Jaskinie i wyprawy (1555)
Kamil Polański Speleoklub Tatrzański
Paweł Chrobak Speleoklub Tatrzański
Grzegorz Grabowski Speleoklub Tatrzański
Tomasz Grzegrzułka
Tomasz Motoszko
Łukasz Piechocki
Lana Svetlicić
Radosław Jędrzejczyk
Artur Suwała-Pikania
Iwona Pośpiech
Wyjście do Jaskini Śnieżnej z celem dojścia do Suchego Biwaku. Do otworu weszliśmy o 13:30. Warunki mieliśmy idealne, mnóstwo świeżego śniegu, słonecznie i ciepło. Niestety sprzyjające lawinom.
Paweł Chrobak Speleoklub Tatrzański
Grzegorz Grabowski Speleoklub Tatrzański
Tomasz Grzegrzułka
Tomasz Motoszko
Łukasz Piechocki
Lana Svetlicić
Radosław Jędrzejczyk
Artur Suwała-Pikania
Iwona Pośpiech
Wyjście do Jaskini Śnieżnej z celem dojścia do Suchego Biwaku. Do otworu weszliśmy o 13:30. Warunki mieliśmy idealne, mnóstwo świeżego śniegu, słonecznie i ciepło. Niestety sprzyjające lawinom.
Jaskinia w warunkach wiosennych – miejscami lód, ale zauważalnie mniej niż w pełni zimy. Przejście do Suchego Biwaku przebiegło sprawnie. Część zespołu poszła dalej do Partii Wrocławskich, po czym wróciła do reszty.
Akcja bez większych problemów technicznych. W trakcie działania zaobserwowaliśmy dwie lawiny, co potwierdzało niestabilność pokrywy. Spotkaliśmy również kozicę.
Zejście odbywało się częściowo po lawinisku, co wymagało zwiększonej uwagi. Rewelacyjny zjazd z hamowaniem czekanem pozwolił na utrwalenie świeżo zdobytych umiejętności podczas kursu ze Sławomirem Heteniakiem.
Powrót do bazy około 22:30.
Akcja udana.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Roman Czarnecki - Weteran
Jerzy Ganszer
+ 1 członek Klubu
Lodu mało. Dotarto do nacieków. Czas akcji - 1 godzina.
Przepraszamy - akcja nie była ogłoszona z powodu "nagłego wyjazdu".
Jerzy Ganszer
+ 1 członek Klubu
Lodu mało. Dotarto do nacieków. Czas akcji - 1 godzina.
Przepraszamy - akcja nie była ogłoszona z powodu "nagłego wyjazdu".
Dział:
Jaskinie i wyprawy
sobota, 28 marzec 2026 23:03
2026.03.28 Jaskinia CZARNA. Trawers między południowym i północnym otworem
Napisał Jerzy Ganszer
Kaja Fidzińska - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego
Marcin Freindorf - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego
Jerzy Ganszer
Czas akcji - 6 godzin. Na powierzchni sporo śniegu!
Tutaj zdjęcia - "kliknij"
Marcin Freindorf - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego
Jerzy Ganszer
Czas akcji - 6 godzin. Na powierzchni sporo śniegu!
Tutaj zdjęcia - "kliknij"
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Beata Michalska-Kasperkiewicz
Jerzy Ganszer
Sporo śniegu, mieliśmy problemy z wniknięciem pod śnieg. Zaproszenie na akcję był na stronie Ganszera, jednocześnie zapraszamy wszystkich na podobne akcje.
Zdjęcie wykonano na Lodospadzie. To była 813 akcja jaskiniowa J.G.
Tutaj inne zdjęcia - "kliknij"
Jerzy Ganszer
Sporo śniegu, mieliśmy problemy z wniknięciem pod śnieg. Zaproszenie na akcję był na stronie Ganszera, jednocześnie zapraszamy wszystkich na podobne akcje.
Zdjęcie wykonano na Lodospadzie. To była 813 akcja jaskiniowa J.G.
Tutaj inne zdjęcia - "kliknij"
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Maciek "Fryta" Frydrychowicz- KKS,
Aleksandra Frydrychowicz- KKS,
Pawełek- Fanklub KKS,
Agata- Fanklub SBB,
Paweł Olszewski
Przyjacielskie spotkanie przy otworze Jaskini w Trzech Kopcach. Ja z Olą zwiedzaliśmy jaskinię a reszta grupy poszła na Klimczok.
Aleksandra Frydrychowicz- KKS,
Pawełek- Fanklub KKS,
Agata- Fanklub SBB,
Paweł Olszewski
Przyjacielskie spotkanie przy otworze Jaskini w Trzech Kopcach. Ja z Olą zwiedzaliśmy jaskinię a reszta grupy poszła na Klimczok.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
poniedziałek, 30 marzec 2026 17:45
2026.03.14-22 Albarracin bulderowo - Hiszpania
Napisał Jerzy GanszerAdam Marcinków
Rober i Przemek - Osoby Towarzyszące PL
Richar, Luca, Gavin, Ale, Paul, Lorraine, David i Aisling - Osoby Towarzyszące IR
Tygodniowy wyjazd do jednego z najpopularniejszych regionów bulderowych w Hiszpanii, połączony ze spotkaniem ze znajomymi z Irlandii. Już sama obecność w tym miejscu dostarczała wiele radości, dodatkowo sprzyjała nam znakomita pogoda. Istotną atrakcją była możliwość wspinaczki na malowniczo rozrzuconych skałkach o niezwykłych kształtach. Wyjazd należy uznać za bardzo udany i wszyscy wrócili zadowoleni
Tygodniowy wyjazd do jednego z najpopularniejszych regionów bulderowych w Hiszpanii, połączony ze spotkaniem ze znajomymi z Irlandii. Już sama obecność w tym miejscu dostarczała wiele radości, dodatkowo sprzyjała nam znakomita pogoda. Istotną atrakcją była możliwość wspinaczki na malowniczo rozrzuconych skałkach o niezwykłych kształtach. Wyjazd należy uznać za bardzo udany i wszyscy wrócili zadowoleni
Dział:
Jaskinie i wyprawy
poniedziałek, 16 marzec 2026 13:56
2026.03.14 Jaskinia Śnieżna - Partie Animatorów
Napisał Filip Pukmiel
Kamil Polański - Speleoklub Tatrzański
Filip Pukmiel
Partie Animatorów podejście drugie - tym razem w dwuosobowym składzie.
Z parkingu wyruszamy o 8 i dobrym tempem docieramy na Przechód, gdzie doganiamy inny zespół, który wybiera się do Syfonu Krakowskiego. Razem docieramy pod otwór i ku naszemu zaskoczeniu śniegu przybyło na tyle, że nie widać gdzie jest wejście do przebieralni - łopaty w dłoń i szukamy. Po 45 minutach udało się zlokalizować i odkopać wejście. Przebieramy się, szybki posiłek, parę łyków herbaty i wchodzimy do dziury.
W jaskini lodu coraz mniej, z lodospadu na Wielkiej Studni została połowa tego co widzieliśmy 2 tygodnie temu. Zjeżdżamy dalej i nad Prożkiem Johnego wchodzimy w okno w kierunku Partii Animatorów. Sala lwa, Masarnia i zaraz jesteśmy w Sali Wesołej Warszawki.
Z Sali czekają nas już głównie długie pionowe odcinki. Docieramy do półki na górze 70m komina i dalej piękna tyrolka do okna po drugiej stronie. Jeszcze chwila i jesteśmy przy zawalisku, 30m wyżej niż otwór. Cel osiągnięty, więc zaczynamy powrót do głównego ciągu. W Sali Lwa krótka przerwa na przekąskę i wychodzimy. Czas akcji pod ziemią 5h30min, pokonaliśmy w pionie około 530m.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Zdzisław Grebl + o.t.
Hiszpania - Jaskinia Nerja.
W jaskini znajduje się najwyższy na świecie 32 metrowy stalagnat , o podstawie 30m × 7m.
Hiszpania - Jaskinia Nerja.
W jaskini znajduje się najwyższy na świecie 32 metrowy stalagnat , o podstawie 30m × 7m.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Małgorzata Bugalska - Ganszer
Paulina Kohut
Mateusz Kohut
Michał Ganszer
Od głównego otworu dotarliśmy do sali AKT. Zacisk w Labiryncie Wiatrów przy pierwszym podejściu wydał się niesympatyczny, po przejściu okazał się nie być taki zły. Czas akcji 5 godzin.
Paulina Kohut
Mateusz Kohut
Michał Ganszer
Od głównego otworu dotarliśmy do sali AKT. Zacisk w Labiryncie Wiatrów przy pierwszym podejściu wydał się niesympatyczny, po przejściu okazał się nie być taki zły. Czas akcji 5 godzin.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Ralph Ursprung- AGS Regensdorf
Julia Leitner- AGS Regensdorf
Marco Faggi- AGS Regensdorf
Dorotea Gesine-Wabbels - AGS Regensdorf
Waldemar Makoś - AGS Regensdorf
Martyna Michalska - Speleoklub Bielsko-Biała, AGS Regensdorf
W poprzedni weekend uprzejme koleżanki i koledzy z klubu AGS zabrali nas do przepięknej Grotte de la Malatière we Francji blisko granicy ze Szwajcarią. Przy otworze jest parking (ach jaka to osobliwość móc zaparkować auto i od razu wejść od dziury :p). Na samym początku około 10-metrowy zjazd. Potem też jest kilka małych zjazdów i trawersów linowych, oraz kilka zacisków, ale ogólnie jaskinia nie jest trudna technicznie. Za to wynagradza wielkością sal i nacieków, no coś pięknego! Każda sala odsłania coś nowego i interesującego. Cała wycieczka trwała około 6h. Warto wybrać się do niej jakby ktoś akurat był w tamtych okolicach :).
Julia Leitner- AGS Regensdorf
Marco Faggi- AGS Regensdorf
Dorotea Gesine-Wabbels - AGS Regensdorf
Waldemar Makoś - AGS Regensdorf
Martyna Michalska - Speleoklub Bielsko-Biała, AGS Regensdorf
W poprzedni weekend uprzejme koleżanki i koledzy z klubu AGS zabrali nas do przepięknej Grotte de la Malatière we Francji blisko granicy ze Szwajcarią. Przy otworze jest parking (ach jaka to osobliwość móc zaparkować auto i od razu wejść od dziury :p). Na samym początku około 10-metrowy zjazd. Potem też jest kilka małych zjazdów i trawersów linowych, oraz kilka zacisków, ale ogólnie jaskinia nie jest trudna technicznie. Za to wynagradza wielkością sal i nacieków, no coś pięknego! Każda sala odsłania coś nowego i interesującego. Cała wycieczka trwała około 6h. Warto wybrać się do niej jakby ktoś akurat był w tamtych okolicach :).
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Więcej...
Maciek "Fryta" Frydrychowicz- KKS,
Paweł Olszewski
Dotarliśmy za Szczelinę między Komorą Gwiaździstą a Partiami Sylwestrowymi. Przejście przez Gąbki- wody było po sam strop. Zapuściliśmy lewar i w drodze powrotnej mieliśmy "sytuację komfortową" z pokonaniem Gąbek. Dobrym pomysłem było ubranie pianki nurkowej pod kombinezon- zamiast termo.
Paweł Olszewski
Dotarliśmy za Szczelinę między Komorą Gwiaździstą a Partiami Sylwestrowymi. Przejście przez Gąbki- wody było po sam strop. Zapuściliśmy lewar i w drodze powrotnej mieliśmy "sytuację komfortową" z pokonaniem Gąbek. Dobrym pomysłem było ubranie pianki nurkowej pod kombinezon- zamiast termo.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Sylwia Dendys - Speleoklub Tatrzański
Krzysztof Borgieł - Speleoklub Tatrzański
Kamil Polański - Speleoklub Tatrzański
Filip Pumkiel
Maciej Jeziorski
Jerzy Ganszer
Krzysztof Borgieł - Speleoklub Tatrzański
Kamil Polański - Speleoklub Tatrzański
Filip Pumkiel
Maciej Jeziorski
Jerzy Ganszer
W jaskini sporo lodu, jednak porównując do stanu sprzed trzech tygodni można zauważyć jego stopniowe cofanie się. 7 lutego poziom lodu sięgał Trójkątnej Salki, a obecnie ogranicza się do rejonu odciągu na I Płytowcu.
Kamil, Filip i Maciej dotarli do Sali Wesołej Warszawki, a następnie wspięli się po linach na olbrzymi most skalny i przetrawersowali do zachodniej półki, znajdującej się 49 m nad jej dnem. W tym miejscu warto zaznaczyć, że stan punktów i zaporęczowania w Sali jest fatalny – poprzecierane liny pamiętają czasy pierwszych eksploratorów, a stałe punkty opierają się na hakach i zardzewiałych plakietkach. Cała akcja pod ziemią trwała 5 godzin i 30 minut.
Dwie osoby dotarły do Masarni - czas akcji pod ziemią 3 godziny 50 minut.
Jedna osoba dotarła nad Lodospad.
Piękny śnieg, piękne Słońce, piękne widoki. Na dnie Wielkiej Studni wspaniały lodospad. Tutaj kilka zdjęć "kliknij" photos.app.goo.gl/ oMbC5abNnv5v5Y4w6
Dział:
Jaskinie i wyprawy
niedziela, 29 marzec 2026 23:30
2026.02.22 - 03.08 Międzynarodowa wyprawa eksploracyjna Tajlandia Neua (północna) Soppong
Napisał Piotr GawlasJohn G - Belgia, kierownik
Ampy - Tajlandia
Géry B - Belgia
Cal - Wielka Brytania
Jean-Mari - Francja
Piotr Gawlas - Polska SBB
Wyprawa trwała od 23 lutego do 08 marca w oparciu o bazę w miejscowości Soppong u bardzo miłej gospodyni o ksywce Pi-Da (całe tajskie imiona są długie a dla nas dziwne i zamotane). Mieszkaliśmy w domkach na palach, dwuosobowych z łazienką. Otoczenie wiejskie, czyli pobudka o świcie kogutem za oknem, owocowe drzewa w ogrodzie, palmy, papaja, oraz ogólnie sielanka. Gospodyni gotowała nam posiłki: śniadanie o 8:00 i obiad o 19:00. Punktualnie ;) Pomieszczenie świetlicowo-stołowe zbudowane również na tarasie na palach, zajmowało połowę tego tarasu. Przesiadywaliśmy wewnątrz, bo było trochę deszczowo jak na porę roku i dosyć chłodno. Okna były otwierane do góry, bardzo praktyczne, ale bez szyb. Wieczorami przez wnętrze przelatywały nietoperze a po ścianach ganiały małe gekony. Chyba miały rujkę. Jeden upodobał sobie stację wi-fi, gdzie przesiadywał, chyba mu było na niej ciepło. Gekonki były płochliwe i trudno było do nich bliżej podejść, zwiewały z taką szybkością, że nie do ogarnięcia przez nasze oko. Z okien świetlicy i z tarasu jest widok na dolinę i fragment wioski Soppong. Przesiadywaliśmy tam po akcjach, przeglądając plany, oglądając zdjęcia i filmiki z wyjść, rozmawiając. Działaliśmy w pięknym krasowym terenie w północnej części Tajlandii (neua - północ) niedaleko granicy z Mianmar (Birmą). Dla mnie pierwszy raz w tamtym miejscu, trochę nie rozeznaję się jeszcze w lokalnych nazwach, brzmią dziwnie. Jak dla mnie jest trochę za ciepło. Ale...
Głównym celem jest Tam Gloua, Jaskinia Strachów ( Straszna, Strasząca, tłumaczenie dowolne, z ang. Scary Cave, Tam - z tajskiego jaskinia). Początek faktycznie działający na wyobraźnię. Przeciskanie się przez zawalisko z wielkich bloków, po drodze napotykamy węże, które leżą na skalnych półkach i w nyżach. Mogą puścić nerwy. Ale spokojnie. Bloki dosyć stabilne. Węże to dusiciele, nie jadowite, polujące na nietoperze, niekoniecznie były szczęśliwe z naszej obecności i usuwały się z drogi. Chyba, że spały po posiłku albo były w jego trakcie. Kiedyś, wychodząc z jaskini trafiłem na taki bar zacisze, gdzie wąż połykał zdobycz. Zaskakujące jest, jak one w tych ciemnościach polują, łapiąc nietoperza w locie. Były nawet ładne te gady, czarne grzbiety, jasny brzuszek a wzdłuż ciała po obu stronach żółte pasy. Idąc dalej zawalisko zmienia orientację z pionowego rumowiska na poziomy, już bardziej korytarz, którego dnem płynie potok. Dalej w głębi jaskini nie ma węży, jest za to bardzo ciepło i lata ogromna ilość nietoperzy. Po kamieniach skaczą świerszcze i biegają takie wielkie, ładne, włochate pająki. Uciekają na nasz widok. Płynący spągiem potok miejscami zamienia się w sadzawki w których żyją przeźroczyste krewetki i ryby. Jak się tam dostały, tego nie zgadnę. Po drodze, od dołu i od góry strumienia kilka kaskad po 10 - 15 metrów, zupełnie pionowych wodospadów a te ryby nie potrafią pełzać - przetestowane. Idąc głównym ciągiem wzdłuż strumienia docieramy do Czarnego Wodospadu. Jakieś 40 metrów pochylni. Nad wodospadem wznosi się duża sala. Wspinaliśmy się jej bocznymi odnogami i w górę cieków wodnych, natrafiając na pięknie udekorowane naciekami salki i korytarze a jedno z okien doprowadziło nas do komory, która była na wysokości otworu wejściowego. Pierwotnie pomiary wskazywały na lokalizację najwyższego piętra w okolicy otworu, ale po skorygowaniu danych okazało się, że sala jest w masywie. Atmosfera jest tu ciężka, bardzo ciepło i latają owady spotykane na powierzchni. Być może jest to miejsce, gdzie mogło by się otworzyć drugie wyjście, ale nie ma potrzeby. Za Czarnym Wodospadem korytarze mają przebieg poziomy i kilkadziesiąt metrów obniżają się na tyle, że trzeba się czołgać w strumieniu, całkowicie leżąc w wodzie, wlokąc za sobą wór ze sprzętem. Temperatura w jaskini oscyluje w okolicach +30 stopni Celsjusza. Dalej korytarze podnoszą się i zamieniają w kaskady. Kilka uskoków po 10-15 metrów, zjazdy w strumieniach wody. Między poszczególnymi kaskadami są meandry. Ostatni, około 20 metrowy zjazd wodospadem sprowadza nas na dno dużej sali. To tu mamy działać. Sala ma około 40 metrów wysokości. Na przeciwległej do zjazdu ścianie z okna w połowie jej wysokości wypada drugi wodospad o obfitości większej, niż potok, którym tutaj docieramy. Potencjalnie taki duży potok spływa podobnymi partiami jak te, które już znamy. Nie ma siły, trzeba wspinać. Ponieważ jest już późno, postanawiamy przełożyć akcję na kolejny dzień, ale jest to nasz trzeci już dzień z kolei w jaskini, gdzie poręczowaliśmy ją, wspinali i eksplorowali wcześniejsze jej partie, do jaskini wracamy za dwa dni, po odpoczynku - tak postanawiamy.
Taka ciekawostka. Dnem doliny gdzie znajduje się wejście do Tam Gloua płynie strumyk. Przepływa dokładnie pod otworem, ale nie wpada do niego, tylko dalej jakieś 150 metrów do ponoru. Zastanawialiśmy się dokąd ta woda płynie, bo nie jest to na pewno ciek w jaskini, którym idziemy w dół. Gery i Jean-Mari mieli spróbować rozkopać ponor, ale nie dali rady, bo szczelina za wąska. Mącili wodę kiedy byliśmy w jaskini żeby sprawdzić, czy czasem nie płynie ona do wodospadu w wielkiej sali, ale też nie. i bądź tu mądry?
Dzień odpoczynkowy wyglądał tak, że po śniadaniu wyruszamy w sąsiedni rejon, przyjrzeć się z bliska kilku zapadliskom krasowym, wiele z nich nie była jeszcze odwiedzona. Chodząc po dżungli w lejach nie znaleźliśmy nic. Przeszliśmy za to jakieś 25km i około 1200 metrów w pionie. Jak na odpoczynek to tak na zajechanie się ;)
Wracamy do Tam Gloua w czwórkę: Ampy, John, Cal i ja. Przebieramy się i gnamy co sił na przodek. Poprzednim razem przyglądałem się możliwości wspinania wodospadu. Słaby teren. Po prawej, ściany to posklejany gliną rumosz skalny, brak możliwości jakiejkolwiek asekuracji, pod naciskiem stóp ze ścian wypadają głazy wielkości cegły. Padła propozycja wspinu wodospadem, ale wiertarka po tej akcji będzie do wywalenia. Podchodząc po linie w stronę wyjścia, tuż przy samej górze, jakieś 8-10 metrów na prawo od liny, zauważyłem w ścianie półkę. Dalej kolejną i dwa stalagmity. Wszystko zalane polewą z tłustego błota. Dojechałem ukosem do półki wbijając po drodze kilka kotw, na półce zmontowałem stanowisko, pancerne. Dochodzi do mnie Cal z liną i resztą szpeju do asekuracji. Stąd do wodospadu wygląda, że jest jakieś 25 metrów. Zaczynam wspinaczkę, właściwie hakówkę, choć ściany nie są najlepszej jakości, idzie ona całkiem sprawnie. Po około godzinie wybieram ostatni kawałek liny i jestem przy wodospadzie, poszło całe 30 metrów liny. Motam drugie stanowisko, linę wiążę na sztywno, żeby Cal mógł do mnie dojść.
Wodospad jest imponujący. Wypływa przez skalne okno z zawieszonego basenu. Wchodzę do okna, ładuje się do wody w basenie. Dalej biegnie korytarz. Poszedłem nim jakieś 50 metrów w górę strumienia i zawróciłem. W międzyczasie Cal dowspinał się do okna, wszedł do korytarza i też poszedł nim w górę. Ja szykowałem linę do zjazdu, żeby się jakoś wycofać i zaporęczować na dalszą eksplorację. Cal doszedł jakieś 10 metrów dalej niż ja i też wrócił. Trochę zaczął gonić nas czas. Ale Johna i Ampy jeszcze nie było.
W tym samym czasie John i Ampy poszli dziś do dna, do syfonu, żeby pomierzyć pewne odcinki, na które rok wcześniej zabrakło im czasu. Widać pomiary zajęły dłużej, niż przewidywano. Dobrze, że powiedzieliśmy gospodyni, żeby na nas nie czekała z obiadem, tylko zostawiła nam do odgrzania jak wrócimy. Jak zawsze kończyliśmy około 17-18, tym razem akcja zeszła do dwudziestej pierwszej. Za dwa dni kończymy eksplorację w rejonie Soppong. Trzeba jeszcze pomierzyć choć część nowych partii nad Wodospadem i zdeporęczować jaskinię. Wracamy tu za dwa dni, tym razem po dużo spokojniejszym dniu odpoczynku.
Tam Gloua po dołączeniu domiarów i nowo odkrytych korytarzy ma obecnie 2335 metrów długości, czyli około 650 metrów więcej, niż rok temu a jej głębokość wzrosła o 4 metry i wynosi obecnie 279 metrów co stawia ją na 4 miejscu najgłębszych i 31 miejscu pod względem długości jaskiń Tajlandii.
Kolejne dni odpoczynku podczas eksploracji Tam Gloua spędzamy:
Eksploracja Tam Huai Kun, która rozwija się na dolnej części strumienia Tam Gloua i jest jego wywierzyskiem oraz przeczesywaniu terenu w okolicznych lejach w poszukiwaniu cieków wodnych, które go zasilają. Idąc w górę Tam Huai Kun docieramy do korytarzy, które obniżają się tak bardzo, że trzeba będzie kopać żwirowe namulisko, jeśli byśmy usiłowali połączyć te jaskinie. Jest jednak problem, bo w jaskini występuje bardzo duże stężenie dwutlenku węgla, dochodzące nawet do 3,5%. Będzie trzeba coś wymyślić, żeby się go pozbyć ;)
Podczas przeczesywania kolejnych lejków trafiamy na dużą studnię. Zaporęczowałem ją i zjechałem na głębokość 55 metrów. Jest piękna, myta, jej dno zasypane jest ziemią i choć odchodzi w bok coś na kształt wąskiego korytarzyka, trzeba by go udrożnić wybierając ziemię, ale tu również panuje ciężka atmosfera, miernik pokazał 2% CO2. Cal i Jean-Mari obok naszej studni rozkopali szczelinę, która też rozwija się w studnię, gdzie kamień leci kilka sekund, ale i tu miernik szaleje, więc zaniechano dalszej eksploracji. Po południu pojechaliśmy z Calem na punkt widokowy i do wioski Ban Ja-Bo, położonej nad poljo Mae Lana. Pod polio płynie rzeka, która wytworzyła ogromną jaskinię, Tam Mae Lana. Odwiedzamy ją w kolejny dzień wolny. W Ban Ja Bo idziemy do kafejki z tarasem widokowym. Miło jest posiedzieć wieczorem podziwiając obłędne widoki polio Mae Lana i okolicznych gór. W wiosce obchodzony jest Nowy Rok. Mieszkańcy chodzą odświętnie ubrani, część odpoczywa przed domami. Co chwilę rozlegają się wybuchy fajerwerków.
W Tam Mae Lana, która jest jaskinią turystyczną i można ją zwiedzać z przewodnikiem z Ban Mae Lana, wioski położonej w poljo, my jednak idziemy od tyłu, rzeką pod prąd. Cal ma tutaj swój nieodkryty problem a my chcemy zobaczyć przepiękną jaskinię. Było warto. Potężne nacieki zwisające ze stropu, polewy w formie kropielnic, organów, wielkie stalaktyty robiły wrażenie. Idziemy, czasem płyniemy rzeką. Woda mało przejrzysta, trzeba uważać, bo pod powierzchnią są głazy i wystające płyty skalne, które powiadamiają boleśnie o swoim istnieniu, kiedy się przywali w nie piszczelem. Ale woda pierwsza klasa, krótki rękawek, temperatura koło 30 stopni C. Poza odmoczonym naskórkiem i paznokciami, żadnych efektów odmrożenia. W wodzie pływają krewetki a nawet wymiarowe pstrągi.
C.d.n.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
sobota, 21 luty 2026 21:05
2026.02.14 Jaskinia Miętusia Wyżnia - Wyjazd kursowy
Napisała Lana Svetličić
Tomasz „Murzyn" Grzegrzułka - instruktor
Wacław „Przygoda" Michalski - instruktor
Daria "Zawsze-coś" Kusztelak
Iwona "Ciotka" Pośpiech
Jowita Kubica
Maciek Filipski
Artur "Młody" Suwała-Pikania
Radosław "Wycior" Jędrzejczyk
Lana "Wycior" Svetličić
Początkowo kursanci wraz z instruktorami Walentynki mieli spędzić w Miętusiej. Plany planami, a my... skończyliśmy 300 metrów nad nią w jaskini Miętusiej Wyżniej (T.D-10.01).
Jaskinia może i znacznie mniejsza niż jej wcześniej wspomniana imienniczka, lecz zadbano to, żebyśmy się nie nudzili. Początek jaskini przeszliśmy razem, jednak przy rozwidleniu dróg rozdzielających suche dno oraz drogę do syfonów zostaliśmy podzieleni na dwie grupy.
Dla mojej grupy, po szybkim zejściu na suche dno i powrocie, rozpoczął się element urozmaicający. "Murzyn" rozpoczął symulację wypadku w jaskini. Urazem okazała się złamana ręka. Zaopatrzeni wiedzą teoretyczną z kursu pierwszej pomocy oraz sprytem taktycznym, kursanci rozpoczęli działania mające na celu utrzymanie życia i względnego zdrowia poszkodowanego. Liderem akcji został Radek. W celu zachowania poziomu komfortu termicznego zbudowany został tron z dużych kamieni, worka po sprzęcie oraz folii NRC. Poszkodowany został na nim posadzony oraz owinięty kolejną folią. Otrzymał również jedzenie i komfort psychiczny płynący z pokrzepiającej rozmowy. Omówione zostały różne strategie pomocy w warunkach podziemnych oraz inne przypadki które mogłyby się wydarzyć wraz z możliwymi ich rozwiązaniami.
W dalszej części przeprawiono się przez Błotny Syfon, aby spojrzeć na Syfon Paszczaka i zawrócić. Dzięki uprzejmości instruktora droga powrotna odbyła się przez przejście nad mylną rurą.
Wyjazd jak najbardziej udany oraz niemal wypoczynkowy, gdyby nie liczyć lodowego podejścia pod samą jaskinię, które widocznie starało się zmniejszyć liczbę kursantów.
Wacław „Przygoda" Michalski - instruktor
Daria "Zawsze-coś" Kusztelak
Iwona "Ciotka" Pośpiech
Jowita Kubica
Maciek Filipski
Artur "Młody" Suwała-Pikania
Radosław "Wycior" Jędrzejczyk
Lana "Wycior" Svetličić
Początkowo kursanci wraz z instruktorami Walentynki mieli spędzić w Miętusiej. Plany planami, a my... skończyliśmy 300 metrów nad nią w jaskini Miętusiej Wyżniej (T.D-10.01).
Jaskinia może i znacznie mniejsza niż jej wcześniej wspomniana imienniczka, lecz zadbano to, żebyśmy się nie nudzili. Początek jaskini przeszliśmy razem, jednak przy rozwidleniu dróg rozdzielających suche dno oraz drogę do syfonów zostaliśmy podzieleni na dwie grupy.
Dla mojej grupy, po szybkim zejściu na suche dno i powrocie, rozpoczął się element urozmaicający. "Murzyn" rozpoczął symulację wypadku w jaskini. Urazem okazała się złamana ręka. Zaopatrzeni wiedzą teoretyczną z kursu pierwszej pomocy oraz sprytem taktycznym, kursanci rozpoczęli działania mające na celu utrzymanie życia i względnego zdrowia poszkodowanego. Liderem akcji został Radek. W celu zachowania poziomu komfortu termicznego zbudowany został tron z dużych kamieni, worka po sprzęcie oraz folii NRC. Poszkodowany został na nim posadzony oraz owinięty kolejną folią. Otrzymał również jedzenie i komfort psychiczny płynący z pokrzepiającej rozmowy. Omówione zostały różne strategie pomocy w warunkach podziemnych oraz inne przypadki które mogłyby się wydarzyć wraz z możliwymi ich rozwiązaniami.
W dalszej części przeprawiono się przez Błotny Syfon, aby spojrzeć na Syfon Paszczaka i zawrócić. Dzięki uprzejmości instruktora droga powrotna odbyła się przez przejście nad mylną rurą.
Wyjazd jak najbardziej udany oraz niemal wypoczynkowy, gdyby nie liczyć lodowego podejścia pod samą jaskinię, które widocznie starało się zmniejszyć liczbę kursantów.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
