2022.08.08-09 Trawerse Gouffre de La Pierre Saint-Martin

Jarosław Gutek - KAGB GOPR
Grzegorz Michałek - KAGB GOPR
Robert Bereta 
Kinga Bereta

Wejście naszej grupy zaplanowane jest na poniedziałek, wyjazd ok. 07:00 i wejście ok. 08:00 (przy okazji dowiadujemy się, że jesteśmy jedynymi którzy wybierają tak wczesne godziny :P).  Wcześniej po uzgodnieniu kolejności z innymi ekipami ustaliliśmy, że wchodzimy otworem Gouffre de la Tête Sauvage
Na samym wstępie zaczynają nas dręczyć (chyba kultowe już) drabinki. Docierając do podstawy studni w tej części nie mamy wyjścia jak tylko przebierać się w neopren. Zejście na -360m zajęło nam nieco ponad 1,5 godziny.
Passage du Soupirail wita nas lodowatą wodą i ciasnotą. To pierwsze będzie towarzyszyć nam przez następne parę godzin w trakcie maszerszu przez Le Grand Canyon. Następna na liście jest Galerie des Marmites. Po tym znaczniki i kopczyki są dla nas łaskawe, ale gdzieś w okolicy Grande Corniche zataczamy pętle marnując kolejną godzinę na poszukiwanie przejścia. Wreszcie po przewspinaniu  sali wzdłuż i wszeż okazuje się, że niepozorny i słabo oznaczony zacisk wiedzie do ostatniej części partii wodnych czyli tunnel du vent. 50 metrów jeziora przepływamy na pontonach.
Równo 17:00 zatrzyumujemy się na biwaku w salle Navarre tuż za wodnymi partiami. Ściągamy neopreny,  jemy i po chwili odpoczynku już nastawieni na spokojny tryb trekkingowy nawigujemy dalej w poszukiwaniu sali Lepinoux. Kolejne sale i przejścia przytłaczają swoim ogromem. Czołówki przestają łapać sufity ano przeciwległe ściany a my po raz kolejny zastanwiamy się czy obraliśmy prawidłową trasę. Godziny marszu dłużą się, cały czas trawersujemy kolejne (albo te same?) sale góra-dół po galeriach i ledwie widocznych ścieżkach, szukanie traserów staje się koszmarem. W końcu docieramy do słynnej sali gdzie wciąż znajdują sie nosze Marcela Loubensa, mimo że od wypadku minęło 70 lat. Przed nami kolejne kilometry olbrzymich hal a zmęczenie daje się we znaki.

Sale są więcej niż okazałe, ale chyba już nikt z nas nie ma ochoty ich podziwiać, trzeba iść do przodu, wspiąć się na skały, przejść galerią, zejść, a na potem wrócić znowu na zbocze i znaleźć przejście, które pozwoli dotrzeć do kolejnej części. Znowu mamy problemy z nawigacją. Znaczniki albo są nieregularne albo ich nie ma, staramy się opierać na kopczykach ale te wydają się być stawiane bez ładu i składu w każdym kierunku. Zaczynamy się zastanawiać, czy naprawdę tak wygląda 800 metrów różnicy wysokości między Gouffre de la Tête Sauvage a Salle de la Verna. Wcześniej sądziliśmy że trekkingu wymagają raptem 4 kilometry a cała akcja pod ziemią zamknie się między 12 a 14 godzin. Zastanawiamy się jakie przewyższenie pokonaliśmy wędrując godzinami góra-dół… Oszołomieni strukturą Metra spędzamy tą część na poszukiwaniu przejścia nim przychodzi nam wspinać się do salle Queffélec, gdzie znowu walczymy z ilością wyblakłych taśm, fluorescencyjnych traserów i nadmiarem kopczyków. Gdy wreszcie odnajdujemy zejście do kolejnego monstrum, tym razem salle Chevalier, gubimy się po raz ostatni, kręcac się w kółko za oznaczeniami i linami (sic!). Wreszcie po kolejnym haśle "już tu byliśmy" decydujemy się na przymusowy odpoczynek. Połowa gotuj herbatę, połowa dalej szuka przejścia. Rozpoczęła się już 18 godzina pod ziemią.
Wreszcie udaje się zlokalizować przejście: trawers ktory wiódł do góry po ładnej, białej linie miał swoją poziomą kontynuację parę metrów i tym razem w poziomie. Skończyła się poręczówka i ukazały nam się metalowe mostki częśći turystycznej. Udało się, dotarliśmy do salle de la Verna o godzinie 3 w nocy. O tej porze już nie była oświetlona, widzieliśmy tyle na ile pozwalały nam czołóki i słyszeliśmy tylko szum wodospadu. Docieramy do tunelu EDF w ten sposób zaliczając ostatni podziemny odcinek. Na powierzchni zostaje jeszcze tylko jakiś kilometr do samochodu 

Podsumowując, pod ziemią spędziliśmy jakieś 18 godzin, szacujemy że wraz z przewyższeniami pieszo pokonaliśmy ponad 15 kilometrów i (kierując się hiszpańską mapą) dotarliśmy na -876 m