Wacław Michalski
Tomasz Grzegrzółka
Agnieszka Wróbel
Magdalena Pacyna
Klaudiusz Stępień
Kamil Oślizło
Mariusz Majka
Grzegorz Majka
W piątek późnym wieczorem jastrzębianie przybywają na bazę. Przygotowują tam prowiant i sprzęt po czym układają się do snu. O wczesnym poranku (okolice 8:oo) dołączają do nich Wacek, Murzyn, Aga W. oraz Klaus i po rozdzieleniu lin cała grupa wyrusza na szlak. Ok. 10:45 wszyscy są już pod otworem. Po przyodzianiu odpowiedniego uniformu ekipa wślizguje się do czeluści i pokonuje kolejno: ZPKF i Rurę. Po przejściu Komory Pod Matką Boską i Wiszącego Syfoniku uczestnicy skupiają się w Sali Bez Stropu. Tam dzielą się na dwa zespoły. Pierwszy zespół to Murzyn, Klaus, Magda i Aga. Drugi to Wacek, Kamil, Mariusz i Grzesiek. Murzyn z Klausem i dziewczynami przechodzą Szczekociny, Kaskady, Piaskowy Prożek i idą pod Próg Męczenników. Zawracają stamtąd i udają się do Wielkich Kominów. W tym czasie drużyna Wacka poręczuje Korytarz Trzech Króli. Dochodzą w ten sposób do Błotnych Zamków. Stamtąd idą pod prożek Beatki. W tym momencie całkowicie uśmiercony zostaje plan dojścia do Syfonu MarWoj. Przegrywa on z planem zdobycia Syfonu W Ciasnych Kominach. Wszyscy wracają się do Błotnych Zamków. Jest tam już trzyosobowa grupa szturmowa z KKTJ (Frytka, Kaja i gość w masce). Z Wielkich Kominów po zdobyciu syfonu i -213m wynurza się przemoczona drużyna Murzyna, która już wcześniej podjęła decyzję o zaniechaniu walki z zaciskami. Kaja i gość w masce (KKTJ) umykają przez Piaskowy Prożek. Murzyn z towarzyszami i Frytką wracają przez Korytarz Trzech Króli deporęczując go. Marcin w Sali Bez Stropu przejmuje grupę Murzyna i kieruje się w stronę otworu. Kończąc akcję Frytka, Klaus i dziewczyny wynoszą 3 wory szpeju i powracają do bazy. W jaskini pozostaje i nadal działa ekipa Wacława, która po dojściu do Syfonu W Wielkich Kominach wraca w okolice Błotnych Zamków deporęczując przy tym liny. Tam czeka na nich Murzyn, który wrócił się z Sali Bez Stropu przez Kaskady. Razem pokonują Piaskowy Prożek i likwidują sznurki. (Tutaj ważna uwaga: akcję kursową w znacznym stopniu wspomogła działająca wcześniej grupa Ganszera, która zaporęczowała Kaskady, Piaskowy Prożek i Wielkie Kominy, przy tym kurs zadeklarował się zabrać liny na bazę). Pięcioosobowa drużyna brnie dalej. Przechodzą Ślepy Komin i dochodzą do Zacisku Kaczanosia. Tutaj podjęta zostaje decyzja: jeśli uda się komuś przejść to wszyscy będą napierać dalej. Zacisk puszcza. Przez II Studnię wytrwalcy zjeżdżają do Wyżymaczki. Jak sama nazwa wskazuje nic przyjemnego to nie jest. Mimo wszystko puszcza i ten zacisk. Niestety zaraz potem pojawia się już czyhająca na śmiałków Droga Przez Mękę. Po długotrwałych bojach kolejni grotołazi prześlizgują się na drugą stronę, wiedzą jednak, że triumf to jeszcze odległa kraina. Idą dalej. Światło latarek ujawnia kolejną przeszkodę: Ucho Igielne. Na pierwszy rzut oka widać, że jest to coś mniejszego niż cerówka. Jednogłośnie podjęta zostaje decyzja, że będąc tak blisko celu poddać się już nie można. Atak na zacisk kończy się pełnym sukcesem. Wszyscy zjeżdżają III Studnią do Syfonu W Ciasnych Kominach, a ich oczom ukazuje się kryształowo czysta woda o lekko turkusowym zabarwieniu i przenikliwej głębi. Coś naprawdę pięknego! Niestety są to już godziny późnowieczorne, prawie nocne, dlatego należy jak najszybciej wracać, a najgorsze dopiero ma nadejść. Grupa w pocie czoła próbuje wydostać się z Ciasnych Kominów walcząc z zaciskami i własnym zmęczeniem reporęczując przy tym liny. Udaje się to dzięki dzielnej postawie każdego uczestnika. Po raz drugi pada Ucho Igielne, Droga Przez Mękę i Wyżymaczka. Największym wyzwaniem tej eskapady okazał się powrót przez Zacisk Kaczanosia. Grawitacja, która pomogła pokonać szczelinę przy pierwszym przejściu teraz znacząco utrudnia wydostanie się z uścisku zacisku. W tym miejscu uczestnicy tracą bardzo dużo sił, jednak harda postawa pozwala im po pewnym czasie zatriumfować na dnie Ślepego Komina. Ostatkiem sił wspinają się, przechodzą i reporęczują Kaskady. Dalej podążają przez Szczekociny, Salę Bez Stropu, Wiszący Syfonik i Rurę, by wreszcie dojść do upragnionego otworu. Tutaj kontynuują przegraną już walkę z czasem. O godzinie 01:17 udają się w stronę auta, do którego docierają ok. 2:25. Po przybyciu na bazę jeszcze kilka godzin trwa przeżywanie wyprawy i rozmowy na różne tematy. Niedziela rozpoczyna się stanowczo za wcześnie. Z bazy umykają instruktorzy Klaudiusz i Agnieszka. Jastrzębie kilka godzin później podąża w ich ślady.
