Martyna Michalska
poniedziałek, 23 grudzień 2019 15:06

2019.12.12-15 Niggly Cave Tasmania

Martyna Michalska
Alan Jackson
Ben Armstrong
Stephen Fordyce
David Butler
Gabriel Kinzler

 Niggly Cave najgłębsza jaskinia Australii -395m. Część systemu Junee Florentine w parku Mount Field. Odkryta w 1990 roku przez Nicka & Ly, którzy to nazwali ją od połączenia swoich imion Niggly. Około 12 km jaskini z czego 5 odkryty w przeciągu ostatnich 4 lat przez grupę 12 grotołazów z klubu Southern Tasmanian Caverneers. Najgłębszy komin ma ponad 190m nazwano go The Black Super Giant. W maju 2019 Stephen Fordyce, Alan Jackson, Gabriel Kinzler, Serena Williams odkryli połączenie z Growling Swallet.

Nasza wyprawa rozpoczęła się w czwartek 12.12.2019. Pierwsza grupa wyjechała rano, a ja razem z Alanem dotarliśmy późnym popołudniem po półtora godzinnej jeździe z Hobart do miasteczka Maydena najbliżej położonego parku Mount Field. Do otworu trudno dostać się bez kogoś kto zna drogę, gdyż trzeba przedzierać się przez Tasmański las deszczowy, pokonując dosyć spore powalone drzewa. Alan jako botanik z wykształcenia douczył mnie pokazując mi wszystkie rodzaje tutejszych paproci. Weszliśmy do jaskini około godziny 8, aby być na bazie po trzech godzinach. Rozkładam płachty i łóżko. Tutaj spędzę kolejne 3 noce. Pobudka niezbyt wcześnie rano, zaczynamy wspinaczkę. Przejście wąskimi pasażami do tyrolki nad wodospadem, gdzie przez pożyczony sprzęt popełniam błąd i jadę na zbyt długiej lonży. To plusy i minusy podróżowania bez własnego sprzętu. Na szczęście tyrolka nie była zbyt długa i udaje mi się przeciągnąć się na rękach na drugą stronę. Następnie przechodzimy przez dosyć ciasny pasaż Wietnamski i dochodzimy do skrzyżowania Atlantis. W jednym ze strumieni chłopaki dzień wcześniej umieścili swoją nową zabawkę, czyli detektor barwnika, który wcześniej wypuścili w innej jaskini Boulder Jenga. Magiczne światła pokazują nam, że istnieje prawdopodobieństwo, że te dwie jaskinie też są połączone.

Ben i Gabriel poprowadzili nową drogę nad partiami Atlantis i odkryli nowe pionowe partie jaskini. W tym samym czasie Steve przenurkował północno-zachodnią część jaskini. 15 godzin trudnego techniczne nurkowania. 4 wąskie syfony na głębokości -350m przez nieznane partie. Przyznam, że po tym jak wróciliśmy na bazę, a Steve długo nie wracał z samotnej wyprawy miałam już przed oczami najczarniejsze wizje. Dlatego nikt się nawet nie zdenerwował, gdy o północy obudził nas piosenką o ptakach.

Następnego dnia planem jest wycieczka do Mother of Gods, ale jak się okazuje przez dłuższą niepogodę na Tasmanii partie te są zalane. Dlatego postanowiliśmy odhaczyć parę zadań z listy i sprawdzić kolejne korytarze. Razem skończyło się na około 750 m nowo odkrytych partii jaskini. Czterodniowy biwak w jaskini to dotychczas najdłuższy na jakim byłam. Szczegółowa organizacja, lista zadań, nowe zabawki technologiczne, bardzo dobra znajomość jaskini i nawet dopracowany system toaletowy świadczą o tym, że chłopaki nie robią tego pierwszy raz, a projekt Niggly Cave jest prawie na ukończeniu.

Wyszliśmy w niedzielę 14.12.2019 zmęczeni i szczęśliwi, że jednak coś udało się odkryć. Przyznam, że wspinaczka kominem 190m dała mi w kość, zwłaszcza, że dotychczasowe jaskinie, w których byłam na Tasmanii nie były aż tak wymagające. Przy wyjściu korytarz Tiger Tooth z wystającymi twardszymi kamieniami wydaje si ciągnąć w nieskończoność i zapewnił mi ramiona niebieskie od ilości siniaków przez co może niekoniecznie pojawię się na plaży na święta, albo w sumie czemu nie! ?

czwartek, 05 grudzień 2019 12:20

2019.11.30 Tasmania Growling Swallet

Zdjęcia Richard Bugg : https://richardbugg.zenfolio.com/p314679785

Team 4

Martyna Michalska
Gabriel Kinzler – prowadzący moją grupę
Greg Tunnock
Liz McCutcheon
Catherine Hemley
Richard Bugg
Chris Sharples – Southern Tasmanian Caverneers prezes
Cathie & Dave Plowman – Northern Tasmanian Caverneers prezes
Alan Jackson - organizator
Stephen Fordyce
Karina Anders
Janice March
Steve Jacobs
Bob Pennington
Plus 39 innych grotołazów z Tasmanii oraz z klubu z Victorii, Adelaide i Uniwersyteckiego Klubu z Melbourne.

Jaskinia Growling Swallet ( czyli Gruchającej Jaskółki) to obecnie najgłębsza jaskinia w Australii (395 metrów). Może ktoś słyszał, że dokładnie w miesiąc mojego przyjazdu na Tasmanię tutejsi koledzy nurkowie/grotołazi odnaleźli połączenie między jaskiniami Niggly i Growling Swallet Cave nadając temu systemowi miano najgłębszego w Australii. Poszukiwania połączenia trwały od początku XX wieku, a nurek Stephen Fordyce musiał przepłynąć ponad 250 metrów horyzontalnie i 12 metrów pionowo, aby je odnaleźć. Jaskinia  znajduje się w Parku Narodowym Mt Field w systemie Junee-Florentine wraz z około 600 innych jaskiń, wieloma jeszcze nieodkrytymi.

Głównym celem tej wyprawy były ćwiczenia z ratownictwa jaskiniowego. Dopiero co przeprowadziłam się na lato do Hobart i ledwie skontaktowałam się z tutejszym klubem STC (znowu z pomocą klubu NTC z Launceston) i już miałam szczęście załapać się na wielkie wydarzenie przygotowywane od zeszłego roku. Myśląc „ćwiczenia z ratownictwa” miałam obraz w głowie wiszenia na linach i doszkalania się z technik używania bloczków. Jednak okazał się to być dużo dłuższy dzień niż przypuszczałam.. A jako, że była to sobota to nie byłam super wyspana.

Przybyło 51 osób grotołazów, medyków i nawet doszkalała się policja. Organizacyjnie jestem pod wrażeniem, głównie zasługą tego jest Alan Jackson, który podzielił nas na grupy i rozdał wszystkim mapki z zaznaczoną stacją i rozpis tego, co mniej więcej mamy zrobić, a prowadzący grupy już wiedzieli resztę. Każda grupa miała także radio do komunikowania się i zdawania raportów z bazą na powierzchni, która wszystko notowała.

Weszliśmy o godzinie 11 rano, a wyszliśmy o północy. Przeszliśmy przez International Chamber oraz partie zwane Cascades, aby dotrzeć do miejsca, które mój team miał przygotować do ćwiczeń.  Partie głębiej nazwano Glowworm Chamber ze względu na święcące w ciemności robaki, które głównie przesiadują na suficie. Jest to bardzo ciekawe zjawisko, gdyż robaki te niczym pająki zastawiają długie nici, a ich odwłoki świecą na zielono, aby przyciągnąć pożywienie. Magia!

Trochę było zimno, bo czekaliśmy w wodzie, aż wszyscy skończą przygotowywać swoje stanowiska. I w końcu Chris Sharples prezes (ufając swoim kolegom z klubu) zgłosił się jako ochotnik, do wyniesienia go na noszach z dna 350 metrowej jaskini. Nigdy nie mogłam sobie wyobrazić jak wygląda akcja ratunkowa, ale po tym weekendzie już wiem wszystko! Abstrakcyjny obraz 50 osób zajmujących się jedną osoba na noszach i wciąż pomimo przygotowań i krótkiej odległości od otworu do samochodów i tak zajęło nam to 12 godzin. Aż strach myśleć o prawdziwym wypadku..

Mam marzenie, aby zorganizować takie ćwiczenie w naszym klubie :)

Martyna Michalska

Tasmania's Northern Caverneers Club:

Karen Berry

Peter Bell

Janice March

Robert Pennington 

Catherine Hemley

Renee Larcher

Steve Jacobs

Doni Ditton

 

W dniu 20 lipca 2019 po raz kolejny po wcześniejszym skontaktowaniu się z tutejszym klubem jaskiniowym Northern Caverneers na Tasmanii skorzystałam z uprzejmości tutejszych grotołazów i wybrałam się z nimi na lokalną wyprawę. Obie jaskinie znajdują się w rejonie The Mole Creek, półtorej godziny drogi od mojego miasta Launceston. Każda z nich jest bardzo wyjątkowa, dlatego wejścia zagrodzone są kratą z kłódką, którą można jedynie otworzyć specjalnym kluczem od tutejszego parku narodowego. Dlatego tydzień wcześniej trzeba było złożyć grupowe podanie o możliwość odwiedzenia jaskini oraz musiałam zapisać się do Australian Speleological Federation. Ale może dzięki temu jeszcze mnie gdzieś zabiorą! W pobliżu znajdują się jaskinie turystyczne, ale za wejście do nich trzeba zapłacić 26$. Dlatego miałam szczęście, że tutejszy klub zabrał mnie ze sobą. Koledzy pożyczyli mi piankę, jako że pierwszą jaskinię którą odwiedziliśmy, przechodzi się wodnym korytarzem. A tutaj aktualnie jest zima i pomimo, że jest 10 stopni to odczuwalna temperatura to -2. Do Jaskini Coersus wchodzi się dosyć ciasnym wejściem i od razu nad głową można zauważyć wielkie jaskiniowe pająki , o których nakręcono tutaj nawet film. Następnie podąża się w prąd rzeki podziwiając wielkie naciekowe draperie i stalaktyty. Po 4 godzinach zaczyna nam być już zimno. Zwłaszcza, że spędziliśmy w jaskini trochę więcej czasu przez kolegą, który testował nowy aparat. Ale za to mamy dobre zdjęcia!
Kolejna jaskinia, do której wybraliśmy się w poprzedni weekend to Genghis Khan. Trochę mniejsza ~3godzin, z niczym nie da się jej porównać. Do otworu wejściowego podchodzi się tylko 15 minut, ale trudno byłoby go znaleźć bez obeznanej osoby. Nie ma widocznej ścieżki, tylko trzeba przechodzić przez zarośnięty "bush" jak mówią lokalsi. Nikt się tutaj raczej nie śpieszy... Na początku trzeba zawiesić 3m taśmę, aby zejść do pierwszej salki (oczywiście z pająkami). Dalsza cześć jest raczej horyzontalna. Przechodzi się do większej, imponującej komnaty, gdzie z sufitu zwisają dochodzące nawet do 3 metrów delikatne rurki naciekowe. Z tej sali rozchodzą się mniejsze korytarze w przynajmniej czterech kierunkach, ale całość dałoby się przejść w godzinę. Miło było jednak spędzić więcej czasu i popodziwiać co ta jaskinia ma do zaoferowania. Bardzo różnorodne nacieki, formacje i zwłaszcza przyciągające uwagę śnieżnobiałe heliktyty. Niektóre wyglądające jak śnieżne kulki, inne porastające stalaktyty tworząc coś na kształt choinek. Ta jaskinia znalazła się na mojej liście top 5!