Wojtek Jasiak
Łukasz Piechocki
Marcin Płaszyński
Osoby towarzyszące : Adam, Bartek, Damien
Elżbieta Pikania - wsparcie naziemne
Tomasz Motoszko
W piątkowe popołudnie, za namową Prezesa, wybraliśmy się do jaskini Salmopolskiej. Miejscem zbiórki był Biały Krzyż w Szczyrku.
Ekipa w składzie Wojtek J. (Prezes), Łukasz P. Tomek M. ( czyli Ja, Magazynier), Marcin P., Damien ( za błędy w pisowni przepraszam) kolega z Anglii, Bartek oraz Adam. Wsparciem naziemnym i fotografem była moja druga ładniejsza połowa czyli Elżbieta P. nasza nieoceniona Pani Skarbnik. Elżbieta przez całą naszą ekspedycję odpowiadała za nasze bezcenne samochody pozostawione samotnie na parkingu.
Prezes miał zamówić słoneczną pogodę, ale zapomniał, a ja obiecałem Elżbiecie po wyjściu z jaskini zachód słońca. Miała odpocząć bo praca i sesja pochłaniają ją bez reszty. Pogoda jest zawsze, tylko tym razem słońce mocno schowało się za chmury i o 15 zaczął padać ulewny deszcz.
Upewniwszy się kilkukrotnie u Prezesa o aktualności wyjścia, pojechaliśmy na Salmopol. Prezes cały czas utrzymywał cytuje: "w BB nie pada, jedziemy". Elżbieta nie wierzyła, że my w taką pogodę idziemy do jaskini i patrzyła na mnie jakbym się uderzył mocno w głowę.
Na Salmopolu oprócz deszczu czekała na nas gęsta mgła i silny wiatr, Elżbieta cały czas pytała się mnie, czy na pewno idziemy do jaskini. Potem stwierdziła, że „normalni” to my nie jesteśmy. Ale jak to mówią każdy ma jakieś anomalnie tylko nie każdy ma je zdiagnozowane.
Mając na uwadze jej samotny spacer z różową parasolką drogą przeciwpożarową w stronę Malinowskiej Skały to sama także należy do tego grona „normalnych inaczej”.
Na miejsce dotarliśmy pierwsi i korzystając z okazji, że mamy spory zapas czasu, poszliśmy do Bikecafe na ciepłą herbatę i ciastko. Naginając czasoprzestrzeń o 17 „punktualnie” wszyscy zjawili się na parkingu, w „lekkim” deszczu przywdzieliśmy nasze jaskiniowe kombinezony (próba zrobienia zdjęcia bez naszych gatek bezowocna), „grzecznie” oddaliśmy kluczyki do samochodów Elżbiecie i w jej towarzystwie ruszyliśmy ku dziurze. Ostanie fotki przed wejściem, wyznaczenie godziny alarmowej na 20.00 i entuzjastycznie nastawieni na nowe wyzwania zaczęliśmy naszą eksplorację.
Wejście do jaskinie jest dość małe, ciasne i płytkie. Marcin ustalił kolejność wejścia, Łukasz tak się wyrywał, że pierwszy przecisnął się przez niepozorne wejście. Potem kolejno ja, Bartek, Adam, Wojtek, Damien i Marcin zanurzyliśmy się w odmętach jaskini Salompolskiej. Byłem w niej pierwszy raz, urzekła mnie ilością błota, zaciskami, korytarzami, w których musieliśmy się trochę pogimnastykować oraz salkami o różnej skali przestronności.
Do eksploracji wybraliśmy te części jaskini, które nie wymagały użycia sprzętu. Nie obyło się bez pełnej napięcia „akcji ratunkowej” buta, którego zgubił Bartek. W arcymistrzowskim stylu na ratunek zagubionemu butowi ruszył Adam, który uratował kolegę przed bosym opuszczeniem jaskini.
Drogę do wyjścia z jaskini pokonaliśmy zaskakująco szybko, na powierzchni pojawiliśmy się ok. 18.40 gdzie czekała na nas już Elżbieta, z uśmiechem wręczając nam kluczyki do samochodów. Chcieliśmy ją przytulić w naszych błotnych kombinezonach ale z „niewiadomych” nam przyczyn odmówiła i zachowywała bezpieczny dystans od każdego z nas.
Nie zabrakło po wyjściu pamiątkowego zdjęcia. Jak można zauważyć na fotografii, koledzy w białych kombinezonach, a raczej w ich strzępach, gdzieś w zakamarkach jaskini musieli się natknąć na wyjątkowego stwora, „porywającego” buty, z którym dzielnie walczyli o odzyskanie zguby.
Czekamy z niecierpliwością na kolejne propozycje Prezesa dotyczące jaskiniowych wyjść.
p.s. zachodu słońca nie było ale za to był wyjątkowo miły wieczór w Bielsku - Białej w podziemiach Teatru Polskiego, gdzie zlokalizowany jest Środek czyli multitap połączony z kawiarnią i bistro.
