2024.06.23 Jaskinia Pod Wantą

Sylwia Wójcik
Piotr Gawlas "Kudłaty"
Wojciech Jasiak

Forma na letnie wyjazdy jaskiniowe się sama nie zrobi, to chyba każdy wie. Trzy osoby - trzy pomysły, lekka akcja - czy ciężka ? Jedno jest pewne - ma być podejście i mają być studnie, a najlepiej w lufie. W sobotę - czy w niedzielę ? Śpimy na bazie - czy bez noclegu ? W końcu po wielu dyskusjach jest decyzja,  idziemy do Pod Wanty w niedzielę, bez noclegu na bazie. Startujemy z BB o 5:30, z dobrym czasem przejazdu meldujemy się na parkingu i szybko ruszamy do góry. Prognozy pogody nie przewidywały opadu deszczu, tak jak na sobotę i faktycznie nie pada, lekkie zachmurzenie i mgły nie powodują u nas większego zmęczenia na podejściu. Mamy chyba dobry czas podejścia do jaskini - choć Kudłaty twierdzi że nie ma formy. Z 30-sto minutowym zapasem meldujemy się przed otworem jaskini, na spokojnie przebieramy się, posilamy się i klarujemy sprzęt. Poręczuję studnie zlotową, schodzimy niżej, Kudłaty poręczuje następne odcinki, stajemy przed "Dzwonem", wieszamy linę i coś tu nie gra ? Nie słychać żeby koniec liny spadł na dno studni - szybkie spojrzenie na plan jaskini i wszystko jasne. Pomyłka w odcinkach linowych, trzeba się wrócić i wymienić linę. Miał być trening, więc pogoniłem sobie góra - dół. Liny poprawione - można zjeżdżać. Na dnie sprawdzamy przodek jaskini, przerwa na jedzenie i picie, no i trzeba ruszać w górę. Czas w jaskini wypadł całkiem niezły - 3 godziny, mimo potrzeby wymiany lin. Na powierzchni przywitało nas słoneczko. Chwila przerwy na przebranie się i można było ruszać w drogę powrotną.