Kamil Polański
Po sobotniej akcji postanowiłem obadać wejście do jaskini Śnieżnej. Wyszedłem przed 8-mą. Od parkingu do miejsca dojścia nie było ani jednego człowieka na szlaku prócz jednego biegacza który robił pętlę przez Przysłop Miętusi zbiegając na Gronik. Na szlaku kilka- kilkanaście centymetrów świeżego śniegu, ścieżka wąska. Zbaczając ze szlaku, który zimą prowadzi żlebem w stronę Kondrackiej Przełęczy, wchodzi się w sporej miąższości śnieg (nawet po pachy), ale na szczęście trwa to tylko kilkanaście metrów. Potem dupolotem zjechałem w stronę skałki przy szlaku letnim, a stamtąd już na stojąco (Czasem na czworaka), ciągnąć za sobą dobytek na dupolocie. Tyle dobrze mieć taki plastik ze sobą, że zmniejsza się ciężar przypadający na nogi, a tym samym nacisk na pokrywę śnieżną, przez co można było fragmentami nie zapadać się po pas. Ścieżka pod Przechód, jak już wspomniałem, problematyczna, miejscami można się zapaść po pachwiny, miejscami po kolana, a czasem pokrywa utrzymywała na powierzchni. Dotarcie pod Przechód zajęło mniej czasu niż zazwyczaj trwa torowanie. Po dojściu i nałożeniu na siebie wielu warstw (lepiej ubrać się cieplej bo w lawinisku podobno wyziębia :D), próbowałem wyjść nad próg. Niestety ale brakło kilku metrów aby sięgnąć skałki ze stanowiskiem. Postanowiłem odwrót ze względu na niebezpieczne (wg mnie) warunki w górnej części Przechodu: pod warstwą ok. 10cm stwardniałego śniegu znajdowało się spoooro luźnego śniegu, na tyle luźnego że gdyby góra ruszyła to możliwe że część niższa również mogłaby ruszyć. Próbowałem zejść w prawą stronę popod linę, aby dostać się na "trawy", ale tam również sporo depozytu sypkiego śniegu a pod nim fragmentu pionowych zalodzonych skałek. Jeżeli tu było aż tak źle, to wyżej (pomiędzy skałą ze stanowiskiem a górą progu) możliwe, że było dużo nawianego śniegu, a stamtąd gdyby spaść z tym depozytem to na dole mógłbym jedynie wiosną po roztopach kwiatki wąchać.
