Życie klubu (476)
2018.09.20-23 Festiwal Filmów Górskich w Lądku Zdroju
Napisał Jerzy GanszerOdbył się pogrzeb Kazimierza Sztajno. Działał w naszym Klubie w latach 1991-1997. Uroczystość pogrzebowa odbyła się w Kościele św. Trójcy w Bielsku.
Krótka wzmianka jest tutaj - http://www.jaskinie.bialy-orzel.com.pl/ksiega_z.htm
Jeżeli ktoś ma zdjęcie zmarłego Kolegi - to bardzo prosimy o nadesłanie.
Tomasz Grzegrzułka pokazał stare zdjęcia z przed 20 lat z wyprawy do Gouffre Bergere.
Na zdjęciu jedno z nich. Z wyjątkiem jednej osoby wszyscy dalej działają w naszym klubie.
2018.07.09 Wizyta przyjaźni u Członka Honorowego Jana Łaciaka w Szczyrku
Napisał Jerzy GanszerAniela Klassek
Grzegorz Klassek
Julia Łaciak - Osoba Towarzysząca, żona Jana i główny koordynator części kulinarnej
Jan Łaciak
Jerzy Ganszer
Na spotkaniu było czterech honorowych członków SBB! Poruszano kwestie historyczne i klubowe. Było bardzo miło! Dziękujemy gospodarzom za wszystko!
Dla młodzierzy - należy wspomnieć, że Jan Łaciak był kierownikiem wyprawy SBB do Austrii w latach 70 XX wieku.
Kilka zdjęć ze spotkania "kliknij"
2018.06.13 Wyjazd do Teatru Śląskiego w Katowicach
Napisał Jerzy GanszerPatrycja Kopytko
Jarek Jakubowski
Natalia Cholera Gąsior
Anna Sobańska - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Tomek Stryku Stryczek z żoną
Wacław Michalski
Tomasz Murzyn Grzegrzułka
Katarzyna Lena Koprowska
Ewa Chylaszek - Były Czlonek Klubu
Wojciech Prezes Jasiak
Bartek Golik Czysty Żywioł
Kuba Krajewski
"Gdy ktoś obiecuje ci wyprawę w Himalaje a zabiera cię ledwo na osiedlową górkę i zamiast szusować, pozjeżdżasz sobie na dziecięcym "dupolocie", masz prawo poczuć się oszukanym i zawiedzionym. Jeśli nie tak niedawno, pięćdziesiąt kilometrów od Katowic (fakt, bliżej gór niż hałd), Anita Jancia-Prokopowicz w sześćdziesięciominutowym monodramie ("Wanda" w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej) robi zdecydowanie więcej niż zespół Śląskiego, to znak, że na "Himalajach" straciłeś dziewięćdziesiąt minut swojego życia.
To miał być bal, na który zaprosili nas ci, którzy mieli ewidentną ochotę w swoim życiu na to, by je stracić. To mógł być piękny bal. Początek zapowiadał, że może nawet takim się okazać. Wchodzi maestro - Mioush - który odpowiadał za muzykę w przedstawieniu, pojawiają się fantastyczne wizualizacje, gra świateł, niejako z zaświatów wyłaniają się po kolei bohaterowie. A świat gór jest mroczny, oddalony, niedościgniony i wciągający. Słychać jedynie urywane oddechy, tak charakterystyczne przy doznawaniu rzeczy pięknych, ważnych, trudnych i ostatecznych. Górski pejzaż zastyga na słowa głównego bohatera - Jerzego Kukuczki: "pękła lina". To zdanie, w brutalny sposób oznajmiające "przypadkowość" i "chwilowość" wpisaną w górski krajobraz, jest pierwszym i zarazem ostatnim godnym uwagi. Po nim nic już nie jest tak piękne. Wyczekujesz, widzu, aż Kukuczka i jego towarzysze wreszcie zakończą ten lot.
Tekst Dariusza Kortko, Artura Pałygi, Marcina Pietraszewskiego nieustannie grzęźniecie na mieliznach. Totalną katorgą jest wysłuchiwanie kwestii Lhotse (Grażyna Bułka), wpadających w tanie, moralizatorskie tony, truizmów pełne. Każde zdanie, rozpoczynające się od "posłuchaj Człowieku" przyprawia o odruch wymiotny, nie mówiąc o ich dalszym ciągu: "zawsze jest jakaś lina i zawsze pęka", "albo spadasz, albo lecisz w górę, zależy, z której strony spojrzeć", "gdy coś zyskujesz, musisz też stracić", "gdy dostrzegasz światło, musi nastać też ciemność". Upatrywałem światła i nadziei w przerwie stylizowanej choćby na dotarcie do pierwszego obozu, ale nie. Spektakl trwa nieprzerwanie wśród wrzasków upiornych ludzi, monotonnej gry świateł, koszmarnej scenografii i kostiumów, nadmiernego, bezcelowego ruchu. Pędzimy ślepo wraz z tym światem, by zaliczyć spektakularny upadek.
Wątki rodzinne bohaterów górskich wypraw zawsze budziły zainteresowanie. Znamy zarówno żale żon, dzieci, rodziców dotyczące ich nieobecności w domu, jak i punkt widzenia himalaistów - poczucie niezrozumienie dla ich pasji. Oddanie głosu bliskim odarłoby te historie z heroizmu i ukazało, że być może byli to wielcy sportowcy, ale partnerzy, ojcowie, synowie - żadni. Problem w tym, że nie tylko tekst słaby, ale i aktorstwo.
Przoduje Agnieszka Radzikowska w roli żony Kukuczki. Dawno nie widziałem tak spłaszczonej postaci, zamiast dramatu jedynie krzyki, iście kobiece uśmieszki i bezsensowna bieganina. Bohaterka patrzy na ścianę, od której oderwała się miłość jej życia i czuje ukojenie - ja nie. Rozmowa Jurka (Dariusz Chojnacki) z Matką (Katarzyna Brzoska) o pryncypiach nie wnosi nic nowego. Każde z nich mówi o czym innym, żadne nie ma pojęcia o świecie drugiej osoby. Matka zadaje pytanie: "a z czego te góry są tam zrobione w środku?". Dla niej najważniejsi są ludzie, którzy zdolni są do okazywania uczuć, na przykład potrafią za kimś tęsknić. Jerzy odkąd zobaczył na zdjęciu górską ścianę, tęsknił tylko za nią. Pulsowała mu w głowie, nie dało się powstrzymać tego uczucia. Wszystko przestało się liczyć. To rodzaj choroby. Ci, którzy się wspinają, nie różnią się od ćpunów. Podnieca ich to, że jest niebezpiecznie, że są pierwsi, że wpinają się o innej porze roku niż poprzednicy. "Nic tak nie napędza jak wkurw" - mówi największy rywal Kukuczki, Reinhold Messner - który jako pierwszy zdobył Koronę Himalajów. Mało tego, powtarza za Horacym, ironizując, że siła bez rozumu upada pod własnym ciężarem.
Ostatnia premiera Teatru Śląskiego w reżyserii Roberta Talarczyka także upada - pod ciężarem chęci bycia wielkim, ładnym i klimatycznym spektaklem. Nic jednak z tego. Kamienie wiszące ponad sceną winny się rozsypać i wnieść trochę życia w pasjonujący a dla większości śmiertelników niedostępny świat Himalajów. Ci, którzy tam byli jednym głosem wspominają, że na górze jest taka cisza, jakiej nie można doświadczyć nigdzie indziej. A wysokość nie pozwala czasem na odróżnienie realnego od nierealnego. Miliony lat, które nie mają nic do powiedzenia i zdobywcy, nie mogący im nic dać. Góry przyciągają niczym syreni śpiew, to rodzaj emocji, których nie da się zrozumieć. Wspinaczom towarzyszą ci, którzy nigdy nie zeszli z gór, pozostali tam na zawsze. Niektórzy, niczym Wanda Rutkiewicz, po latach decydują się wrócić po nich, z egoistycznych pobudek, by martwe ciała nie przysłoniły gór. To historie, które napisało życie.
Temat, z którego można zrobić piękny wierzchołek lodowej góry, w Katowicach zrównano do pastwisk wypełnionych marazmem, nudą, brakiem pasji. Zdecydowanie lepiej od takiej wizji wypraw wysokogórskich jawi się ziemia z perspektywy krowiego gówna, o której wspomniano w "Himalajach".
Anita Jancia-Prokopowicz wcielająca się w rolę Wandy Rutkiewicz, sam jedna na Małej Scenie, w asyście trzech białych ścian, przeprowadziła widzów przez całe życie bohaterki i wyprowadziła na szczyt Kanczendzongi, z którego ona nigdy nie powróciła, a my zostaliśmy tam wraz z nią. Teraz możemy wspominać."
Zofia Gutek
Zjazd sprawozdawczy PZA
Temat wiodący - elektroniczny system rejestracji wyjść taternickich TPN
Członkowie klubu byli zatrudnieni przy obsłudze i zabezpieczeniu tras podziemnych.
Zofia Gutek
Jakubowski Jarosław
Jerzy Koczur
Bartłomiej Golik
Wojciech Jasiak
Gabriel Franecki
Iwona Kuś - Osoba Towarzysząca
Joanna Micherdzińska
Sebastian Korczyk - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego - "chwilowo"
Mikołaj Korczyk - Sekcja Młodzieżowa - "chwilowo"
Jerzy Ganszer
Obsługiwano dwie trasy podziemne tak zwany "Przykop" i podziemia w pałacu "Lariszów"
Dodatkowe informacje
- Galeria Galeria
Odbył się ciekawy wykład pana Jarosława Ornicza - "Versus Solem Orientem - średniowieczna zasada orientacji kościołów na wybranych przykładach bielskich kościołów". W czasie wykładu omówione zostały związane z powyższą zasadą zagadnienia teoretyczne oraz ich zastosowanie w praktyce.
2018.05.18 Zamek w Bielsku - początek wystawy "Niepodległa"
Napisał Michał GanszerJerzy Pukowski
Jakub Krajewski
Jerzy Ganszer
Rozwinięcie tematu kiedyś ukaże się w "sprawozdaniach wewnętrznych". Polecamy wszystkim zobaczenie tej wystawy!
Więcej...
Wacław Michalski
Gabriela Michalska
Zofia Skrudlik
Anna Sobańska - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Ludmiła Witańska - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Zdzisław Grebl
Lena Koprowska
Jerzy Ganszer
Jerzy Pukowski
Jerzy Koczur
Uczestniczyliśmy w wernisażu prac Elli Zołotorenko w Klubie Nauczyciela na ul. Wzgórze 11 w Bielsku-Białej. Na wstępie należy wielokrotnie podkreślić, że ukraińskie wino i poczęstunek nie stanowiły największego waloru tego spotkania. Panowała wspaniała, niemalże rodzinna atmosfera. Liczba gości przekroczyła liczbę zaplanowanych miejsc siedzących, co jednoznacznie stanowi o sukcesie tego skromnego wydarzenia. Przemowom i podziękowaniom mogło nie być końca, ostatecznie jednak sama autorka przerwała liczne wyrazy wdzięczności i zaprosiła do oglądania swoich prac.
Na kunsztowną sztukę Pani Elli patrzy się z zupełnie innej perspektywy wiedząc, iż powstaje przy pomocy nie pędzli, ale opuszków palców. Taka jest tradycja i tak bezpośrednio autorka ją kontynuuje. W pracach spotkać można głównie rdzenne ukraińskie motywy kwiatowe w żywych, radosnych kolorach. Pani Ella dodaje od siebie motywy związane z ptakami jako swój indywidualny wkład do kultury. Widać gołym okiem ile serca i wrażliwości wkłada malarka w swoje prace, w których nawet kolor passe-partout jest nieprzypadkowy.
Folk jest w modzie, cepelia się świetnie sprzedaje, ceramika z Bolesławca to wciąż znak luksusu. Zatem pocztówkom, kalendarzom, torbom, szkatułkom i ubraniom zdobionym ręką Pani Elli wróżymy rozwojową przyszłość. Gratulujemy i życzymy powodzenia.
Niełatwa to sztuka zobaczyć tę sztukę. Na bilety polowaliśmy blisko 3 miesiące. W końcu się udało. Poszliśmy do Teatru Polskiego na "Wandę" - Rutkiewicz.
Sylwetka ogólnie znana, więc trudne realizatorzy postawili przed sobą zadanie, aby widza nie tylko nie zanudzić, ale jeszcze zainteresować, wciągnąć i zachwycić.
Scena cała biała, prosta, wręcz uboga. Daleka od wywoływania szczytowych emocji. A jednak zagrała wszystko. Aktorka jedna przez całe przedstawienie. A zagrała wiele ról (zagrała również nagością). Sporadyczne rekwizyty ale swym kolorem i formą jakże wymowne! Tak więc przy minimum środków wyrazu scenicznego udało się osiągnąć maksimum treści. Historia opowiedziana mozaikowo, bez zachowania chronologii, dzięki czemu miała swoją dynamikę i utrzymywała widza w napięciu. Opowiedziana też tak, że wywoływała wiele emocji: od wielkiej radości i adrenaliny towarzyszącej zdobywaniu himalajskich szczytów, przez gorycz zakrapianą wątkami humorystycznymi z współzawodnictwa i środowiskowych plotek:
"-...Ona podobno nie lubi seksu.
- Nie lubię... Powyżej 7000 m.n.p.m. Uciążliwe jest to wszystko z tymi kombinezonami.. No i w takim zimnie ciężko o erekcję.."
aż po nostalgię z tytułu śmierci rodziny i przyjaciół zaginionych w górach. Przepływaliśmy przez te emocje razem z tytułową Wandą i to największe zwycięstwo tej sztuki. Gratulacje.
Nam - speleologom - najwięcej wrażeń dostarczyły: niezabezpieczenie skrajnego tatrzańskiego, w pięknym stylu wspinaczka popełniona przez aktorkę nad głowami widzów i trawers wzdłuż rampy nad sceną, szczegóły techniczne używanej przez nią czołówki oraz metaforyczny base camp przypominający minionka. Było pysznie. Wrócimy.
Na zdjęciu (od lewej):
Jarek Jakubowski
Dominik Sarnowski
Katarzyna Lena Koprowska
Błażej Gawlik
Joanna Micherdzińska
Rafał
Patrycja Kopytko (Princessa)
Teresa Zwierzchowska
Wacek Michalski z żoną Gabrysią.
2018.05. Sprawozdanie zastępcze/ Speleomiting na Słowacji
Napisał Michał GanszerJerzy Pukowski
Jerzy Ganszer
Wykład był bardzo interesujacy. Na terenie wioski zarejestrowano ok. 100 "bunkrów" podziemnych.
