Piotr Gawlas
Saeed Dastkhosh O.T.
Merdad, turysta, kolega Saeeda O.T.
Szczyt nie osiągnięty. Zostało około 130 m. w pionie i około 350 do przejścia, przynajmniej tak pokazała mapa. Było -15°C, wiało, było późno, słońce zaczynało zbliżać się do zachodu. Śnieg kończył się na 4700, na przełęczy pomiędzy grzędą, którą podchodziliśmy a kopułą szczytową. Dalej ostre kamienie i skały. Przecież to wyjazd skiturowy, po co się tam pchać? A więc co się tlumaczyć.
Jak zwykle bywa, nie po planie. Mial być Damavand, najwyższy szczyt Iranu i z niego zjazd, ale zadzwonił Merdad, kumpel Saeeda i powiedział, że jedzie na Sabalan. Tam też jeszcze nas nie było. Demavand poczeka.
Wyjechaliśmy późno. Z Teheranu do Zanjan, miasa w którym mieszka Merdad jest 380km. Przesiadka do hiluksa Merdada, krórki city tour i jedziemy dalej, kolejne 300 km do Ardebil i do wioski Lahrud a z niej kolejne 15 km do stacji Shabil. Jest tu nawet basen termalny, ale było już późno i był zamknięty. Śpimy w obskórnym hostelu za 6€ za pokój. Była jeszcze opcja 10€ za bardziej obskórny barak.
8 rano po kawie i śniadaniu ruszamy do schroniska pod Sabalan, 3700mnpm. W zimie jest nieczynne, ale dostęne są pomieszczenia. Dochodzi południe jak do niego docieramy. Był tu przed nami jeden turysta, ale zszedł spowrotem do wioski. Pijemy kawę, jemy jakieś drobiazgi. Szybka decyzja, ponieważ ja mam jeszcze dwie doby do wylotu, nie mogę sobie pozwolić na nocleg i pójście rano. Przepak i z Saeedem idziemy na lekko. Kierunek szczyt. Do przejścia tysiak w pionie, ale gdzie zajdziemy, to bedzie dobrze. Warunki śniegowe fatalne, krucha powłoka zapadała się pod nartami. Po przejściu kilkuset metrów już nawet myślałem, żeby się wycofać, bo nie zjedziemy, ale przed oczami miałem obraz szerokiego żlebu, który opadał z przełęczy, widzieliśmy go jak podchodziliśmy. Już wtedy mówilem, że nim zjedziemy. Tak bylo. Saeed poszedł swoimi ścieżkami. Czekał na mnie 200m poniżej przełęczy. Jak stwierdziłem na przełęczy, że dalej nie idę, szybka przepinka do zjazdu, ale i tak przymroziło mi paluchy. Jeszcze włączę zapis trasy w nawigacji i kamerkę i zjeżdżam. Po drodze trafiłem na Saeeda, który przycupnięty czekał na mnie.
W żlebie okropna stromizna, ale śnieg luźny, daje się kręcić. Dojeżdżamy do przełamania żlebu, tu jeszcze stromiej a na śniegu pojawiaja się polacie firnu, nie wylodzone, szorstkie, ale zapadające się pod nartami. Trzeba uważać. Mimo trudności Saeed pognał jak wariat, nie mogę za nim nadążyć. Po drodze mijamy dwa lawiniska. Niżej śnieg się utwardza, przestaje zapadać, normalnie daje się jechać. Kończymy zjazd prawie po ciemku, ze sto metrów w pionie poniżej schroniska. Stąd w linii prostej jest jakieś 400 m podejścia.
Merdad czekał, natopił wody, zrobił nam herbatkę z "ziół górskich". Wyśmienita. Jemy chińczyka, jakieś konserwy. Merdad idzie spać, bo rano wybiera się w góry. Krótka pogaducha, my też idziemy spać. Rano trzeba wracać.
Jakieś 70% podejścia do schroniska było skiturowo. Teraz zjazd. Twardy, zmrożony śnieg jest swietny, nie jest stromo ale trzeba uważać na wyboje. Zjeżdżamy prawie na sam dół bo znalazłem dolinkę, która prawie cała byla zasypana. Przebieramy buty i schodzimy do hostelu.
To była ostatnia akcja tego wyjazdu. Jestem bardzo zadowolony, że udało się zrobic aż 4 wypady w teren. Miejsca w większości nam nieznane, w pewnym sęsie dziewicze dla nas, położone w róznych górach, na różnych wysokościach, napotykaliśmy na różne warunki terenowe, śniegowe, pogodowe. Możliwe, że w niektórych miejscach byliśmy pierwszymi narciarzami skiturowymi. Narobiliśmy ogrom zdjęć i nakręcili kilka godzin filmików ( kto to będzie oglądał? ). Bardzo dziękuję Saeedowi i jego rodzicom za gościnę i bardzo ciepłe przyjęcie a jego kumplom wyprawowym za wsparcie. Bez nich by się to nie udało.
Skiturowy Iran,
kwiecień 2023
