Michał Merta

Tassi - Pies
Tymon Merta - Osoba Towarzysząca
Michał Merta

    Jako że spadło trochę śniegu postanowiliśmy z synem wybrać się na pierwszy biwak zimowy tej jesieni. Murzyn w piątek przejeżdżając przez Orawę potwierdził iż od biedy można na nartach iść, no to się wybraliśmy.  Założenia wypadu były dwa: sprawdzić jak spisują się pulki zrobione z sanek wędkarskich ze sztywnym holem i biwakowanie zimowe z psem.

 Zostawiliśmy auto pod Marysiną Polaną, zapieliśmy foki i delektując się pogodą i widokami udaliśmy w kierunku Babiej Góry.   Śniegu faktycznie było niewiele ale był już dosyć zleżały i dało się iść cały czas na nartach.    ( w dzisiejszych czasach nie ma co zbyt marudzić i należy się cieszyć że śnieg w ogóle jest.)  Pogoda dopisała, wieczór przy ognisku spędziliśmy przy całkowitym braku wiatru i rozgwieżdżonym niebie. Sielanka.

Noc z lekkim mrozem 5-10 stopni minęła spokojnie tylko pies kompletnie nie zainteresowany swoim śpiworem wyłaził z pod tarpa co chwilę. Pulki niestety do wymiany, o ile manewrowanie ze sztywnym holem jest dosyć proste podczas zjazdu to stabilność sanek wędkarskich niestety pozostawia dużo do życzenia. Przynajmniej będzie pretekst żeby wybrać się znowu.

poniedziałek, 16 czerwiec 2025 22:00

14-15. 06.2025 Jura wyjazd kursowy

Wacław Michalski
Bartosz Brzezinka 
Anna Boczkowska
Alicja Kapustka
Dominika Kot
Arkadiusz Turek
Piotr Wójcik
Łukasz Owczarzak
Michał Merta
   
   Sobotni poranek,  spotykamy się na parkingu pod Górą Zborów, pogoda wyborna, szybkie przepakowanie gratów i udajemy się w kierunku Wielbłąda.   Jest to nasz drugi dwudniowy wyjazd wspinaczkowy i dzień zaczynamy od powtórzenia materiału z poprzednich zajęć. Jest to natomiast nasz pierwszy wyjazd kursowy, na którym zabrakło naszego profesora szorstkiej rzeczywistości Murzyna.  Zawiódł się na pewno ten, kto chciał potraktować ten wyjazd na większym „luzie” , pałeczkę przejmuje nasz szef szkolenia. Jest WSZĘDZIE widzi WSZYSTKO, nie umyka mu żadne potknięcie i brak koncentracji, a jest nad czym się skupiać. W pierwszy dzień dochodzi nam wspinanie na połówkowych linach w 3 osobowych zespołach, co było dla nas nowością i cały czas na własnej asekuracji. Możliwości skorzystania z ringów dostąpiliśmy na koniec dnia dokonując ostatnich zjazdów niemalże przy zachodzie słońca. Dzień był bardzo aktywny i wykorzystany do maksimum.  Tradycyjnie biwakujemy pod chmurką, a wieczór spędzamy przy ognisku wymieniając doświadczenia  i obserwacje z dnia .

  Na drugi dzień kursu jako miejsce szkolenia Bartek wybiera Aptekę i jej wyśmienicie wyślizgane drogi. No cóż nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Wacław z poświęceniem oddaje się organicznej pracy u podstaw szlifując nasze umiejętności z zakresu budowy stanowisk, raz po raz do upadłego. Dochodzą nam kolejne elementy, opuszczanie partnera ze stanowiska na reverso, dochodzą też kolejne uwagi szefa, które nie przebrzmiewają zbyt szybko w naszych głowach. Droga za drogą wszystko na tradzie, ale wydarza się rzecz zaskakująca. Pod koniec dnia daje się jakby usłyszeć z ust szefa…pochwałę? Trudno w to było uwierzyć, ale po przeanalizowaniu załączonego zdjęcia nabieramy wiary, że coś z nas jednak będzie.