Zosia Skrudlik
Sławek Heteniak – Speleoklub Tatrzański
Tomek Kliza
Marcin Freindorf – Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego
Honorata Kaczmarek
Sprawozdanie mogłoby mieć tytuł „Szlakiem samochodów leżących w rowach” lub „Jak ślizgiem asfaltowym szybko dostać się do Kir”. Mimo szklanki na drodze, Tomek wysadził nas na parkingu w całości. Ciepło było, aż głupio. Bądź co bądź, styczeń ostatecznie jest…. Mając w sobie wpojone przez Ganszera „odlekczanie” – do dziury poszliśmy w kaloszkach ;) Slalom gigant to był. Kościeliska została już posprzątana, ale las w drodze do Czarnej nie. Ścieżka dość szybko zaginęła pośród powalonych drzew. Ale doszliśmy. Jeszcze papu przed otworem (w promieniach słońca, dodam) i na dół. A później było tak: zlotówka na podwójnej (sznurki zbieraliśmy za sobą) - Sala Francuska – zjazd do Techub – syfon w Techubach – najniższe miejsce w Techubach (nikt nie pamięta jak się nazywa) – Ślizgawka do góry (ale g…., nie lubię) – Sala Ewy i Hanki – Partie III Komina – wyjście – zjazd po ścianie. Koniec. Atrakcje były, dostarczyły ich oczywiście baby ;) Ja zbuntowałam się przed Ślizgawką – wspinaczka po takim śliskim g….., w całkowicie nie trzymających się podłoża kaloszach wywołała we mnie bunt i dostałam od chłopców linę ;) A za Ślizgawką, na jakimś też śliskim prożku, Zosia zrobiła fikołka w dół. Chwilę grozy przeżyliśmy. Ale wstała cała….. Przy otworze odbyła się pomiędzy mną i Frytką, a dwoma niezidentyfikowanymi istotami, najprawdopodobniej ludzkimi, komunikacja świetlna czołówkami. Ci owi byli gdzieś w okolicach Ornaku. Zjazd na dół, wśród znowu wiejącego halnego, był rewelacyjny! :) Powalone drzewa nie przyspieszyły powrotu do samochodu…. A Tomek powinien spisać swoje „smerfne” wspomnienia ;)
