2014.07.12-19 Dolomity

 

Magdalena Pacyna

Mariusz  Majka

Grzegorz Majka

Kamil Oślizło

 

W sobotę rano po spakowaniu wszystkich gratów ruszyliśmy na południe. Już w drodze, pod granicą włoska złapał nas deszcz. Przelotne dość intensywne opady utrzymywały się przez kolejne dwa dni, w które autem zwiedzaliśmy okolice. Wypoczęci i pełni energii po kiblowaniu w namiotach ruszyliśmy w kierunku Marmolady, gdzie lodowcem zdobyliśmy Punta Penie 3343m n.p.m.

Następnym naszym łupem padła Tofana Di Rozes 3225m n.p.m. - najpierw podejście ścieżką po piargach, potem tunelem Galleria Castelletto do ferraty Lipella która wiedzie prawie na sam szczyt trawersując dość sporą część góry. Zejście do schroniska Giussani po śniegu, reszta już piargową ścieżką na której złapała nas burza.

Po dniu odpoczynku ruszyliśmy z zamiarem zdobycia Tofany Di Mezzo 3241m n.p.m. ale chmury naszły i przeszliśmy tylko (albo aż) Via Ferrate Giuseppe Olivieri na Punata Anne 2732m n.p.m. i zeszliśmy Sentiero Olivieri.

Kolejnym etapem naszego wyjazdu był odpoczynek nad morzem w miejscowości Caorle, gdzie spędziliśmy jedną noc i pokąpaliśmy się w Adriatyku.

Po powrocie w Dolomity mieliśmy niemiłą niespodziankę, gdyż czekał na nas deszcz i trzymał dwa dni. Na szczęście na kempingu Palafavera był postawiony domek dla gości z kominkiem, gdzie spędzaliśmy większość czasu na grach karcianych i internecie.

Ostatnim naszym łupem padła odpuszczona kilka dni wcześniej Tofana Di Mezzo trasą przez Sentiero Olivieri i dalej już Via Ferratą Aglio i zjazd kolejką do Rif. Col. Druscie. Skąd do auta wróciliśmy trasą 405 do schroniska Dibona po auto.

W ostatni dzień pojechaliśmy obejrzeć Cinque Torri i drogę Via Miriam, niestety pogoda była na tyle niepewna, że odpuściliśmy wspinaczkę. W momencie gdy weszliśmy do auta zaczęło padać.

 

Ogólnie wyjazd uważam za udany, z założonych celów nie udało się zrealizować tylko trawersu Tofan (Di Mezzo i Di Dentro) oraz wejścia na Civette ferratą Alleghesi.

Poza weekendami na ferratach mało ludzi (np. na Tofane Di Rozes jak wchodziliśmy to z nikim przez cały dzień się nie minęliśmy). Ale coś za coś - w sierpniu podobno pogoda jest bardziej pewna.