2022.09.24 Wielka Śnieżna - Zachodni (Nowy) Biwak

 
Kamila Wachnicka - Akademicki Klub Grotołazów AGH
Paweł Chrobak - Speleoklub Tatrzański
Kamil Polański
Krzysztof Borgieł

Międzyklubowa akcja z kategorii tych totalnych, gdzie nawet najtwardsi mieli chwile zwątpienia i słabości.
Start z Gronika w sobotę ok godziny 7 rano. Plecaki pełne sprzętu dodatkowego, a więc każdy zaliczył + kilka kg extra. Na trasie sporo błota, lecz im wyżej tym bardziej twardo. Od zejścia ze szlaku sporo śniegu. Im dalej wgłąb Świstówek, tym więcej. Na szczęście beton. Przechód wariantem letnim z zimowym supportem rakowym. Pogoda piękna. Słońca dużo, nic tylko pod ziemię wchodzić. Przebierając się spoglądamy na siebie i wiemy...nikt tu dla przyjemności nie jest. Jest robota do wykonania. W oddali widzimy Jurka i Igora. Idą zabezpieczać nasze tyły...wróć...wykorzystać nasze liny. Wszyscy gotowi, ruszamy w dół: Paweł, Krzysiek, Kamil, Kamila. Lodospad, rotacja ludzi, Kamil na przedzie, Wielka Studnia, sportowe przepinki, ciężkie wory, płytowce, gonitwa, wodociąg, przepak, Suchy Biwak, jedzenie, gonitwa, 2 Biwak, spoczynek...ufff...
Dalej w górę Krokodyla. Ciągle w górę i w górę. Ciasno, mokro, ciężkie wory. Znów ciasno. Tempo nie zwalnia, aż tu nagle Małe Błotko. Jaskiniowa karawana zwalnia. Kamil w amoku. Przechodzi zacisk kilka razy przenosząc wory. Pytam go: "co bierzesz?" Cisza. Karawana się rozpędza. Niczym pociąg towarowy wpadamy w Ciągi Przykrości. Jakże nam przykro mówię do Pawła. Jemu też jak widać. Ciagle ciasno. Woda. Jak to pokonywać z worem. Styl pająka, węża, kung fu pandy. Jakoś idzie. Z przodu Kamil woła: "Nowy Biwak". 6h45min od otworu. Jest dobrze. Sprzęt dostarczony. Przepaki, gotowanie herbatki (z cukrem, ale siadła - zbawienie). Ruszamy. Nie ma czasu na łzy. Hipotermia towarzyszy nam od dawna, ale to nasz chleb powszedni. W końcu elita jak rzekł Jerzy przed otworem. W dół jak pociski. Kolana, łokcie, plecy - wszystko zmasakrowane, ale ciśniemy. Nowy Biwak - 2 Biwak ciut poniżej 1.5h...Główny ciąg spokojnie. 500m w górę trzeba dawkować. Moje nadgarstki kwiczą z bólu. Przykurcze przedramion jak po mopowaniu stadionu narodowego... Suchy biwak. Ostani odpoczynek. Aleja Wodociag sprawnie. Woda płynie, ale po kostki - nie utopi nas dziś nikt. Liny w górę. Ja pierwszy. Ci na "Kam" deporęczują Płytowce. Ci na "KrzyPaw" Wielką Studnie i Lodospad. Ah te liny. Mokre, to ważą. Wychodzę ostani. Ciemno bo 1sza w nocy. Śnieg miękki - szkoda. Worowanie, przebieranie i w dół. Sprawnie w 2h. Ciut lżej na plecach ale cierpienie widać. Cierpienie uszlachetnia. Nikt tam nie był dla przyjemności. 2h w dół. Auto, czyste ciuchy. Herbato-kawa na stacji. Do nastepnego... 

Suche fakty:
- 13.5h pod ziemią
- Ok +/-700m deniwelacja
- 4h podejść/zejść na powierzchni 
- wiele kg żelastwa i nie tylko zaniesione

Ps. Nie było z nami naszej cichej liderki, Majki. Niespełna miesiąc temu żegnała się ze mną na schodach klubu informując, że czeka ją odsiadka za niezapłacony mandat...szkoda. Paweł więc napierał za dwoje...ah ta miłość. Wory przenosi!