robił pętlę przez Przysłop Miętusi zbiegając na Gronik. Na szlaku kilka- kilkanaście centymetrów świeżego śniegu, ścieżka wąska. Zbaczając ze szlaku, który zimą prowadzi żlebem w stronę Kondrackiej Przełęczy, wchodzi się w sporej miąższości śnieg (nawet po pachy), ale na szczęście trwa to tylko kilkanaście metrów. Potem dupolotem zjechałem w stronę skałki przy szlaku letnim, a stamtąd już na stojąco (Czasem  na czworaka), ciągnąć za sobą dobytek na dupolocie. Tyle dobrze mieć taki plastik ze sobą, że zmniejsza się ciężar przypadający na nogi, a tym samym nacisk na pokrywę śnieżną, przez co można było fragmentami nie zapadać się po pas. Ścieżka pod Przechód, jak już wspomniałem, problematyczna, miejscami  można się zapaść po pachwiny, miejscami po kolana, a czasem pokrywa utrzymywała  na powierzchni. Dotarcie pod Przechód  zajęło mniej czasu niż zazwyczaj  trwa torowanie.  Po  dojściu i nałożeniu na siebie wielu warstw (lepiej  ubrać się cieplej bo  w lawinisku podobno wyziębia :D), próbowałem wyjść nad próg. Niestety ale brakło  kilku metrów aby sięgnąć skałki ze stanowiskiem. Postanowiłem  odwrót ze względu na niebezpieczne (wg mnie) warunki w górnej części Przechodu: pod warstwą  ok. 10cm  stwardniałego śniegu znajdowało się spoooro luźnego śniegu, na tyle luźnego że gdyby góra ruszyła to  możliwe że część niższa również mogłaby ruszyć. Próbowałem  zejść w prawą stronę popod linę, aby dostać się na "trawy", ale tam również  sporo depozytu  sypkiego śniegu a pod nim  fragmentu pionowych zalodzonych skałek.  Jeżeli tu było aż tak źle, to wyżej (pomiędzy skałą ze stanowiskiem a górą progu) możliwe, że było dużo nawianego śniegu, a stamtąd  gdyby spaść z tym depozytem to na dole mógłbym jedynie wiosną po roztopach kwiatki wąchać.

https://rumble.com/v29dqgq-przechd-i-wistwki-zim.html

niedziela, 18 grudzień 2022 12:01

2022.12.17 Jaskinia Śnieżna - otwór

Kamil Polański

 

Celem było przetorowanie drogi przez świstówki do otworu Śnieżnej - plan wykonano. Za mną szło trzech grotołazów.
Warunki bardzo kopne, bardzo ciężkie. Pod wierchówką, która jest zbyt nietrwała aby mogła utrzymać ciało  dorosłego człowieka, znajduje się warstwa luźnego śniegu w przeważającej części o głębokości  ok. 1m. Przechód lekko zmrożony, choć pod warstwą zmrożonego śniegu znajduje się również luźny śnieg, a pod nim lód. Użycie zaporęczowanej liny na progu niezbędne.
Warunki w początkowych partiach w jaskini bardzo mroźne, czuć było spory przewiew, większy niż tydzień temu. Z informacji zdobytych od  grotołazów którzy mieli tego dnia akcję, mróz sięga aż do wodociągu, co przedstawiały liczne zawiązane sople.

Trasa od parkingu pod otwór zajęła blisko 3 godz. 10min.

Filmik spod otworu:

https://rumble.com/v218kps-otwr-jaskini-niena-zim.html

poniedziałek, 22 sierpień 2022 16:05

2022.08.20 Jaskinia Śnieżna - Nowy Biwak

 

Ewa Rutkowska
Kamila Wachnicka AKG 
Tomasz Motoszko
Kamil Polański

Akcję z inicjatywy Tomka i Ewy zorganizował Chomik. Chomik to taki dobry organizator, który poczyni ustalenia, ale już swoją obecnością nie zaszczyci towarzystwa. Tak więc zachomikował się w mieszkaniu i z oddali monitorował poczynania.
Cel akcji =>  transport ekwipunku do oczyszczenia Nowego Biwaku.

W tym samym czasie  z drugiej strony (od Litworki) wchodziła druga ekipa pod kierownictwem Majki W-u, a  nieco później niż my weszła ekipa kursowa pod przewodnictwem „Czarnucha” (patrz  sprawo niżej).

Godzina ok. 7:10-7:15 wyszliśmy z Gronika, dotarcie zajęło nam jak zwykle „chwilę”. Szybkie przebieranko, co poniektórzy już mogli mieć mokre stópki np. ten co  se umyślał  sandałki wziąć na przejście świstówki ;), jedzonko (niektórzy zadowolili się grześkami, a Ci bardziej  wymagający zjedli porządny obiad w postaci makaronu z  pesto bazyliowym z własnej uprawy wraz z  cyckami indyczymi i pomidorkami również z własnej uprawy) i już o godz. 10:00 wchodzi pierwszy grotonur.
Jeszcze przed wejście mówię towarzyszom i towarzyszkom że dobrze by było (musimy) się spieszyć bo porządnie zacznie lać o 17:29 więc góra o 17tej powinniśmy już być na powierzchni. Tu uwaga: ta moja wypowiedź będzie dotyczyła wszystkich  przypadków jakie  mnie spotkały podczas tego przejścia.
 Poręczowanko  do  Wodociągu bez przeszkód, a nawet obmyślono szybsze poręczowanie (tajemnica  spryciola może zostać przekazana tylko  chętnym do szybkiego poruszania się).  Wodociąg  do Suchego Biwaku pokonano w ok. 13 minut, a ciąg ten co poniektórym udało się przejść w czasie akcji aż  4,5-krotnie! O tym za chwilę. Na Suchym Biwaku zostawiliśmy wiadomość dla  grupy kursowej, coś w stylu: „w razie W macie tu plany  do naszego odcinka jaskini, kochamy wszystkich,  jak wrócimy z powrotem chcemy pirogi i chyba kotlety!:. Ruszamy dalej. Niestety, coś poszło nie tak. Po obejrzeniu ekwipunku stwierdzam grupie, że zgubiłem rolkę, na co  Ewka odpowiada, że widziała jakąś roleczkę na półeczce koło dwóch lin. No dobra,  powiedziałem żeby ekipa kontynuowała przejście a ja w tym czasie  „posze-biegłem” po swoją rolkę. Dotarłem do dwóch lin, myślałem, że to te za  kiblem w ciągu  trawersu, ale  jej nie było, więc poszedłem dalej do końca trawersu linowego i rolki brak. Wróciłem w te pedy. Stwierdziłem, że trwało to szybko, bo w tym czasie jeszcze nie wszyscy opuścili kruchą 20-tkę przy Suchym Biwaku. Wołam że rolki nie ma i dostaję odpowiedź, że to były dwie liny na początku wodociągu L. Szybka decyzja czy  biegnąć po nią czy zjeżdżać w półwybilince. Biegnę… Dotarłem do lin, wspiąłem się kawałek i tak, ona tam była i czekała na mnie. Tak to jest jak się  nie używa rolek zjazdowych  tylko pokonuje część studni  schodząc „na wariata”. Ale jakim cudem ona mi się tam wypięła i nie spadła z tej „półeczki”? To tak naprawdę nie była półka, to był fragment  wcięcia w  skale i tylko trzymało ją tarcie wywołane własnym ciężarem. Biorę ją, wpinam na prawo do szpejarki, ZAKRĘCAM KARABINEK i wracam  w pośpiechu, często  bardzo niebezpiecznie biegnąć, nawet jak dla  mnie. Docieram do miejsca  rozstania. Sięgam po rolkę a rolki k… nima! WTH?! (what the hell?!), patrzę a ona zwisa na lonży płaniety! :O.  I  tu pominę dalszy ciąg rozważań, który pozostawiam sobie i „wybrańcom”. To jeszcze nie koniec przygód z rolką  :O. Kontynuuję. Zjeżdżam „Kruchą”, wędruję  dalej i dalej no i dołączam do ekipy, która  oddaliła się na sporą odległość. Przejmuję prowadzenie, docieramy do  rozejścia do Partii Krokodyla (godz. 11:30), zostawiam wiadomość w razie W wypisaną w błotku przy rozejściu, idziemy dalej. Tutaj już  jaskinia zmienia się diametralnie. Wędrujemy teraz  w górę, często przez wąskie szczeliny o kierunku pionowym,  wąskie przejścia o kierunku poziomym lub ukośnym. Docieramy do  pierwszego opisanego na planie zacisku przy Małym Błotku, oczywiście nikt nie śmiał w planach  oznaczyć że jeszcze wcześniej  były przynajmniej 2 miejsca które mogły sprawić również problemy z przejściem. Przystępuję do pokonania zacisku przy Małym Błotku. Jedną z lepszych technik nazwałbym „szerokie V” - nogami  do przodu, wbić się w głąb pionowej szczeliny jak najgłębiej będąc ułożonym poziomo na lewym boku, w taki sposób aby potem obracając się ciałem w płaszczyźnie zacisku głową wcisnąć się w prawo w drugi fragment  zacisku. Należy przy tym pamiętać, że obrócenie  głowy z kaskiem może nie być możliwe,   a więc już na wejściu trzeba  skierować głowę  w prawo aby potem  widzieć gdzie się wpasować głową w drugi fragment. Tak sobie myślę,  że długie osoby mogą mieć problem… Przeszedłem. Następnie przeciska się Tomasz. Próbuje, próbuje, cofam się do niego aby mu podpowiedzieć jak to przejść, niestety wskazówki  mają się nijak do   długości Tomka nóg. Rozkładam ręce (w przenośni bo rozkładać się to ja tam mogę chyba tylko   jak się zaklinuję, albo Tomek :P). Tomek odpuszcza, chyba nie chce się tam rozkładać. Przepuszcza Ewę. Ewa, niczym ślimak przepęza (nie ma takiego słowa? hmm). Po chwili namysłu mówimy Tomkowi żeby zaczekał  przynajmniej 30 minut, my w tym czasie powędrujemy dalej 15 minut i zaczniemy wracać w jego kierunku. Tak, też uczyniliśmy, oczywiście z tych 15-tu zrobiło się 20 min.  Przekalkulowaliśmy, że powrót na Suchy Biwak  zajmie nam  pewny odcinek czasu, po upływie którego przekroczymy  czas do którego ekipa kursowa Czarnucha M. miała na nas czekać na Suchym, podejmujemy więc decyzję odwrotu. Ja jeszcze podszedłem „kilka chwil” do góry,  bo myślałem że Nowy Biwak jest tuż tuż, niestety doszedłem do początkowego poziomego fragmentu Ciągów Przykrości, zostawiłem tam  wory na śmieci i zacząłem wracać dołączając do Ewy,  która już była  u Tomka  na półce. Jest godzina 15:15, wracamy. Mija kolejna chwila, i kolejna, jesteśmy przy  nieopisanej w planie wąskiej szczelinie która sprawia problem. Przechodzimy. Ja jako pierwszy. Nagle  podczas przechodzenia metodą „na klina” słyszę coś upadającego. Patrzę, a poniżej mnie leży rolka. No nie wierzę. Znowu? Osz Ty …o paskudna! Tomek za mną orzeka: „ nie ma bata że ją stamtąd wyciągniesz”. Ja na to: „Jak nie ja to kto?” Nawet przez myśli mi nie przeszło że  tą bidulę tam zostawię. Ustawiam się  w najszerszej części szczeliny, próbuję sięgnąć ręką, Tomek mówi że brakuje z pół metra. Osz…. Dobra, trza  skombinować jakiś przyrząd do podebrania. Tomek oznajmia że wziął moją taśmę izolacyjną którą wcześniej „tejpował”  koniec liny. Dodatkowo, akurat w miejscu w którym doszło do zdarzenia był stopień zrobiony z fragmentu ok. 30cm. rurki stalowej średnicy ok. 20mm. Wyciągam ją, doklejam  do niej  otwarty karabinek którego zamek już wcześniej Tomek mi  zakleił – mamy hak! Próbuję podebrać. Niestety brakowało  kilkudziesięciu cm. Szybka analiza tego co posiadam przy sobie. Eh że ja zjadłem kilkadziesiąt minut wcześniej 2 banany, teraz by się przydały. Ale mam jeszcze  małpę. Doklejam do rurki. Próbuję. Brakuje kilkunastu cm. Doklejam jeszcze otwarty nóż. Jest! Sięgam! Teraz tylko kilka ruchów i  rolka podebrana ze szczeliny! Mamy to! Niestety czas poświęcony na te czynności jest czasem straconym. Wędrujemy dalej w dół do rozejścia. Docieramy ok. godz. 16:30. Akurat wtedy mijała godzina do której ekipa kursowa miała na nas czekać. No super. Będą się martwić co się z nami stało. Czym prędzej  wędrujemy teraz w górę, już w partiach  głównego ciągu  Śnieżnej. Przy III. Wodospadzie, tam gdzie jest  zjazd kierunkowy,  napotykamy Czarnucha Murzyna. Ekipa kursowa nie czekając na nas postanowiła iść w naszym kierunku. I dobrze. Wracamy wspólnie, docieramy do Suchego Biwaku, raczymy się  ciepłą wodą i zaczynamy wychodzić. Ja jako pierwszy. Dochodze do  I-go Płytowca, metoda pokonywania przeze mnie płytowców to   wspinaczka przy asekuracji   małpą,  stopka zrobiona z pętli wspinaczkowej wędruje do ręki aby się nie potykać. Przy pierwszej przepince nie wierzę własnym oczom! Lina przechodzi przez moją pętlę  od płani! Jak to możliwe? No możliwe bo  koniec liny nie sięgał dna tylko zwisał, więc w trakcie zakładania płanietki lina weszła w pętle. I znowu  chochlik namieszał mi w  planach. Na szczęście wybrałem tą linę z pętli i rzuciłem z powrotem w kierunku dna, uff, doleciała! Idę dalej. Dochodzę do Wielkiej Studni, a tam  Michał G. z ekipy kursowej który wychodził na zewnątrz z  towarzyszami i towarzyszkami. Zlotówkę już wychodzimy wspólnie, wspólnie, mam na myśli jednoznacznie gdyż  w pewnym momencie byliśmy wpięci małpami we dwójkę do jednego odcinka liny, co dla jednego z nas  spowodowało obrót ciała o 360 stopni w osi liny wraz z nogami wypuszczonymi jak wachlarz. Powrót do  pozycji wyjściowej na szczęście obył się bez urazu, chyba na kolana (towarzysz Michaił potwierdzi). Na powierzchnię pierwsza osoba wychodzi ok. godz. 19:10. Ja wychodzę ok. 19:30 i doznaję szoku. W czasie naszego pobytu w jaskini, na powierzchni musiała być wielka burza, skały już nieco podeschły, zdałem sobie sprawę że wszystkie, głównie moje przypadki,  miały na celu opóźnienie akcji abyśmy mogli przebrać się i schodzić na parking na sucho! Kolejny raz potwierdziło się, że MYŚLI KREUJĄ RZECZYWISTOŚĆ i o to jest walka w tej chwili na świecie.

Strona 1 z 3