2024.02.29 Brestova 1902 m. i Salatyn 2048 m. - skiturowo



Piotr Gawlas
Andrzej - OT
Tomek - OT
Robert - OT

Nietypowa data, 29 lutego. Pogoda dziś była piękna, słowacka Horska Slużba obniżyła stopień zagrożenia lawinowego na 2, padło więc na Salatyn, którego w tym roku jeszcze nie odwiedzaliśmy.

Kolejką, bo za "szlapanie" po stoku i tak pobierają opłatę 5 ojro, kolejka kosztuje 8 a stok wcale fajny do podchodzenia nie jest. Więc wjechaliśmy. Od górnej stacji jest kilkaset metrów podejść w pionie na okoliczne szczyty. Snieg mocno odpuszczony, nawet w zacienionych żlebach - temu jeszcze wczoraj była lawinowa trójka.

Pierwsze podeszliśmy na Bresztową 1902 metry. Podchodziliśmy i zjeżdżali zboczami Skrajnego Salatyna. Zajęło nam około 1,5 godziny w górę i 20 minut zjazd. Po odpuszczonym śniegu narty nie chciały jechać. W dolince w słonku urządziliśmy niewielki popas, kanapki, jakiś napój. Pora była wczesna, więc ruszyliśmy jeszcze na Salatyn.

Salatyn 2046 i 2048 metrów. W zacienionym już żlebie śnieg po górze był przymrożony ale w masie miękki. Kijek po przebiciu skorupy, bez trudu wchodził po rączkę. Podchodziłem do Pośredniej Salatyńskiej przełęczy, tej między wierzchołkami, na nartach. Wyżej założyłem harszle. Było trudno. Zjazd prawą stroną żlebu, jeszcze nie przymrożoną. W miejscach, gdzie pojawił się cień, szybko tworzyła się skorupa i chwytało narty przy skręcie. Nieprzyjemne. Reszta ekipy poszła na Zadni Salatyn , zjechali do Zadniej Salatyńskiej Doliny, wrócili na grzbiet i czekali na mnie pod żlebem.
Zjazd do parkingu stokiem narciarskim był koszmarem. Jak po kartoflisku, muldy wysokie miejscami na metr. Uda wysiadły wszystkim. Już wiem, dlaczego karnety na kolejkę po godz. 14 są tu o połowę tańsze!
Hahaha Hahaaaa!