2026.02.22 - 03.08 Międzynarodowa wyprawa eksploracyjna Tajlandia Neua (północna) Soppong
John G - Belgia, kierownik
Ampy - Tajlandia
Géry B - Belgia
Cal - Wielka Brytania
Jean-Mari - Francja
Piotr Gawlas - Polska SBB
Wyprawa trwała od 23 lutego do 08 marca w oparciu o bazę w miejscowości Soppong u bardzo miłej gospodyni o ksywce Pi-Da (całe tajskie imiona są długie a dla nas dziwne i zamotane). Mieszkaliśmy w domkach na palach, dwuosobowych z łazienką. Otoczenie wiejskie, czyli pobudka o świcie kogutem za oknem, owocowe drzewa w ogrodzie, palmy, papaja, oraz ogólnie sielanka. Gospodyni gotowała nam posiłki: śniadanie o 8:00 i obiad o 19:00. Punktualnie ;) Pomieszczenie świetlicowo-stołowe zbudowane również na tarasie na palach, zajmowało połowę tego tarasu. Przesiadywaliśmy wewnątrz, bo było trochę deszczowo jak na porę roku i dosyć chłodno. Okna były otwierane do góry, bardzo praktyczne, ale bez szyb. Wieczorami przez wnętrze przelatywały nietoperze a po ścianach ganiały małe gekony. Chyba miały rujkę. Jeden upodobał sobie stację wi-fi, gdzie przesiadywał, chyba mu było na niej ciepło. Gekonki były płochliwe i trudno było do nich bliżej podejść, zwiewały z taką szybkością, że nie do ogarnięcia przez nasze oko. Z okien świetlicy i z tarasu jest widok na dolinę i fragment wioski Soppong. Przesiadywaliśmy tam po akcjach, przeglądając plany, oglądając zdjęcia i filmiki z wyjść, rozmawiając. Działaliśmy w pięknym krasowym terenie w północnej części Tajlandii (neua - północ) niedaleko granicy z Mianmar (Birmą). Dla mnie pierwszy raz w tamtym miejscu, trochę nie rozeznaję się jeszcze w lokalnych nazwach, brzmią dziwnie. Jak dla mnie jest trochę za ciepło. Ale...
Głównym celem jest Tam Gloua, Jaskinia Strachów ( Straszna, Strasząca, tłumaczenie dowolne, z ang. Scary Cave, Tam - z tajskiego jaskinia). Początek faktycznie działający na wyobraźnię. Przeciskanie się przez zawalisko z wielkich bloków, po drodze napotykamy węże, które leżą na skalnych półkach i w nyżach. Mogą puścić nerwy. Ale spokojnie. Bloki dosyć stabilne. Węże to dusiciele, nie jadowite, polujące na nietoperze, niekoniecznie były szczęśliwe z naszej obecności i usuwały się z drogi. Chyba, że spały po posiłku albo były w jego trakcie. Kiedyś, wychodząc z jaskini trafiłem na taki bar zacisze, gdzie wąż połykał zdobycz. Zaskakujące jest, jak one w tych ciemnościach polują, łapiąc nietoperza w locie. Były nawet ładne te gady, czarne grzbiety, jasny brzuszek a wzdłuż ciała po obu stronach żółte pasy. Idąc dalej zawalisko zmienia orientację z pionowego rumowiska na poziomy, już bardziej korytarz, którego dnem płynie potok. Dalej w głębi jaskini nie ma węży, jest za to bardzo ciepło i lata ogromna ilość nietoperzy. Po kamieniach skaczą świerszcze i biegają takie wielkie, ładne, włochate pająki. Uciekają na nasz widok. Płynący spągiem potok miejscami zamienia się w sadzawki w których żyją przeźroczyste krewetki i ryby. Jak się tam dostały, tego nie zgadnę. Po drodze, od dołu i od góry strumienia kilka kaskad po 10 - 15 metrów, zupełnie pionowych wodospadów a te ryby nie potrafią pełzać - przetestowane. Idąc głównym ciągiem wzdłuż strumienia docieramy do Czarnego Wodospadu. Jakieś 40 metrów pochylni. Nad wodospadem wznosi się duża sala. Wspinaliśmy się jej bocznymi odnogami i w górę cieków wodnych, natrafiając na pięknie udekorowane naciekami salki i korytarze a jedno z okien doprowadziło nas do komory, która była na wysokości otworu wejściowego. Pierwotnie pomiary wskazywały na lokalizację najwyższego piętra w okolicy otworu, ale po skorygowaniu danych okazało się, że sala jest w masywie. Atmosfera jest tu ciężka, bardzo ciepło i latają owady spotykane na powierzchni. Być może jest to miejsce, gdzie mogło by się otworzyć drugie wyjście, ale nie ma potrzeby. Za Czarnym Wodospadem korytarze mają przebieg poziomy i kilkadziesiąt metrów obniżają się na tyle, że trzeba się czołgać w strumieniu, całkowicie leżąc w wodzie, wlokąc za sobą wór ze sprzętem. Temperatura w jaskini oscyluje w okolicach +30 stopni Celsjusza. Dalej korytarze podnoszą się i zamieniają w kaskady. Kilka uskoków po 10-15 metrów, zjazdy w strumieniach wody. Między poszczególnymi kaskadami są meandry. Ostatni, około 20 metrowy zjazd wodospadem sprowadza nas na dno dużej sali. To tu mamy działać. Sala ma około 40 metrów wysokości. Na przeciwległej do zjazdu ścianie z okna w połowie jej wysokości wypada drugi wodospad o obfitości większej, niż potok, którym tutaj docieramy. Potencjalnie taki duży potok spływa podobnymi partiami jak te, które już znamy. Nie ma siły, trzeba wspinać. Ponieważ jest już późno, postanawiamy przełożyć akcję na kolejny dzień, ale jest to nasz trzeci już dzień z kolei w jaskini, gdzie poręczowaliśmy ją, wspinali i eksplorowali wcześniejsze jej partie, do jaskini wracamy za dwa dni, po odpoczynku - tak postanawiamy.
Taka ciekawostka. Dnem doliny gdzie znajduje się wejście do Tam Gloua płynie strumyk. Przepływa dokładnie pod otworem, ale nie wpada do niego, tylko dalej jakieś 150 metrów do ponoru. Zastanawialiśmy się dokąd ta woda płynie, bo nie jest to na pewno ciek w jaskini, którym idziemy w dół. Gery i Jean-Mari mieli spróbować rozkopać ponor, ale nie dali rady, bo szczelina za wąska. Mącili wodę kiedy byliśmy w jaskini żeby sprawdzić, czy czasem nie płynie ona do wodospadu w wielkiej sali, ale też nie. i bądź tu mądry?
Dzień odpoczynkowy wyglądał tak, że po śniadaniu wyruszamy w sąsiedni rejon, przyjrzeć się z bliska kilku zapadliskom krasowym, wiele z nich nie była jeszcze odwiedzona. Chodząc po dżungli w lejach nie znaleźliśmy nic. Przeszliśmy za to jakieś 25km i około 1200 metrów w pionie. Jak na odpoczynek to tak na zajechanie się ;)
Wracamy do Tam Gloua w czwórkę: Ampy, John, Cal i ja. Przebieramy się i gnamy co sił na przodek. Poprzednim razem przyglądałem się możliwości wspinania wodospadu. Słaby teren. Po prawej, ściany to posklejany gliną rumosz skalny, brak możliwości jakiejkolwiek asekuracji, pod naciskiem stóp ze ścian wypadają głazy wielkości cegły. Padła propozycja wspinu wodospadem, ale wiertarka po tej akcji będzie do wywalenia. Podchodząc po linie w stronę wyjścia, tuż przy samej górze, jakieś 8-10 metrów na prawo od liny, zauważyłem w ścianie półkę. Dalej kolejną i dwa stalagmity. Wszystko zalane polewą z tłustego błota. Dojechałem ukosem do półki wbijając po drodze kilka kotw, na półce zmontowałem stanowisko, pancerne. Dochodzi do mnie Cal z liną i resztą szpeju do asekuracji. Stąd do wodospadu wygląda, że jest jakieś 25 metrów. Zaczynam wspinaczkę, właściwie hakówkę, choć ściany nie są najlepszej jakości, idzie ona całkiem sprawnie. Po około godzinie wybieram ostatni kawałek liny i jestem przy wodospadzie, poszło całe 30 metrów liny. Motam drugie stanowisko, linę wiążę na sztywno, żeby Cal mógł do mnie dojść.
Wodospad jest imponujący. Wypływa przez skalne okno z zawieszonego basenu. Wchodzę do okna, ładuje się do wody w basenie. Dalej biegnie korytarz. Poszedłem nim jakieś 50 metrów w górę strumienia i zawróciłem. W międzyczasie Cal dowspinał się do okna, wszedł do korytarza i też poszedł nim w górę. Ja szykowałem linę do zjazdu, żeby się jakoś wycofać i zaporęczować na dalszą eksplorację. Cal doszedł jakieś 10 metrów dalej niż ja i też wrócił. Trochę zaczął gonić nas czas. Ale Johna i Ampy jeszcze nie było.
W tym samym czasie John i Ampy poszli dziś do dna, do syfonu, żeby pomierzyć pewne odcinki, na które rok wcześniej zabrakło im czasu. Widać pomiary zajęły dłużej, niż przewidywano. Dobrze, że powiedzieliśmy gospodyni, żeby na nas nie czekała z obiadem, tylko zostawiła nam do odgrzania jak wrócimy. Jak zawsze kończyliśmy około 17-18, tym razem akcja zeszła do dwudziestej pierwszej. Za dwa dni kończymy eksplorację w rejonie Soppong. Trzeba jeszcze pomierzyć choć część nowych partii nad Wodospadem i zdeporęczować jaskinię. Wracamy tu za dwa dni, tym razem po dużo spokojniejszym dniu odpoczynku.
Tam Gloua po dołączeniu domiarów i nowo odkrytych korytarzy ma obecnie 2335 metrów długości, czyli około 650 metrów więcej, niż rok temu a jej głębokość wzrosła o 4 metry i wynosi obecnie 279 metrów co stawia ją na 4 miejscu najgłębszych i 31 miejscu pod względem długości jaskiń Tajlandii.
Kolejne dni odpoczynku podczas eksploracji Tam Gloua spędzamy:
Eksploracja Tam Huai Kun, która rozwija się na dolnej części strumienia Tam Gloua i jest jego wywierzyskiem oraz przeczesywaniu terenu w okolicznych lejach w poszukiwaniu cieków wodnych, które go zasilają. Idąc w górę Tam Huai Kun docieramy do korytarzy, które obniżają się tak bardzo, że trzeba będzie kopać żwirowe namulisko, jeśli byśmy usiłowali połączyć te jaskinie. Jest jednak problem, bo w jaskini występuje bardzo duże stężenie dwutlenku węgla, dochodzące nawet do 3,5%. Będzie trzeba coś wymyślić, żeby się go pozbyć ;)
Podczas przeczesywania kolejnych lejków trafiamy na dużą studnię. Zaporęczowałem ją i zjechałem na głębokość 55 metrów. Jest piękna, myta, jej dno zasypane jest ziemią i choć odchodzi w bok coś na kształt wąskiego korytarzyka, trzeba by go udrożnić wybierając ziemię, ale tu również panuje ciężka atmosfera, miernik pokazał 2% CO2. Cal i Jean-Mari obok naszej studni rozkopali szczelinę, która też rozwija się w studnię, gdzie kamień leci kilka sekund, ale i tu miernik szaleje, więc zaniechano dalszej eksploracji. Po południu pojechaliśmy z Calem na punkt widokowy i do wioski Ban Ja-Bo, położonej nad poljo Mae Lana. Pod polio płynie rzeka, która wytworzyła ogromną jaskinię, Tam Mae Lana. Odwiedzamy ją w kolejny dzień wolny. W Ban Ja Bo idziemy do kafejki z tarasem widokowym. Miło jest posiedzieć wieczorem podziwiając obłędne widoki polio Mae Lana i okolicznych gór. W wiosce obchodzony jest Nowy Rok. Mieszkańcy chodzą odświętnie ubrani, część odpoczywa przed domami. Co chwilę rozlegają się wybuchy fajerwerków.
W Tam Mae Lana, która jest jaskinią turystyczną i można ją zwiedzać z przewodnikiem z Ban Mae Lana, wioski położonej w poljo, my jednak idziemy od tyłu, rzeką pod prąd. Cal ma tutaj swój nieodkryty problem a my chcemy zobaczyć przepiękną jaskinię. Było warto. Potężne nacieki zwisające ze stropu, polewy w formie kropielnic, organów, wielkie stalaktyty robiły wrażenie. Idziemy, czasem płyniemy rzeką. Woda mało przejrzysta, trzeba uważać, bo pod powierzchnią są głazy i wystające płyty skalne, które powiadamiają boleśnie o swoim istnieniu, kiedy się przywali w nie piszczelem. Ale woda pierwsza klasa, krótki rękawek, temperatura koło 30 stopni C. Poza odmoczonym naskórkiem i paznokciami, żadnych efektów odmrożenia. W wodzie pływają krewetki a nawet wymiarowe pstrągi.
C.d.n.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
