2024.11.30 - Jaskinia Wielka Śnieżna

Monika Wróbel
Maciej Jeziorski
Karol Pastwa
Tomasz Motoszko

Do syfonu Dziadka:  
Katarzyna Więckowska
Bartosz Brzezinka
Tymoteusz Siedloczek
Małgorzata Błaszczyk

   Andrzejki w Witowie to tradycja, a tradycja wymaga wizyty w dziurze. Tym razem padło na Śnieżną. Plan był prosty: szybka akcja w jaskini – do syfonu Dziadka, powrót na bazę i impreza.
   Tyle że rzeczywistość szybko zweryfikowała nasze założenia. Ostrzeżenia „władcy porządku” z piątkowego wieczoru, że zgoda jest tylko na degustację, bo w sobota lekko nie będzie, zupełnie nas nie ruszyły. Tryb „lama” włączony – po co drążyć albo zadawać pytania? Ważne, że max. o 23 mamy być z powrotem. Reszta? Jakoś się ułoży!
   Sobota, dotarliśmy do Śnieżnej i ruszyliśmy prosto na dół. Syfon Dziadka – sukces! Tylko że… coś poszło nie tak. Dopiero tam dotarło do żeńskiej części grupy, że z powrotem na bazę w sześć godzin raczej nie zdążymy. Harry Potter by sobie poradził, my – niekoniecznie.
   Powrót był prawdziwym testem wytrzymałości. Błotne łaźnie w szczytowej formie, my – wręcz przeciwnie. Sennie, mozolnie, z przepinkami robionymi w transie, w końcu wydostaliśmy się na powierzchnię. Ale to nie koniec wyzwań. Droga powrotna była parodią wędrówki – śnieg lśnił pięknie, ale był równie zdradliwy, co urokliwy, regularnie przypominając nam, gdzie nasze miejsce, czyli na ziemi. Hasło „Daleko jeszcze?” powtarzało się tak często, że stało się mottem wycieczki, które co chwilę rozbawiało nas swoją absurdalnością.
   Na bazę dotarliśmy wyczerpani, ale w zaskakująco dobrych humorach. Czas na plan B? Oczywiście – własna impreza! Bo jak tu iść spać na sucho w Andrzejki? Nawet zmęczeni, świętowaliśmy jak trzeba! :)