Dział Beskidzki
Sprawozdania (4905)
wtorek, 01 wrzesień 2020 20:53
2020.09.01 Stara fabryka Zipsera /potem Schanzera/ na ul. Młyńskiej
Napisał Jerzy Ganszer
Akcja Sekcji Archeologicznej przy Speleoklububie Bielsko-Biała.
Uczestniczyło 10 osób. Miejsce dziwne, godne zobaczenia. Podobno obiekt ma być rozebrany.
Tutaj kilka zdjęć - "kliknij"
Uczestniczyło 10 osób. Miejsce dziwne, godne zobaczenia. Podobno obiekt ma być rozebrany.
Tutaj kilka zdjęć - "kliknij"
Dział:
Sport i turystyka
Do klubu przyszło siedmiu nowych kandydatów na kurs taternictwa jaskiniowego.
Młodym życzymy powodzenia!
Młodym życzymy powodzenia!
Dział:
Życie klubu
Mariusz Hatala - Osoba Towarzysząca
Krzysztof Borgieł
Na szybko bez aklimatyzacji kilka szczytów powyżej 4000m. W poniedziałek koło południa podjazd kolejką na ok 3400 z Cervini. Dalej niepełny trawers granią Breithorn. O 1 w nocy dotarliśmy dopiero do biwaku Rossi e Volante. Po długim śnie następnego dnia zdobyliśmy Pollux (piękna góra). Ponieważ musiałem wracać następnego dnia do Polski, powrót dolnym trawersem w kierunku Klein Matterhorn i dalej pieszo do samej Cervini.
Krzysztof Borgieł
Na szybko bez aklimatyzacji kilka szczytów powyżej 4000m. W poniedziałek koło południa podjazd kolejką na ok 3400 z Cervini. Dalej niepełny trawers granią Breithorn. O 1 w nocy dotarliśmy dopiero do biwaku Rossi e Volante. Po długim śnie następnego dnia zdobyliśmy Pollux (piękna góra). Ponieważ musiałem wracać następnego dnia do Polski, powrót dolnym trawersem w kierunku Klein Matterhorn i dalej pieszo do samej Cervini.
Dział:
Sport i turystyka
Nasz Kolega Tomasz Grzegrzułka czyli Murzyn w roku 2020 obchodzi swoje 50 - lecie istnienia - GRATULACJE!
Dział:
Życie klubu
Elżbieta Imielska
Paweł Kasperkiewicz
Jerzy Ganszer
Przeprowadzono intensywną wspinaczkę. To była akcja rowerowa i "skuterowa".
Paweł Kasperkiewicz
Jerzy Ganszer
Przeprowadzono intensywną wspinaczkę. To była akcja rowerowa i "skuterowa".
Dział:
Sport i turystyka
niedziela, 30 sierpień 2020 00:32
2020.08.28 Spływ kajakowy rzeką Piaśnicą /na wybrzeżu/
Napisał Jerzy Ganszer
Dział:
Sport i turystyka
poniedziałek, 07 wrzesień 2020 21:36
2020.08.28 Alpy i Hochkönig (2941m n.p.m.)
Napisała Agnieszka Gądek
Agnieszka Gądek
Koronawirus sprawił, że w tym roku nie udało mi się polecieć na wakacje do ciepłych krajów. Czasu jednak nie marnowałam i postanowiłam zwiedzić nieco Alpy. Zobaczyłam wiele pięknch miejsc, pochodziłam w mojej bawarskiej sukience, popływałam w alpejskich jeziorach (pogoda była przepiękna, a woda "ciepła" jak w Bałtyku), ale chyba najciekawszym (a napewno wymagającym najwięcej wysiłku) punktem wyjazdu było wejście na Hochkönig.
Do ostatniej chwili nie byłam pewna, czy cel uda się osiągnąć, czy nie. Prognozy pogody mówiły, że o 12:00 mogą pojawić się burze, a taki piorun na prawie 3000m, to raczej nic bezpiecznego.... Spakowałam się jednak, nastawiłam budzik i o godzinie 5:27 ruszyłam na szlak. Znak mówił, że do szczytu jest 4-6h podejścia. W związku z tym, że szłam sama wybrałam najłatwiejszą drogę dojścia (nie miałam też ze sobą żadnego sprzętu, więc tylko taka opcja była w sumie możliwa). Wychodziłam mniej więcej z 1500m n.p.m. Szłam, a na horyzoncie malowały się odległe szczyty, zza których zaczęła dobiegać jasność poranka. Po około 30 minutach minęłam pierwsze schronisko, zgasiłam latarkę i ruszyłam całowicie pustym szlakiem między skalistymi szczytami. Jakiś czas później wzeszło słońce, w magiczny sposób barwiąc otaczające mnie skały i trawy. Kozice, cisza i ja całkowicie sama na szlaku - jak dla mnie niezwykłe doświadczenie (bo w Tatrach na ogół ludzi jest dużo). Potem minęłam bardzo charakterystyczny szczyt zwany Świątynią Diabła (jego wysokość to 2666m n.p.m. - pewnie dlatego nosi taką nazwę), ogromne płaty śniegu, a w dole małe jeziorka powstające z topniejącego lodu. I ta niezwykła pustka i wolność. Pierwsi ludzie minęli mnie dopiero tuż przed szczytem. Na wysokości 2900m pojawiły się drabinki, które doprowadziły mnie prawie pod samo schronisko - Matrashaus 2941m n.p.m. Na szczycie byłam o 10:14, czyli w 4h i 47 minut. Widok z góry bajeczny! W oddali szczyty pokryte lodowcem, a po drugiej stronie skalne pustkowia.
Trzeba przyznać, że na szczyt wyszłam w ostatniej chwili... Mniej więcej 10 minut później zaczęły przewalać się pierwsze chmury, a gdy tylko minęłam drabinki (w drodze powrotnej) szczyt okrył się chmurami. Nic bym już nie zobaczyła. W związku z tym, że moja kostka wciąż nie ma zamiaru się wyleczyć, droga powrotna zajęła mi więcej czasu, niż podejście do góry... Ale zeszłam bardzo zadowolona i z pięknymi wspomnieniami.
Koronawirus sprawił, że w tym roku nie udało mi się polecieć na wakacje do ciepłych krajów. Czasu jednak nie marnowałam i postanowiłam zwiedzić nieco Alpy. Zobaczyłam wiele pięknch miejsc, pochodziłam w mojej bawarskiej sukience, popływałam w alpejskich jeziorach (pogoda była przepiękna, a woda "ciepła" jak w Bałtyku), ale chyba najciekawszym (a napewno wymagającym najwięcej wysiłku) punktem wyjazdu było wejście na Hochkönig.
Do ostatniej chwili nie byłam pewna, czy cel uda się osiągnąć, czy nie. Prognozy pogody mówiły, że o 12:00 mogą pojawić się burze, a taki piorun na prawie 3000m, to raczej nic bezpiecznego.... Spakowałam się jednak, nastawiłam budzik i o godzinie 5:27 ruszyłam na szlak. Znak mówił, że do szczytu jest 4-6h podejścia. W związku z tym, że szłam sama wybrałam najłatwiejszą drogę dojścia (nie miałam też ze sobą żadnego sprzętu, więc tylko taka opcja była w sumie możliwa). Wychodziłam mniej więcej z 1500m n.p.m. Szłam, a na horyzoncie malowały się odległe szczyty, zza których zaczęła dobiegać jasność poranka. Po około 30 minutach minęłam pierwsze schronisko, zgasiłam latarkę i ruszyłam całowicie pustym szlakiem między skalistymi szczytami. Jakiś czas później wzeszło słońce, w magiczny sposób barwiąc otaczające mnie skały i trawy. Kozice, cisza i ja całkowicie sama na szlaku - jak dla mnie niezwykłe doświadczenie (bo w Tatrach na ogół ludzi jest dużo). Potem minęłam bardzo charakterystyczny szczyt zwany Świątynią Diabła (jego wysokość to 2666m n.p.m. - pewnie dlatego nosi taką nazwę), ogromne płaty śniegu, a w dole małe jeziorka powstające z topniejącego lodu. I ta niezwykła pustka i wolność. Pierwsi ludzie minęli mnie dopiero tuż przed szczytem. Na wysokości 2900m pojawiły się drabinki, które doprowadziły mnie prawie pod samo schronisko - Matrashaus 2941m n.p.m. Na szczycie byłam o 10:14, czyli w 4h i 47 minut. Widok z góry bajeczny! W oddali szczyty pokryte lodowcem, a po drugiej stronie skalne pustkowia.
Trzeba przyznać, że na szczyt wyszłam w ostatniej chwili... Mniej więcej 10 minut później zaczęły przewalać się pierwsze chmury, a gdy tylko minęłam drabinki (w drodze powrotnej) szczyt okrył się chmurami. Nic bym już nie zobaczyła. W związku z tym, że moja kostka wciąż nie ma zamiaru się wyleczyć, droga powrotna zajęła mi więcej czasu, niż podejście do góry... Ale zeszłam bardzo zadowolona i z pięknymi wspomnieniami.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Marta Gandor- Osoba Towarzysząca
ALeksandra Golik- Osoba Towarzysząca
Bartłomiej Golik
Ostatnią część naszego urlopu postanowiliśmy spędzić na Helu tym razem bez strzelaniny tylko totalnie rekreacyjnie. Zwiedzono największe stanowisko artyleryjskie na świecie oraz niezliczona ilość podziemnych tuneli łączących poszczególne schrony znajdujące sie na półwyspie ze sobą.
ALeksandra Golik- Osoba Towarzysząca
Bartłomiej Golik
Ostatnią część naszego urlopu postanowiliśmy spędzić na Helu tym razem bez strzelaniny tylko totalnie rekreacyjnie. Zwiedzono największe stanowisko artyleryjskie na świecie oraz niezliczona ilość podziemnych tuneli łączących poszczególne schrony znajdujące sie na półwyspie ze sobą.
Dział:
Sport i turystyka
Krzysztof Gajny
Gabriela Gajny.
Podejście od strony włoskiej w oparciu o schronisko Marco e Rosa 3597m.Drugiego dnia atak szczytowy granią Spalla dalej na szczyt Piz Bernina.Największe trudności okazały się na lodowcu spadające głazy i ogromne szczeliny, bardzo długie podejście ,pogoda musi być dobra.Suma podejść 2300m.Zdjęcie ze szczytu na grań Spalla.
Gabriela Gajny.
Podejście od strony włoskiej w oparciu o schronisko Marco e Rosa 3597m.Drugiego dnia atak szczytowy granią Spalla dalej na szczyt Piz Bernina.Największe trudności okazały się na lodowcu spadające głazy i ogromne szczeliny, bardzo długie podejście ,pogoda musi być dobra.Suma podejść 2300m.Zdjęcie ze szczytu na grań Spalla.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
środa, 26 sierpień 2020 22:55
2020.08.26 Akcja eksploracyjna w masywie Mędralowej w Beskidzie Żywieckim
Napisał Jerzy Ganszer
Jerzy Ganszer
W sumie 459 m podejścia. W rejonie jest dość sporo okopów z II wojny światowej.
Tutaj zdjęcia - "kliknij"
W sumie 459 m podejścia. W rejonie jest dość sporo okopów z II wojny światowej.
Tutaj zdjęcia - "kliknij"
Dział:
Sport i turystyka
Więcej...
Marta Gandor- Osoba Towarzysząca
Bartłomiej Golik
Drugą część naszego urlopu postanowiliśmy wykorzystać na wędrówkę po Beskidzie Małym. Wybór padł na Leskowiec wyruszyliśmy ze Ślemienia na Gibasy i stamtąd dalej na Leskowiec gdzie spaliśmy w schronisku następnego dnia zeszliśmy szlakiem do Andrychowa. Było Bardzo Fajnie Pokonano 26 KM
Bartłomiej Golik
Drugą część naszego urlopu postanowiliśmy wykorzystać na wędrówkę po Beskidzie Małym. Wybór padł na Leskowiec wyruszyliśmy ze Ślemienia na Gibasy i stamtąd dalej na Leskowiec gdzie spaliśmy w schronisku następnego dnia zeszliśmy szlakiem do Andrychowa. Było Bardzo Fajnie Pokonano 26 KM
Dział:
Sport i turystyka
niedziela, 23 sierpień 2020 20:41
2020.08.23 Akcja rowerowa - Osiek - Głębowice
Napisał Jerzy Ganszer
Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Jerzy Ganszer
Głównym celem było zwiedzanie ruin pałacu w Głębowicach. Jest tam stary kościół z bogatą historią. W Osieku "ładne molo".
Tutaj kilka zdjęć - "kliknij"
Jerzy Ganszer
Głównym celem było zwiedzanie ruin pałacu w Głębowicach. Jest tam stary kościół z bogatą historią. W Osieku "ładne molo".
Tutaj kilka zdjęć - "kliknij"
Dział:
Sport i turystyka
Paweł Honkisz - Osoba Towarzysząca
Jakub Górski - Osoba Towarzysząca
Krzysztof Borgieł
Nocne podejście pod Łomnicę. Nocleg pod gwiazdami za Skalnatym Plesem. Z rana wyjście tzw. Korytem na Szczyt Łomnicy i dalej granią Na Durny Szczyt. Zejście przez Mały Durny Szczyt do Chaty Teriego i powrót do Tatrzańskiej Łomnicy.
Jakub Górski - Osoba Towarzysząca
Krzysztof Borgieł
Nocne podejście pod Łomnicę. Nocleg pod gwiazdami za Skalnatym Plesem. Z rana wyjście tzw. Korytem na Szczyt Łomnicy i dalej granią Na Durny Szczyt. Zejście przez Mały Durny Szczyt do Chaty Teriego i powrót do Tatrzańskiej Łomnicy.
Dział:
Sport i turystyka
Agnieszka Gądek
Marcin "FrytkaPunk" Freindorf - KKTJ
Było to moje pierwsze wyjście do Nad Kotlin. Pogoda na podejściu była po prostu cudowna - słońce, cieplutko i ... tłumy ludzi idących na Giewont. My na szczęście dość szybko schodziliśmy ze szlaku (wychodziliśmy z Małej Łąki), by podążać pustymi, tatrzańskimi ścieżkami. Przechód, krótki odpoczynek przy otworze Śnieżnej i żlebem do góry wprost pod otwór jaskini Nad Kotlinami. Troszkę szkoda było żegnać się ze słońcem i wchodzić pod ziemię, ale przygoda wzywała, więc założyliśmy kombinezony i ruszyliśmy wgłąb jaskini.
Na początku kilka łatwych zjazdów, a potem... trawers, który próbował mnie pokonać - jakoś tak utknęłam i nie byłam w stanie się wypiąć i zjechać na dół. Na szczęście w końcu mi się udało i mogliśmy ruszyć dalej. Plany były poważne (chcieliśmy dojść do Kościoła i do połączenia z jaskinią Wilczą), ale niestety zabrakło nam liny... Zjechaliśmy Obejście Gliwickie i zatrzymaliśmy się nad studnią. Nie mając innego wyjścia rozpoczęliśmy powrót. Frytka zapowiedział, że będziemy wychodzić 4h - pomimo ponownych moich problemów na wspomnianym wcześniej trawersie (jeszcze mu pokażę, że da się go przejść bez szarpania się i walczenia o wypięcie sprzętu!) do otworu doszliśmy w 3,5h. Mieliśmy co prawda zatrzymać się na biwaku na herbatkę, ale że prognozy pogody były dobre, to wyszliśmy z jaskini i tam, na świeżym powietrzu (z wiszącą nad nami burzą - trochę się błyskało) zjedliśmy posiłek. Burza na szczęście nas nie dopadła.
Marcin "FrytkaPunk" Freindorf - KKTJ
Było to moje pierwsze wyjście do Nad Kotlin. Pogoda na podejściu była po prostu cudowna - słońce, cieplutko i ... tłumy ludzi idących na Giewont. My na szczęście dość szybko schodziliśmy ze szlaku (wychodziliśmy z Małej Łąki), by podążać pustymi, tatrzańskimi ścieżkami. Przechód, krótki odpoczynek przy otworze Śnieżnej i żlebem do góry wprost pod otwór jaskini Nad Kotlinami. Troszkę szkoda było żegnać się ze słońcem i wchodzić pod ziemię, ale przygoda wzywała, więc założyliśmy kombinezony i ruszyliśmy wgłąb jaskini.
Na początku kilka łatwych zjazdów, a potem... trawers, który próbował mnie pokonać - jakoś tak utknęłam i nie byłam w stanie się wypiąć i zjechać na dół. Na szczęście w końcu mi się udało i mogliśmy ruszyć dalej. Plany były poważne (chcieliśmy dojść do Kościoła i do połączenia z jaskinią Wilczą), ale niestety zabrakło nam liny... Zjechaliśmy Obejście Gliwickie i zatrzymaliśmy się nad studnią. Nie mając innego wyjścia rozpoczęliśmy powrót. Frytka zapowiedział, że będziemy wychodzić 4h - pomimo ponownych moich problemów na wspomnianym wcześniej trawersie (jeszcze mu pokażę, że da się go przejść bez szarpania się i walczenia o wypięcie sprzętu!) do otworu doszliśmy w 3,5h. Mieliśmy co prawda zatrzymać się na biwaku na herbatkę, ale że prognozy pogody były dobre, to wyszliśmy z jaskini i tam, na świeżym powietrzu (z wiszącą nad nami burzą - trochę się błyskało) zjedliśmy posiłek. Burza na szczęście nas nie dopadła.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
