2013.06.01 Jaskinia Wierna

Adam Marcinków
Marcin FrytkaPunk Freindorf - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego
Honorata Honka Kaczmarek

Miały być w czwartek Tatry - lało, w sobotę też miały być Tatry - znowu lało. Na Jurze, dla odmiany, zapowiadany był deszcz przelotny. Przelotny to może i on był, ale tylko w stopniu natężenia strumienia lejącego się z nieba. Z parkingu do dziury daleko nie jest, już przebrani w kombinezony, olaliśmy wodę, tak jak ona nas olewała. Tłoku tym razem w Wiernej nie było. Tylko nasza trójca i spotkana też trójca (chyba nie święta) z Częstochowy. Zresztą koleżanka i dwóch kolegów już wychodzili. Zostaliśmy sami pośród stalaktytów, stalagmitów, makaroników i błota. Kilogramów błota. Ton błota. Błotnistego bardzo błota. Dziurę przeszliśmy wzdłuż, wszerz i w poprzek. Gdzie się dało wsadziliśmy chociażby czubki nosów. Teraz ciekawostka dla Pań - gdzieś tam, nie wiem gdzie, znalazłam prehistoryczną zabawkę erotyczną. Była duża, ciężka i nie na baterię. Nie wiem na co i po co była, ale wzbudziła we mnie wielkie zainteresowanie ;D (uprzedzając pytania - nie zabrałam jej do domu ;P)

Po wyjściu poszliśmy w okolicę Wiercicy, z nadzieją znalezienia jakiegoś biwaczku zorganizowanego przez Speleo Myszków. Był, z zadaszeniem i ogniskiem. Zostaliśmy ugoszczeni iście po królewsku - ziemniaczkami gotowanymi razem z golonką. Pewien pan na literkę "A" (nie napiszę który ;), systematycznie opróżniał z rzeczonych kartofelków garnek ;) Kiełbaski mieliśmy swoje. Profesjonalnie zostały usmażone przez mężczyzn - kucharzy. Kobiety (jedna sztuka, czyli ja), grzały tyłek na leżaku. I tyle. Skonsumowawszy co było do skonsumowania, wróciliśmy do krainy, gdzie deszcz nie padał. Przynajmniej w tym momencie.