Maja Jędrzejewska
Rafał Klimara
Miała być Słowacja na cały weekend, ale z powodu niekorzystnych prognoz wylądowaliśmy na Hali... znowu :) W sobotę pogoda miała być średnia, a okazała się całkiem ładna. Trochę zimna, trochę słońca, przez chwilę pokropił deszczyk. Nie było tragedii, jednak to można było stwierdzić dopiero pod wieczór. W dzień co chwila przez pobliskie szczyty przewalały się ciemne chmury. No to co można robić w taką pogodę - zwiedzaliśmy pastwiska na Granatach z wyjściem na pik - jak Bozia przykazała.
Na nocleg zbiegliśmy na dół do samochodu. Na niedzielę plany też były, jednak deszcz o 4 rano skutecznie zatrzymał nas w śpiworach. Konkretnie miało padać ok. 11:00, więc po porannej przebieżce z Lejowej do Kościeliskiej zawinęliśmy się do domu na obiad.
