Sprawozdania (4893)
Wiesław Zahor
Radosław Bizoń
2022.08.14 Jaskinia Przed Rozdrożem - Beskid Żywiecki
Napisał Jerzy GanszerJerzy Ganszer
Obserwacje przeprowadzono na Lipniku Kopcu. Nie uzyskano sukcesu, za to zaobserwowaliśmy UFO, które latało "dość intensywnie". Obserwacja odbyła się w rejonie umocnień Niemieckich z okresu II wojny światowej. A w ogóle to ruch na niebie jest bardzo intensywny!
Jerzy Pukowski
Beata Burdynowska - Weteran
Mirosława Sablik - Były Członek Klubu
Jadwiga Micherdzińska
Mirosław Micherdziński - Speleoklub Gruzja
Barbara - Osoba Towarzysząca
Jerzy Ganszer
Kto tam nie był - niech pojedzie! Było miło - może uda się nam w przyszłości spotkać!
Maja Jędrzejewska
Tomasz – Osoba Towarzysząca
Po kilku dniach w Podlesicach jedziemy na Szałasiska w Dolinie Rybiego Potoku (gorąco polecam to miejsce!). Pierwszego dnia Mnich droga Orłowskiego (wariant Skierskiego) po drugim wyciągu przerwany przez pogodę, przemoczeni zjeżdżamy do podstawy drogi. Miałam wątpliwą przyjemność spędzić ulewę z gradem w kominie na drugim wyciągu). Dzień drugi Grań Mięguszy od przełęczy pod Chłopkiem do przełęczy Hińczowej, zejście z MSW dość zawiłe, warto coś poczytać wcześniej. Trzeci dzień to przymusowy deszczowy rest. Następnego dnia wracam z Kasią i Wojtkiem już spacerkiem przez Kasprowy do Zakopanego.
2022.08.11-15 Grossglockner 3798 m n.p.m Austria
Napisał Bartosz BrzezinkaSonia Bała – Klub Wysokogórski Sakwa
Bartosz Brzezinka
Kolejny przedłużony weekend i kolejny plan wyjazdowy. Tym razem pada na wejście na Grossglockner`a czyli najwyższy szczyt Austrii.
Startujemy w czwartek i planujemy tego dnia dojechać na pole namiotowe w miejscowości Kals am Grossglockner, przespać noc i rano następnego dnia ruszać w góry. Po drodze bez przekonania dzwonimy do schroniska Erzherzog Johann Hütte (3454 m) z pytaniem o nocleg, okazuje się że po krótkich negocjacjach jest dla nas miejsce- wstępny plan ulega zmianie.
Szybki przepak i w piątek rano (12.08) ruszamy na lekko do schroniska na nocleg. Podejście zaczyna się spacerem zieloną doliną, stopniowo krajobraz zmienia się z łąk w piargi, aż do wejścia na lodowiec. Przed wejściem wiążemy się liną i bez większych problemów przechodzimy przez lodowiec do startu łatwej ferraty która prowadzi nas bezpośrednio do schroniska. Gdy już odpoczywamy pod dachem po południu/wieczorem spada 7cm śniegu, ale prognozy na dzień ataku szczytowego mamy dobre (bez opadu i słonecznie) więc wykorzystujemy wieczór na regenerację i następnego dnia rano wychodzimy w stronę szczytu.
Od rana pogoda piękna, więc zgodnie z planem śniadanie i atak szczytowy.
Podejście zaczyna się od przejścia polem śnieżnym aż pod skały gdzie startuje początek drogi.
Ubezpieczenia w postaci rozwieszonych poręczówek, czasami metalowe klamry i stopnie ułatwiają stromy początek. Dalej grań pokonujemy na lotnej asekurując się z metalowych tyczek i od czasu do czasu ringów. Na szczycie nie wiele osób, kilka grup z przewodnikami ale tłoku nie ma (jeszcze) widząc że zbliża się spora liczba grup z przewodnikami odpoczywamy chwilę i zaczynamy schodzić drogą podejścia, bez większych problemów na koniec wykonujemy kilka zjazdów żeby minąć grupy schodzące dość wolno. Chwilę później lądujemy w schronisku, tam chwila przerwy i ruszamy w kierunku auta.
Zostały jeszcze 2 dni weekendu więc wracając zatrzymujemy się po drodze na wspinanie:
-pierwszego dnia w miejscowości Purgg gdzie przechodzimy drogę Null komma Josef VI+ 220m (8 wyciągów z psychicznie wykańczającą asekuracją )
-drugi dzień to już spokojne wspinanie w Hollentalu drogą Woachtalkante V 120m (5 wyciągów)
gdzie spotykamy ekipę ferratową z naszego Klubu.
Jerzy Pukowski
Jerzy Ganszer
Zwiedzano Spyrlaczową Jamę /na zdjęciu/ i Kawernę w Piekarach.
Akcja typowo rekreacyjna, płynęliśmy dwoma promami, była kąpiel w Wiśle!
2022.08.08-09 Trawerse Gouffre de La Pierre Saint-Martin
Napisał Kinga BeretaJarosław Gutek - KAGB GOPR
Grzegorz Michałek - KAGB GOPR
Robert Bereta
Kinga Bereta
Wejście naszej grupy zaplanowane jest na poniedziałek, wyjazd ok. 07:00 i wejście ok. 08:00 (przy okazji dowiadujemy się, że jesteśmy jedynymi którzy wybierają tak wczesne godziny :P). Wcześniej po uzgodnieniu kolejności z innymi ekipami ustaliliśmy, że wchodzimy otworem Gouffre de la Tête Sauvage.
Na samym wstępie zaczynają nas dręczyć (chyba kultowe już) drabinki. Docierając do podstawy studni w tej części nie mamy wyjścia jak tylko przebierać się w neopren. Zejście na -360m zajęło nam nieco ponad 1,5 godziny.
Passage du Soupirail wita nas lodowatą wodą i ciasnotą. To pierwsze będzie towarzyszyć nam przez następne parę godzin w trakcie maszerszu przez Le Grand Canyon. Następna na liście jest Galerie des Marmites. Po tym znaczniki i kopczyki są dla nas łaskawe, ale gdzieś w okolicy Grande Corniche zataczamy pętle marnując kolejną godzinę na poszukiwanie przejścia. Wreszcie po przewspinaniu sali wzdłuż i wszeż okazuje się, że niepozorny i słabo oznaczony zacisk wiedzie do ostatniej części partii wodnych czyli tunnel du vent. 50 metrów jeziora przepływamy na pontonach.
Równo 17:00 zatrzyumujemy się na biwaku w salle Navarre tuż za wodnymi partiami. Ściągamy neopreny, jemy i po chwili odpoczynku już nastawieni na spokojny tryb trekkingowy nawigujemy dalej w poszukiwaniu sali Lepinoux. Kolejne sale i przejścia przytłaczają swoim ogromem. Czołówki przestają łapać sufity ano przeciwległe ściany a my po raz kolejny zastanwiamy się czy obraliśmy prawidłową trasę. Godziny marszu dłużą się, cały czas trawersujemy kolejne (albo te same?) sale góra-dół po galeriach i ledwie widocznych ścieżkach, szukanie traserów staje się koszmarem. W końcu docieramy do słynnej sali gdzie wciąż znajdują sie nosze Marcela Loubensa, mimo że od wypadku minęło 70 lat. Przed nami kolejne kilometry olbrzymich hal a zmęczenie daje się we znaki.
Sale są więcej niż okazałe, ale chyba już nikt z nas nie ma ochoty ich podziwiać, trzeba iść do przodu, wspiąć się na skały, przejść galerią, zejść, a na potem wrócić znowu na zbocze i znaleźć przejście, które pozwoli dotrzeć do kolejnej części. Znowu mamy problemy z nawigacją. Znaczniki albo są nieregularne albo ich nie ma, staramy się opierać na kopczykach ale te wydają się być stawiane bez ładu i składu w każdym kierunku. Zaczynamy się zastanawiać, czy naprawdę tak wygląda 800 metrów różnicy wysokości między Gouffre de la Tête Sauvage a Salle de la Verna. Wcześniej sądziliśmy że trekkingu wymagają raptem 4 kilometry a cała akcja pod ziemią zamknie się między 12 a 14 godzin. Zastanawiamy się jakie przewyższenie pokonaliśmy wędrując godzinami góra-dół… Oszołomieni strukturą Metra spędzamy tą część na poszukiwaniu przejścia nim przychodzi nam wspinać się do salle Queffélec, gdzie znowu walczymy z ilością wyblakłych taśm, fluorescencyjnych traserów i nadmiarem kopczyków. Gdy wreszcie odnajdujemy zejście do kolejnego monstrum, tym razem salle Chevalier, gubimy się po raz ostatni, kręcac się w kółko za oznaczeniami i linami (sic!). Wreszcie po kolejnym haśle "już tu byliśmy" decydujemy się na przymusowy odpoczynek. Połowa gotuj herbatę, połowa dalej szuka przejścia. Rozpoczęła się już 18 godzina pod ziemią.
Wreszcie udaje się zlokalizować przejście: trawers ktory wiódł do góry po ładnej, białej linie miał swoją poziomą kontynuację parę metrów i tym razem w poziomie. Skończyła się poręczówka i ukazały nam się metalowe mostki częśći turystycznej. Udało się, dotarliśmy do salle de la Verna o godzinie 3 w nocy. O tej porze już nie była oświetlona, widzieliśmy tyle na ile pozwalały nam czołóki i słyszeliśmy tylko szum wodospadu. Docieramy do tunelu EDF w ten sposób zaliczając ostatni podziemny odcinek. Na powierzchni zostaje jeszcze tylko jakiś kilometr do samochodu
Podsumowując, pod ziemią spędziliśmy jakieś 18 godzin, szacujemy że wraz z przewyższeniami pieszo pokonaliśmy ponad 15 kilometrów i (kierując się hiszpańską mapą) dotarliśmy na -876 m
2022.08.08 Wielki zjazd kierunkowy w Porąbce
Napisał Jerzy GanszerMichał Ganszer
Jerzy Pukowski
Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała - grupa wsparcia
Anna Olszewska - Osoba Towarzysząca - grupa wsparcia
Jerzy Ganszer
Lina została zainstalowana między drzewami. Mieszkańcy okolicznych domów mieli małą sensację! W sumie wysokość była dość spora. W przyszłości zostanie zrobiona podobna akcja gdzieś w górach - tym razem będzie to "klasyczna" tyrolka.
Na ul. Partyzantów w skarpie, między stacją benzynową BP i zakładem "oponiarskim" jest wejście do obiektu. Teren bardzo zarośnięty. W tym rejonie było dowództwo wermachtu obrony miasta w zimie 1944/45, należy sądzić, że było to wejście do chodnika ewakuacyjnego.
Obiekt został eksplorowany i zplanowany 19 listopada 1988 r przez członków SBB - Romana Czarneckiego, Jerzego Pawełka "Kopernika", Jerzego Pukowskiego i Jerzego Ganszera. Wtedy obiekt liczył 11 m, były tam nawet 2 nietoperze. Obecnie zostało tylko wejście.
To była akcja rowerowa.
Więcej...
2022.08.04 Dotarcie do bunkra w zalewie Goczałkowickim
Napisał Jerzy GanszerRoman Czarnecki - Były Członek Klubu
Jerzy Ganszer
W poprzedniej akcji dopłynęliśmy do bunkra na pontonach, teraz poszliśmy wpław. Pokonaliśmy kilkaset metrów wody, zarośli, pływającej roślinności i wielkich trzcin. Akcja dość humorystyczna. Aby wejść na koronę /dach/ bunkra przydatna jest lina. Do środka nie wpływaliśmy! A w drodze powrotnej grochówka u "Tadina". Niewątpliwie w przyszłości będą tam podobne akcje.
2022.08.03 /?/ Jaskinia Przed Rozdrożem K.Bż-03.01
Napisał Jerzy GanszerJerzy Ganszer
Obiekt ten już w roku 1978 był eksplorowany przez członków SBB. Na zdjęciu główna sala.
2022.08.02 Magurka Wilkowicka (Rogacz) eksploracja
Napisał Jerzy PukowskiSpenetrowano zachodnie stoki Rogacza (pomiędzy grzbietem i polaną z Chatką na Rogaczu). Wynikiem jest odnalezienie w odległości ok. 200 m od grzbietu wielkiego rowu osuwiskowego o głębokości ok. 20 m. Na dnie i w ścianach nie zaobserwowano ew. szczelin. Jednak do spenetrowania pozostałą jeszcze cała południowa część wyżej opisanej formacji.
Jadzia Micherdzińska
Gabriela Michalska
Elżbieta Imielska
Guy żeglarz partner Mirki
Zdzisław Grebl
Jurek Pukowski
Paweł Kasperkiewicz
Dawid Grebl z synem
Gabi i Krzysiek Gajny
Wacław Michalski
Mira, były członek klubu, obecnie żeglarka i podróżniczka odwiedziła Bielsko. Spontaniczne spotkanie w Jaworzu ze wspominkami, opowieściami, przechodzeniem przez oponę "zacisk", grilowaniem, przekazaniem koszulki klubowej. Bardzo miła imprezka z przekazanymi dla klubowiczów pozdrowieniami wciąż pełnej zapału, formy, optymizmu i radości Mirki ...." iść ciągle iść .. lub płynąć".
