Dział Beskidzki
Jaskinie i wyprawy (1611)
Kamil Polański - Speleoklub Tatrzański
Filip Pukmiel
Maciej Jeziorski
Pomimo niesprzyjających warunków atmosferycznych i opadów mżawki, zrealizowaliśmy wyjście do Jaskini Wielkiej Śnieżnej z celem dotarcia do Syfonu Dziadka. Nietypowo ciepła zima wymusiła na nas dodatkowe prace na powierzchni – ze względu na osiadanie śnieżnego stropu w dotychczasowej przebieralni, konieczne było wykopanie nowej jamy (większość prac przygotowawczych wykonał dzień wcześniej Kamil).
Sytuacja lodowa w jaskini była zróżnicowana: na Lodospadzie zalegał jedynie sypki śnieg, natomiast w rejonie Wielkiej Studni uformowały się potężne sople, zaś na jej dnie – kilkumetrowy lodospad. Oblodzenie sięgało przez kolejne prożki i Pierwszy Płytowiec aż do Trójkątnej Salki. Z kolei Wodociąg był niemal całkowicie suchy. Wyraźny wzrost poziomu wody odnotowaliśmy dopiero od połączenia z Białą Wodą i Galerią Krokodyla. Największym wyzwaniem kondycyjnym, zwłaszcza w drodze powrotnej, okazały się zapieraczkowe partie Błotnych Łaźni. Ostatecznie dotarliśmy do celu, zastając w Syfonie Dziadka poziom wody niższy o kilkanaście centymetrów od stanu średniego. Cała akcja pod ziemią trwała 9 godzin i należała do wyjątkowo wymagających kondycyjnie.
2025.02.02 Jaskinia Wielka Litworowa do Biwaku - 207 m
Napisał Jerzy GanszerJerzy Ganszer
Czas akcjo pod ziemia 4,5 godzin, czas całej akcji 11,5 godzin.
Anons o akcji został wysłany do "wiadomości dodatkowych" - zainteresowanych było trzy osoby, pojechało dwóch.
W górach zima i twardo! Do otworu doszliśmy trawersem. Zdjęcie wykonał Marek Sobański. Z pierwszej studni wychodziliśmy z rakami na nogach. Liny zostały powieszone przez ekipę z Krakowa, myśmy je deporęczowali.
Lubomir Zawierucha
Tomasz Urbański „Pająk"
Piotr „Kudłaty" Gawlas
Hieronim Gawlas
Andrzej Górny z
Ekipą Eksploracyjną z Jaskini Nietoperzowej
Na zaproszenie Andrzeja Górnego, pojechaliśmy na eksplorację do Jaskini Nietoperzowej. Celem jest róg korytarza w początkowych (jakieś 30 metrów od otworu), partiach Jaskini. Jest on zasypany namuliskiem z gliny i otoczaków naniesionych przez ówczesną rzekę. Zgodnie z pomiarami kontynuować ma się w dół i daje nadzieję na pogłębienie jaskini. Więc kopiemy. Dzisiejszy dzień przyniósł kilka metrów w dół, wybranie kilku kubików gliny i rumoszu, co stworzyło kilkumetrowej głębokości studzienkę z dwoma półpiętrami dla wygodniejszego wyciągania urobku. Na razie na tym koniec. C.D.N.
2025.01.25 - Jaskinia Miętusia - Wyjazd Kursowy
Napisała Anna BoczkowskaWacław Michalski
Anna Pawlik
Łukasz Owczarzak
Katarzyna Domaniecka
Michał Merta
Ala Kapustka
Anna Boczkowska
Piotr Wójcik
Tymek Głowacki
Dominika Kot
Wyruszyliśmy w sobotni poranek. Tym razem padło na dojście przez Dolinę Kościeliską, Dolinę Miętusią i dalej w ciepłych podmuchach wiatru przez Wantule.
Pod dziurą kilka plecaków, nie będziemy sami. Podzieliliśmy się na dwie grupy. Szybka kawka od Michała, zmiana outfitu i jazda na tyłku w dół. Zadek trochę ucierpiał... (ochraniacze na pupę, może to wcale nie głupi pomysł…?), ciaśniejsze momenty nie sprawiły nikomu większych trudności, sprawnie doszliśmy do Komory pod Matką Boską. Poręczowanie zaczęło się od bardzo ekspresyjnych „wierszy epitetów” Murzyna z powodu splątanych lin. No tak, nasza w tym wina. Na szczęście dalej było już tylko lepiej, niekoniecznie przyjemniej :)
Uchylając rąbka tajemnicy, majtki mieliśmy mokre. Plan był taki, jedna grupa idzie przez Kaskady, Wielkie Kominy, prosto do Syfonu w Wielkich Kominach, druga przez Korytarz Trzech Króli do Błotnych Zamków, gdzie się spotkamy. Przez Wiszący Syfonik, w którym prawie nie ma wody, wchodzimy do Sali bez Stropu. Strzeliste, ogromne ściany, wąski korytarzyk, robią wrażenie. Na Kaskadach lin, a lin… Zjeżdżamy do Błotnych Zamków, spotkamy tam inną grupę, a następnie w konkretnych strugach deszczu zjeżdżamy do zasłonki, schodzimy do syfonu, który ma piękne turkusowe odcienie. Robimy kilka fot, Ania „nurkuje” po rękawiczkę, która wpadła do syfonu i do góry! Wyjście męczące, mokre… bardzo mokre, ale idzie płynnie, DOSŁOWNIE. Wychodzimy do Błotnych Zamków, gdzie czeka druga część naszej grupy.
I uwaga! Atrakcją tego dnia okazał się posiłek, który uratował niektórym życie. Były to parówki i pomidorowa Amino na bazie wody z parówek (zapewniam smakuje lepiej niż brzmi) :D stojąc w mokrych gaciach w moment robi się paskudnie zimno! Dzięki kuchence można się było ciut ogrzać. Po uroczystej wieczerzy nasza część grupy śmiga do góry przez Korytarz Trzech Króli a druga część zakłada worki na kaski i fruuu…rozpoczyna deszczowe zjazdy. Swoją drogą, chyba można to zaliczyć do morsowania, takiego trochę dłuższego?
Podsumowując, w tej jaskini mieliśmy pierwszy raz okazję przekonać się, jak wygląda upierdliwy i nieprzyjemny jaskiniowy deszcz. I jak bardzo wychładza stanie w mokrych majtkach :) Po wyjściu z jaskini niektórzy je nawet ściągali. Sucha puchówka okazała się niepodważalnie zbawienna i ratująca zmarznięte tyłki!
Lana Svetlicić
Maciej Filipecki
Tomasz Grzegrzułka
Radosław Jędrzejczyk
Jacek Kamiński
Wacław Michalski
Artur Suwała-Pikania
Iwona Pośpiech
Zerwaliśmy się skoro świt po 5 godzinach spania, aby pójść do Jaskini Kasprowej Niżniej. Moje chęci były bliskie zeru, dwóch kursantów poległo po eksploracji “suchej” Jaskini Zimnej. Trochę żałowałam, że ja też nie mam gorączki, czyli dobrego pretekstu, żeby jednak zostać w tym ciepłym łóżeczku. Droga do jaskini mile zaskoczyła, ponieważ była przyjemna i krótka. Zasługa w tym Murzyna, który zafundował nam podróż życia busem z kierowcą rajdowym, melomanem. Potem niecała godzinka dojścia pośród białego puchu. Z zazdrością zerkałam na narciarzy na trasie. Wnętrze jaskini ciekawe, urozmaicone. Zapamiętam na długo czołganie się po mięciutkim piasku, złotą kaczkę Eli, bardzo cenne uwagi i rady - jak mam to przejść? - no, idź w górę! fajny, ciasny komin i kłótnie kursantów ,,to jest moja butla! Ja ją biorę!” Wyjaśniając, zbieraliśmy sprzęt nurka, Mariusza Linke. Przeżyłam, przeszłam, jestem wszystkim bardzo wdzięczna. Żałuję tylko, że Maciej i Tomek zwozili w drodze powrotnej na sankach butle, a nie mnie!
2025.01.17-18 Eksploracja studni browaru w Twierdzy Srebrna Góra
Napisał Piotr GawlasEwa Rutkowska
Wacław Kosmowski
Piotr "Kudłaty" Gawlas
płetwonurkowie:
Sławek, Marcin, Michał
Grzegorz - opiekun Twierdzy
Ekipa z czasopisma Odkrywca
kilka osób towarzyszących
Poranek w Srebrnej Górze choć słoneczny, ale mroźny. Do Twierdzy trudno dojechać. Stroma droga prowadząca serpentynami pod bramę i na dziedziniec jest oblodzona. Doładowany bus z trudem wspiął się na wierzchołek. Dziś celem jest studnia browaru i namierzony przez nurków podczas poprzednich nurkowań korytarz, który odchodzi w stronę fosy.
Na dziedzińcu wiatr przewiewa mgły i tworzy na wszystkim szadź, jest biało i mroźno. W komorze jest cieplej i zacisznie. Pompa głębinowa zatopiona w studni pracuje od doby. Jej 4 metry sześcienne wydajności na minutę trzeba wypchać 40 metrów w górę. Ma co robić. Poziom wody powoli opada.
Dojazd nad studnię zasypany śniegiem. Niby odśnieżone, ale bus zakopał się po osie. Z pomocą obsługi i kilku turystów udaje się go odkopać i wypchać. Zaparkowałem nad wlotem wentylacyjnym do komory, gdzie znajduje się studnia. Odsuwamy klapę zakrywającą otwór. Z pokaźnych rozmiarów metalowego profilu który przywieźliśmy i z samochodu motamy punkty stanowiskowe. Grzegorz daje swoje liny. Jedenaście i pół. Na stan grubasy w sam raz. Schodzimy do komory.
Około metra na godzinę. Mniej więcej w takim tępie obniża się poziom wody. Jeszcze jakieś dwie godziny i korytarz powinien się odsłonić. Czekamy. Po założeniu i ustabilizowaniu układów linowych do zjazdu, wychodzenia i transportu linowego oraz oporęczowaniu, schodzimy do studni, żeby zdemontować kratę, która kiedyś wpadła i zaklinowała się w połowie, zagradzając bezpieczne wejście. Kratę zabezpieczyliśmy linami, kątówkami pocięli na 4 kawałki i wyciągnęli na zewnątrz. Teraz chwila wytchnienia, idziemy na kawę. W Donjon w twierdzy od niedawna działa hotel i restauracja. Kawa zrobiona przez Grzesia smakuje świetnie. W między czasie rozmawiamy o twierdzy i planach jej odrestaurowania, nurkowie opowiadają o nurkowaniach na wrakach, Wacek opowiada o swoim spływie i przygodach syberyjskich.
Wysłane na zwiady dwie osoby przynoszą wiadomość, że woda opada znacznie wolniej, niż poprzednio. No fakt, przecież jest jeszcze korytarz i z niego woda też musi wypłynąć. Ale dobra wiadomość jest taka, że poziom wody to około -40 metrów od poziomu gruntu i wejście do korytarza powinno być już otwarte. Więc kończymy kawę i idziemy.
Pierwszy zjeżdża Sławek. Ubrany w suchara wskakuje do wody. Ja zaraz za nim, dojeżdżam i zatrzymuję nad lustrem. Mam ze sobą analizator gazów i stężenia tlenu. Wejście jest otwarte, ale jakieś 30 cm i żeby do korytarza wejść, trzeba by się zamoczyć. Ja nie chcę, jeszcze poczekamy. Wychodzę na górę. W tym czasie poopuszczamy do studni butle i sprzęt do oddychania, gdyby poziom tlenu znacząco spadł. Jest także pierwsza chętna osoba do zwiedzenia studni, Ania z redakcji magazynu Odkrywca. Chciała obejrzeć studnię ze zjazdu. Po opuszczeniu i zabezpieczeniu butli opuszczamy Anię. Jadę obok dla asekuracji i towarzystwa. Jest zachwycona. Debiut linowy i od razu do takiego historycznego miejsca. Do korytarza można już zajrzeć, ale nadal zalany. Turystka zostaje wciągnięta na powierzchnię, ja po konsultacji ze Sławkiem dalszego działania, również wracam.
Woda po kolejnej godzinie na tyle opadła, że do korytarza można już wejść. Zabieram wiertarkę, kotwy, plakietki i zjeżdżam zaporęczować wejście. Dwa odwierty, skała twarda jak diabli. Zakładam punkty i poręcz. Teraz bez stresu można ze zjazdu wejść do korytarza.
Przede mną ciemny tunel. Szeroki na około metr, wysoki na jakieś 1,5 metra, spąg w głąb korytarza delikatnie się wznosi. Przyznam, że nurkowie, którzy jako pierwsi wpływali do tego zalanego korytarza, mieli ciekawie. Ciemność ciągnie mnie jak świeżo odkryta jaskinia. Sławka proszę, żeby chwilę poczekał. Ja idę tam. Tunel wyłupany w litej skale. Spąg wznosi się delikatnie, dnem płynie strumyk, woda jest wyjątkowo czysta. Wpierw myśleliśmy, że to wraca do studni odpompowywana woda, ale nie. To pewnie on zasila studnię. Korytarz kontynułuje się kilkadziesiąt metrów, według narysowanego planu w stronę fosy. Dochodzę do końca. Jest zamurowany ukośną ceglaną ścianą. Ostatnie dziesięć metrów jest również obudowane ceglanym sklepieniem. Otwory odwiertów wskazują, że korytarz drążony był od strony studni na zewnątrz w stronę fosy. Był strzelany. Otwory nawiercane w skale napełniano materiałem wybuchowym i detonowano. Urobek wyciągano do studni i dalej na powierzchnię. W czasach, kiedy nie było elektryczności a światło dawały świece i oliwne ogarki, wiercenie w skale ręcznymi wiertłami, transport urobku, wypompowywanie napłyającej wody i dostarczanie na przodek świerzego powietrza musiało być mozolną harówą.
Powietrze w korytarzu jest wyjątkowo świerze. Zastanawia mnie, czy to dlatego, że opadająca woda naciągnęła powietrza z zewnątrz, bo żaden przewiew jest niewyczuwalny. Na końcu tunelu w górę prowadzi obmurowany cegłami kanał. Z niego napływa woda, która w postaci intensywnego deszczu opada na spąg. A z wodą może i świerze powietrze? Próbuję zajrzeć do kanału. Jest zasypany od góry zbutwiałymi kawałkami drewna. Woda zalewa mi twarz.
Wracam. Tunel ma podobno 70 metrów długości. Widzę odległe światło czołówki Sławka. Dojechał też Marcin, obwieszony kamerami i sprzętem pomiarowym. Będzie skanował korytarz i wykonywał pomiary do swojego modelu 3D. Teraz zdjęcia będą lepsze niż wykonywane pod wodą. Idę na powierzchnię. 3 osoby w studni mocno zagęszczają atmosferę. A na zewnątrz czekają kolejni chętni do zjechania i zwiedzenia studni i korytarza: reszta ekipy z czasopisma Odkrywca, opiekunowie Twierdzy - Grzegorz z kolegą no i Ewa z Wackiem, choć Wacek ma obawy, że sam nie wyjdzie. Uspokajam go, że wyciągarka linowa jest dostępna, więc wyciągniemy go, jak nurków i pozostałą, nielinową część zwiedzających. Wszyscy, którzy odwiedzili to miejsce są zachwyceni. W drugi dzień odwiedziła nas wrocławska telewizja i radio, nakręcili nasze manewry i ponagrywali wywiady.
W korytarzu znaleziono skarby, nie mogło się bez nich obejść. Są nimi rękojeści od skrzyń, kołki do zabijania otworów strzałowych, kości jakiegoś drapieżnika oraz dwa młotki, pozostałości po robotnikach drążących tunel, jeden znalazł kolega Grzegorza, drugi ja. Ponieważ końcowa część tunelu zbliża się do skraju fosy, robiliśmy próbę nawiązania łączności z powierzchnią. Do fosy opuścił się Michał i część ekipy i włączyli głośną muzykę. Wyszło pomyślnie. Punkt dwunasta mieliśmy w korytarzu dyskotekę. Michał również słyszał nasze rozmowy i okrzyki dobiegające z wnętrza góry.
Jest to kolejna, trzecia już akcja w Twierdzy, każda z nich jest dla nas ciekawym doświadczeniem i przeżyciem oraz spotkaniem towarzyskim z wartościowymi ludźmi, którzy łączą różne pasje: historię, nurkowanie, poszukiwania, alpinizm, fotografię, projekty 3D.
Materiał z akcji wyemitowany przez Program 3 Telewizji Wrocław:
https://wroclaw.tvp.pl/84589353/twierdza-srebrna-gora-w-jednej-ze-studni-odkryto-tajemniczy-korytarz
Michał Bieroński- KKS,
Paweł Olszewski
W ubiegłą niedzielę wybraliśmy się do Jaskini Kasprowej Niżniej. Na wejściu przywitał nas bardzo niski stan wody, co napawało nas optymizmem co do dalszego przebiegu akcji. Niestety Gniazdo Złotej Kaczki okazało się być zalane, ale to nas nie zatrzymało. Po szybkiej reorganizacji pod Wielkim Progiem ruszyliśmy do Partii Gąbczastych. Szczęśliwie Korytarz Piętrowy okazał się możliwy do przejścia z oczami nad wodą :). Ruszyliśmy w stronę Syfonu Danka, gdzie dalszy przebieg akcji uratował Paweł wspinając komin. Wszyscy zgodnie uznajemy że brakuje w nim 1-2 dodatkowych punktów w dolnej części, przynajmniej dla wspinaczy naszego poziomu. Potem już szybko do celu, szybkie zdjęcie i powrót do otworu tą samą drogą. Na zewnątrz przywitał nas świeży puch, przez który zmęczeni ale bardzo zadowoleni ruszyliśmy na parking do Kuźnic.
Anna Sobańska - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Marek Sobański
Jerzy Pukowski
Kinga Kluczewska - Speleoklub Olkusz
Roman Czarnecki - Weteran
Jerzy Ganszer
Ponor był zalany do połowy, przeszliśmy go wpław. Akcja była dość humorystyczna. Do syfonu dotarło 5 osób.
Można wspomnieć, że kursanta Kinga zakończyła cykl wyjazdów tatrzańskich i niebawem stanie się pełnoprawnym taternikiem jaskiniowym. A potem Zięba. Zdjęcie Roman Czarnecki
Wojciech Chroszcz
Piotr "Kudłaty" Gawlas
Mateusz Wielke
Maciej Jeziorski
W sobotni poranek pogoda nie sprzyjała naszym planom. Intensywnie padający śnieg oraz temperatura sięgająca -10°C stanowiły wyzwanie nie tylko podczas podejścia, ale przede wszystkim podczas dojazdu w Tatry. Po dotarciu pod wyjście z Jaskini Mroźnej spotkaliśmy zespół Speleoklubu Tatrzańskiego właśnie rozpoczynającego eksplorację. Postanowiliśmy poczekać około trzydziestu minut, aby zapewnić sobie odpowiedni dystans, a następnie weszliśmy do Jaskini Zimnej dolnym otworem.
Ku naszemu zdziwieniu Ponor był otwarty i całkowicie suchy. Sprawnie pokonaliśmy kolejne prożki, aż dotarliśmy do Czarnego Komina, gdzie spotkaliśmy wcześniej wspomnianą ekipę kierującą się do wyjścia. Po krótkiej wymianie pozdrowień ruszyliśmy w stronę Białego Korytarza, który doprowadził nas do Sali Biwakowej. Po krótkim odpoczynku wyruszyliśmy w dalszą drogę w kierunku Sali Złomisk.
W okolicach Syfonu Krakowskiego minęliśmy kolejny zespół, w tym trzy osoby z naszego klubu. Po dotarciu pod studnię Kulczyńskiego, zdecydowaliśmy się na powrót tą samą drogą.
Więcej...
2024.12.29 - Jaskinia Miętusia Wyżnia - Wyjazd Kursowy
Napisała Kasia DomanieckaWacław Michalski
Dominika Kot
Anna Boczkowska
Łukasz Owczarek
Michał Merta
Piotr Wójcik
Arkadiusz Turek
Bartosz Brzezinka
Katarzyna Więckowska
Wojciech Chroszcz
Katarzyna Domaniecka
Drugi dzień kursowy i ostatnie wejście do jaskini w tym roku. Na kierownika wyprawy zostałam wytypowana ja - żółtodziób z nizin. Już samo podejście pod jaskinię było trudne i długie, a że to drugi dzień, to także bardzo męczące. Z parkingu ruszyliśmy o godz. 7.45, pod dziurą byliśmy o 10.24. Samo wejście do jaskini wymagało użycia lin. Szybkie przebranie się i wchodzimy.
Po przejściu przez Mylną Rurę, doszliśmy do pierwszego zjazdu, do Sali Matki Boskiej. Następnie podzieliliśmy się na dwie grupy, żeby akcja mogła przebiec szybciej i sprawniej. Tym razem drużyny były mieszane. Część z nas ruszyła do błotnego syfonu. Doszliśmy do pierwszego syfonu, w którym stała woda, ale dalej już nie przeciskaliśmy się. Wracaliśmy do rozwidlenia, gdzie rozdzielaliśmy się na grupy i czekaliśmy na pozostałych, którzy wychodzili z suchego dna.
Zjazd na suche dno był bardzo ciekawy, bo było kilka przepinek, dno było dosyć wąskie. Trzeba było bardzo uważać na spadające odłamki skał. Natomiast wyjście już szło dużo szybciej, gdyż chęć skorzystania z toalety była bardzo duża, zwłaszcza, gdy wychodzi się przy akompaniamencie odgłosów wody puszczanych z telefonu.
Tym razem nikt z nas nie był mokry, jednak ochraniacze na kolana bardzo się przydały.
Podsumowując: lin nie zabrakło, wszyscy wyszli w jednym kawałku. Tak więc żółtodziób dał sobie radę, w tej ostatniej dziurze w starym roku.
Filip Pukmiel
Maciej Jeziorski
Pogoda podczas podejścia była idealna – bezchmurne niebo i komfortowa temperatura sprzyjały działaniom.
Trawers rozpoczęliśmy od głównego otworu, u stóp Czarnej Turni. Pokonanie kluczowych trudności wspinaczkowych, takich jak Komin Węgierski, Jeziorko Szmaragdowe, Próg Latających Want oraz pomniejsze progi, przebiegło sprawnie. Jedynie przy Studni Smoluchowskiego napotkaliśmy poważniejszy problem – lina zaklinowała się między skałami podczas próby jej ściągnięcia. Filip, próbując ją obciążyć, omal nie uległ poważniejszemu wypadkowi – szczęśliwie upadek zamortyzowała kość ogonowa.
Najbardziej wymagającym wyzwaniem okazał się Próg Latających Want, szczególnie podczas wyciągania przez niego worów i lin. Ze względu na ograniczony skład zespołu oraz ciasne zakręty w obejściu trudności, zadanie wymagało dużego wysiłku i koordynacji.
Na wyjściu z jaskini przywitało nas rozgwieżdżone niebo. Większą część powrotu zjeżdżaliśmy na workach, co dodało akcji nieco humorystycznego akcentu. Cały czas trwania działań w jaskini wyniósł 8,5 godziny, pobijając dotychczasowy rekord ubiegłorocznych kursantów.
2024.12.28 - Jaskinia Kasprowa Niżnia - Wyjazd Kursowy
Napisał Arkadiusz TurekWacław Michalski
Piotr Gawlas - Kudłaty
Mariusz Linke
Martyna Michalska
Łukasz Piechocki
Dominika Kot
Katarzyna Domaniecka
Anna Boczkowska
Łukasz Owczarzak
Michał Merta
Piotr Wójcik
Arkadiusz Turek
Kasprowa Niżna, pierwsza dziura na kursie, gdzie wody jest więcej niż w butli przy plecaku.
Nastroje w stadzie mieszane: wizja krótkiego podejścia wywołuje uśmiech na kursowych twarzach, ale to właśnie uśmiechy klubowiczów dają nam najwięcej do myślenia. Szczególnie gdy uśmiechom towarzyszą słowa „gąbki” i „syfon”, gwoździem do trumny okazał się Wacław wciągający neopren pod kombinezon.
Pod Wielkim Kominem dzielimy się na dwa zespoły: dziewczyny idą trenować dławienie się wodą przy lewarowaniu, męska część grupy bierze się za zapieraczkę. Ze swojej strony powiem tyle: gumiaki zaskakująco dobrze trzymają się skały a sporadyczne wyjechania z tunelu zdarzają się każdemu. Droga do Sali rycerskiej poszła zaskakująco dobrze: Gniazdo Złotej Kaczki tylko zamulone, jezioro w Długim Chodniku kompletnie suche. Na miejscu kawa i czekamy na dziewczyny.
No właśnie co z nimi? Dźwięki które docierały do nas z bocznych odejść sugerowały trudny przebieg akcji i raczej nędzne morale. Jak podejrzewaliśmy zgrabniejsza część stada do Sali Rycerskiej wparowała mokra ale (o zgrozo!) z pieśnią na ustach i w bojowym nastroju. Co zaszło? Nie wiem, ale co było w Gąbkach, zostaje w Gąbkach.
Dalej poszło szybko, droga do Syfonu Danka okazałą się komfortowa, a czekający na końcu skarb wart wysiłku. Skarbem okazał się depozyt ~20 kg ołowiu i płetwy używane przez nurków, które obiecaliśmy pomóc wydobyć z głębi.
Przed powrotem z Sali Rycerskiej zwiedziliśmy jeszcze Wiszące Jeziorko i czekające za nim słynne Zapałki. Przy wyjściu zamieniliśmy się trasami i zrozumieliśmy fenomen Gąbek.
Szanowne Panie, czapki (kaski) z głów.
I tak wróciliśmy do Bazy, mokrzy i wyczekujący jutra. Jutro kolej na Miętusią Wyżnią.
Filip Pukmiel
Maciej Jeziorski
Tymoteusz Siedloczek
Piotr "Kudłaty" Gawlas
Marwoj
Mar-Woj. W skrócie Jezioro Marynarki Wojennej, gdzie woda łączy spąg ze stropem. To niewielkie jeziorko w Jaskini Miętusiej, które czasami zamienia się w syfon i całkowicie zamyka dostęp do partii jaskini położonych za nim. Z tego miejsca snują się przeróżne opowieści ludzi, którzy się z nim mierzyli i mają różne wspomnienia, przygody, dobre i mniej dobre, budząc u nich różne uczucia podziwu, złości, niechęci, zimna, wilgoci. Ciekawi dalszych partii chcą go przebyć na różne sposoby: na pontonie, materacach, wpław. Niektórych zniechęca do pójścia dalej, kiedy nie chcą mieć kontaktu z jego zimną wodą. Ale od początku.
Zbliżał się kolejny koniec tygodnia. Podobno Tymek z Maćkiem wpadli na pomysł, żeby zrobić akcję do Miętusiej, za Mar-Woja. Tydzień wcześniej był tu Filip, ale zabrakło im liny i nie zjechali do Awenu. No to powtórka. O pomyśle dowiedziała się Gośka i powiedziała mnie. I tak zebrała się nam fajna ekipa na jaskinię. Miała nas jechać szóstka, ale Monice coś wypadło i jest piątka. Liny pobrane z magazynu, żeby tym razem do Awenu zjechać. Wyruszamy z Bielska nie za wcześnie, o szóstej, ale z małym poślizgiem. Na miejscu jesteśmy po dziewiątej. Od auta idziemy Małą Łąką, przez Przysłop Miętusi, do Doliny Miętusiej. W Tatrach leży trochę śniegu. Mijamy Wantule i za kawałek mamy otwór. Tu leży kilka worów. Ktoś jest w środku.
Przebieramy się w kombinezony, wskakujemy w uprzęże i idziemy do dziury. Dosłownie. Otwór wejściowy to niewielkich rozmiarów po prostu dziura w podstawie skały, którą jak jest śnieg, wjeżdża się do środka jak ślizgawką. Początkowe partie, Rura, taka ciasnawa, czołgana. Takie cioranie na rozgrzewkę. Rura wypada w salce, nazwanej tak, bo wisi tu niewielka ikona, Salą Matki Boskiej. Tu z rury wpinka w zjazd. Ulżyło, bo Rura jest dosyć trudnym obiektem do pokonania. Dalej dość przyjemne Kaskady, kilka krótkich zjazdów, do tego urokliwie wymyte przez wodę w czarnym wapieniu prożki i misy. Dalej Błotne Zamki, po których nazwa tylko została i jesteśmy pod Progiem Męczenników. Na progu wisi lina, nie trzeba wspinać, jest więc łatwo. Nad progiem, Pod Korkociągiem, spotykamy naszego kolegę Sławka z Zakopanego z kursantami. Miło było porozmawiać. Dowiadujemy się, że Mar-Woj jest zalany i oni wracają. Jeszcze jeden prożek w górę i zjeżdżamy do Marwoja. Faktycznie, pod stropem jakieś 25cm. prześwitu. Będzie mokro. Idę na gorąco, puki rozgrzanie minie i zabierze ze sobą chęci do zmoczenia się w całości. Trudno,
