2025.06.28-29 Jura wyjazd kursowy

Anna Pawlik
Łukasz Owczarzak 
Piotr Wójcik 
Tomasz "Murzyn" Grzegrzułka 
Kasia

W sobotę rano stawiamy się na parkingu w Podlesicach. Niestety z powodu braków kadrowych jesteśmy w okrojonym składzie. Choć było czuć lekkie napięcie, bo przewodzi nam Murzyn, to gotowi do działania ruszamy pod skałę. Słońce nie zdążyło nam jeszcze porządnie przygrzać, a my z pełnym zestawem kości, friendów, heksów i niekończącym się optymizmem zaczynamy działać. Naszą wspinaczkową przygodę zaczynamy od zakładania stanowisk, tu wyobraźnia zaczęła wszystkim pracować na wysokich obrotach, żeby tylko stworzyć coś godnego pochwały Murzyna. Z każdym metrem w górę szło nam coraz lepiej, a szukanie przelotów sprawiało ogromną frajdę i powstało z tego kilka ciekawych dróg tradowych, choć już przetartych, ale te były inne - takie nasze. Późnym popołudniem każdemu z naszej czwórki zechciało się ambitnie zrobić swoje "życiówki". Choć Murzyn w nas dziewczyny nie do końca wierzył, to udowodniliśmy, że jak się baba uprze to nie ma zmiłuj. I po pierwszej nieudanej próbie, choć miękkim lądowaniu, dałyśmy radę. 
A żeby nie zapominać o chłopakach, oni też nauczyli się, że linę przed zrzutem trzeba dobrze sobie ułożyć :)
Później, jak tylko zwolniło się miejsce to przeszliśmy pod Sowę. Można chyba stwierdzić, że sportowe wspinanie się nie daje już takiej frajdy, bo wszystko mamy gotowe. 
Choć dzień był długi, bo działaliśmy do późnego popołudnia, to był wyjątkowo spokojny i cichy, jeśli chodzi o wybaczalność naszych błędów. Myślę, że każdy z nas się w tym dniu wiele nauczył na własnych błędach (ja na pewno). Ten dzień zakończył się bardzo dobrze, choć wyjątkowo jak na nas szybko. Być może byliśmy już tak wymęczeni, albo mam drugą teorię, brakowało nam reszty grupy i Wacka z jego sezonowymi "syropami" 

Niedziela rano, pobudka, szybkie śniadanie, ubranie się w uprząż i trzydzieści metrów dalej już działamy, bo tym razem czeka na nas Czaszka na Łutowcu .Myślą przewodnią tego dnia są słowa "kości zostały rzucone" :) a więc działamy. Ta skała ma chyba najpiękniejsze naturalne stanowiska, więc zakładanie przelotów sprawiało dużą frajdę.  Choć byliśmy już trochę zmęczeni poprzednim dniem, to udało się trochę podziałać. 

Podsumowanie. Pomimo wielu siniaków na nogach, jednym obitym nosie wszyscy jesteśmy cali. Bogatsi o nowe doświadczenia i pełni chęci na więcej, bo tylko ćwicząc nabędziemy wprawy.