Już od kilku dni planowałem sobotni wyjazd w Tatry, niestety niesprzyjające prognozy pogody próbowały zakłócić plan sobotniego wypoczynku. Z dużą częstotliwością śledziłem prognozy pogody w piątkowy wieczór stwierdzając, że decyzję o wyjeździe podejmę tuż przed planowanym wyjazdem. Tak też się stało, ostatnie zerknięcie na ICM na prognozę o godzinie 3 i postanowione- jadę.
Do Palenicy Białczańskiej dojechałem bez problemów. Po zaparkowaniu samochodu ruszyłem w stronę Morskiego Oka o godz. 5:46. Mijając po drodze kolejnych turystów, dotarłem do schroniska, krótka przerwa dla pokrzepienia sił i ruszam dalej, Czarny Staw i mozolna podróż na szczyt. O 10:01 stanąłem na polskim szczycie Rys, by po kilku minutach udać się na najwyższy szczyt po stronie słowackiej 2503 m.n.p.m. Widoczność co prawda nie rozpieszczała, przez wszechobecny wiatr, ale narzekać nie mogę. Wracając dokonałem pamiątkowego wpisu do lekko podmokniętego zeszytu i ruszyłem w dół. Dochodząc do Czarnego Stawu można było zaobserwować jak zbliża się grzmiące niebo, mijając schronisko zaczęło mocniej powiewać, by ostatecznie wyjeżdżając z Palenicy kończyć wycieczkę w towarzystwie drobnych opadów deszczu. Po drodze zaobserwowałem jak zawsze liczne przypadki turystycznego ubioru, na uwagę zasługuje 4-osobowa rodzina w skarpetach wyciągniętych maksymalnie i klapkach- niestety nie Kubotach :)
Wkrótce mam nadzieję, kolejne wycieczki.
