Piotr Gawlas
Góry: Tatry Wysokie, Dolina Złomisk, Tępa 2285 m.n.p.m
Nazwa drogi: Żebro Galfy'ego
Wycena: III
Styl: OS
Czas: 9 godzin
 
Uwagi: Początek drogi bardziej IV niż III, dalej teren łatwiejszy, kilka pól śnieżnych. W przewodniku tatry.nfo.sk czas pokonania drogi podany jest na 3 godziny, ale zimą znacznie mija się to z prawdą i bardziej realny jest 6-7 godzin. Nam zajęło więcej ze względu na mniejsze doświadczenie. Przez całe żebro powadziliśmy pełne długości lin 60 metrów ze stanowiskami po każdym wyciągu, których wyszło 15. Sprzęt to 60 metrów liny podwójnej 8,2mm, 8 ekspresów, ok. 15 pętli od 60 - 240 cm, 7 friendów + heksy różnych rozmiarów, szpilki do traw, które słabo siadały, ale były użyte, czekany, raki. Asekuracja dobra, dużo z natury: bloki, kosówka. Zejście łatwe Tępym Grzbietem na Przełęcz pod Osterwą i dalej czerwonym szlakiem Tatranskiej Magistrali nad Popradzki Staw. Droga mikstowa, ciekawa, biegnie ściśle grzbietem filara, ładne widoki na Popradzki Staw, Szczyrbski Staw, Niżne Tatry, Dolinę Złomisk. Ponieważ przeciągnęło nam się do nocy, księżyc w pełni uraczył nas pięknymi widokami, rozgwieżdżone niebo, rozświetlone bielące się śniegiem szczyty choć góry ledwie przyprószone a w dolinach morze mgieł.

Kto: Piotr "Kudłaty" Gawlas, Dominika Kot
Klub: Speleoklub Bielsko-Biała
czwartek, 11 grudzień 2025 23:53

2025.12.02-08 Sima G.E.S.M. wyprawa klubowa

Jest niedziela, ostatni dzień wyprawy. Łukasz był pomysłodawcą wyjścia na najwyższy kontynentalny szczyt Hiszpanii, ale doznał kontuzji w postaci mocnych obtarć pięty i zmuszony sytuacją zrezygnował z wyjazdu. Pomysłem zapalił jednak część ekipy. Zebrała się czwórka: Sylwia, Wojtek, Filip i Mirek, którzy w stronę Mulhacena 3482 m.n.p.m. bardzo wczesnym porankiem wyruszyli. Warunki górskie typowo zimowe a sprzęt, który zabraliśmy na wyjazd nie wystarczył, żeby mierzyć się z lodowymi polewami. Wyszli na sąsiedni szczyt, nieco niższy, ale też ponad 3400. Z dojazdem zajęło im to cały dzień, bo z bazy to było jakieś 260 km. jazdy.
 Pozostała część ekipy: Gosia, Tomek, Tomek, Wacław i Piotr, czyli ja, postanowiła zwiedzać okoliczne góry i wybrała się na przejście szlakiem z miasteczka Yunquera w którym rezydowaliśmy do sąsiedniego miasteczka Tolox. Pokonaliśmy dystans 10200 metrów, 750 metrów przewyższenia i bez pośpiechu zajęło nam to jakieś trzy godziny. W sam raz, żeby rozchodzić pojaskiniowe zakwasy w goleniach i udach. Szlak jest urokliwy. Biegnie przez sady mango i pomarańczowe, gaje oliwne, mija ferratę albo raczej drabinę z wbitych  prętów w gładką, jakieś 50 metrów wysoką skałę, obok których umocowana jest dla asekuracji, stalowa linka. Szlak przekracza brodem całkiem dużą górską rzekę, gdzie bez zjdęcia obuwia i zamoczenia nóg prawie do kolan nie dało się przejść. Woda jest rwąca, zimna, ale przyjemna. Tomek zmierzył termometrem w zegarku, że ma 14° C. Dało się w niej stać, beż przykrego, bolesnego mrożenia stóp. Za rzeką było trochę pod górkę, mijaliśmy niewielką sztolnię, gdzie Tomek z Wackiem zajrzeli z ciekawości. Dalej znów mijaliśmy gaje oliwne i ciekawą konstrukcję, jaką był akwedukt albo kanał nawadniający, wykuty w skale. Woda była w nim krystalicznie czysta. W gajach oliwnych trwał akurat zbiór oliwek i żniwiarze rozłożywszy wpierw pod drzewami siatki, otrząsali z drzew owoce, używając do tego nie jak dawniej drągów a sprzętu mechanicznego, ręcznych otrząsarek napędzanych spalinowymi silniczkami jak w podkaszarkach. Szło im sprawnie. Całe rodziny były w to zaangażowane. na plantacjach paliły się ogniska i piekły obiadowe przysmaki. Z gór do Tolox sprowadziła nas stroma droga. Łukasz  leczył pięty. Nie poszedł z nami ale późnym popołudniem dojechał do nas samochodem. Knajpka w centrum była czynna i oferowała przepyszne przekąski: smażone kalmary, lokalne krokieciki z nadzieniem rybnym i pysznym sosem, mini burgery. Zatrzymaliśmy się na podwieczorek. Łukasz stawiał. W końcu ma dziś urodziny.
niedziela, 07 grudzień 2025 22:05

2025.12.02-08 Sima G.E.S.M. wyprawa klubowa

Małgorzata Błaszczyk
Sylwia Wójcik
Łukasz Piechocki
Tomasz Motoszko
Wojciech Jasiak
Tomasz Grzegrzułka
Wacław Michalski
Filip Pukmiel
Mirosław Uczniak - Były Członek Kllubu
Piotr Gawlas

06.12.2015
W ramach odpoczynku i zwiedzania po akcji, dziś wybraliśmy się na koniec Europy. Trzeba było przekroczyć granicę do Królestwa Wielkiej Brytanii. Gibraltar przywitał nas świątecznym klimatem, spotkaliśmy słońce i ciepełko +20°C. Po wczorajszym wychłodzeniu mocno poprawiło nam to chumory. Dzień przewidziany na relaks, spacerem przeszliśmy przez miasto do Punktu Great Europa. Jest tutaj pomnik generała Sikorskiego, bateria artyleryjska z 38 tonowym działem kaliber 12,5 cala (317 mm) działem, latarnią morską. Cały dystans to 11 600 metrów marszu i 300 metrów przewyższenia. Wszyscy zadowoleni, zrelaksowani wróciliśmy na bazę.

Warto jest się z nami wybrać.
sobota, 06 grudzień 2025 23:05

2025.12.02-08 Sima G.E.S.M. wyprawa klubowa

Małgorzata Błaszczyk
Sylwia Wójcik
Łukasz Piechocki
Tomasz Motoszko
Wojciech Jasiak
Tomasz Grzegrzułka
Wacław Michalski
Filip Pukmiel
Mirosław Uczniak - Były Członek Kllubu
Piotr Gawlas

Ponieważ
Nasz kolega klubowy, Łukasz, uczestnik wyprawy do jaskini Sima G.E.S.M. 02-08.12.2025 osiągnął pełnoletniość, może poczuć się oficjalnie pełnoprawnym uczestnikiem wyprawy.
A tak na poważnie...
Stoo lat
Stoo lat
Niech żyje, Żyje nam
:-)

sobota, 06 grudzień 2025 20:24

2025.12.02-08 Sima G.E.S.M. wyprawa klubowa

Małgorzata Błaszczyk
Łukasz Piechocki
Tomasz Motoszko
Tomasz Grzegrzułka
Wacław Michalski
Filip Pukmiel
Mirosław Uczniak - Były Członek Kllubu
Piotr Gawlas

Po czterech godzinach drzemki w wilgotnych śpiworach wstajemy i robimy kawę i śniadanie. Kawa parzona na wodzie jaskiniance w urokliwym otoczeniu skał smakuje niebiańsko. Biwak zasilany jest w wodę cienkim wężykiem z niewielkiej wykapki powyżej. Mała wydajność wykapki sprawia, że po napełnieniu trzech bukłaków pięciolitrowych, które zabraliśmy na biwak, woda przestaje płynąć. Cóż, musi nam to wystarczyć na cały pobyt.

Trzyosobowa grupa idąca w stronę powierzchni rusza zaraz po śniadaniu. Mają plan dotarcia do biwaku na -500, zrobienia przerwy na posiłek i drzemkę, dalej do biwaku na -300, odpoczynek i kolejny etap na powierzchnię. Czas samego wyjścia z biwaku na -700 na powierzchnię jest szacowany na około 7-8 godzin, jednak przerwy na regenerację, po 3-4 godziny każda, wydłużają ten czas do około 13-14 godzin. Sprawia to, że grupa wychodząca z dna spotyka się na tych biwakach dwukrotnie z pierwszą grupą. Bardzo pozytywne zjawisko, przynajmniej wiemy, że mimo zmęczenia, wszyscy mają się dobrze.

Tymczasem pięć osób po śniadaniu i kawie zmierza w stronę dna, Lago E.R.E. jeziorka a właściwie syfonu, który kończy suche partie jaskini. Szacowany czas akcji to godzina na dół i około dwóch godzin na powrót. I dokładnie w takim czasie się wyrabiamy. Droga do dna biegnie obszernym korytarzem, który przekształca się w studnię. Spąg jest jednym ogromnym naciekiem, w całości ponad 200 metrów długim. Polewą z misami martwicowymi a w pionowych partiach utworzyły się ogromne, nieraz kilkumetrowe stalaktyty i draperie. Jeziorko wita nas mętnawą wodą. W ostatnim czasie było trochę opadów deszczu i śniegu w Górach Nieves i w jaskini jest dużo wody. Pamiętam to jeziorko z zeszłorocznej wyprawy ze Speleoklubem Gawra z Gorzowa w której brałem udział. Woda była klarowna i było widać dno na 4-5 metrach. Wspaniałe uczucie wrócić tu po roku z ekipą z mojego klubu. Dla niektórych jest to pierwszy tysiąc w życiu i pierwsza tak poważna jaskinia po kursie, dla innych spełnienie wyprawowych marzeń sprzed 30 lat. Dla mnie druga wyprawa do jaskini, która daje porządny wycisk, ale oferuje urokliwe zakamarki i możliwość przespania się na podziemnym biwaku. Wszystko to, choć dla wielu nieludzkie, jest mocno uzależniające..

Dno osiągnięte, zrobionych kilka zdjęć, klasycznie wypita kawa i wracamy. W międzyczasie mam awarię sprzętu do wychodzenia. Przyrząd piersiowy odmawia posłuszeństwa i nie łapie na twardych zabłoconych linach. Przez całą drogę powrotną na powierzchnię mam z nim szarpankę. Z powrotem na biwaku jesteśmy po dwóch godzinach. Szykujemy obiad, bo to właściwa pora. Po obiadku krótki relaks, przepak i ruszamy w górę. Droga powrotna trochę się nam ciągnie. Mimo to doganiamy na biwaku na -500 naszą ekipę, która tu odpoczywała i właśnie zebrali się do wyjścia. My też postanawiamy odpocząć. Musimy uzupełnić płyny, zjeść coś pożywnego, nie zaszkodzi krótka drzemka. Meander pomiędzy 160 metrową studnią Paco de la Torre a biwakiem na -500 lepiej idzie się w górę niż w dół. Wór się mniej klinuje, kolana mniej cierpią. Herbatki, kawki, liofile. Zjadamy pijemy i idziemy na krótką dżemkę. Plan mamy, żeby wyjść w dzień i żeby grupa pierwsza zdążyła wyjść wyżej.
Dalej scenariusz się powtarza. Po kilku godzinach drzemki pobudka, kawka, herbatka, śniadanko i zbieramy się dalej. Doganiamy na biwaku -300 pierwszą ekipę. Oni jeszcze śpią. Po drodze mijaliśmy kilka miejsc, gdzie wyjątkowo lała się woda. Przemoczyło nas do majtek. Byliśmy zmarznięci, zmęczeni, wygłodzeni ale był pomyś, żeby iść dalej, żeby się nie wychłodzić. Jednak zostało, że odpoczywamy a czołówka budzi się, ogarnia i mknie do wyjścia. Daliśmy im dwie godziny, po czym my ruszamy.
Jak już pisałem wcześniej w jaskini było wyjątkowo dużo wody. Snuliśmy domysły, czy to topi się śnieg, który zalegał w górach, czy są to prognozowane ulewy. Wprawdzie jaskinia jest wyjątkowo ciepła w porównaniu do jaskiń polskich, gdzie Jura to średnio 7 stopni a Tatry to 2-3. Tutaj termometr w smartwatchu Tomka pokazywał +16°C. Jednak przebywanie dłuższy czas w przemokniętej odzieży w temperatuże +16° też wychładza. Dotrzymaliśmy słowa i dwie godziny później ruszyliśmy ku wyjściu.

Widok pod studnią zlotową nas zaskoczył. Planowaliśmy wyjść w dzień i tak było. Wyszliśmy około godziny 11. Na zewnątrz +6°. Niebo było szare, wiał silny wiatr a z nieba spadały kurtyny deszczu. Oto słoneczna Hiszpania. Teraz jasne, skąd tyle wody w jaskini. Około godziny zajęło nam dojście do samochodów zaparkowanych na przełęczy. W porywistym wietrze i strugach deszczu doszliśmy do nich kompletnie wyprani z jaskiniowego błota, ale przemoczeni do suchej nitki i przemarznięci na kość. Pomoc Raoula, naszego hiszpańskiego kolegi, jest nieoceniona, pozwolenia na wjazd do parku i klucze do szlabanu dla dwóch samochodów mocno podniosło morale w zespole. W autach czekały kanapki przygotowane na powrót. Ogromnie mnie cieszy, że każdy swoją zjadł. Pakujemy się i jedziemy na bazę, gdzie czeka na nas gorący prysznic, kolacja, kawa.

Sima G.E.S.M. 2025
Wyprawa Speleoklubu Bielsko-Biała

Napisał Piotr Gawlas



piątek, 05 grudzień 2025 20:14

2025.12.02-08 Sima G.E.S.M. wyprawa klubowa

Małgorzata Błaszczyk
Sylwia Wójcik
Łukasz Piechocki
Tomasz Motoszko
Wojciech Jasiak
Tomasz Grzegrzułka
Wacław Michalski
Filip Pukmiel
Mirosław Uczniak - Były Członek Klubu
Piotr Gawlas

Akcja jaskiniowa rozpoczęła się wcześniej niż planowano. Chcąc zaoszczędzić dzień, żeby mieć więcej czasu na powyprawową wycieczkę na najwyższy szczyt Hiszpanii, Mulhacén (3478,6 m n.p.m.) Łukasz zaplanował to sobie jako kolejny szczyt w Koronie Gór Europy a reszta ekipy postanowiła dotrzymać towarzystwa.
Do jaskini wchodzimy w środe o godzinie 15:30. Zespół podzielony został umownie na trzy grupy:
Grupa pierwsza, 4 osoby, która zabierała ze sobą linę i miała zająć się poprawą poręczowania i wymianą starych, zużytych odcinków lin na nową linę, dalej dojść do Biwaku na -700 gdzie mieliśmy odpocząć, przed dalszą akcją w stronę dna, którym jest Lago E.R.E położonego na -1000 metrów.
Grupa druga, 4 osoby, kilka godzin później miała wejść do jaskini i zmierzać w stronę biwaku na -700
I grupa trzecia, dwie osoby, która razem z grupą drugą, miała dotrzeć do biwaku na -300 i wyjść. Tego typu podział usprawnia organizację wypraw, odciąża komunikację w wąskich meandrach, usprawnia poruszanie się po linach na długich odcinkach.
Plan ogólnie przebiegał dobrze z jedynym odstępstwem, jakim było przeciągnięcie się czasu. Wymiana lin i poprawa poręczowania przebiegały wolniej, dlatego grupy pierwsza i druga dotarły do Biwaku na -700 znacznie później, niż przewiduje to „przewodnikowy"czas pokonywania tego odcinka.

Sima G.E.S.M. to jaskinia z trzema ogromnymi studniami, z których największa ma ponad 160 metrów głębokości, kolejna ponad 120 a najmniejsza około 80. Tak naprawdę nie wiadomo kiedy jest początek pomiaru, bo wszystkim wydają się być głębsze. Pomiędzy studniami biegną korytarze wymyte przez podziemny potok. Meandrują, zmieniając co chwila kierunek, zacieśniają się, to tworzą rozległe studzienki z obfitymi w tym roku opadami podziemnego deszczu i szumiącymi kaskadami.
Ekipa, która się połączyła w trakcie akcji, dociera na biwak na -700 około godziny 2:30 w czwartek. Wygłodzeni, spragnieni gotujemy herbatę, kawę, szykujemy dania z turystycznych liofili i racji wojskowych, w które organizatorzy zaopatrzyli wyjazd. W komfortowych jak na takie miejsce warunkach, ok. godziny 4 kładziemy się spać. Tutaj i tak trwa wieczna noc. Pobudka ok. 8:30. Po kolacjo-śniadaniu przed snem następuje roszada w składach, trzy osoby postanowiły wychodzić na powierzchnię. Pozostała piątka zmierza w kierunku dna.
piątek, 05 grudzień 2025 18:28

2025.12.02-08 Sima G.E.S.M. wyprawa klubowa

2025.12.02-08 Sima G.E.S.M. wyprawa klubowa

2 grudnia 2025. Rozpoczęła się klubowa wyprawa do Jaskini Sima G.E.S.M. W wyprawie udział bierze 10 osób:

Kierownik - Piotr Gawlas

Organizatorzy:
Łukasz Piechocki
Tomasz Motoszko
Małgorzata Błaszczyk
Wojciech Jasiak

Uczestnicy:
Tomasz Grzegrzułka
Wacław Michalski
Sylwia Wójcik
Filip Pukmiel
Mirosław Uczniak - Były Członek Klubu

Jest 2 grudnia, wcześnie rano. Samolot przynosi nas na południe Hiszpanii do Malagi. Na lotnisku odbieramy wypożyczone samochody i jedziemy do Rondy, malowniczego miasteczka zbudowanego na skałach z przecinającym go wąwozem i ogromnym mostem nad nim. Po zwiedzaniu idziemy na spotkanie z Raoulem, naszym znajomym Hiszpanem, który opiekuje się Jaskinią. Raoul daje nam zezwolenia i klucze do bramy Parku Narodowego Sierra de las Nieves, udziela kilku informacji o aktualnym stanie zaporęczowania, korektach lin. Wpisowe na akcję wynosi 35 euro w ekwiwalencie sprzętowym, najmilej widziane są liny, te najbardziej się tutaj zużywają. Komfort daje podjazd górską drogą pod szczyt, skąd dzieli nas mała godzinka, żeby osiągnąć jaskinię. Jutro do niej pójdziemy. Jeszcze tylko zrobimy zakupy.

c.d.n.
czwartek, 27 listopad 2025 08:41

2025.11.26 Beskid Żywiecki, Żabnica, skitury

Piotr Gawlas
Rano, kiedy pędzisz z nadzieją, że jeszcze uda ci się śmignąć po puchu nim opadnie i się nie zawiodłeś.
Żabnica, Beskid Żywiecki, skiturowo
czwartek, 27 listopad 2025 00:06

2025.11.27 Beskid Żywiecki, Żabnica

Piotr Gawlas

Kiedy spadł świeży puch, twoi kumple deptają go już od dwóch godzin, tobie przeciągło się w pracy a wiesz, że jutro może być już czerstwy. Szkoda czasu, żeby nie iść.
Żabnica, Beskid Żywiecki, skiturowo.

Uczestnicy:
Speleoklub Bobry Żagań
Speleoklub Bielsko-Biała
Speleoclub Wrocławski

Wit, Franek, Aga i Ewa prowadzili eksplorację powierzchniową.
Krzysztof, Bartek, Arek, Mateusz eksplorowali tereny wzdłóż Langwand i masywu Bleikogel.
Bartek z Pawłem, Kubą, Kasią i Gosią eksplorowali Jaskinie Jacka Danielsa i Środkową.
Paweł z Kubą odkryli i wyeksplorowali ponad 150m w dół Jaskinię Sowiarnia.
Mundek, Gosia, Piotr, Tymek i Filip ciągnęli eksplorację w Jaskini Czerwonego Pająka.
Bartek, Piotr, Ewa, Tomek, Tymek, Daniel i Marcin działali w Jaskini pod Modrzewiem.
Piotr, Tymek, Gosia i Filip wyeksplorowali Jaskine Chłodziarka i Zacisk Wowo.

Dorobkiem wyprawy jest odkrycie ponad 1300 metrów nowych partii w jaskiniach od dawna eksplorowanych, znanych i tych całkiem nowych. Dużym osiągnięciem jest odkrycie drugiego otworu w Czerwonym Pająku, co skraca dojście do przodków o jakieś 2 godziny.
Niestety, nie udało się zjechać do Partii Bielskich w Jaskini Środkowej. Brakło na to czasu. Nie udało się również odnaleźć połączenia Czerwonego Pająka z Jaskinią pod Modrzewiem, co było jednym z założeń tegorocznej wyprawy. Choć dzieli te jaskinie kilka metrów a połączenie dało by piękny i pokaźnych rozmiarów system. Są więc plany na działalność na kolejne lata wypraw.

Piotr „Kudłaty" Gawlas
Strona 1 z 10