2020.07.18 Ptasia Studnia

Agnieszka Gądek
Marcin "FrytkaPunk" Freindorf - KKTJ

Na podejściu pogoda nam dopisywała - przez moment nawet pokazało się słońce, dopiero po zejściu ze szlaku zaczęło odrobinę padać. Do jaskini weszliśmy około 11:00 i od razu zmoknęliśmy. Zlotówkę, Studnię Czterdziestkę, Studnię Palidera i zjazd do Mosta Piratów pokonaliśmy w towarzystwie silnego deszczu jaskiniowego. W dalszych partiach jaskini na szczęście było już bez opadów. Po dotarciu do Komina Pustynna Burza zrobiliśmy przerwę na posiłek, a następnie zjechaliśmy na dół wspomnianego komina. Niestety po dotarciu do 3m progu prowadzącego do dalszych partii jaskini zmuszeni byliśmy zawrócić, ze względu na brak możliwości zamocowania liny... Wyszliśmy więc na górę Komina Pustynna Burza i kontynuowaliśmy zwiedzanie jaskini przez Posterunek Wysunięty i Meander Majowy, aż dotarliśmy do Franusiowej Studni. Zjechaliśy na jej dno i weszliśmy w wąski korytarzyk ze skalnymi grzybkami. Idąc około 20 metrowym meandrem dotarliśmy do Studni Romea i Julii. W ten sposób osiągneliśmy nasz drugi cel (pierwszym były partie pod Kominem Pustynna Burza, których niestety przez wspomniany wcześniej prożek nie udało się zwiedzić). Na dno studni już nie zjeżdżaliśmy. Odwrót rozpoczęliśmy około godziny 18:00.  Ponownie zatrzymaliśmy się przy Kominie Pustynna Burza i o 20 ruszyliśmy w górę. Ja szłam pierwsza, a za mną Frytka - wszystko sam deporęczował (a wcześniej sam zaporęczował). O 23 byliśmy przy naszych rzeczach na powierzchni.
Zejścia spod jaskini za bardzo nie pamiętam - szłam i szłam i wyglądałam mostku na dnie doliny... Droga w dół ciągnęła się w nieskończoność. Na szczęście nie padało, a niebo pełne było gwiazd.
Przepinankę na górze Studni Pustynna Burza wolałabym wymazać z pamięci - straciłam na niej paskudnie dużo czasu zarówno idąc w górę jak i zjeżdzając na dół...