Jerzy Pukowski
Joanna Micherdzińska
Dawid Gach
Wojciech Jasiak
Łukasz Kudelski
Marcel Wajda
Jerzy Ganszer
Ekipa dotarła do dna na gł. - 108 m. Czas akcji w jaskini włącznie z przebieraniem 7,20 godz. Wszyscy wykazali się dużą dozą mobilności. Jako ciekawostkę historyczną należy wspomnieć, że wiele lat temu Mirosław Micherdziński kierował akcją klubową, która dotarła do dna i była to jedna z pierwszych "zapisanych w annałach historycznych" akcji klubowych.
Poniżej kilkuzdaniowe "wrażenia uczestników akcji".
-----
"Brak wrażeń"
Łukasz Kudelski
-----
Pierwszą akcję tatrzańską zapamiętam prawdopodobnie bardzo dobrze. Z lekkim bólem głowy po integracji trzeba wstać, by ruszyć w kierunku jaskini i się nie spóźnić. Na szczęście się udało. Sama jaskinia (Miętusia Wyżnia) bardzo ciekawa. Niezapomniana ilośc błota, która wchdziła dosłownie wszędzie oraz woda z syfonów dzięki której później można było zamarznąć (chociaż i tak nie miało to porównania z przebieraniem się po wyjściu z dziury). ; )
Jadwiga Micherdzińska
-----
Akcja w jaskini Miętusia Wyżnia godna uwagi parszywej siódemki w składzie
dwóch instruktorów i pięciu kursantów.
Udało nam się dotrzeć na dno jaskini 108 metrów i osiągnąć jak sądzę
chwilowy rekord głębokości tegorocznego kursu.
Cała akcja przebiegała dość sprawnie, aczkolwiek co jakiś czas w korytarzach
jaskini było słychać echo "Ruszać się psy niemyte".
W jaskini było kilka wspaniałych zjazdów na linie i jedna piękna przepinka
na której
praktycznie wszyscy kursanci mieli większe lub mniejsze problemy, ale po to
jest ten kurs żeby się tego porządnie nauczyć.
Do pokonania mieliśmy także trzy syfony z czego dwa zalane wodą i jeden
błotny, trzeba było się troszkę napracować aby je opróżnić
z wody, no i przecisnąć się później przez nie, wskutek czego nasze
czyściutkie białe kombinezony pokryły się pięknym mułem błotnym.
Jak to bywa na takich akcjach, mimo potężnego wysiłku i zmęczenia, zdarzają
się też i wesołe chwile, gdy przeciskałem się przez syfon
zalało mi kalosze, widok całej ekipy roześmianej z tego powodu bezcenny.
Wojciech Jasiak
-----
Akcja w Miętusiej Wyżniej kojarzy mi się z 30 minutowym oczekiwaniem na "zagubionych" Justynę i Tomka. Co pewien czas wołałem (a echo niosło): Justyna, Tomaszu. I nic. Po tym czasie zrezygnowałem i wszedłem do dziury w ślad za Jurkiem i kursem. Dogoniłem ich przy pierwszym syfonie, gdzie trochę usprawniłem system wyciągania wora z wodą. Potem było błotko (od dzisiaj wiem, że łatwo zmywalne) i różne kursowe "jaja".
Jerzy Pukowski
-----
Marcel Wajda
-----
Najbardziej chciało mi się śmiać jak Wojtek powiedział "nalało mi się" / miał nogawki wpuszczone w gumowce/. Zgarnął tym sposobem dość sporo błota z Syfonu Paszczaka. Druga sytuacja godna odnotowania to jak nasz Prezes napił się wody podczas lewarowania wody z pierwszego syfonu.
Jerzy Ganszer
