Bartłomiej Golik
Tomasz Murzyn Grzegrzółka
Antoni Grzegrzółka - Osoba towarzysząca
Jarek Jakubowski
Wojciech Jasiak
Katarzyna Lena Koprowska
Tomek Manda
Joanna Micherdzińska
Izabela Rosner
Tomek Stryku Strykowski
Wyjazd kursowy - podstawy wspinania na własnej asekuracji, czyli piknik pod skałą z opcją wspinania.
Trzeba to powiedzieć: pięknie nam Murzyn wyreżyserował wyjazd na jurę. Wszystko było dokładnie tak jak powinno być. Punktualny wyjazd z Bielska, dojazd na miejsce w precyzyjnie wyznaczonym czasie, kursowe drogi puste, żadnego drażliwego sąsiedztwa wspinaczy z przerośniętymi ambicjami i pogardą dla szambonórów. Pogoda na medal - lampa jak w środku lata w ciepłych krajach. Od razu zapragnęliśmy złapać trochę słońca, więc wszyscy zaświeciliśmy półnagimi ciałami ;)
Rozdzielenie sprzętu, podział na zespoły i do dzieła! Iza z Tomkiem kontynuowali szkolenie rozpoczęte z Murzynem tydzień wcześniej, więc ich działania już ewidentnie przypominały wspinanie z prawdziwego zdarzenia: budowanie stanowisk, osadzanie własnej asekuracji, poprawne komendy... Aż miło popatrzeć na taki owocny sukces szkoleniowy ich opiekuna. Lena z Jarkiem szlifowali podstawy: zjazd w wysokim przyrządzie, przejazd przez węzeł, budowa stanowisk oraz seria trudnych pytań i obszerna dyskusja dotycząca uzasadnienia dla pewnych praktyk iczy unifikacji. Nigdy jak wiadomo nieskończona, bo ile ludzi tyle opinii, ale warto było postrzępić sobie trochę języka. Bartek, Wojtek, Asia, Antek i Stryku z ekipą natomiast uprawiali beztroską rekreację: wspinanie sportowe na drogach obitych, wędkowanie, opalanie, plażing, bezalkoholowy browaring etc.
W tej przyjemnej aurze, jak z bicza trzasł, zeszło nam do 17:00. Usatysfakcjonowani działaniami udaliśmy się na obiad, burszytnowy izotonik i drobne zakupy. Bardzo nas rozbawił widok wychodzącego ze sklepu Bartka w koszulce „Speleo Expedition” niosący karton z żubrówką białą i rzeczowym podpisem „Czysty żywioł”. Wracamy do Rzędkowic, rozbijamy obóz pod skałkami, zbieramy drewno i robimy ognisko. Bartek przed jeszcze zmierzchem wstawia się w dwie drogi: w garażu i nieopodal, niestety plan ich ukończenia krzyżują jaskółcze gniazda zbudowane w super klamach. Potem już tylko kiełbaski, księżyc oświetlający skały, czyste niebo i długie nocne rozmowy o samych ważnych rzeczach ;) Sceneria doskonała, pewnie nawet trochę romantyczna, tylko kto by to wychwycił po takim skutecznym uzupełnianiu płynów..?
Rano - śniadanie mistrzów - kiełbaska z ogniska. Nikogo (poza Jarkiem, który zaspał w hamaku) nie trzeba zapraszać do tańca: Bartek szuka drogi bez jaskółek, Iza i Tomek już zupełnie świetnie sobie radzą jako niezależny zespół, potem każdy z nas prowadzi filarek obok garażu. Pogoda wciąż dopisuje, gęby się śmieją. Gdyby robota nie wzywała przedłużylibyśmy sobie ten piknik z opcją wspinania o dobrych parę dni. Na szczęście nie zdążyliśmy wszystkiego omówić i będziemy zmuszeni tam wrócić. Poprosimy o ten sam scenariusz - na pewno ku radości wszystkich - zadziała bez cienia nudy!
