Mateusz Kamyk Dudek
Tomasz Murzyn Grzegrzułka
Tomasz Kierownik Kochel
Katarzyna Lena Koprowska KA GB GOPR
Ewa Rutkowska
Właściwie nie do końca wiadomo kto puścił pierwszy klocek domina, ale zaraz się z tego zrobiła niezła ekipa do rozgrywki. Ja do Ewy, Ewa do Murzyna, Ja do Karoli, Murzyn do Kamyka, Kierownik samozwańczy… Doskonale, wszyscy jesteśmy. No to idziemy!
Zostaję przechwycona z Bazy u Krysi punkt ósma. U wlotu Kościeliskiej już czeka na nas Karola. Pierwsze kroki na podejściu jeszcze równe i wypełnione rozmowami. Ale za chwilę Murzyn oznajmia, że ma dobry dzień i mimo upału bez zadyszki i kropli potu zostawia nas wszystkich daleko w tyle. Postoje w naszych stałych miejscach pozwalają nam jeszcze od czasu do czasu na Niego spojrzeć, ale nie ma się co czarować - w mgnieniu oka zawsze ginie nam na linii horyzontu - niezależnie od tego, gdzie ten horyzont akurat się znajduje.
Mijamy zaśnieżoną po brzegi Niebieską Studnię i wybrawszy ścieżkę w prawo za chwilę jesteśmy pod otworem w jakimś zabójczo przyzwoitym czasie. Przebieramy się w tym upale, Kamyk zgłasza się na ochotnika do poręczowania. Zlotówka prawie sprawnie - dla każdego, kto wpiął się w „C” ;)
Potem przełaz i jedziemy po linie dalej aż do spektakularnego Dzwona. Tu ta sama zasada: kto wpiął się w „C” zjazd miał płynny, kto nie - miał pełną dokumentację oraz sesję zdjęciowo-filmową, bo tyleż czasu mieli na to i zjeżdżający i gapie.
Przeczołgujemy całe zawalisko, znajdujemy przedek frontu robót eksploracyjnych, posilamy się słodkościami i rozpoczynamy powrót na powierzchnię. Paradoksalnie więcej czasu zajmowały nam tym razem zjazdy niż wychodzenie!
Ku naszemu (a chyba zwłaszcza Kamyka) zadowoleniu czas akcji pod ziemią - 3,5 h.
Podczas zejścia na Żlebie Kobylarzowym na odcinku łańcuchowym Murzyn wciela się w Superbohatera i pod własnym plecakiem, z którego robi prowizoryczne nosidło, znosi 4-letnią dziewczynkę. Jej przerażenie błyskawicznie zamienia się w fantastyczną frajdę i burzę endorfin. Wierzymy, że starczy ich dla niej i całej rodzinki na resztę szlaku.
Mamy jeszcze cień obawy jak będzie wyglądał wyjazd z Zakopanego po długim weekendzie. Okazuje się jednak, że gdy dochodzimy do Wyżniej Kiry Miętusiej praktycznie nikogo już tu nie ma, nie ma również ani korków ani samochodów. I nawet McDonald’s w Żywcu nas rozczarował i nie przytrzymał nas kolejką ani na chwilę. Tym płynnym akcentem wszyscy, nawet Ci najdalej mieszkający, trafiają do celu jeszcze przed 22:00. W poczuciu dobrze wykonanej kupy nikomu nie potrzebnej roboty czekamy na kolejną międzyklubową przechadzkę po Tatrach.
