Ryszard Krawiec
Jadąc na Tajwan nie spodziewałem się, że uda mi się wejść do jakiejkolwiek jaskini. A natrafiłem na jedną zupełnym przypadkiem. Wędrując po szlaku wiodącym mnie na górę o nazwie Dujuanling (2113 m.n.p.m.) natrafiłem najpierw na niewielką sztolnię. Na szczęście miałem przy sobie czołówkę więc mogłem ją swobodnie zwiedzić. Bez kłopotu zwiedziłem prosty i wygodny korytarz o długości około 20 metrów. Następnie wyruszyłem na szczyt. Postanowiłem zejść z niego innym szlakiem wiodącym na górę Jialishan (2220 m.n.p.m.). Po wejściu na przełęcz pomiędzy tymi górami postanowiłem zejść na prawo ze szlaku w celu przyjrzenia się skałom które tam znalazłem. Teren w jakim się znalazłem to było niewielkie zbocze pokryte ogromnymi głazami. Jeden z nich od razu przyciągnął moją uwagę gdyż leżał ukośnie na mniejszym głazie tworząc wnękę. Po wejściu do niej odkryłem, że znajduje się tam otwór którym mógłbym, dostać się do dość przestronnej komory o wysokości 8-10 metrów znajdującej się pode mną. Przejście przez ten byłoby możliwe, gdybym dysponował jakimkolwiek sprzętem linowym, niestety miałem tylko latarkę. Postanowiłem zejść więc po zboczu, żeby poszukać wejścia z innej strony. Samo dostanie się niżej było dość trudne. Kilkumetrowej średnicy omszałe głazy nie dawały mi dobrych punktów podporu. W końcu udało mi się znaleźć drogę. Moje kalkulacje okazały się słuszne, niżej na zboczu znalazłem przestronne wejście do komory, którą zobaczyłem tam z góry. Sama jaskinia nie była nazbyt rozległa. Kilkanaście metrów długości, 3-4 metry szerokości, ale dość wysoka, a co najważniejsze nie oznaczona żadną tabliczką ani symbolem na mapach. Nie sądzę, że byłem pierwszą osobą, która do niej trafiła, ale na pewno jest to miejsce uczęszczane bardzo rzadko. Nieco poniżej jaskini znalazłem kolejny ciekawy obiekt, mianowicie bardzo duży nawis skalny o który oparło się kilka głazów tworząc ścianę kolejnej jaskini. Niestety zabrakło mi czasu i sprzętu na dokładne przebadanie okolicy bo pewnie znalazłbym jeszcze coś ciekawego. Kłopotem był również brak towarzystwa, który w razie wypadku mógłby się okazać katastrofalny w skutkach. Być może uda mi się wrócić w tamte okolice i nieco dokładniej przeczesać teren.
Uwaga - data sprawozdania to dzień "napisania". Zdjęcie to "sztolnia"
