2014.02.16 Tajlandia

Adam Marcinków

Najpierw wybrałem się do jaskini Kawe. Ciekawa ciasna jaskinia, bez przestronnych sal.
W jaskini tej trafiłem na jaszczurki
Potem poszedłem pod otwór jaskini, taką duża dziurę, gdzie bardzo silnie słychać szum rzeki płynącej wewnątrz.  Niestety bez liny ni było szans sprawdzenia.
Potem przez parę godzin kręciłem się  po dżungli. Tak sobie chodząc bezpańsko natrafiłem na kolejne dwie jaskinie będące zupełnie gdzieś na uboczu. Obiekty całkiem spore. Dużo dłuższe niż graniczne 20m Ganszera.  Bez sprzętu i możliwości zachowania podstawowych zasad bezpieczeństwa zdecydowałem się na sprawdzenie głównych ciągów. Bez oglądania ciasnych odgałęzień.
Na koniec wybrałem się do jaskini nietoperza. Ta jaskinia ma na zejściu do środka wybetonowane schody, wyraźnie pod turystów. Jest duża.  Ma duże, przestronne sale. W salach tych znajduje się cała masa nietoperzy, które po chwili przelatują w ciasne tunele.
Po przejściu głównego, turystycznego ciągu zabrałem się za sprawdzanie bocznych odnóg.
Dzięki temu udało mi się znaleźć drugi otwór, widoczny na zdjęciu.  Wyraźnie było widać ze w porze deszczowej płynie tedy woda.  Drugi raz tego dnia natrafiłem na jaszczurki.
W dzień było parno i bardzo gorąco.  Na dodatek w dżungli nie było żadnego wiatru.  Byłem wykończony.  Zbawienna okazała się kąpiel w jednym z potoków Sai Yok.
 

Powyższy tekst są wybranymi urywkami /za zgoda autora/ z jego blogu.