Agnieszka Gądek
Marcin "FrytkaPunk" Freindorf - KKTJ
To było moje trzecie wyjście do Nad Kotlin w tym roku (a dokładnie trzecie w ciągu miesiąca). Nie mogłam pozwolić temu trawersowi pozostać niepokonanym...
Z parkingu ruszyłam jak zwykle nieco wcześniej i byłam bardzo zadowolona, kiedy okazało się, że Frytka dogonił mnie dopiero na ostatnim odcinku - już nad żlebem. Na zewnątrz było zimno, więc szybko się przebraliśmy i ruszyliśmy na dół. Miałam chyba jakiś wyjątkowo dobry dzień, bo Frytka nie musiał czekać "godzinami" pod każdą ze studni, aż w końcu się poprzepinam i zjadę na dół. Mieliśmy ściśle określony czas zejścia w dół - po jego upływie mieliśmy rozpocząć odwrót. Studnia za studnią, mój "ulubiony" trawers, potem Wodociąg, Suchy Biwak w Śnieżnej, jeszcze trochę w dół... Frytka zarządził odwrót przed upływem wyznaczonego na zejście w dół czasu. Według analizy mojej i J. Ganszera osiągnęliśmy głębokość -575m. Szkoda było mi wracać, ale myślę, że kiedyś dno osiągnę. Ruszyliśmy w górę. Ja pierwsza, Frytka za mną. Nie miałam problemów z odnalezieniem właściwej drogi, słyszałam tylko za sobą: "Pamiętaj, że lina w Wodociągu nie jest na samym dole, tylko leży na wysokości wzroku, nie przegap jej!" Cisza, idziemy Wodociągiem, ja pewnym krokiem do przodu (suchą stopą!), aż w końcu słyszę za sobą śmiech... Tak, przegapiłam linę...
W Obejściu Gliwickim ustaliliśmy, że ja pójdę już sama do góry i poczekam na biwaku, a Frytka będzie deporęczował. Dotarłam do trawersu i ... przeszłam! Trawers w końcu pokonany! Frytki nie było słychać, więc całe szczęście, bo pewnie bym sobie tam powisiała i przy okazaji zamarzła... Szłam dalej, po każdej studni czekając chwilkę, aż dotarłam na biwak. Po godzinie złapałam okropny stres, bo Frytki nadal nie było słychać... Wiedziałam, że deporęczowanie trwa długo, ale nie do końca miałam orientację o ile później mogę się go spodziewać... Po 1h i 45 minutach (kiedy już chciałam schodzić spowrotem na dół) na szczęście dotarł na biwak...
Akcja myślę bardzo udana. Z satysfakcją pokonania trawersu i poczuciem, że jeśli (mam nadzieję, że to się nigdy nie stanie) coś się kiedyś stanie, to będę potrafiła sobie poradzić i wyjść sama na powierzchnię.
