Zdjęcia Richard Bugg : https://richardbugg.zenfolio.com/p314679785
Team 4
Martyna Michalska
Gabriel Kinzler – prowadzący moją grupę
Greg Tunnock
Liz McCutcheon
Catherine Hemley
Richard Bugg
Chris Sharples – Southern Tasmanian Caverneers prezes
Cathie & Dave Plowman – Northern Tasmanian Caverneers prezes
Alan Jackson - organizator
Stephen Fordyce
Karina Anders
Janice March
Steve Jacobs
Bob Pennington
Plus 39 innych grotołazów z Tasmanii oraz z klubu z Victorii, Adelaide i Uniwersyteckiego Klubu z Melbourne.
Jaskinia Growling Swallet ( czyli Gruchającej Jaskółki) to obecnie najgłębsza jaskinia w Australii (395 metrów). Może ktoś słyszał, że dokładnie w miesiąc mojego przyjazdu na Tasmanię tutejsi koledzy nurkowie/grotołazi odnaleźli połączenie między jaskiniami Niggly i Growling Swallet Cave nadając temu systemowi miano najgłębszego w Australii. Poszukiwania połączenia trwały od początku XX wieku, a nurek Stephen Fordyce musiał przepłynąć ponad 250 metrów horyzontalnie i 12 metrów pionowo, aby je odnaleźć. Jaskinia znajduje się w Parku Narodowym Mt Field w systemie Junee-Florentine wraz z około 600 innych jaskiń, wieloma jeszcze nieodkrytymi.
Głównym celem tej wyprawy były ćwiczenia z ratownictwa jaskiniowego. Dopiero co przeprowadziłam się na lato do Hobart i ledwie skontaktowałam się z tutejszym klubem STC (znowu z pomocą klubu NTC z Launceston) i już miałam szczęście załapać się na wielkie wydarzenie przygotowywane od zeszłego roku. Myśląc „ćwiczenia z ratownictwa” miałam obraz w głowie wiszenia na linach i doszkalania się z technik używania bloczków. Jednak okazał się to być dużo dłuższy dzień niż przypuszczałam.. A jako, że była to sobota to nie byłam super wyspana.
Przybyło 51 osób grotołazów, medyków i nawet doszkalała się policja. Organizacyjnie jestem pod wrażeniem, głównie zasługą tego jest Alan Jackson, który podzielił nas na grupy i rozdał wszystkim mapki z zaznaczoną stacją i rozpis tego, co mniej więcej mamy zrobić, a prowadzący grupy już wiedzieli resztę. Każda grupa miała także radio do komunikowania się i zdawania raportów z bazą na powierzchni, która wszystko notowała.
Weszliśmy o godzinie 11 rano, a wyszliśmy o północy. Przeszliśmy przez International Chamber oraz partie zwane Cascades, aby dotrzeć do miejsca, które mój team miał przygotować do ćwiczeń. Partie głębiej nazwano Glowworm Chamber ze względu na święcące w ciemności robaki, które głównie przesiadują na suficie. Jest to bardzo ciekawe zjawisko, gdyż robaki te niczym pająki zastawiają długie nici, a ich odwłoki świecą na zielono, aby przyciągnąć pożywienie. Magia!
Trochę było zimno, bo czekaliśmy w wodzie, aż wszyscy skończą przygotowywać swoje stanowiska. I w końcu Chris Sharples prezes (ufając swoim kolegom z klubu) zgłosił się jako ochotnik, do wyniesienia go na noszach z dna 350 metrowej jaskini. Nigdy nie mogłam sobie wyobrazić jak wygląda akcja ratunkowa, ale po tym weekendzie już wiem wszystko! Abstrakcyjny obraz 50 osób zajmujących się jedną osoba na noszach i wciąż pomimo przygotowań i krótkiej odległości od otworu do samochodów i tak zajęło nam to 12 godzin. Aż strach myśleć o prawdziwym wypadku..
Mam marzenie, aby zorganizować takie ćwiczenie w naszym klubie :)
