Karolina Barciszewska - Kozioł
Karol Pastwa
Wojciech Zowada
Łukasz Piechocki
Grzegorz Więcek
Magda Zarzycka
Maciej Boszczyk
Po przyjeździe do Berger po wycieńczajacym tygodniu w PSM liczyliśmy na odpoczynek i spokojną noc. Niestety zostaliśmy przywitani nawałnicą, która próbowała zerwać nasze namioty. Kolejnego dnia dojechal trzon zespołu szturmowego (Magda i Maciek), jak później zostali nazwani. W pierwszych dwóch dniach nie było zgody na wejście do jaskini. Było to spowodowane niesprzyjającymi prognozami i możliwością zalania jaskini. 26.07 pojawila sie możliwość zejścia do jaskini z czego skorzystaliśmy. Podzieliliśmy się na dwa zespoły: szybką trójkę, której celem było osiągnięcie dna i drugi zespół, który nie planował zmoknąć w niższych partiach jaskini i skupił się na podziwianiu piękna i szukania dobrych kadrów. Po zjechaniu początkowych studni i przejściu meandrów zespol szturmowy pomniejszył się - ja zrezygnowałem z planów zdobycia dna jaskini i dołączyłem do drugiego zespołu. Oba zespoły spotkały się powtórnie na biwaku, gdzie zostawiliśmy depozyt i ruszyliśmy w stronę dna. Jednakże zespół "zdjęciowy" tuż za biwakiem zatrzymał się na dłuższą chwilę by podziwiać salę trzynastu. Obecne tam kaskady, jeziorka i naciekowe formy dostarczyły nam sporo wrażeń wizualnych, które staraliśmy się ująć na fotografiach. W jaskini przy ograniczonym świetle nie jest to wcale proste zadanie. Ostatecznie doszliśmy do charakterystycznego punkt w jaskini "la vire du Vagin" (-582) i rozpoczęliśmy odwrót. W drodze powrotnej zebraliśmy kilkanaście kg śmieci, które zostały po jej eksploratorach i były schowane w różnych zakamarkach jaskini. Czuliśmy się trochę jak poszukiwacze skarbów. Warto tutaj zaznaczyć, że głównym celem schodzenia do Gouffre Berger jest właśnie czyszczenie jej ze śmieci. Wyjście z dodatkowym balastem i mając w nogach i głowie ubiegłotygodniowy trawers PSM nie było łatwe. Na powierzchni byliśmy około północy zagotowalismy wodę, zrobiliśmy barszczyk i zmieniliśmy kombinezony na suche ubrania trekingowe. Do samochodu mieliśmy godzinę drogi i to pod górę, było to zgoła odmienne doświadczenie w porównaniu do naszych tatrzańskich jaskiń. Rano czekaliśmy na wyjście drugiego zespołu, który około 13 poinformował, że jest na powierzchni.
Maciej Boszczyk
Po przyjeździe do Berger po wycieńczajacym tygodniu w PSM liczyliśmy na odpoczynek i spokojną noc. Niestety zostaliśmy przywitani nawałnicą, która próbowała zerwać nasze namioty. Kolejnego dnia dojechal trzon zespołu szturmowego (Magda i Maciek), jak później zostali nazwani. W pierwszych dwóch dniach nie było zgody na wejście do jaskini. Było to spowodowane niesprzyjającymi prognozami i możliwością zalania jaskini. 26.07 pojawila sie możliwość zejścia do jaskini z czego skorzystaliśmy. Podzieliliśmy się na dwa zespoły: szybką trójkę, której celem było osiągnięcie dna i drugi zespół, który nie planował zmoknąć w niższych partiach jaskini i skupił się na podziwianiu piękna i szukania dobrych kadrów. Po zjechaniu początkowych studni i przejściu meandrów zespol szturmowy pomniejszył się - ja zrezygnowałem z planów zdobycia dna jaskini i dołączyłem do drugiego zespołu. Oba zespoły spotkały się powtórnie na biwaku, gdzie zostawiliśmy depozyt i ruszyliśmy w stronę dna. Jednakże zespół "zdjęciowy" tuż za biwakiem zatrzymał się na dłuższą chwilę by podziwiać salę trzynastu. Obecne tam kaskady, jeziorka i naciekowe formy dostarczyły nam sporo wrażeń wizualnych, które staraliśmy się ująć na fotografiach. W jaskini przy ograniczonym świetle nie jest to wcale proste zadanie. Ostatecznie doszliśmy do charakterystycznego punkt w jaskini "la vire du Vagin" (-582) i rozpoczęliśmy odwrót. W drodze powrotnej zebraliśmy kilkanaście kg śmieci, które zostały po jej eksploratorach i były schowane w różnych zakamarkach jaskini. Czuliśmy się trochę jak poszukiwacze skarbów. Warto tutaj zaznaczyć, że głównym celem schodzenia do Gouffre Berger jest właśnie czyszczenie jej ze śmieci. Wyjście z dodatkowym balastem i mając w nogach i głowie ubiegłotygodniowy trawers PSM nie było łatwe. Na powierzchni byliśmy około północy zagotowalismy wodę, zrobiliśmy barszczyk i zmieniliśmy kombinezony na suche ubrania trekingowe. Do samochodu mieliśmy godzinę drogi i to pod górę, było to zgoła odmienne doświadczenie w porównaniu do naszych tatrzańskich jaskiń. Rano czekaliśmy na wyjście drugiego zespołu, który około 13 poinformował, że jest na powierzchni.
Z relacji drugiego zespołu...
