2021.06.06. Jaskinia pod Wantą

Karola Barciszewska - Kozioł TKTJ
Mateusz Kamyk Dudek 
Tomasz Murzyn Grzegrzułka 
Tomasz Kierownik Kochel 
Katarzyna Lena Koprowska KA GB GOPR
Ewa Rutkowska
 
Właściwie nie do końca wiadomo kto puścił pierwszy klocek domina, ale zaraz się z tego zrobiła niezła ekipa do rozgrywki. Ja do Ewy, Ewa do Murzyna, Ja do Karoli, Murzyn do Kamyka, Kierownik samozwańczy… Doskonale, wszyscy jesteśmy. No to idziemy! 
 
Zostaję przechwycona z Bazy u Krysi punkt ósma. U wlotu Kościeliskiej już czeka na nas Karola. Pierwsze kroki na podejściu jeszcze równe i wypełnione rozmowami. Ale za chwilę Murzyn oznajmia, że ma dobry dzień i mimo upału bez zadyszki i kropli potu zostawia nas wszystkich daleko w tyle. Postoje w naszych stałych miejscach pozwalają nam jeszcze od czasu do czasu na Niego spojrzeć, ale nie ma się co czarować - w mgnieniu oka zawsze ginie nam na linii horyzontu - niezależnie od tego, gdzie ten horyzont akurat się znajduje. 
 
Mijamy zaśnieżoną po brzegi Niebieską Studnię i wybrawszy ścieżkę w prawo za chwilę jesteśmy pod otworem w jakimś zabójczo przyzwoitym czasie. Przebieramy się w tym upale, Kamyk zgłasza się na ochotnika do poręczowania. Zlotówka prawie sprawnie - dla każdego, kto wpiął się w „C” ;)
Potem przełaz i jedziemy po linie dalej aż do spektakularnego Dzwona. Tu ta sama zasada: kto wpiął się w „C” zjazd miał płynny, kto nie - miał pełną dokumentację oraz sesję zdjęciowo-filmową, bo tyleż czasu mieli na to i zjeżdżający i gapie. 
 
Przeczołgujemy całe zawalisko, znajdujemy przedek frontu robót eksploracyjnych, posilamy się słodkościami i rozpoczynamy powrót na powierzchnię. Paradoksalnie więcej czasu zajmowały nam tym razem zjazdy niż wychodzenie!
 
Ku naszemu (a chyba zwłaszcza Kamyka) zadowoleniu czas akcji pod ziemią - 3,5 h. 
Podczas zejścia na Żlebie Kobylarzowym na odcinku łańcuchowym Murzyn wciela się w Superbohatera i pod własnym plecakiem, z którego robi prowizoryczne nosidło, znosi 4-letnią dziewczynkę. Jej przerażenie błyskawicznie zamienia się w fantastyczną frajdę i burzę endorfin. Wierzymy, że starczy ich dla niej i całej rodzinki na resztę szlaku. 
 
Mamy jeszcze cień obawy jak będzie wyglądał wyjazd z Zakopanego po długim weekendzie. Okazuje się jednak, że gdy dochodzimy do Wyżniej Kiry Miętusiej praktycznie nikogo już tu nie ma, nie ma również ani korków ani samochodów. I nawet McDonald’s w Żywcu nas rozczarował i nie przytrzymał nas kolejką ani na chwilę. Tym płynnym akcentem wszyscy, nawet Ci najdalej mieszkający, trafiają do celu jeszcze przed 22:00. W poczuciu dobrze wykonanej kupy nikomu nie potrzebnej roboty czekamy na kolejną międzyklubową przechadzkę po Tatrach.