2024.06.29 Wielka Śnieżna

Wielka Śnieżna Wielka Śnieżna
Sylwia Wójcik
Wojciech Jasiak
Tomasz Grzegrzułka
Ewa Rutkowska
Łukasz Piechocki
Tomasz  Motoszko

Plan na sobotę był prosty, idziemy do Śnieżnej, a dzięki uprzejmości Krzyśka B. mogliśmy skorzystać z jego lin, no to już akcja była lajtowa, a jak już nam powieszono liny, dzięki Majce i Pawłowi, to już było miodzio. Od piątku na bazie był już Murzyn, a w sobotę dojechali Prezes, Sylwia, Ewa, Łukasz i Ja.
Na podejściu było jak w tropikach, ciepło i parno, po zejściu ze szlaku na Niźną Świstówkę, spotkaliśmy ekipę, która szła do Koprowej Studni, przy Koprowym Źlebie nasze drogi się rozeszły, a my dotarliśmy po 2h marszu pod otwór.
Po kilkunastu minutach, dotarła ekipa, która miała w planach dobicie kilku nowych punktów poniżej Kruchej 20-tki. W przebieralni ustaliliśmy, Ja i Murzyn, pójdziemy po śmieci na drugi biwak, a reszta gdzie będzie miała siły i czas tam dojdzie i wróci.
Do jaskini weszliśmy około godziny 11, szybko dotarliśmy do Wielkiej Studni, gdzie zauważyliśmy dwa światełka wolno poruszające się ku górze, byli to Majka W. i Paweł Ch. Minęliśmy się na przepinkach i pobiegliśmy w głąb "dziury". O godzinie 13, dotarliśmy na planowane miejsce, zrobiliśmy sobie małą przerwę, spakowaliśmy śmieci do dwóch worków i ruszyliśmy do wyjścia. W między czasie, reszta ekipy już była gdzieś w okolicach wodociągów, gdyż wchodzili dopiero w okolicach godziny 12, zaraz za grupą, która szła montować nowe punkty. Udało im się dotrzeć do Suchego Biwaku i zabrać jakieś stare liny po czym wrócili do wyjścia. My zaś, po odpoczynku, ruszyliśmy trawersikiem w stronę wyjścia, ku naszemu zdziwieniu, zauważyliśmy iż "trochę" przybrało wody w jaskini, nurt był jakby mocniejszy. W drodze powrotnej spotkaliśmy ekipę co nawiercała punkty w okolicach, chyba, III Wodospadu.
Po dotarciu do Suchego Biwaku, musieliśmy zrobić odpoczynek, gdyż worki były jakby cięższe, albo nam zaczynało brakować sił. W wodociągach było znacznie więcej wody niż jak szliśmy w dół, pierwsze mocniejsze starcie z wodą było na Prożku Johny'ego, gdzie wpadłem pod mały wodospad, no cóż chwila nieuwagi i człowiek jest mokry. Na płytowcach można powiedzieć, iż płynęła rzeka. W Trójkątnej salce zrobiliśmy sobie małą przerwę na odpoczynek. o godzinie 17:20 byliśmy już na dnie Wielkiej Studni, gdzie przyszedł czas zacząć się wspinać, gdzieś w jej połowie, na przepince, kiedy wypinałem crolla coś strzeliło, pomyślałem iż to pewnie lina wyskoczyła z crolla gdyż ze zmęczenia pewnie stanąłem na pantinie, po tym zjawisku Murzyn krzyknął z dołu iż coś poleciało na dół, zerkam na cały sprzęt, wszystko jest na miejscu, żadnych anomalii. Wpiąłem się w linę chcę zakładać stopkę na nogę, a tu zonk, stopka zrobiona z repa zerwana w połowie, no to już widziałem co to było. Na powierzchnię wyszliśmy w okolicach 18.00, tak więc nie było źle, słońce jeszcze świeciło, przebraliśmy się w czyste ciuchy, i ruszyliśmy na parking, gdzie po dwóch godzinach marszu, czekał na nas Prezes w samochodzie.