2023.07.19-20 TRAWERS JASKINII PIERRE SAINT MARTIN

Ewa Rutkowska
Małgorzata Toczyłowska
Karolina Barciszewska - Kozioł
Bartek Brzezinka
Karol Pastwa
Wojciech Zowada
Dawid Jędrysek
Łukasz Piechocki
Grzegorz Więcek
Tomek Motoszko

We wtorek (18.07) po długiej 27 godzinnej podróży, do wioski La Caserne w Pirenejach plan działania był krótki, ale ambitny.
Przede wszystkim potrzebowaliśmy odnaleźć klucz do dziury, następnie rekonesans w ogromnej sali La Verna oraz odnalezienie otworu SC3 i depozyt lin.

Już odszukanie klucza okazało się wyzwaniem, ponieważ jak to na francuskiej wsi, ktoś może mówić po angielsku?!? W końcu Bartkowi udało się zdobyć klucz, który był w barze naprzeciwko romańskiego kościółka idealnie wkomponowanego w krajobraz we wsi Sainte-Engrace.
Wejście do tunelu EDF o długości ok. 650 m. przywitało nas ogromnym ciągiem powietrza, który prawie uniemożliwiał zamknięcie drzwi. Tunel ten został wydrążony w 1956 r. Na końcu tunelu przywitała nas olbrzymia, wręcz monstrualna sala La Verna. W momencie wejścia przytłoczył nas jej ogrom, po prostu gigant!
Dzięki temu, że byliśmy w sali w czasie turystycznych wycieczek, była ona pięknie i dokładnie oświetlona. Potęgę sali dobitnie pokazały rozstawione w różnych miejscach manekiny naturalnej wielkości w pełnym szpeju jaskiniowym.
Sala jest tak ogromna, że w 2003 r. latano w niej balonem.
Po rozeznaniu gdzie znajduję się ciąg w którym chcieliśmy zakończyć trawers, opuściliśmy salę i pojechaliśmy do uroczo położonej miejscowości Pierre Saint Martin, gdzie domki stoją na przestronnych lapiazach, człowieka nie spotkasz, a krowy pasą się wszędzie, gdzie jest to możliwe (pod hotelem, na ulicach itp.)
Podczas dojścia do otworu towarzyszył okropny ponad 30 stopniowy upał, który pomimo pochmurnego nieba dał nam się bez znaki. Udało nam się zobaczyć parę hiszpańskich szczytów i gigantyczną masę wspomnianego lapiazu.
Pod otwór prowadzi szeroką nartostrada, dobrze utrzymana. Otwór znajduje się na wysokości 2040 m n.p.m. Ok. 20 metrów na prawo od drogi, przy największej sosence w okolicy. Dzięki wcześniej ściągniętym mapą Nowej Akwitanii na mapach.cz bez problemu udało nam się znaleźć otwór.
Po wieczornej odprawie, przygotowaniu sprzętu ustaliliśmy godzinę wyjścia na 6:30.

Na drugi dzień, pierwsza osoba weszła do jaskini o 9:00. W tym czasie nasi kierowcy odstawili busa pod tunel EDF.
O 10:00 weszła do jaskini ostatnia osoba. Poręczowanie pierwszych studni (pionowych ciągów) przebiegło sprawnie i zgodnie z planem. Już po 3 godzinach pierwsze osoby stanęły na głębokości -390. Kolejne partie, już poziome prowadzą przez niewielkie korytarze, ale jakże pięknie. Tu mieliśmy możliwość najbliżej przyjrzeć się pięknym formą krasowym jak: grzybki, makarony, mleko wapienne, draperie, aragonity itp.
Po kilku godzinach marszu zaczął nam towarzyszyć ciek wodny, który z małymi przerwami towarzyszył nam już do końca. Wody robiło się coraz więcej i tylko czekaliśmy na moment w którym zostaliśmy zmuszeni do przebrania się w pianki. Ten moment nastąpił w 1/3 Grand Canionu, gdy poziom wody zaczął sięgać powyżej pasa. Trzeba było przyznać że woda jak na nasze wyobrażenie Pirenejów była okropnie zimna. Kolejne etapy pokonywaliśmy z coraz większą ilością wody, w trudniejszych momentach korzystaliśmy z przygotowanych poręczówek. Miejsca które nie dało się pokonać ciągiem wodnym przechodziliśmy oznakowanymi obejściami, często przy użyciu przygotowanych liny.
W Sali Susse po raz drugi pod ziemią spotkaliśmy z tak wielka salą, w której mieściła się prawdziwa ostra grań. W tym miejscu należy uważać, trzeba się kierować się prawą stroną, gdyż na grani jest odejście w lewo do nowo eksplorowanych ciągów idący w zupełnie innym kierunku niż trawers.

Najbardziej nam w pamięci zostaną dwa odcinki wodne. Pierwszy to jeziorko przy którym nie sięgaliśmy nogami dna oraz przegapiliśmy moment niepozornego odbicia w prawo w górę w ścianie. Przez co pokonaliśmy dodatkowych 100 metrów w wodzie aż do syfonu i straciliśmy pół godziny.
Drugi to jeziorko, które było zaporęczowane i to zupełnie nie bez powodu, gdyż przez środek jeziorka płynął mocny poprzeczny prąd. W takich miejscach jak te, docenialiśmy fakt iż w naszych worach jaskiniowych znajdowały się wodoszczelne worki które działały jak bojki.
Po jakimś czasie dotarliśmy do Sali Lapineux, gdzie znajduje sie mauzoleum Loubensa, a przy nim znajdują się szczątki noszy i wyciągarki którymi próbowano ratować Marcela Loubensa w 1952 r. W Sali tej można też zobaczyć pozostałości obozu pierwszych odkrywców oraz znajdujące się pierwsze tabliczki z napisem La Verna. W dolnych partiach wisi fragment (trzy szczeble) drabinki linowej, która jest już w opisach z lat 50.
Od tego momentu do końca trawersu było już sucho. Mijaliśmy kolejno ogromne sale: Casteret-a, Loubensa, Queffeleca, Adali, Chevalieraa co zajeło nam kolejnych 6 godzin. Pokonywanie każdej z tych monumentalnych sal przebiegało według z góry określonego scenariusza: wejście do sali, odszukanie w mroku odblasku na szczycie piargowiska, wspinaczka w kierunku odblasku, odszukanie kolejnego odblasku znajdującego się w dolnych partiach sali a następnie wyjście i tak w kółko. Przez całość jaskini towarzyszyły nam odblaski, biało czerwone taśmy oraz kopczyki. Co ciekawe, niektóre z tych odblasków oraz kopczyków mogą być w jaskini od początku eksploracji z lat 50. W późniejszych salach zaczęliśmy zatracać orientacje, być może ze zmęczenia oraz już wczesnych porannych godzin.

O 5 rano naszym oczom ukazały znajome poręczówki, które widzieliśmy dnia poprzedniego, a za nimi piękna sala La Verna.

Podsumowując: kawał dziury! :)

Ps. Sprawozdanie powstawało przed otworem dziury podczas gdy druga ekipa deporęczowała jaskinie :)