Sprawozdania (4893)
Jerzy Pukowski
Jerzy Ganszer
To był wyjazd Sekcji Archeologicznej przy Speleoklubie Bielsko-Biała. Zimno, resztki śniegu. Badano skałkę w aspekcie rytów naskalnych.
Tutaj zdjęcia - "kliknij"
Jerzy Ganszer
Czas akcji w jaskini 2 godziny i 15 minut. 12 nietoperzy. Robiono zdjęcia. Mało wody. Studniczków nie zaobserwowano.
Jerzy Ganszer
To był wyjazd eksplracyjny. Zlokalizowano wychodnię skalną /prawdopodobnie stary kamieniołom/. Stary Groń jest nad Tresną od strony wschodniej. Wyjazd zostanie powtórzony. Jako ciekawostkę można podać, że były tam resztki śniegu.
Dodatkowe zdjęcia - "kliknij"
W nowej jaskini odkrytej przez nas jesienią tamtego roku udało się odnaleźć kolejne korytarze. Po przejściu kilkumetrowej szczeliny ukazał się korytarz szeroki na około metr, wysoki na 3 i długi na kilkanaście metrów. Na końcu była kolejna salka, a dalej kolejny korytarz bardzo podobny do poprzedniego. Oprócz tego odnalazłem jeszcze kilka mniejszych szczelin. Na zdjęciu pierwszy z nowych korytarzy.
3 x o.t.
Podejście na Kasprowy doliną Goryczkową, zjazd do Gąsienicowej pod wyciąg, ponowne podejście i zjazd dol. Goryczkową do Kuźnic. Warunki w górach ciągle dobre, ale dużymi krokami nadchodzi wiosna.
Grzegorz Więcek
Tomasz "Murzyn" Grzegrzułka
Ewa Rutkowska
Długi weekend majowy nas nie rozpieszczał, więc postanowiliśmy sobie wynagrodzić tę deszczową pogodę ciekawą i bardzo ładną dziurą. Prowodyrem całej akcji był nasz wspaniały instruktor "Murzyn", który nie zdradzając zbyt wielu szczegółów powiedział tylko, że jedziemy niedaleko do bardzo ładnej jaskini w której jest jeziorko. No więc pojechaliśmy do jaskini Szeptunów lub jak kto woli do jaskini Szmaragdowej.
Jaskinia znajduje się w kamieniołomie a otwór do niej jest pięknie wymurowany. Weszliśmy do niej wszyscy z nadzieją na fajną przygodę i tak też było. Do dna doszliśmy dosyć szybko. Musieliśmy pokonać najpierw ciasny :) korytarz metodą robaczkowo pełzającą, potem krótki zjazd na linie i przywitało nas urocze jeziorko. Żeby tradycji stało się zadość odbyła się ciekawa sesja fotograficzna i potem powrót. Wróciliśmy inną drogę bo okazało się, że jaskinia choć niewielka to stanowi labirynt niewielkich korytarzy i meandrów. Każdy mógł wybrać dowolną drogę powrotną. Było i konkretne wyjście zaciskiem :) które wszyscy solidarnie polecamy lub nisko umiejscowionym dosyć ciasnym przesmykiem. Bardzo się wszystkim podobało. My wróciliśmy głównym wejściem ale jaskinia ma też drugi otwór, więc trawers też jest możliwy :)
Po wyjściu zwiedziliśmy jeszcze kamieniołom. Cała okolica bardzo przyjemna.
Na powrocie Grześ nam nie darował i zwiedziliśmy jeszcze schrony znalezione przez Kierownika.
Bardzo przyjemne zakończenie majówki :)
Paweł Olszewski
W jaskini Koralowej weszliśmy na WAR a potem zeszliśmy do sali MGG. Po wyjściu z jaskini padła decyzja o przejściu zaciskiem z jaskini Olsztyńskiej do jaskini Wszystkich Świętych. Cała akcja skończyła się sukcesem.
Fotki- link
2021.05.02 Akcja rowerowa do Bauformu 251 - żelbetowego schronu bojowego dla wieży czołgowej
Napisał Jerzy GanszerBunkier na terenie Lipnika. Kto nie był - to niech się przejdzie.
Tutaj zdjęcia - "kliknij"
Tutaj takie ciekawostki: bunkier nie jest usadowiony na swoim pierwotnym miejscu, nigdy z tego bunkra wieża czołgowa nie oddała strzału, bo była "nieprzyśrubowana", kilka lat temu była tam akcja Sekcji Archeologicznej przy Speleoklubie Bielsko-Biała, jest to jedyny obiekt tego typu w Polsce.
Literatura: Dominik Kasprzak, Marcin Kasprzak - Niemieckie fortyfikacje linii b2 z lat 1944-45. Gliwice 2013
Jerzy Ganszer
Działaliśmy powyżej przysiółka Wysokie między Kocierzem Rychwałdzkim a Kocierzem Moszczanickim. Żadnego obiektu nie znaleźliśmy. Akcja odbyła się za namową Kolegi Dariusza Tlałki - "Forum Beskidu Małego".
Więcej...
Turystyczne wejście przy pięknej pogodzie na szczyt Belchen (1414 m n.p.m.) – piąty pod względem wysokości szczyt w Schwarzwaldzie.
Podejście od strony zachodniej. Suma podejść ok 914 m.
Weronika Kucia- kursantka
Elżbieta Imielska- kursantka
Filip Talaga- kursant
Igor Żukowski- kursant
Marcin Miśków- kursant
Krzysztof ....- kursant
Paweł Olszewski- kursant
Tomasz Grzegrzułka- instruktor
Wacław Michalski- instruktor
W ten weekend odbyło się szkolenie ze wspinaczki. Pierwszego dnia "walczyliśmy" na skałkach w Rzędkowicach, drugiego dnia w Łutowcu. Wszyscy dzielnie ćwiczyli pod okiem instruktorów. Każdy wrócił do domu zadowolony i bogatszy o nową wiedze i umiejętności. Zdjęcia pod linkiem
Rutkowska Ewa
Piechocki Łukasz
Handzlik Mateusz
Motoszko Tomasz
W sobotę we wczesnych godzinach porannych, kiedy to “normalni” ludzie jeszcze smacznie śpią, grupka wariatów wyrusza w Tatry. Rozpoczyna swoją podróż spod byłego Tesco w Bielsku - Białej, aby “wspak” pokonać trawers Czarnej.
Droga do Kir przebiegła bezproblemowo. Przejeżdżając przez Krowiarki zainteresowaniem zerknęliśmy na parking, w celu stwierdzenia czy tłumy chętnych przybyły podziwiać wschód słońca na Babiej. Niestety rozczarowaliśmy się mała ilością samochodów na parkingu, przypuszczamy, że warunki pogodowe skutecznie odstraszyły chętnych. W okolicach godziny ósmej dojechaliśmy na parking w Kirach. Ironizując stwierdziliśmy: “Co My tu robimy? Jest zimno!!!! Czy na pewno chcemy iść?! ?
Ironia, ironią, a przygoda to przygoda :) Szybko przygotowaliśmy rzeczy i ruszyliśmy na szlak.
Bilety poszły w górę i każdy z nas zostawił szczęśliwą siódemkę w kasie TPN wstępując do parku .
W Dolinie Kościeliskiej upajając się ciszą, brakiem turystów maszerowaliśmy równo ku dziurze. Turystów jak na sobotni poranek było wyjątkowo niewielu, minęliśmy ich zaledwie troje. Nasza kondycja “pandemiczna” powodowała lekkie obawy, czy zdołamy dojść do Polany Upłaz. Nie zrażając się sapaniem i lekką zadyszką, pokonaliśmy zaspy na polanie. Po zaspach, pokonaliśmy trudy wspinaczki w śniegu sięgającego, niektórym z nas po kolana, a niektórym po uda. Dodatkowe kilogramy nie ułatwiały marszu i sprawiały, że zapadaliśmy się w śniegu. Ci z nas, którzy w czasie “pandemicznej zimy” nie przybrali na wadze i przez śnieg przemknęli na rącze jelonki :). Dotarliśmy do miejsca gdzie wskoczyliśmy w nasze jaskiniowe kombinezony i ruszyliśmy dalej. Nie mogło zabraknąć pamiątkowej fotki rozpoczynającej naszą “wspak akcje”. Na górę brniemy po zamarzniętych linach. Otwór nr 3 przywitał nas oczywiście błotkiem, jak przystało na wiosenne roztopy.
Próg Latających Want pokonujemy sprawnie i szybko. Krótka wędrówka i docieramy do Brązowego Progu. Łukasza zbulwersował fakt wyniesienia kijków, dzięki którym można było zapinać karabinki w punkty. Nie mamy na to wpływu więc pozostaje nam stwierdzić: “No cóż, trudno, trzeba sobie radzić.” Ochotnikiem, który pokonuje jako pierwszy drogę w górę jest Mateusz ( jako najmłodszy został naszym wspinaczkowym wybrańcem). Wędrówka do Szmaragdowego jeziorka idzie szybko i płynnie. Podziwiając uroki jeziorka zarządziliśmy małą przerwę. Kolejnym ochotnikiem, tym razem do zaporęczowania czekającej nas wędrówki był Łukasz, dzięki czemu ruszyliśmy dalej. Po przejściu jeziorka, okazuje się, że zostałem wytypowany na kolejnego ochotnika, tym razem do wspinania się po Studni Smoluchowskiego. Cóż, przegrałem głosowanie więc nie mam nic do gadania. Pełen pesymizmu i nastawiony na zakończenie akcji i drogę powrotną do otworu nr 3, rozpoczynam wspinaczkę drogą w nieznane. Pomimo mojego pesymizmu początek idzie gładko. Odnajduje kolejne punkty i powoli, acz metodycznie podążam w górę. Pokonuje krótki trawersik i mój pesymizm wziął górę ;) napotkałem małe trudności. Chwila odpoczynku, działa cuda, musiałem przemyśleć jak pokonać wantę i się opłaciło startuje do kolejnego etapu. Z pomocą pętli i stopki ostatnie przeszkody w drodze na szczyt studni. Mamy to!!!! Udało się, jestem na górze!!!! Pozostała na dnie trójka z radością się wspina ku mnie i jesteśmy już prawie w domu :) Najgorsze czego się obawialiśmy i co mogło nas zatrzymać i zmusić do odwrotu, zostało pokonane. Zarządzamy krótką przerwę dla fotoreporterów. Fotki z triumfu i idziemy dalej. Upojeni naszym sukcesem, dziarsko docieramy do Komina Węgierskiego. Omawiając plan zejścia, czeka nas niemiła niespodzianka ……
Okazuje się, że nie ma jednej liny?! Hmm……???? Została tylko gdzie !!!!! Na dole przy jeziorku czy po drugiej stronie jeziorka? No cóż, bez marudzenia trzeba wrócić. Zostawiamy wory i ruszamy na poszukiwania liny. Zjazd Studnią Smoluchowskiego, na dnie liny brak. Wraz z Łukaszem ruszamy na drugą stronę jeziorka, mając do dyspozycji dwie krótkie liny, Łukasz musi dojść do połowy jeziorka i stamtąd mnie asekurować. Szybko poszło :) Lina się znalazła!!!
Wracamy tą samą drogą czyli: trawers przez jeziorko, studnią do góry. W ten sposób pokonałem jeziorko trzy razy!!!!! Łukasz pokonał tylko dwa razy ( jedno całe przejście i dwa razy po pół). Studnia Smoluchowskiego pokonana przez każdego też trzy razy: dwa razy w górę (dwa różne warianty) i raz w dół.
Plan wykonaliśmy ponad zakładane cele czyli 300% normy :)
Wracamy!!! Na początek ruszamy do „Węgra”, szybki zjazd w dół, Herkules, Prożek Rabka i jesteśmy pod zlotówką nr 1. Po przemyśleniu ewentualnych trudności przy wyjściu, ze względu na prawdopodobne oblodzenia przy otworze nr 1, decydujemy się na wyjście otworem nr 2.
Ewa zostaje kolejnym ochotnikiem. nie ma wyboru bo została jako ostatnia ;) Poręczuje drogę do wyjścia, dzięki czemu nasza trójka wspina się kolejny raz w górę. Potem czeka nas krótki spacer korytarzami do otworu nr 2. Nie mija nas zjazd z wahnięciem i pozostaje nam ostatni wspin, który rozpoczyna Mateusz.
Po wyjściu czeka nas miła pogodowa niespodzianka. Jak na zamówienie wita nas piękne słońce, oświetlające ośnieżone tatrzańskie szczyty. Korzystając z tej pięknej aury pogodowej siedzimy przy otworze i podziwiamy widoki. Jednak nic co dobre wiecznie nie trwa więc pakujemy sprzęt i gładko bez żadnych trudności zjeżdżamy 40 m w dół. Po zjeździe liny lądują w worach, a my przez las, wśród powalonych drzew, topniejącego śniegu i błota zmierzamy do Kir. Nasz marsz ciut utrudnia ślizgawka jaką funduje nam wiosenna aura.
Polana Pisana wita nas krokusami, fakt chowającymi się już, ponieważ słońce chyli się ku zachodowi. Jednak krokusy to krokusy więc każdy z nas rozpoczyna zabawę w fotoreportera i uwiecznia je na fotografiach. W trakcie sesji nie ucierpiał żaden krokus, zdjęcia wykonane zostały zachowaniem środków ostrożności i w reżimie sanitarnym ;) Nie być w Tatrach w kwietniu i krokusom nie zrobić zdjęcia, toż to wstyd i niedowierzanie ;).
Wracając na parking, o dziwo, nie spotkaliśmy ani jednego turysty. Prawie bezludny szlak Doliny Kościeliskiej miło zaskakuje. Szybko docieramy do auta i wracamy do domów, kończąc naszą akcję “wspak” sukcesem. Do domu docieramy mając nie tylko fotki i filmiki z akcji oraz niezapomniane wspomnienia, ale także niezwykły i nieznośny dla naszych domowników zapach akcji jaskiniowych ;) Także dla dobra wszystkich zalecana została ciepła kąpiel :)
2021.04.22 Akcja narciarsko-wspinaczkowa na Czantorii
Napisał Jerzy GanszerJerzy Ganszer
Pokonano w górę Suchy Potok i zjechano na nartach. Był duży stan wody, do tego stopnia, że przemoczyliśmy buty narciarskie. Akcja tylko dla koneserów beskidzkiej przyrody. Gdyby ktoś się tam wybierał to warto zabrać kask, uwaga w zimie schodzą tam lawiny! U góry zaczął padać śnieg, na dole deszcz. Suma podejść 477 m.
Suchy Potok jest zaliczany do "Kanionów Beskidzkich" bod kodem C.Bs-01.01 - "kliknij"
Jeszcze nie ma potwierdzonego zjazdu nim na nartach. Rudzki Klub Grotołazów podjął jedynie próbę zakończoną niepowodzenie, ze względu na małą ilość śniegi.
Tutaj zdjęcia z akcji - "kliknij"
