Dział Beskidzki
Piotr Gawlas
piątek, 16 październik 2026 20:19
2026.10.11 Tatry Wysokie, Osterwa, Augustova Cesta V+
Dominika Kot
Tomasz „Murzyn" Grzegrzułka
Piotr „Kudłaty" Gawlas
W ramach wyjazdu Klubowego na Kras Słowacki.
Niedziela była trochę deszczowa. Nie nastawialiśmy się już na jaskinie. Postanowiliśmy wyjechać wcześnie rano w drogę powrotną i zajrzeć pod Osterwę. Murzyn jeszcze tu nie był i miał frajdę. Pod ścianą zwiał od nas. Stwierdził, że szybciej nam pójdzie wspin we dwójkę. Wybierając opcję turystyczną żlebem na grań i dalej czerwonym szlakiem, tzw. Magistralą wrócił do Popradzkiego Stawu.
Dominika wybrała do przewspinania Augustową Cestę V+. Ogólnie było zimno. W skale łapy marzły. Drętwiejące palce sprawiały, że droga wydawała się trudniejsza. Poprowadziłem pierwszy wyciąg. Dominika dwa następne. Do końca drogi na grani zostały jeszcze dwa, ale późna pora nakłoniła nas do wycofu. Podczas ściągania liny po pierwszym zjeździe, końcówka zaczepiła się gdzieś w ścianie a mocno szarpnięta strąciła na nas dwa wielkie kamienie, które szczęśliwie minęły nas o włos napędzając jedynie stracha. Dobrze, że kiepska pogoda odstraszyła wspinaczy a w ścianie byliśmy tam sami i nikt pod nami nie ucierpiał.
Tomek czekał na nas na dole. Gdy go dogoniliśmy pochwalił się, że obserwując nasze wspiny, zjadł w schronisku syty obiad. My o suchych gębach musieliśmy się zadowolić przy aucie kanapkami i zimną herbatą z butli.
Dział:
Sport i turystyka
Etykiety
piątek, 16 październik 2026 19:53
2026.10.10 Zadielska Dolina, Cukrowa Homola, grzęda IV+
Dominika Kot
Piotr Gawlas
W ramach wyjazdu Klubowego na Kras Słowacki.
Byliśmy przydzieleni do drugiej grupy wchodzącej do Jaskini Kuniej. Aby nie trwonić czasu oczekując na swoją kolej wejścia do jaskini, rano po jajecznicy i kawie wybraliśmy się z Dominiką na mały rekonesans wspinaczkowy do Zadielskiej Doliny. Skał jest tutaj ogrom i Słowacy zaczęli ten rejon eksplorować wspinaczkowo. Jest trochę sportowych, ubezpieczonych dróg wspinaczkowych. Polecano nam Cukrową Homolę (Głowę Cukru), piękną, samotnie stojącą, skalną wieżycę. Na ścianach Homoli poprowadzonych jest kilkanaście dróg. Większość bardzo trudnych. Ale jest kilka łatwiejszych. Wybraliśmy grzędę, wycenianą na IV+. Łatwa, ale czas mieliśmy ograniczony. Jeden syty wyciąg, który poprowadziła Dominika, kilka zdjęć w pięknej scenerii Zadielskiej Doliny zrobionych z wierzchołka, zjazd do podstawy ściany i spotykamy resztę naszej ekipy do Jaskini Kuniej, która obserwując nas z drogi czekała aż zjedziemy i dalej wspólnie pójdziemy do jaskini.
Dział:
Sport i turystyka
Etykiety
środa, 26 sierpień 2026 18:26
2026.08.01-22 Tennengebirge - Wyprawa Eksploracyjna
Speleoklub Bielsko-Biała reprezentowali:
Małgorzata Błaszczyk
Katarzyna Wiąckiewicz
Bartosz Brzezinka - K.N.
Tomasz „Murzyn" Grzegrzułka
Tymoteusz Siedloczek - K.N.
Maciej „Jezio" Jeziorski
Arkadiusz Turek
Filip Pukmiel
Piotr „Kudłaty" Gawlas K.N.
Jak co roku Speleoklub Bielsko-Biała wraz ze Speleoklubem Bobry z Żagania i Speleo Club Wrocław spotkali się na wyprawie eksploracyjnej w Tennengebirge w Alpach Salzburskich. Było sportowo, było odkrywczo, było imprezowo-gitarowo, ciepło, gwarnie, kulinarnie.
Odkryte zostało trochę nowych sal i korytarzy jaskiniowych, eksplorowano powierzchnię, pieszo i dronem z powietrza. Pełen raport zostanie przygotowany przez Kierownika Franka i dostępny na oficjalnej stronie KTJ PZA.
Zapraszamy klubowiczów do udziału w wyprawie w przyszłym roku.
Małgorzata Błaszczyk
Katarzyna Wiąckiewicz
Bartosz Brzezinka - K.N.
Tomasz „Murzyn" Grzegrzułka
Tymoteusz Siedloczek - K.N.
Maciej „Jezio" Jeziorski
Arkadiusz Turek
Filip Pukmiel
Piotr „Kudłaty" Gawlas K.N.
Jak co roku Speleoklub Bielsko-Biała wraz ze Speleoklubem Bobry z Żagania i Speleo Club Wrocław spotkali się na wyprawie eksploracyjnej w Tennengebirge w Alpach Salzburskich. Było sportowo, było odkrywczo, było imprezowo-gitarowo, ciepło, gwarnie, kulinarnie.
Odkryte zostało trochę nowych sal i korytarzy jaskiniowych, eksplorowano powierzchnię, pieszo i dronem z powietrza. Pełen raport zostanie przygotowany przez Kierownika Franka i dostępny na oficjalnej stronie KTJ PZA.
Zapraszamy klubowiczów do udziału w wyprawie w przyszłym roku.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Etykiety
wtorek, 18 sierpień 2026 00:17
2026.08.02-04 Cztery kroki do jaskini
Piotr „Kudłaty" Gawlas
Cztery kroki do jaskini - Jaskinia Czerwony Pająk, Tennengebirge, Alpy Salzburskie, Austria
Wyprawa dopiero co się rozpoczęła. Każdemu z poprzedniego roku zostały jakieś niezakończone historie, eksploracje, niesprawdzone tematy. Jaskinie Tennengebirge nadal mają dla nas sporo zagadek, nadal mało je znamy. Mnie z zeszłego roku został niedowspinany komin nad Salą z Wantą w Jaskini Czerwony Pająk. Rok temu brakło czasu, trochę odwagi. Po całym roku przemyśleń, nastawiłem się psychicznie i sprzętowo na to wspinanie. Nie jest tego wiele, stojąc na spągu Sali z Wantą jakieś 40 metrów szacunkowo. Ale biegnie on w stronę masywu, światło znika w załamującym się kominie i kusi, choć start do wspinu kiepski, ściany dudniące ciągną kruszyzną.
Rok temu, do tego miejsca szliśmy od schroniska przez główny otwór prawie 3 godziny. Po wywspinaniu przez Tymka na poprzedniej wyprawie Pochylni Tymkowej, która doprowadziła nas do Sali z Dzwonkiem, odkryłem i odkopałem z pomocą Mundka i Tymka drugi otwór Jaskini Czerwonego Pająka. Sytuacja eksploracyjna mocno się zmieniła. Ułatwilo i przyspieszył to dojście do części rejonów eksploracyjnych w jaskini. Dodatkowo sprawiło niezłe zaskoczenie wśród ekipy eksploratorów, gdzyż otwór otworzył się w leju, którego krawędzią przechodziliśmy prawie codziennie, idąc na eksplorację Czerwonego Pająka i okolicznych jaskiń. Nikt nigdy tu nie zajrzał, nikt nigdy nie pomyślał, że to akurat tu. Historia Sali z Dzwonkiem jest również bardzo ciekawa. Pochylnia Tymkowa kończy się jakieś 40 metrów nad dnem Sali z Wantą. Dalej jest przełamanie korytarza i kolejny prożek, który doprowadza na poziom Sali z Dzwonkiem. Wspinając te partie, Tymek w pewnym momencie krzyknął, że znalazł dzwonek. Ale jaki dzwonek, skąd w jaskini dzwonek? Taki zwykły pasterski, leżał na kamieniu. Część obroży zdążyła przegnić, fragment łańcuszka, którym był dopięty przerdzewieć. W okolicy nie było jednak żadnego szkieletu ani nawet pojedynczej kostki zwierzęcia, które go nosiło. Wychodzi na to, że nie dalej, niż 150 lat temu jaskinia musiała mieć połączenie z powierzchnią, ktoś lub coś wlazło do środka, zgubiło dzwonek i wyszło a otwór z czasem uległ zawaleniu. Ten scenariusz dał mi do myślenia, że tutaj w okolicy jest drugi otwór Czerwonego Pająka.
W tym roku we wspinaniu i eksploracji komina pomagał mi Mateusz z SCW. Świetnie asekurował i asystował we wspinaczce. Komin po przełamaniu w górnych partiach zamienia się w kaskadę. Urokliwe miejsce. Świeża, lita skała, widać, że płynie tędy woda. Dalej w górę prowadzi korytarzyk z dużą ilością rumoszu i zaklinowaną na środku dużą wantą. Niestety kończy się zagruzowanym oknem o kształcie soczewki. W górnym korytarzu jest jeszcze jedno dosyć wąskie okno, do którego nikt nie wchodził. Całość komina po pomiarach to niecałe pięćdziesiąt metrów, ale dołożył do całkowitej deniwelacji jaskini +3,5 metra. Komin otrzymał nazwę Komina Kudłatych Myśli a kaskada Mateuszowym Korytarzem.
Jaskinia Czerwony Pająk leży w pobliżu dwóch dużych jaskiń: Jaskini pod Modrzewiem i Jaskini Śnieżne Korki. Część korytarzy jaskiń pokrywa się na jednej szczelinie, odległość jest wprawdzie dosyć duża, około 60 metrów, ale jest brana pod uwagę możliwość połączenia tych jaskiń w jeden system. Dało by to ładny wynik w długości systemu i całkiem ładną deniwelację. I prędzej czy później ktoś to zrobi.
Cztery kroki do jaskini - Jaskinia Czerwony Pająk, Tennengebirge, Alpy Salzburskie, Austria
Wyprawa dopiero co się rozpoczęła. Każdemu z poprzedniego roku zostały jakieś niezakończone historie, eksploracje, niesprawdzone tematy. Jaskinie Tennengebirge nadal mają dla nas sporo zagadek, nadal mało je znamy. Mnie z zeszłego roku został niedowspinany komin nad Salą z Wantą w Jaskini Czerwony Pająk. Rok temu brakło czasu, trochę odwagi. Po całym roku przemyśleń, nastawiłem się psychicznie i sprzętowo na to wspinanie. Nie jest tego wiele, stojąc na spągu Sali z Wantą jakieś 40 metrów szacunkowo. Ale biegnie on w stronę masywu, światło znika w załamującym się kominie i kusi, choć start do wspinu kiepski, ściany dudniące ciągną kruszyzną.
Rok temu, do tego miejsca szliśmy od schroniska przez główny otwór prawie 3 godziny. Po wywspinaniu przez Tymka na poprzedniej wyprawie Pochylni Tymkowej, która doprowadziła nas do Sali z Dzwonkiem, odkryłem i odkopałem z pomocą Mundka i Tymka drugi otwór Jaskini Czerwonego Pająka. Sytuacja eksploracyjna mocno się zmieniła. Ułatwilo i przyspieszył to dojście do części rejonów eksploracyjnych w jaskini. Dodatkowo sprawiło niezłe zaskoczenie wśród ekipy eksploratorów, gdzyż otwór otworzył się w leju, którego krawędzią przechodziliśmy prawie codziennie, idąc na eksplorację Czerwonego Pająka i okolicznych jaskiń. Nikt nigdy tu nie zajrzał, nikt nigdy nie pomyślał, że to akurat tu. Historia Sali z Dzwonkiem jest również bardzo ciekawa. Pochylnia Tymkowa kończy się jakieś 40 metrów nad dnem Sali z Wantą. Dalej jest przełamanie korytarza i kolejny prożek, który doprowadza na poziom Sali z Dzwonkiem. Wspinając te partie, Tymek w pewnym momencie krzyknął, że znalazł dzwonek. Ale jaki dzwonek, skąd w jaskini dzwonek? Taki zwykły pasterski, leżał na kamieniu. Część obroży zdążyła przegnić, fragment łańcuszka, którym był dopięty przerdzewieć. W okolicy nie było jednak żadnego szkieletu ani nawet pojedynczej kostki zwierzęcia, które go nosiło. Wychodzi na to, że nie dalej, niż 150 lat temu jaskinia musiała mieć połączenie z powierzchnią, ktoś lub coś wlazło do środka, zgubiło dzwonek i wyszło a otwór z czasem uległ zawaleniu. Ten scenariusz dał mi do myślenia, że tutaj w okolicy jest drugi otwór Czerwonego Pająka.
W tym roku we wspinaniu i eksploracji komina pomagał mi Mateusz z SCW. Świetnie asekurował i asystował we wspinaczce. Komin po przełamaniu w górnych partiach zamienia się w kaskadę. Urokliwe miejsce. Świeża, lita skała, widać, że płynie tędy woda. Dalej w górę prowadzi korytarzyk z dużą ilością rumoszu i zaklinowaną na środku dużą wantą. Niestety kończy się zagruzowanym oknem o kształcie soczewki. W górnym korytarzu jest jeszcze jedno dosyć wąskie okno, do którego nikt nie wchodził. Całość komina po pomiarach to niecałe pięćdziesiąt metrów, ale dołożył do całkowitej deniwelacji jaskini +3,5 metra. Komin otrzymał nazwę Komina Kudłatych Myśli a kaskada Mateuszowym Korytarzem.
Jaskinia Czerwony Pająk leży w pobliżu dwóch dużych jaskiń: Jaskini pod Modrzewiem i Jaskini Śnieżne Korki. Część korytarzy jaskiń pokrywa się na jednej szczelinie, odległość jest wprawdzie dosyć duża, około 60 metrów, ale jest brana pod uwagę możliwość połączenia tych jaskiń w jeden system. Dało by to ładny wynik w długości systemu i całkiem ładną deniwelację. I prędzej czy później ktoś to zrobi.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Etykiety
poniedziałek, 17 sierpień 2026 23:18
2026.07.25 Tatry Słowackie, Igła w Osterwie
Osoby Towarzyszące:
Tina, Dawid, Wojtek, Aleks
Dominika Kot
Piotr „Kudłaty" Gawlas
Akcja raczej późna. Z Bielska wyjechaliśmy w okolicach dziewiątej rano. Pod ścianę dotarliśmy dobrze po trzynastej. Minęliśmy ścianę z drogami pór roku i wąską percicką przedostaliśmy się do żlebu i dalej pod ścianę Igły w Osterwie. Zachodnią ścianą prowadzą na wierzchołek dwie drogi wspinaczkowe: Aviatica VI i Matematica V+. Wspinaliśmy się Aviaticą. Skała lita, sucha, dobrze ubezpieczona ringami i pancernymi stanowiskami. Szybko osiągamy wierzchołek Igły. Z tego miejsca jest wygodny, 28-metrowy zjazd na szeroki zachód, oddzielający Igłę od masywu. Z zachodu dalej wspaniała wspinaczka w okolicach V+, równie dobrze ubezpieczoną drogą na wierzchołek. Szybko pokonujemy 4 krótkie wyciągi. Udało się nam zdążyć na obiad do schroniska, kuchnię zamykają o 21:00 a bufet o 22:00.
Tina, Dawid, Wojtek, Aleks
Dominika Kot
Piotr „Kudłaty" Gawlas
Akcja raczej późna. Z Bielska wyjechaliśmy w okolicach dziewiątej rano. Pod ścianę dotarliśmy dobrze po trzynastej. Minęliśmy ścianę z drogami pór roku i wąską percicką przedostaliśmy się do żlebu i dalej pod ścianę Igły w Osterwie. Zachodnią ścianą prowadzą na wierzchołek dwie drogi wspinaczkowe: Aviatica VI i Matematica V+. Wspinaliśmy się Aviaticą. Skała lita, sucha, dobrze ubezpieczona ringami i pancernymi stanowiskami. Szybko osiągamy wierzchołek Igły. Z tego miejsca jest wygodny, 28-metrowy zjazd na szeroki zachód, oddzielający Igłę od masywu. Z zachodu dalej wspaniała wspinaczka w okolicach V+, równie dobrze ubezpieczoną drogą na wierzchołek. Szybko pokonujemy 4 krótkie wyciągi. Udało się nam zdążyć na obiad do schroniska, kuchnię zamykają o 21:00 a bufet o 22:00.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Etykiety
niedziela, 16 sierpień 2026 23:27
2026.08.15 Tatry Słowackie, Ostrva - Valentina VI+
Ewa Rutkowska - kierowniczka akcji
Tomasz Kochel - główny szerpa
Piotr „Kudłaty" Gawlas - robol ;)
Pogoda dopisała, od dłuższego czasu upał, cieki wodne kompletnie wyschły. W górach dużo wspinaczy. Popradzki staw urzeka swoją urodą, bliskością i łatwością podejścia, więc trudno się dziwić. Drogi wspinaczkowe na Osterwie zadbane, dobrze ubezpieczone w stałe przeloty i solidne stanowiska, i przede wszystkim jest to granit, który nie ulega, jak wapień, wyślizganiu podczas masowego wspinania.
Rozważaliśmy kilka wariantów wspinaczki. Padło na Valentinę, bo była pusta. Może ten stopień więcej odstraszał? Sąsiednia droga o której myśleliśmy, Julova, oblegana przez kilka zespołów, fajna tatrzańska piątka plus, w końcu jest sierpień, każdy chciałby ją mieć :)
Valentina, wyceniona na VI+, urzekała swą płytą na początku pierwszego wyciągu, dalej lekka załupa, by dotrzeć do stanowiska wspólnego z Julovą. I tu tłok. 4 osoby na stanie, ktoś poniżej w kolejce. Poprzedni zespół się uwinął, nam też poszło sprawnie. Kolejny wyciąg Valentiny to rajbung stromą płytą, którą kończy rumoszowaty kominek. Nad kominkiem jest szeroki gzyms i wygodny stan, wspólny tym razem z drogą Majową V+. Trzeci wyciąg Valentiny i Majowa dalej prowadzą razem, rajbungiem przez płytę, pod przewieszką i ponad nią do kolejnego, ostatniego tu stanu na czubku skalnej turniczki. Można by zrobić jeszcze wyciąg na szczyt Małej Igły w Osterwie, ale zjeżdżamy na drugą stronę do żlebu.
Żlebem kawałek podchodzimy pod Igłę w Osterwie. Jej zachodnią ścianą prowadzą dwie drogi wspinaczkowe: Aviatica VI i Matematica V+. Wspinamy Matematicę. Kolejne 3 wyciągi prowadzą nas na szczyt igły. Na szczycie tłum turystów z przewodnikiem, ale się już wycofują. Te kilka metrów kwadratowych wierzchołka nie pomieściło by tylu wspinaczy.
Zjeżdżamy z igły 28 metrów na drugą jej, wschodnią stronę, na wielki, trawiasty zachód. Zachodem tym można dojść do żlebu i dalej żlebem w stronę wierzchołka lub zejść zachodem nad skraj Zachodniej Ściany Osterwy i zjechać do podstawy ściany. Albo kolejny wspin, na szczyt Osterwy, drogą maks V, cztery krótkie 25-cio albo 2 długie, 50-cio metrowe wyciągi. Wspinamy. Na wierzchołku stajemy 20:10. Bar i kuchnię w Popradzkiej Chacie zamykają o 21:00. Biegiem więc do schroniska, gdzie udało nam się przed samym zamknięciem zjeść po misce kwaśnicy z chlebem i napić kofoli. Wyjazd zakończył się dla wszystkich sycie, wspinaczkowo i żołądkowo. Zadowoleni i zmęczeni wróciliśmy do domów.
Tomasz Kochel - główny szerpa
Piotr „Kudłaty" Gawlas - robol ;)
Pogoda dopisała, od dłuższego czasu upał, cieki wodne kompletnie wyschły. W górach dużo wspinaczy. Popradzki staw urzeka swoją urodą, bliskością i łatwością podejścia, więc trudno się dziwić. Drogi wspinaczkowe na Osterwie zadbane, dobrze ubezpieczone w stałe przeloty i solidne stanowiska, i przede wszystkim jest to granit, który nie ulega, jak wapień, wyślizganiu podczas masowego wspinania.
Rozważaliśmy kilka wariantów wspinaczki. Padło na Valentinę, bo była pusta. Może ten stopień więcej odstraszał? Sąsiednia droga o której myśleliśmy, Julova, oblegana przez kilka zespołów, fajna tatrzańska piątka plus, w końcu jest sierpień, każdy chciałby ją mieć :)
Valentina, wyceniona na VI+, urzekała swą płytą na początku pierwszego wyciągu, dalej lekka załupa, by dotrzeć do stanowiska wspólnego z Julovą. I tu tłok. 4 osoby na stanie, ktoś poniżej w kolejce. Poprzedni zespół się uwinął, nam też poszło sprawnie. Kolejny wyciąg Valentiny to rajbung stromą płytą, którą kończy rumoszowaty kominek. Nad kominkiem jest szeroki gzyms i wygodny stan, wspólny tym razem z drogą Majową V+. Trzeci wyciąg Valentiny i Majowa dalej prowadzą razem, rajbungiem przez płytę, pod przewieszką i ponad nią do kolejnego, ostatniego tu stanu na czubku skalnej turniczki. Można by zrobić jeszcze wyciąg na szczyt Małej Igły w Osterwie, ale zjeżdżamy na drugą stronę do żlebu.
Żlebem kawałek podchodzimy pod Igłę w Osterwie. Jej zachodnią ścianą prowadzą dwie drogi wspinaczkowe: Aviatica VI i Matematica V+. Wspinamy Matematicę. Kolejne 3 wyciągi prowadzą nas na szczyt igły. Na szczycie tłum turystów z przewodnikiem, ale się już wycofują. Te kilka metrów kwadratowych wierzchołka nie pomieściło by tylu wspinaczy.
Zjeżdżamy z igły 28 metrów na drugą jej, wschodnią stronę, na wielki, trawiasty zachód. Zachodem tym można dojść do żlebu i dalej żlebem w stronę wierzchołka lub zejść zachodem nad skraj Zachodniej Ściany Osterwy i zjechać do podstawy ściany. Albo kolejny wspin, na szczyt Osterwy, drogą maks V, cztery krótkie 25-cio albo 2 długie, 50-cio metrowe wyciągi. Wspinamy. Na wierzchołku stajemy 20:10. Bar i kuchnię w Popradzkiej Chacie zamykają o 21:00. Biegiem więc do schroniska, gdzie udało nam się przed samym zamknięciem zjeść po misce kwaśnicy z chlebem i napić kofoli. Wyjazd zakończył się dla wszystkich sycie, wspinaczkowo i żołądkowo. Zadowoleni i zmęczeni wróciliśmy do domów.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Etykiety
niedziela, 19 lipiec 2026 04:47
2026.07.16 Tatry Słowackie, Osterwa
Południowo-zachodnia ściana Galerii Osterwy, droga Majowa VI-
Dominika Kot
Piotr Kudłaty Gawlas
Piękna, tatrzańska wspinaczka. Trochę zacięciowo, trochę płytowo, krawądkowo i rajbungowo. Droga dobrze ubezpieczona, w zasadzie wystarczą pętle i długie ekspresy. I gdyby nie fakt, że poranne bezchmurne niebo zaciągnęły przed południem ciężkie chmury szykujące zapowiadaną burzę, wcześniej kilka dni padało i glony na ścianie nie zdążyły powysychać i było ślisko, to wspinanie na Miód-Malina.
Pod ścianę przemieszczaliśmy się na rowerach, w górę, asfaltem trochę pchając. Zaparkowaliśmy na symbolicznym cmentarzu pod Osterwą. Stąd jest jakieś 15 minut pod ścianę ścieżką. Za to w dół jazda bez trzymanki.
Po wspinaniu wpadliśmy do Schroniska nad Popradzkim Stawem na kawę i kofolę. Piliśmy obserwując dobrze widoczną z tarasu Osterwę.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Etykiety
niedziela, 12 lipiec 2026 21:33
2026.07.11 Akcja tatrzańska Jaskinia Ptasia Studnia
Maciej Jeziorski jako kiero :)
Tomasz „Murzyn" Grzegrzułka
Małgorzata „Stara" Błaszczyk
Wojciech „Komandos"
Piotr „Kudłaty" Gawlas
Oficjalnie Jaskinia Ptasia Studnia. Nieoficjalnie, to tak nas zlało i wychłodziło, że ledwo doszliśmy pod otwór. Kolejna akcja wkrótce. Zapraszamy wszystkich klubowiczów na wyjazdy z nami. Nie ma co narzekać.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Etykiety
wtorek, 30 czerwiec 2026 08:59
2026.06.27-28 Warsztaty z poręczowania eksploracyjnego i technik wspinaczki hakowej
Ze Speleoklubu Bielsko-Biała uczestniczyli:
Agnieszka Krawczyk „Sałatka"
Paulina Kulpa
Rafał Wojtkielewicz
Arkadiusz Turek
Piotr „Kudłaty" Gawlas
Sobota, zajęcia rozpoczęte upałem. Od rana jak w piekle a my na ścianach mamy wisieć i liny rozwieszać, spity i kotwy wbijać, wszystko w pełnym słońcu. Działamy nad Jaskinią Wierzchowską Górną. Czuję się jak na budowie, wiertarki udarowe brzęczą, młotki opukują skałę i wbijają kotwy. Kotwy, które zostaną do następnych zajęć za rok i kolejnych. W mniejsze odwierty wkręcamy MMS, śruby utwardzane, po zdemontowaniu których zostaje tylko mały otwór w skale. Większość ekip porusza się sprawnie, mimo upału, poręczując i deporęczując odcinki treningowe. Na poziomie gruntu w wielkich głazach osadzane są i testowane zrywarkami wkręty, kotwy i nity używane przy poręczowaniu, więc każdy z uczestników może własnoręcznie sprawdzić, jak wytrzymałe są te delikatne z pozoru mocowania i nabrać do nich zaufania.
Niedziela zagospodarowana zostaje na trening wspinaczki z wykorzystaniem sztucznych ułatwień, tak zwanej hakówki. Stosuje się ją, kiedy jaskiniowe korytarze przybierają przebieg pionowy, ale w górę w kominy. Nikt podczas eksploracji nowych partii nie bawi się we wspinanie sportowe. Bijemy haki, obecnie z pomocą przyszła technika z wykorzystaniem wiertarek i kotw. Odwiert, kotwa, karabinek, lina i kolejny metr wyżej, bliżej celu. Niektórzy uczestnicy spotkali się z tym typem poruszania w pionie po raz pierwszy. Klimat był przyjemniejszy, gdyż zajęcia odbywały się w jaskini i można było odetchnąć od panującego na zewnątrz prawie 40-to stopniowego upału. Było trochę strachu, bo to nienaturalne, ale dużo śmiechu i jeszcze więcej dobrej zabawy.
Zachęcam, zwłaszcza młodszych klubowiczów, do brania udziału w tego typu zajęciach, organizowanych centralnie, przez KTJ. Można potrenować już nam znane, dowiedzieć się nowych rzeczy z zakresu eksploracji jaskiń, poznać nowych fajnych ludzi z innych klubów i miło spędzić czas.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Etykiety
poniedziałek, 29 czerwiec 2026 23:45
2026.06.26 Park Śląski, Bieg dla Słonia
Dominika Kot
Henio Kot - o.t.
Ania „Skwarka" Boczkowska
Piotr „Kudłaty" Gawlas
Ekipa z KW Bielsko-Biała
Rodzeństwo
Znajomi i Znajomi Znajomych
Dałem się namówić na akcję, wogóle nie w moim klimacie. Gonienie? Masówka? Impreza? Stadion Śląski? To nie moje klimaty. Ale... Doma mówi, że jest akcja pod Śląskim, kompletny wolontariat, bez wpisowego i nagród. Bieg dla Słonia, ku upamiętnienia Artura Hajzera. Zapisy od 20-tej, było z kilkaset osób, start 22, koniec koło północy, biegniemy - pogoda nieważna. Wolna amery.. znaczy kto chce biegnie, kto nie to idzie, może rower, byle ostrożnie, hulajnogi nie-pod napięciem.. Z Klubu jeszcze będzie Skwarka, nasi znajomi. Dystans 8 kilo. Początek taki spacer po Śląskim, jestem tu pierwszy raz. Zdjęcia pod telebimem ze zdjęciami Słonia z gór, robimy grupowe. Później lekki trucht, jak się rozgrzałem trochę mnie poniosło i pobiegłem. Jakieś 7km w towarzystwie ekipy z KW. W sobotę mamy na Jurze Warsztaty z Poręczowania i hakówki, na które jadę. A ja w sobotę nie mogę chodzić. Składam się z zakwasu. Ostatni raz taki dystans biegłem w podstawówce. ;)
Każdy, kto ukończył bieg, dostał symboliczny medal. Ale za rok... może znowu?.. zachęcam Wszystkich do dołączenia do akcji.
Henio Kot - o.t.
Ania „Skwarka" Boczkowska
Piotr „Kudłaty" Gawlas
Ekipa z KW Bielsko-Biała
Rodzeństwo
Znajomi i Znajomi Znajomych
Dałem się namówić na akcję, wogóle nie w moim klimacie. Gonienie? Masówka? Impreza? Stadion Śląski? To nie moje klimaty. Ale... Doma mówi, że jest akcja pod Śląskim, kompletny wolontariat, bez wpisowego i nagród. Bieg dla Słonia, ku upamiętnienia Artura Hajzera. Zapisy od 20-tej, było z kilkaset osób, start 22, koniec koło północy, biegniemy - pogoda nieważna. Wolna amery.. znaczy kto chce biegnie, kto nie to idzie, może rower, byle ostrożnie, hulajnogi nie-pod napięciem.. Z Klubu jeszcze będzie Skwarka, nasi znajomi. Dystans 8 kilo. Początek taki spacer po Śląskim, jestem tu pierwszy raz. Zdjęcia pod telebimem ze zdjęciami Słonia z gór, robimy grupowe. Później lekki trucht, jak się rozgrzałem trochę mnie poniosło i pobiegłem. Jakieś 7km w towarzystwie ekipy z KW. W sobotę mamy na Jurze Warsztaty z Poręczowania i hakówki, na które jadę. A ja w sobotę nie mogę chodzić. Składam się z zakwasu. Ostatni raz taki dystans biegłem w podstawówce. ;)
Każdy, kto ukończył bieg, dostał symboliczny medal. Ale za rok... może znowu?.. zachęcam Wszystkich do dołączenia do akcji.
Dział:
Sport i turystyka
Etykiety
