Jakub Krajewski
Karolina ................... - Osoba Towarzysząca
Beata Michalska-Kasperkieiwicz
Paweł Kasperkiewicz - grupa wsparcia
Jerzy Ganszer

 

W samej jaskini sporo śmieci!    A potem kąpaliśmy się w jeziorze. Zachęcamy innych do odwiedzenia tej dziwnej jaskini. Zeszyt do wpisów jest prawie zapisany. 

Tutaj kilka zdjęć z akcji - "kliknij"

Bartosz Baturo

Michał W (z poza klubu) - Osoba Towarzysząca

2018.08.14 Wybraliśmy się z kolegą na lekkie wspinanie na Mutnym we wsi Mutne :D Skałka bardzo ciekawa bo trzeba ją wspinać po krawądkach lub (w większości przypadków) "na tarcie". Ścianka wyczyszczona i obita więc jest tam co robić. Polecam!

  1. Łuksz Piechocki
  2. Katarzyna Lena Koprowska
  3. Bartłomiej Golik
  4. Wojciech Jasiak
  5. Zofia Gutek
  6. Jerzy Ganszer
  7. Jerzy Pukowski
  8. Bartosz Baturo
  9. Wacław Michalski
  10. Zbigniew Grzybek
  11. Patrycja Kopytko
  12. Dominik Sarnowski
  13. Joanna Micherdzińska
  14. Kamil Polański
  15. Adam Marcinków
  16. Marek Sobański
  17. Kieł Leon - maskotka SBB
  18. Anna Sobańska - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
  19. Natalia Sobańska - Osoba Towarzysząca
  20. Barbara Barut-Skupień

Osoby działały w różnych okresach, część przed i po wyjeździe działała samodzielnie.

2018.08.06 Grotte de Bournillon - przejście z otworu południowego do głównego czas akcji ok. 2 godziny /pierwsze przejście klubowe tego typu/

  1. Łukasz Piechocki
  2. Bartłomiej Golik
  3. Jerzy Ganszer
  4. Jerzy Pukowski
  5. Zbigniew Grzybek
  6. Joanna Micherdzińska
  7. Marek Sobański
  8. Anna Sobańska
  9. Natalia Sobańska
  10. Katarzyna Lena Koprowska

Trasa dość ciężka orientacyjnie. Ładne nacieki!

 

2018.08.07-08 akcja w Gouffre Berger /1 grupa/ - czas 28,50 godzin

  1. Katarzyna Lena Koprowska - dno - 1122 /dotarła na dno jaki "pierwsza kursantka", kiedyś podobnego wyczynu dokonał Wacław Kosmowski/
  2. Adam Marcinków - dno - 1122
  3. Bartłomiej Golik - dno - 1122
  4. Marek Sobański - dno - 1122
  5. Jerzy Ganszer - dno - 1122
  6. Joanna Micherdzińska - 950 m
  7. Łuk Piechocki - 950 m


2018.08.07 Grotte de Bournillon do wody /2 grupa/

  1. Wojciech Jasiak
  2. Zofia Gutek
  3. Patrycja Kopytko
  4. Dominik Sarnowski
  5. Barbara Barut-Skupień



2018.08.08 akcja w Gouffre Berger /2 grupa/ - głębokość - 600 m

  1. Wacław Michalski
  2. Wojciech Jasiak
  3. Zofia Gutek
  4. Bartosz Baturo
  5. Zbigniew Grzybek
  6. Patrycja Kopytko
  7. Dominik Sarnowski
  8. Kamil Polański

 

2018.08.10 Grotte de Gournier - jaskinia rozwinięta w górę, czas akcji grupy "najwyższej" 6 godzin /kanion podziemny/

  1. Jerzy Ganszer + 260 m
  2. Bartosz Baturo +260 m
  3. Adam Marcinków +260 m
  4. Wacław Michalski +170 m
  5. Katarzyna Lena Koprowska +170 m
  6. Zbigniew Grzybek +175 m

 

2018.08.10 Kanion Dumali

  1. Barbara Barut-Skupień
  2. Jerzy Pukowski + dwóch Belgów

 

Tutaj kilka zdjęć - "kliknij"

 

 

Bartosz Baturo
Basia 
Jerzy Ganszer
Bartek Golik
Zbyszek Grzybek
Zosia Gutek
Wojciech Jasiak
Katarzyna Lena Koprowska
Patrycja Kopytko
Adam Marcinków
Wacław Przygoda Michalski
Joanna Micherdzińska
Łukasz Piechocki
Kamil Polański
Jerzy Pukowski
Dominik Sarnowski
Anna Sobańska os. tow.
Natalia Sobańska os.tow.
Marek Sobański
 
Speleoklub Bielsko-Biała po raz kolejny przyjechał latem w Alpy, aby połączyć przyjemne z pożytecznym. 
 
Dwa zespoły rozpoczęły urlopy wcześniej niż reszta ekipy i na rozgrzewkę porwały się na alpejskie szczyty. Dominik i Patrycja zdobyli Mount Blanc, a Wacek, Kamil i Bartosz czterotysięcznik Barre des Ecrins oraz via ferrate Vigneaux 200m.
 
Przyjeżdżając do Francji zostaliśmy przyjęci przez opiekuna akcji sprzątającejw  jaskini Gouffre Berger - Remy'ego Limenge na campingu w miejscowości Meaudre. Tu należy pochwalić i docenić miejscówkę przystosowaną do obecności grotołazów i ich specyficznych potrzeb, jak również wyrazić wdzięczność Łukaszowi za organizację i ogarnięcie wszystkich formalności.
 
W poniedziałek 06.08 chętni wybrali się na spacer do jaskini … Miało być zimno i przestrzennie, tak aby całą trasę przejść na nogach. Było ciepło, wręcz gorąco, a połowę drogi spędziliśmy na czworakach, więc dostarczyło to nam dużo radości.
Wieczorem podzieliliśmy naszą liczną ekipę na dwie grupy szturmowe.
 
Pierwsza w składzie: Jurek, Adam, Marek, Bartek, Lena, Asia i Łukasz wyruszyli z bazy po 8:00 rano, pod otworem gotowi do wejścia byli o 10:05, biwak osiągnęli po 13:00. Pięć pierwszych osób doszło na dno ok godz 19:00, dwójka ostatnich osiągnęła głębokość -950 m. Na biwaku byliśmy ok 2:00 w nocy i w dalszą drogę wyruszyliśmy po śniadaniu o 9:00 rano. 
Po drodze do wyjścia spotkaliśmy drugi zespół w składzie: Wacek, Zbyszek, Kamil, Bartosz, Dominik, Zosia, Patrycja, Wojtek. Niestety z powodu zmiany warunków pogodowych nie mogli dojść do dna, więc osiągnęli głębokość ok. -600 m. 
 
Czwartkowa butelkowa pogoda wymusiła na nas rest i aktywność nie związaną speleologicznie. Pojechaliśmy na wycieczkę do sklepu sportowego i do malutkiej urokliwej miejscowości Pont-en-Royans. Przeprowadziliśmy degustację francuskiego pieczywa, serów, wędlin, oliwek oraz różnych gatunków win. 
 
W piątek na pożegnanie grupa w składzie: Jerzy Ganszer, Adam, Zbyszek, Lena, Wacek, Bartosz zapuścili się do wodnej przepięknej jaskini Grotte de Goumier. Natomiast Jerzy Pukowski i Basia dali się zaprosić Belgom: Ivesowi Tomasowi na kanioning do Canyon du Malin. 

Jakub Binda

Konrad Dudys - Osoba Towarzysząca

Idąc z Łodygowic do Kóz odwiedziliśmy Wietrzną Dziurę w Magurce. Dalej postanowiliśmy zejść do Straconki ażeby odszukać kamieniołomu a w nim jaskini. Jaskinia faktycznie mało przyjemna, pomimo to ochoczo przeszliśmy przez wiele zacisków. Jedynie wyjście z jaskini przez studzienkę przysporzyło małych trudności.

W jednym z korytarzy napotkaliśmy nietoperza.

Bartłomiej Golik

W dniach 27-29.07.2018 W skałach Mirowskich odbywał się kurs operatorów ścianki wspinaczkowej przy okazji trenowano ratownictwo oraz zwiedzono jaskinię Suchą.

Dżolo
Błażej Gawlik
Natalia Gąsior
Tomarz "Murzyn" Grzegrzułka
Kasia Lena Koprowska

Kurs "J" powoli dobiega końca. Większość z kursantów ma już przejścia jaskiniowe niezbędne do starania się o kartę taternika.
Do odrobienia zostało kilka zajęć ze wspinaczki na własnej asekuracji na jurze i tatrach oraz autoratownictwo.
Swoją dyspozycyjność w niedzielę zdeklarował Murzyn, więc znaleźli się i chętni kursanci i klubowicze.
Pogoda ugościła nas aż nadto: gorąc, duchota, że lał się z nas pot "jak z dziurawej beczki" nawet nic nie robiąc.

Najważniejszymi elementami, które wnikliwie przerabialiśmy to ściąganie z liny poszkodowanego przy podchodzeniu i zastosowanie przeciwwagi.
http://podrecznikgrotolaza.pl/autoratownictwo/autoratownictwo-z-przyrzadow-do-wychodzenia/
Nasz instruktor coś wspomniał, że za ciepło. No to masz.
Przerwa na burzę.
Drugie śniadanie pod okapem.

Potem konstułowaliśmy flaszenzuga.
https://youtu.be/KFicDEQpU2k
Przerwa na grad.
Kanapeczki.

Powtórka na linach z autoratownictwa. Omówinie różnych sytuacji  w jaskini i możliwości zareagowania ze względu na posiadany sprzęt.
Burza z piorunami. 
Skończyło nam się jedzenie.

W tym samym czasie Natalia i Dżolo popełnili (rzecz jasna z zachowaniem tych samych przerywników) wspinaczkę sportową również na Górze Birów.
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1945303628826087&set=a.269091946447272.63764.100000394072946&type=3&theater

Na koniec część topograficzna: spacer po całej górze Birów ze szczegółowym omówieniem grodu, dróg wspinaczkowych i skał przygotowanych pod manewry jaskiniowe i ratownicze i jeszcze dwój ciekawych miejsc (uzupełnię ;))

Obtarte po uprzęży pachwiny i zakwasy na brzuchu świadczą o dobrze zrobionej robocie :)

Marcin Freindorf - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego
Beata Burdynowska - Weteran - grupa wsparcia
Jerzy Ganszer

A potem kąpaliśmy się w pięknym zalewie. 

Martyna Michalska - członek Speleoklubu Bielsko-Biała
 
Amber Griffith, Steve, Karen & Kyle Davis, Gray Tettleton, Doug Jones, Chuck Canfield
 
W ten weekend kolejny raz odwiedziłam przemiłą rodzinkę w Alabamie. Zwiedziliśmy jedną z najpiękniejszych jaskiń w tym regionie o nazwie Stephen Gap, którą można zwiedzić pieszo lub zjechać do niej na linie z 54 m. Z wnętrza można zobaczyć dwa otwory z widokiem na piekną zieleń lasu. Znajduje się tam też słynny piedestał. Moi przyjaciele zjeżdzali na linie po raz pierwszy w życiu- powiedziałabym, że  skok na głeboką wodę. Niedzielna wycieczka wcale nie była lajtowa. Jaskinia Gourdneck zajęła nam okolo 6 godzin w tym dużo czołgania(także w wodzie!) i parę przepinanek.

Zdzisław Grebl
Paweł Gądek
Paweł Kasperkiewicz
Jerzy Ganszer
Bejke - pies-suka - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała

Główny cel to wspinaczka na Wielbłąda. Wyszły trzy osoby. Byliśmy jeszcze w "Ogródku", Wielkim Kanionie, Schroniskiem pod Hokejką. pod Wielorybem, pod Ryglem, w Jaskini Kalesonowej, i w Wilczym Avenie. Kąpalismy się w jeziorze na południe od Rzędkowic. Zdobyliśmy jeszcze "Babę"

Było wiele wspomnień. Na zdjęciu dwóch Weteranów wdrapuje się na Wielbłąda. Zdjęcie wykonał Paweł Gądek, który też zdobył szczyt.

Kilka zdjęć z akcji - "kliknij"

Zbyszek Grzybek
Lena Koprowska
Norbert (Osoba Towarzysząca)

 
Korzystając z pięknej, upalnej pogody w stylu „lampa” wybieramy się w urokliwe okoliczności przyrody na grań Słowackich Tatar. Pomysłodawcą i organizatorem jest Zbyszek, a rekomendacja płynie od tych, którzy tę trasę złazili i opisali:
Oczywiście za dobrymi radami z artykułu - uiszczamy opłatę za parking i realizujemy zniżkę na wyciąg, w którym popełniamy śniadanie. Spacer granią - w podręcznikowym czasie. Przygody zaczynają się w momencie, gdy zbaczając ze szlaku ścinamy w dół ostrymi zakosami i wykańczamy Norbertowi kolana. To odbija się przerwą motywacyjno - izotonizującą i obszernym wachlarzem komentarzy:
- No.. mogłem posłuchać mojego fizjoterapeuty i kupić te skarpety kompresyjne…
- No i mogłem wziąć kijki, wtedy na pewno odciążyłbym kolana…
- No, mogłem przygotować bardziej wartościowe jedzenie..
- No, to nie Kozia Górka...
 
Po krótkim podejściu dostajemy nagrodę w postaci jagód i zapierających dech w piersiach widoczków na jeziorka. Norbert mówi „Łał” a następnie puszcza soczystą wiązankę na temat kolan, fizjoterapeuty, kijków i Koziej Górki. Ja i Zbyszek ledwo zatrzymujemy w sobie wewnętrzny chichot, który parsknięciem chce wystrzelić w stronę naszego towarzysza. No ale gdy padają znamienne słowa „Chyba dam rady” powstrzymujemy się i mobilizujemy go bimbrem borówkowym spod lady. Działa. Idziemy.
Bimber w chacie przepyszny natychmiast łagodzi ból istnienia, który rzecz jasna obszernym komentarzem odbija się od kolan, kijków, skarpet i Beskidu Śląskiego. Dalszą motywację stanowi fakt, iż droga prowadzi łagodnie w dół a na jej końcu jest zasłużony obiad w słowackiej knajpie. Oczywiście podczas posiłku spirala nakręca się dalej, bowiem Norbert przyznaje się w końcu, że jest w Tatrach po raz pierwszy i że dostał niezły wier***. Szczęśliwie nikt nie wybucha śmiechem z zupą czosnkową w ustach, którą lojalnie zamówili i zjedli ze smakiem wszyscy.
Puenta całego wyjazdu nachodzi nas niespodziewanie w Żywcu wraz ze zmasowanym atakiem bielboardowych reklam ze wszystkich branży świata, mydło i powidło: od okien i drzwi, przez kosmetykę, spa, opał i usługi motoryzacyjne aż po fortepiany. W reakcji na jedną z nich Norbert nokautuje nas najwyższym wymiarem myślenia ironicznego:
- No, tylko trampoliny mi brakuje. Gdybym ją miał wskoczyłbym na nią bez zastanowienia… Nawet plecaka bym nie ściągał..
Istny kabaret! Ryczymy ze śmiechu, łzy leją nam się strumieniami. Aż żal, że to była niedziela niehandlowa.

Korzystając z dodatkowego dnia wolnego wybraliśmy się na wycieczkę po Beskidzie Śląskim. Trasa wycieczki prowadziła z Ustronia Polany na Orłową (  813m n.p.m) przez Trzy Kopce Wiślańskie ( 810m n.p.m) do Ustronia Dobki. Polecamy pyszne ciastka w prywatnym schronisku w Telesforówce.

Gabriel Franecki

Iwonka Kuś - Osoba Towarzysząca

Naszą wakacyjna podróż samochodem po Europie południowo-wschodniej zaczęliśmy w Republice Czeskiej od zwiedzenia XI-sto wiecznego Hradu w Starym Jicinie, następnie zatrzymaliśmy się w muzeum bitwy Trzech Cesarzy (Austerlitz 1805r.) w Slavkovie u Brna. Zwiedziliśmy malownicze miasto Mikulov z górującym na wzniesieniu renesansowym pałacem i jego ogrodami. Posiłek w postaci  "cesnkovej polivki", i ruszamy do Wiednia, zwiedzają go by night ( parkingi za darmola 23.00-5.00:)) O poranku ruszamy dalej kierując się na Klagenfurt, zwiedzamy mijaną katedrę w miejscowości  Maria Saal, udajemy się do Villachi i dalej najdłuższym przejechanym przez Nas tunelem o długości 7864m, docieramy do Słoweniji. Podróż po Słowenii rozpoczynamy od zwiedzenia zamku w Bled,zwiedzamy muzeum alpinizmu słoweńskiego w miejscowości Mojstrana, udajemy się na biwak do doliny Krma w Triglavskym Parku Narodowym. Spędzamy czas na trekkingu po Alpach Julijskich - Kradarica, Triglav. Kiedy "siada" pogoda, zaczyna padać deszcz,wskakujemy do autka i przemieszczamy się na południe do najfantastyczniejszej jaskini jaką do tej pory zwiedzaliśmy czyli do Postojnej Jamy. Kilka godzin zwiedzania z audiobookiem w dłoni, opowiadania przewodników, doznania wzrokowe i możliwość zobaczenia w akwarium "odmieńca jaskiniowego" robią na Nas ogromne wrażenie! Aby nieco ochłonąć udajemy się na zwiedzanie Predjamskiego Gradu - zamku w jaskini. Następnie przez Lubljanę udajemy się na południowy-zachód w kierunku Triestu aby dotrzeć do Jadrańskiej Magistrali - malowniczej i niebezpiecznej drogi,położonej nad samym brzegiem Adriatyku.Mijamy kolejno miasta Trest,Rijeką,Karlobag,Starigrad -zwiedamy Park Narodowy Paklenica- mekka wspinaczy; i dalej Zadar,Szybenik,Trogir,Split,Makarska - gdzie zatrzymujęmy się na "plażing" nad Adriatykiem; Dalej kierujemy się na Medjugorje. Zwiedamy Mostar, meczet w isalmskiej części miasta, pijemy kawę, następnie udajemy się do Sarajewa, posilając się kupionym u przydrożnego sprzedawcy arbuzem.Dalej kierujemy się na północ na Bihać, Bugojno,wzdłuż rzeki Vrbas aby wieczorem dotrzeć do stolicy Serbii - Banja Luki. Zatrzymujemy się nieopodal prawosławnego Sobóru Chrystusa Zbawiciela. Kontynujem podróż na północ, przez przejście graniczne Gradiška wjeżdamy do północnej Chorwacji, jedziemy przez tereny, które mocno ucierpiały w czasie wojny bałkańskiej 1992-95r., zaś ślady tej nie odległej historii widoczne są do dnia dzisiejszego. Rzeka Drawa, nareszcie granica Węgierska, mniej emocji zaś krajobraz robi się "płaski" jak stół, pola zbóż, winogron i słoneczników w tle. Mijamy Pecs, Kaposvar i docieramy do Siofok nad Balatonem - plażing słodkowodny:) Budapeszt by night (parkingi) -zwiedzamy starą Budę i przez most Łańcuhowy udajemy sie do Pesztu.Rankiem Słowacja -Zwoleń,Bańska Bystrzyca, Rużomberk. Po raz kolejny padający deszcz powoduje zmianę Naszych planów, z przykrością rezygnujemy z wycieczki w Tatry Wysokie, obieramy azymut na północ, mijając Małą Fatrę kierujemy się na Żylinę, zwiedzamy hrad Strečno, Čadca, Mosty u Jablunkova to już Czechy i ... już widać Cieszyn :)  Liczby : 18 dni, 3200 km, 280 litrów ON, hektolitry potu - nie policzalne :)

Gabriel Franecki

Iwonka Kuś - Osoba Towarzysząca

https://www.facebook.com/100007172416481/posts/2102295863352807/

Paweł Gądek

Bronisław Gądek - Osoba Towarzysząca

Kontynuowaliśmy ostatnio rozpoczętą eksplorację. Udało mi się wejść do niewielkiego korytarza. Długość jaskini to około 7 metrów, ale wygląda na to, że pod spodem znajduje się kolejna pustka. W środku silny przewiew. Dalsza eksploracja wymaga wyciągnięcia dość dużych głazów. Wszędzie pełno szczelin. Na razie przekopujemy się przez wielkie zawalisko. 

Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Jerzy Ganszer

Są tam rekreacyjne miejsca aby działać na rowerze. 

Tutaj kilka zdjęć "kliknij"

Maria Kania - Osoba Towarzysząca

Wiesław Kania - Osoba Towarzysząca

Ewa Stryczek - Osoba Towarzysząca

Tomasz Stryczek

W dobrym stylu zaliczyliśmy cztery z pięciu ferrat na Skalka , na Słowacji.

Honorata 'Honka' Kaczmarek
Jerzy Pukowski
Błażej Nikiel
Jerzy Ganszer

Autorem trasy jest Zdzisław Grebl. Na dole w wiacie tam gdzie robi się ognisko zainstalowano kratę! "kliknij"

Od piątku, 27 lipca 2018 do niedzieli 29 lipca 2018 odbył się wyjazd kondycyjny w Taury Wysokie i wejście na Grossglocknera. W wyjeździe brało udział osiem osob z czego sześć weszło na szczyt granią Stüdlgrat od  Stüdlhütte i dalej schodząc ze szczytu odwiedziły Erzherzog Johann Hütte, gdzie po uraczeniu się piwem i krótkim odpoczynku powróciły na parking a dwie doszły do dolnego schroniska Lucknerhütte i spędzały dzień w dolinie na podglądaniu świstaków, obserwacji przyrody i różnych atrakcjach. Wyjazd był krótki, ale intensywny. Z parkingu wyruszyliśmy o 7:15, około 14:15 dotarliśmy na wierzchołek, spowrotem na parking wróciliśmy około 19.00 więc całość przejścia nie przekroczyła 12 godzin.

Paweł Gądek

Bronisław Gądek - Osoba Towarzysząca

Jest szansa na nową jaskinię. Początkowo nie wyglądało to dobrze, ale w miarę postępującej eksploracji odsłoniliśmy szczelinę w której rzucony kamień dość daleko leci. Jeszcze trzeba tam pokopać. 

 

Tomasz Grzegrzułka pokazał stare zdjęcia z przed 20 lat z wyprawy do Gouffre Bergere. 

Na zdjęciu jedno z nich. Z  wyjątkiem jednej osoby wszyscy dalej działają w naszym klubie. 

Aniela Klassek
Grzegorz Klassek
Julia Łaciak - Osoba Towarzysząca, żona Jana i główny koordynator części kulinarnej 
Jan Łaciak
Jerzy Ganszer

Na spotkaniu było czterech honorowych członków SBB! Poruszano kwestie historyczne i klubowe. Było bardzo miło! Dziękujemy gospodarzom za wszystko!

Dla młodzierzy - należy wspomnieć, że Jan Łaciak był kierownikiem wyprawy SBB do Austrii w latach 70 XX wieku.

Kilka zdjęć ze spotkania "kliknij"

Jerzy Pukowski
Jerzy Ganszer

Było "militarnie" - był ostrzał. Tutaj zdjęcia z tej dziwnej akcji "kliknij"

Jerzy Pukowski miał wstępna pogadankę o planowaniu jaskiń.

Joanna Micherdzińska
Rafał
Patrycja Kopytko
Dominik Sarnowski 
Jarek Jakubowski
Natalia Cholera Gąsior
Anna Sobańska - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Marek Sobański
Tomek Stryku Stryczek z żoną
Wacław Michalski
Tomasz Murzyn Grzegrzułka
Antoni Grzegrzułka - Osoba Towarzysząca
Katarzyna Lena Koprowska
Ewa Chylaszek - Były Czlonek Klubu
Jerzy Ganszer
Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko Biała
Wojciech Prezes Jasiak
Bartek Golik Czysty Żywioł
Kuba Krajewski
Karolina - Osoba towarzysząca
4 os towarzyszące
 
Teatr Śląski w Katowicach zdecydował się opowiedzieć o środowisku himalaistów i historii Kukuczki w taki sposób, w jaki zwykle się o tym nie mówi. Bez pompatyczności, bez budowania pomników, bez gratulacyjnych uścisków dłoni. Za to z sięganiem własnych granic, chorobą wysokościową i pomieszaniem zmysłów. 
 
Scena oddziałuje na widza ogromną ilością bodźców. Pierwszą osobą, która się ukazuje jest Miuosh. Będąc wkomponowanym w scenografię tworzy na żywo ambientowe tło muzyczne. Koncertowi towarzyszą również wizualizacje. Pojawiają się aktorzy w strojach wieczorowych w specyficznym, bardzo dynamicznym, ciągłym ruchu scenicznym. Kwestiom wypowiadanym przez aktorów również nie ma końca - cały czas ktoś coś mówi, ktoś z kimś rozmawia. Czuć napięcie, jest hałas który przechodzi w bełkot. Co mniej wytrwałych może zmęczyć i zniechęcić, bardziej wprawionego widza - wciągnąć i zaintrygować. Jedno jest pewne - tak skonstruowany mikroświat może się podobać lub nie, ale nikogo nie pozostawi obojętnym. Wywoła skrajne emocje, ale nie pozwoli się nudzić.
 
To wszystko sprawia wrażenie, jakby reżyser chciał nam zafundować chorobę wysokościową bez wychodzenia w góry. Nie wszystko, co się dzieje da się racjonalnie wytłumaczyć, a sami aktorzy gadają z butem, turlają się w śpiworze, czy biegają z głową owiniętą folią nrc, zdradzając zachowania bliskie wariactwa. Dowiadujemy się od nich, że góry są uzależniające jak narkotyk, że wbrew ogólnej opinii o ich pięknie i wzniosłej idei zdobywania ich himalaizm wiąże się z wielkim trudem, cierpieniem, wyrzeczeniami, oraz rywalizacją. Ma znaczenie kto był pierwszy, a światło dziennikarskich fleszy, choć wzbudza sporo kontrowersji, zarówno wśród uczestników wypraw, jak i na nizinach wśród szerokiej publiczności kibicującej ich poczynaniom, zajmuje stałe i nieodzowne miejsce w tym wyścigu. Swoją drogą postać dziennikarki nie bez powodu była chyba jedną z najbardziej charyzmatycznych i jednocześnie najbardziej upiornych. 
 
Wydźwięk spektaklu jest tyle prawdziwy co werystyczny: najwyższe góry świata, kiedy patrzy się na nie z dołu są spełnieniem marzeń. Gdy się na nich jest są walką o życie, wielkim śmietniskiem i cmentarzyskiem przyjaciół. Rozliczają z wyznawanych przez nas wartości - do tego nawiązywały sceny przypominający sąd ostateczny nad Kukuczką oraz sentencje wypowiadane przez aktorkę odgrywającą metaforę góry. Swoją drogą te filozoficzne prawdy w świecie chaosu i abstrakcji, zamiast wzbudzać autorytet trącały banałem. Ciężko pojąć skąd w sztuce wzięła się taka postać, nie wzniosła bowiem nic, co by ten mikroświat stał się jakkolwiek bardziej uporządkowany czy ukorzeniony w jakiś prawidłach.
 
Są na ten temat głosy dużo bardziej surowe. Zapraszam do zapoznania się z recenzją Sławomira Szczureka z Nowej Siły Krytycznej.

"Gdy ktoś obiecuje ci wyprawę w Himalaje a zabiera cię ledwo na osiedlową górkę i zamiast szusować, pozjeżdżasz sobie na dziecięcym "dupolocie", masz prawo poczuć się oszukanym i zawiedzionym. Jeśli nie tak niedawno, pięćdziesiąt kilometrów od Katowic (fakt, bliżej gór niż hałd), Anita Jancia-Prokopowicz w sześćdziesięciominutowym monodramie ("Wanda" w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej) robi zdecydowanie więcej niż zespół Śląskiego, to znak, że na "Himalajach" straciłeś dziewięćdziesiąt minut swojego życia. 

To miał być bal, na który zaprosili nas ci, którzy mieli ewidentną ochotę w swoim życiu na to, by je stracić. To mógł być piękny bal. Początek zapowiadał, że może nawet takim się okazać. Wchodzi maestro - Mioush - który odpowiadał za muzykę w przedstawieniu, pojawiają się fantastyczne wizualizacje, gra świateł, niejako z zaświatów wyłaniają się po kolei bohaterowie. A świat gór jest mroczny, oddalony, niedościgniony i wciągający. Słychać jedynie urywane oddechy, tak charakterystyczne przy doznawaniu rzeczy pięknych, ważnych, trudnych i ostatecznych. Górski pejzaż zastyga na słowa głównego bohatera - Jerzego Kukuczki: "pękła lina". To zdanie, w brutalny sposób oznajmiające "przypadkowość" i "chwilowość" wpisaną w górski krajobraz, jest pierwszym i zarazem ostatnim godnym uwagi. Po nim nic już nie jest tak piękne. Wyczekujesz, widzu, aż Kukuczka i jego towarzysze wreszcie zakończą ten lot. 

Tekst Dariusza Kortko, Artura Pałygi, Marcina Pietraszewskiego nieustannie grzęźniecie na mieliznach. Totalną katorgą jest wysłuchiwanie kwestii Lhotse (Grażyna Bułka), wpadających w tanie, moralizatorskie tony, truizmów pełne. Każde zdanie, rozpoczynające się od "posłuchaj Człowieku" przyprawia o odruch wymiotny, nie mówiąc o ich dalszym ciągu: "zawsze jest jakaś lina i zawsze pęka", "albo spadasz, albo lecisz w górę, zależy, z której strony spojrzeć", "gdy coś zyskujesz, musisz też stracić", "gdy dostrzegasz światło, musi nastać też ciemność". Upatrywałem światła i nadziei w przerwie stylizowanej choćby na dotarcie do pierwszego obozu, ale nie. Spektakl trwa nieprzerwanie wśród wrzasków upiornych ludzi, monotonnej gry świateł, koszmarnej scenografii i kostiumów, nadmiernego, bezcelowego ruchu. Pędzimy ślepo wraz z tym światem, by zaliczyć spektakularny upadek. 

Wątki rodzinne bohaterów górskich wypraw zawsze budziły zainteresowanie. Znamy zarówno żale żon, dzieci, rodziców dotyczące ich nieobecności w domu, jak i punkt widzenia himalaistów - poczucie niezrozumienie dla ich pasji. Oddanie głosu bliskim odarłoby te historie z heroizmu i ukazało, że być może byli to wielcy sportowcy, ale partnerzy, ojcowie, synowie - żadni. Problem w tym, że nie tylko tekst słaby, ale i aktorstwo. 

Przoduje Agnieszka Radzikowska w roli żony Kukuczki. Dawno nie widziałem tak spłaszczonej postaci, zamiast dramatu jedynie krzyki, iście kobiece uśmieszki i bezsensowna bieganina. Bohaterka patrzy na ścianę, od której oderwała się miłość jej życia i czuje ukojenie - ja nie. Rozmowa Jurka (Dariusz Chojnacki) z Matką (Katarzyna Brzoska) o pryncypiach nie wnosi nic nowego. Każde z nich mówi o czym innym, żadne nie ma pojęcia o świecie drugiej osoby. Matka zadaje pytanie: "a z czego te góry są tam zrobione w środku?". Dla niej najważniejsi są ludzie, którzy zdolni są do okazywania uczuć, na przykład potrafią za kimś tęsknić. Jerzy odkąd zobaczył na zdjęciu górską ścianę, tęsknił tylko za nią. Pulsowała mu w głowie, nie dało się powstrzymać tego uczucia. Wszystko przestało się liczyć. To rodzaj choroby. Ci, którzy się wspinają, nie różnią się od ćpunów. Podnieca ich to, że jest niebezpiecznie, że są pierwsi, że wpinają się o innej porze roku niż poprzednicy. "Nic tak nie napędza jak wkurw" - mówi największy rywal Kukuczki, Reinhold Messner - który jako pierwszy zdobył Koronę Himalajów. Mało tego, powtarza za Horacym, ironizując, że siła bez rozumu upada pod własnym ciężarem. 

Ostatnia premiera Teatru Śląskiego w reżyserii Roberta Talarczyka także upada - pod ciężarem chęci bycia wielkim, ładnym i klimatycznym spektaklem. Nic jednak z tego. Kamienie wiszące ponad sceną winny się rozsypać i wnieść trochę życia w pasjonujący a dla większości śmiertelników niedostępny świat Himalajów. Ci, którzy tam byli jednym głosem wspominają, że na górze jest taka cisza, jakiej nie można doświadczyć nigdzie indziej. A wysokość nie pozwala czasem na odróżnienie realnego od nierealnego. Miliony lat, które nie mają nic do powiedzenia i zdobywcy, nie mogący im nic dać. Góry przyciągają niczym syreni śpiew, to rodzaj emocji, których nie da się zrozumieć. Wspinaczom towarzyszą ci, którzy nigdy nie zeszli z gór, pozostali tam na zawsze. Niektórzy, niczym Wanda Rutkiewicz, po latach decydują się wrócić po nich, z egoistycznych pobudek, by martwe ciała nie przysłoniły gór. To historie, które napisało życie. 

Temat, z którego można zrobić piękny wierzchołek lodowej góry, w Katowicach zrównano do pastwisk wypełnionych marazmem, nudą, brakiem pasji. Zdecydowanie lepiej od takiej wizji wypraw wysokogórskich jawi się ziemia z perspektywy krowiego gówna, o której wspomniano w "Himalajach". 

Anita Jancia-Prokopowicz wcielająca się w rolę Wandy Rutkiewicz, sam jedna na Małej Scenie, w asyście trzech białych ścian, przeprowadziła widzów przez całe życie bohaterki i wyprowadziła na szczyt Kanczendzongi, z którego ona nigdy nie powróciła, a my zostaliśmy tam wraz z nią. Teraz możemy wspominać."

 
Himalaje jednak wychodzą przez teatr instalacją z lin, plecaka i butów na fasadzie naklejkami z nazwami ośmiotysięczników na placu przed budynkiem oraz zdjęciami z przedstawienia. Zapraszają przechodnia do dyskusji. My daliśmy się zaprosić. Dsykutujmy. W końcu tak czy inaczej miło było uczestniczyć w jednej z najliczniejszych akcji klubowych!

Zofia Gutek
Zjazd sprawozdawczy PZA
Temat wiodący - elektroniczny system rejestracji wyjść taternickich TPN

Członkowie klubu byli zatrudnieni przy obsłudze i zabezpieczeniu tras podziemnych.

Zofia Gutek
Jakubowski Jarosław
Jerzy Koczur
Bartłomiej Golik
Wojciech Jasiak
Gabriel Franecki
Iwona Kuś - Osoba Towarzysząca
Joanna Micherdzińska
Sebastian Korczyk - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego - "chwilowo"
Mikołaj Korczyk - Sekcja Młodzieżowa - "chwilowo"
Jerzy Ganszer

Obsługiwano dwie trasy podziemne tak zwany "Przykop" i podziemia w pałacu "Lariszów"

Zdjęcia - https://photos.app.goo.gl/yVXhfI0SNb41TAXJ3 

Odbył się ciekawy wykład pana Jarosława Ornicza - "Versus Solem Orientem - średniowieczna zasada orientacji kościołów na wybranych przykładach bielskich kościołów". W czasie wykładu omówione zostały związane z powyższą zasadą zagadnienia teoretyczne oraz ich zastosowanie w praktyce. 

Jerzy Pukowski
Jakub Krajewski
Jerzy Ganszer

 

Rozwinięcie tematu kiedyś ukaże się w "sprawozdaniach wewnętrznych".    Polecamy wszystkim zobaczenie tej wystawy!

Wacław Michalski
Gabriela Michalska
Zofia Skrudlik
Anna Sobańska - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Ludmiła Witańska - 
Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Zdzisław Grebl
Lena Koprowska
Jerzy Ganszer
Jerzy Pukowski
Jerzy Koczur

 

Uczestniczyliśmy w wernisażu prac Elli Zołotorenko w Klubie Nauczyciela na ul. Wzgórze 11 w Bielsku-Białej. Na wstępie należy wielokrotnie podkreślić, że ukraińskie wino i poczęstunek nie stanowiły największego waloru tego spotkania. Panowała wspaniała, niemalże rodzinna atmosfera. Liczba gości przekroczyła liczbę zaplanowanych miejsc siedzących, co jednoznacznie stanowi o sukcesie tego skromnego wydarzenia. Przemowom i podziękowaniom mogło nie być końca, ostatecznie jednak sama autorka przerwała liczne wyrazy wdzięczności i zaprosiła do oglądania swoich prac.

Na kunsztowną sztukę Pani Elli patrzy się z zupełnie innej perspektywy wiedząc, iż powstaje przy pomocy nie pędzli, ale opuszków palców. Taka jest tradycja i tak bezpośrednio autorka ją kontynuuje. W pracach spotkać można głównie rdzenne ukraińskie motywy kwiatowe w żywych, radosnych kolorach. Pani Ella dodaje od siebie motywy związane z ptakami jako swój indywidualny wkład do kultury. Widać gołym okiem ile serca i wrażliwości wkłada malarka w swoje prace, w których nawet kolor passe-partout jest nieprzypadkowy.

Folk jest w modzie, cepelia się świetnie sprzedaje, ceramika z Bolesławca to wciąż znak luksusu. Zatem pocztówkom, kalendarzom, torbom, szkatułkom i ubraniom zdobionym ręką Pani Elli wróżymy rozwojową przyszłość. Gratulujemy i życzymy powodzenia.