2026.07.31 Grań Tatr Zachodnich

Karolina Barciszewska-Kozioł
Anna Pawlik 

W piątek wybrałyśmy się na przejście jednej z najpiękniejszych grani Tatr Zachodnich – ze Spalonej przez Rohacze, Wołowiec i Rakoń. Ze względu na późny wyjazd z Bielska, spowodowany obowiązkami, na szlaku pojawiłyśmy się dopiero około godziny 9:30. Aby zwiększyć szanse na zrealizowanie całej zaplanowanej trasy, skorzystałyśmy z kolejki krzesełkowej ze Spalonej, dzięki czemu zaoszczędziłyśmy czas i mogłyśmy rozpocząć wędrówkę z wyższej wysokości.
Od samego rana towarzyszyła nam piękna, słoneczna pogoda, która wynagradzała niezwykłymi widokami panujący tego dnia upał. Skały były tak mocno nagrzane, że miejscami granit wręcz parzył.
Po wyjeździe kolejką ruszyłyśmy czerwonym szlakiem, mijając kolejno Predný Salatín, Brestovą (1932 m), Salatín (2048 m), Baníkov (2178 m) oraz Hrubą Kopę (2166 m). W planach miałyśmy dalsze przejście przez Trzy Kopy, Smutną Przełęcz, Płaczliwe, oba Rohacze, Wołowiec i Rakoń, a następnie zejście z Zadniej Przełęczy zielonym szlakiem do Tatliakowej Chaty.
Miałyśmy szczęście obserwować kilka kozic, w tym małą koziczkę, która spokojnie przebywała w pobliżu szlaku. 
Niestety, już na szczycie Hrubej Kopy pogoda zaczęła się gwałtownie zmieniać. Pojawiły się nad nami pierwsze grzmoty oraz lekki deszczyk. Ze względu na bezpieczeństwo podjęłyśmy decyzję o natychmiastowym opuszczeniu grani. Szybko "przebiegłyśmy" przez Trzy Kopy, a następnie z Płaczliwej Przełęczy już w strugach deszczu i przy grzmotach niebieskim szlakiem do Smutnej Doliny. Podczas zejścia w deszczu ukazała się przepiękna, podwójna tęcza, która rozciągała się tuż za naszym niedokończonym celem – Rohaczami.
Choć tym razem nie udało się zrealizować całego planu i zdobyć Rohaczy, Wołowca oraz Rakonia, wyjście było bardzo udane. Rohacze, Wołowiec i Rakoń muszą poczekać na nas do zaś :)