2024.05.05-07 Morgol 4388 m Park Narodowy Dena, góry Zagros, Iran

Piotr Gawlas Kudłaty
Saeed O.T.
Hadis O.T.

Z wioski Khafr polożonej na wysokości 2200 m.n.p.m. w górach Zagros w Parku Narodowym Dena w południowym Iranie, podchodzimy doliną wzdłóż sezonowego lodowca, do schronu Khafr Shelter 3020 m. u podnóża masywu Ghash Mastan 4478 m. najwyższego szczytu gór Zagros. Tutaj spędzamy noc, niespokojną, wietrzną.

Rano pogoda taka se. Hadis i Saeed postanowili nigdzie nie iśc. Ja spakowałem plecak i po śniadaniu idę w góry. Jest 8:10 jak opuszczam schron. Śniegu dużo mniej niż w zeszłym roku. Jestem tu 3 tygodnie póżniej a wschodniego lodowca, na długości, stopniało prawie pół kilometra. Na szczytach widać, że wiatr rozwiewa smugi śniegu. Wygląda na to, że tam mrozi. W dolnych partiach północny lodowiec jeszcze zmrożony, ale do popołudnia na pewno śnieg zmięknie.

Do wysokości 4200m. to trochę ponad przełaczkę między masywem Morgola a okolicznym masywem, którego nazwy nie znalazlem, szło mi się bardzo dobrze. Powyżej trochę zwolniłem. Teren się nastromił. Zamieniłem na butach narty na raki, tamte przypiąłem do plecaka. Zaczęlo mocno wiać, nadciagnęły ciężkie chmury. Tempo poważnie mi spadło. Ostatnie 200 metrów lazłem godzinę. Powinienem był przepiąć się do zjazdu, było by fajnie, ale ciagnie mnie na szczyt. Morgol zależnie od źródeł, ma około 50 metrów mniej od Ghash Mastan, na który bez problemów wszedłem na nartach rok temu. Ten jest stromy, miejscami pod 70°, ale połacie płyt, pięknie wyśnieżone, wyglądają imponująco i przyciagaja swą biela, zwłaszcza, że tu nie byłem a rok temu sobie obiecałem, że tędy zjadę.

Na szczycie stanąłem dokładnie 5 godzin po wyjściu ze schronu. Podejścia jakieś 1370 metrów. No i zaczął sypać śnieg, widocznośc spadła do 50 metrów, śnieg zasypuje oczy. Wymarzony slalomik mogłem wybić sobie z głowy. Ze skrętu w skręt, osuwanie po omacku po tych pionach do wysokości przełączki, raczej koszmarek. Tu troszku się przetarło niebo i widziałem skały okolicznego masywu. Snieg na lodowcu tak jak przypuszczałem, rozmiękł. Jazda jak po grudzie. Padający śnieg stopniał w deszcz. Po ostnich płatach udało mi się zjechać do schronu. Kompletnie przemoczony.

Prognoza pogody rokuje źle. Przepak, szybka kawa i między ulewami spadamy. Do Khafr. Tutaj jeszcze odwiedzamy lokalsa, którego ojciec był przewodnikiem po P.N. Dena a on też ma marzenia, żeby kontynuować pracę ojca. Poczęstował nas herbatą i omletem, ze smakiem zjadł oscypki, które przywiozłem z Polski, pogadaliśmy. I dalej do Teheranu.

Skiturowy Iran 2024