Karol Pastwa

Karol Pastwa

poniedziałek, 19 sierpień 2024 21:21

2024.08.03-11 Francja - Gouffre Berger

Karola Barciszewska - Kozioł
Tomek 'Murzyn' Grzegrzułka
Wojtek Zowada
Karol Pastwa

W dniach 3 -11.08.2024 odbył się wyjazd do Parku Narodowego Vercors celem zdobycia suchego dna w Gouffre Berger. Wyjechaliśmy w sobotę wieczór, w niedzielę rano zameldowaliśmy się u bazowego w malowniczej Fracuskiej miejscowości Meundre. Na pytanie Remyiego "jaki mamy plany?", zwarcie odpowiedzieliśmy: "jutro idziemy na dno!" Remy szybko odpowiedział "ok, zatem idźcie odpoczywać!" Tak też uczyniliśmy.
PONIEDZIAŁEK rano szybka mobilizacja i ruszamy do dziury. Wpisujemy się do zeszytu i zjeżdżamy. Partie linowe mijają płynie, meander ekspresowo, po dwóch godzinach meldujemy się na biwaku. Tam wcinamy kanapki z kotletem, gorący barszczyk i ruszamy dalej. Szybkim krokiem mijamy piękną salę Trzynastu, zjeżdżamy balkon, dochodzimy do waginy i rozpoczyna się Cofinada, która w tym kierunku mija całkiem przyjemnie. Rozpoczynają się poszukiwania Huraganu. Mijamy pierwszy wodospad, wygląda szumnie, jednak później okazuje się, że to nie on. Mijamy Czechów, mówią że 20 min i będzie, mijamy Francuzów mówią ze godzina! Idziemy dalej. Mijamy "drugi" huragan. Karol bardzo się cieszy że to już na pewno on! Karola mówi, że już w nic nie wierzy. Zjeżdżamy w dół, Wojtek wita nas uśmiechem gratulując dna... Murzyn przejmuje ekipę i niknie w zaciskach. Dziura puszcza dalej, za chwile dochodzimy do... właściwego huraganu! (w sumie trzeciego!), a po dłuższej chwili faktycznie schodzimy na dno. Woda płynie dalej... Robimy kilka fot i powrót do góry. Dzielimy się na dwa zespoły, Wojtek i Karol idą szybkiej a Karola z Murzynem wolniejszym krokiem wracają do góry. Między czasie drugiej ekipie rozładował nam się telefon więc orientacji w czasie nie mamy żadnej. Ekipy spotykają się na biwaku. Wymieniamy się swoimi historiami i chłopaki ruszają dalej. Chwilę dychneliśmy i również rozpoczęliśmy atak powierzchniowy :) Na zewnątrz przywitał nas upał! Szok termiczny! Wieczorem wszyscy razem znów spotkaliśmy się na bazie.
ŚRODA okazała się 'polską środą we Francji'.
Wojtka urodziny, złoty i brązowy medal na Olimpiadzie w wspinaczce a siatkarze weszli do finału. Cała nasz camping wiedział, że Polacy są obecni ;)
Wieczorem odwiedziliśmy Tunel du Mortier.
CZWARTEK szybkie pakowanie bazy, wizyta w Grotte de Choranche oraz Gournier oraz przy malowniczym wodospadzie tuż obok. Ruszamy dalej, objeżdżamy masyw Vercors i jedziemy w kierunku Megeve. Dojeżdżamy do miejscowości Flumet, a na zachód słońca wyjeżdżamy na punkt widokowy Lachat by ostatnich promieniach słońca oglądać masyw Mont Blanca i okolicy. Na koniec dnia zwiedzamy jeszcze wysoko położoną (ponad 1600 m) miejscowość Les Saisies.
PIĄTEK: górski dzień - atakujemy Mont Charvin 2409 m n.p.m. Zabraliśmy sprzęt feratowy i udaliśmy się na tamtejszą feratkę. Wyjechaliśmy znów wysoko, na 1700 m n.p.m. zostawiliśmy busa (śpimy na 900 m n.p.m.). Feratka okazała się przyjemna póki była przy ścianie, na graniówce ekspozycja okazała się okazała :D Pogoda igła! - wręcz żar z nieba, ale śniący bielą masyw Mont Blanca towarzyszył nam przez cały dzień. Szczyt okazał się podobny do Krywania. Krzyż na górze. Schodząc zajrzeliśmy do Jaskini o tej samej nazwie co szczyt i powoli traciliśmy wysokość mijając świstaki, kozy i typowo alpejskie pejzaże. Syty dzień!
SOBOTA: Dzień Ratownika i Przewodnika Górskiego! Po śniadaniu jedziemy do Chamonix, wyjeżdżamy kolejką na Le Brévent 2525 m n.p.m. Podziwiamy kapitalną panoramę na Mount Blanc, Aiguille du Midi, Dôme du Goûter i Mer de Glace. Świętujemy zacnie, robimy foty. Akurat rozpoczął się finał w siatkówkę. Rozbijamy obóz na alpejskiej grani, Mazurek Dąbrowskiego słychać po okolicznych szczytach - kibicujemy pierwszego seta, a następnie zjeżdżamy na dół, na przesiadce Polacy przegrywają drugie seta - jest nerwowo. Wyjeżdżamy z Chamonix i dojeżdżając do granicy z Szwajcarią okazuje się, że również przegrywamy trzeciego seta, ale mamy srebrny medal. Szwajcaria mija nam szybko - piszemy sprawozdanie, czytamy książkę "Czeluść". Potem Niemcy i Czechy. Rano wjeżdżamy do Polski mając ustalone plany na kolejny przyszłoroczny wyjazd do Francji.
poniedziałek, 08 lipiec 2024 20:45

2024.07.06-08 Wszechstronnie w Tatrach

Karolina Barciszewska-Kozioł
Małgorzata Toczyłowska
Wojciech Zowada
Łukasz Piechocki
Mateusz Kohut
Karol Pastwa
Stanisław Dacy - KAGB GOPR

Ostatni, trochę przedłużony weekend (06-07.07) spędziliśmy w Tatrach. Każdy robił to co akurat zapragnął, aby w poniedziałek 08.07.2024 w większym gronie wspólnie przemierzyć Orlą Perć

W sobotę wraz ze Staszkiem z KAGB wybraliśmy się na akcje przejścia grani Kościelców. Ok 12 ruszyliśmy z przełęczy Mylnej na Kościelec. Byliśmy sami na drodze, ale wokół nas widzieliśmy sporo zespołów relizujących inne przejścia w rejonie Kościelca. Staszek poprowadził pierwszy wyciąg na Szafę po czym dwa razy zmieniliśmy się na prowadzeniu by zjazdem z Zadniego Kościelca zakończyć akcje. Niestety z braku czasu nie zrealizowaliśmy całego przejścia. Łukasz działał natomiast w Tatrach Zachodnich zdobywając szczyty takie jak Brestova, Mały Salatyn, Salatyn i Pachole. Karolina, Wojtek i Mateusz  byli natomiast w jaskini Wielkiej Śnieżnej, gdzie odwiedzili partie do Wodociągu.
W niedzielę pogoda nie zapowiadała się za dobrze, Gosia i Łukasz po przyjeździe w ramach wykorzystania wolnego czasu przeszli turystycznie pętle Murowaniec - Czarny Staw Gąsienicowy - Karb - Dolina Zielona Gąsienicowa - Murowaniec. Karola i Wojtek odwiedzili Słowackie Tatry i Zielony Staw Kieżmarski.

8 lipca w większym gronie (Karolina, Gosia, Wojtek, Łukasz i Karol) zaplanowaliśmy przejście Orlej Perci. Początkowo zakładaliśmy przejście od Zawratu po Krzyżne, jednak pogoda skutecznie zrewidowała nasze plany. O 5 rano wyruszliśmy z Murowańca w stronę Zawratu gdzie w końcowej fazie podejścia zaczęło padać. Uznaliśmy ze przeczekamy i na Zawracie zdecydujemy co robimy dalej. Po dojściu na przełęcz pogoda znacznie się poprawiła i spod chmur wyszło Słońce. Uznaliśmy ze dojdziemy na przełęcz Kozią i zejdziemy do doliny, z uwagi na prognozowane burze. Jak zaplanowaliśmy tak zrobiliśmy.
Wyjście jak i cały weekend uznajemy za udane :)
poniedziałek, 15 styczeń 2024 11:06

2024.01.02 Beskidzkie klasyki

Ania - Osoba Towarzysząca
Karol Pastwa

W okresie jesiennym, gdy pogoda za oknem skutecznie ograniczała inną działalnośc górską odwiedziliśmy kilka jaskiniowych klasyków w Beskidach.
Jesień rozpoczęliśmy od wspólnego wejscia do jaskini w Trzech Kopcach. W kolejnych weekendach odwiedziliśmy moją jaskinie Salmopolską dwukrotnie, raz docierając do końcowych partii a drugim razem kierując się w górne partie jaskini. Jaskinie Ostrą zwiedziliśmy dwukrotnie, za drugim razem poprzez trawers z jaskini Ostrej przez zacisk "wyrwibark". Jesień zakończyliśmy wyjściem do niedawno odkrytej przez Pawła Gądka Jaskini Lotnych Piasków. Początkiem zimy z Karoliną i Anią odwiedziliśmy dwukrotnie jaskinie Salmopolską odwiedzajac nam mniej znane mocno błotniste partie jaskinii za uchem igielnym, docierając do partii postrzodkowych górnych Z racji sprzyjajacych warunków śniegowych obecnie skupiamy się na aktywności skiturowej:)
wtorek, 15 sierpień 2023 21:48

2023.08.12-15 Ferraty w Dolnej Austrii

Karol Pastwa SBB / KAGB
Magda Dacy RKG Nocek
Staszek Dacy RKG Nocek / KAGB

W długi sierpniowy weekend wybraliśmy się do Austrii na ferraty. Wybór padł na Hohe Wand i Preiner Wand. Miejsca te są położone tuż pod Wiedniem, więc były idealne na spontaniczną akcję. Z kraju wyjeżdżamy w sobotę rano. Po przybyciu idziemy na krótką ferrate A/B w Pernitz - wybór padł z uwagi na bliskość naszego campingu. Kolejnego dnia udajemy się na Hohe Wand i przechodzimy Gebirgsvereinssteig o trudności C/D. Ferrata daje nam w kość z uwagi na ciągła ekspozycję na słońce i upał tego dnia. Na szczycie odwiedzamy schronisko i po posiłku wracamy do campingu myśląc o kolejnym dniu. W poniedziałek z uwagi na upał planujemy wyjść wcześniej co też czynimy. "Wcześniej" nie oznacza "skoro świt", więc około 9 docieramy na parking skąd ruszamy na podejście pod ferratę Hans von Haidsteig. Na nasze szczęście duża część przejścia jest osłonięta od słońca. Całość jest bardzo przyjemna. Na grzbiecie spotykamy znajomych Anie i Dominika i decydujemy sie na wspólny trekking do schroniska Ottohaus. Tam się dzielimy i każdy wraca po swojemu na dół. My zahaczyliśmy jeszcze o Neue Seehütte. Natomiast Ania i Dominik wrócili krótszym, ale trudniejszym wariantem do parkingu.
We wtorek musimy wcześniej wrócić do kraju, więc rezygnujemy z aktywności w terenie i po śniadaniu wsiadamy do samochodu by po południu przekroczyć granicę i dotrzeć do naszych domów. Akcja byla całkowicie spontaniczna i nieplanowana - czasami tak najlepiej! 
czwartek, 10 sierpień 2023 18:40

2023.07.23-30 Gouffre Berger

Małgorzata Toczyłowska
Karolina Barciszewska - Kozioł
Karol Pastwa
Wojciech Zowada
Łukasz Piechocki
Grzegorz Więcek
Magda Zarzycka
Maciej Boszczyk

Po przyjeździe do Berger po wycieńczajacym tygodniu w PSM liczyliśmy na odpoczynek i spokojną noc. Niestety zostaliśmy przywitani nawałnicą, która próbowała zerwać nasze namioty. Kolejnego dnia dojechal trzon zespołu szturmowego (Magda i Maciek), jak później zostali nazwani. W pierwszych dwóch dniach nie było zgody na wejście do jaskini. Było to spowodowane niesprzyjającymi prognozami i możliwością zalania jaskini. 26.07 pojawila sie możliwość zejścia do jaskini z czego skorzystaliśmy. Podzieliliśmy się na dwa zespoły: szybką trójkę, której celem było osiągnięcie dna i drugi zespół, który nie planował zmoknąć w niższych partiach jaskini i skupił się na podziwianiu piękna i szukania dobrych kadrów. Po zjechaniu początkowych studni i przejściu meandrów zespol szturmowy pomniejszył się - ja zrezygnowałem z planów zdobycia dna jaskini i dołączyłem do drugiego zespołu. Oba zespoły spotkały się powtórnie na biwaku, gdzie zostawiliśmy depozyt i ruszyliśmy w stronę dna. Jednakże zespół "zdjęciowy" tuż za biwakiem zatrzymał się na dłuższą chwilę by podziwiać salę trzynastu. Obecne tam kaskady, jeziorka i naciekowe formy dostarczyły nam sporo wrażeń wizualnych, które staraliśmy się ująć na fotografiach. W jaskini przy ograniczonym świetle nie jest to wcale proste zadanie. Ostatecznie doszliśmy do charakterystycznego punkt w jaskini "la vire du Vagin" (-582) i rozpoczęliśmy odwrót. W drodze powrotnej zebraliśmy kilkanaście kg śmieci, które zostały po jej eksploratorach i były schowane w różnych zakamarkach jaskini. Czuliśmy się trochę jak poszukiwacze skarbów. Warto tutaj zaznaczyć, że głównym celem schodzenia do Gouffre Berger jest właśnie czyszczenie jej ze śmieci. Wyjście z dodatkowym balastem i mając w nogach i głowie ubiegłotygodniowy trawers PSM nie było łatwe. Na powierzchni byliśmy około północy zagotowalismy wodę, zrobiliśmy barszczyk i zmieniliśmy kombinezony na suche ubrania trekingowe. Do samochodu mieliśmy godzinę drogi i to pod górę, było to zgoła odmienne doświadczenie w porównaniu do naszych tatrzańskich jaskiń. Rano czekaliśmy na wyjście drugiego zespołu, który około 13 poinformował, że jest na powierzchni.
Z relacji drugiego zespołu...
Ewa Rutkowska
Małgorzata Toczyłowska
Karolina Barciszewska - Kozioł
Bartek Brzezinka
Karol Pastwa
Wojciech Zowada
Dawid Jędrysek
Łukasz Piechocki
Grzegorz Więcek
Tomek Motoszko

We wtorek (18.07) po długiej 27 godzinnej podróży, do wioski La Caserne w Pirenejach plan działania był krótki, ale ambitny.
Przede wszystkim potrzebowaliśmy odnaleźć klucz do dziury, następnie rekonesans w ogromnej sali La Verna oraz odnalezienie otworu SC3 i depozyt lin.

Już odszukanie klucza okazało się wyzwaniem, ponieważ jak to na francuskiej wsi, ktoś może mówić po angielsku?!? W końcu Bartkowi udało się zdobyć klucz, który był w barze naprzeciwko romańskiego kościółka idealnie wkomponowanego w krajobraz we wsi Sainte-Engrace.
Wejście do tunelu EDF o długości ok. 650 m. przywitało nas ogromnym ciągiem powietrza, który prawie uniemożliwiał zamknięcie drzwi. Tunel ten został wydrążony w 1956 r. Na końcu tunelu przywitała nas olbrzymia, wręcz monstrualna sala La Verna. W momencie wejścia przytłoczył nas jej ogrom, po prostu gigant!
Dzięki temu, że byliśmy w sali w czasie turystycznych wycieczek, była ona pięknie i dokładnie oświetlona. Potęgę sali dobitnie pokazały rozstawione w różnych miejscach manekiny naturalnej wielkości w pełnym szpeju jaskiniowym.
Sala jest tak ogromna, że w 2003 r. latano w niej balonem.
Po rozeznaniu gdzie znajduję się ciąg w którym chcieliśmy zakończyć trawers, opuściliśmy salę i pojechaliśmy do uroczo położonej miejscowości Pierre Saint Martin, gdzie domki stoją na przestronnych lapiazach, człowieka nie spotkasz, a krowy pasą się wszędzie, gdzie jest to możliwe (pod hotelem, na ulicach itp.)
Podczas dojścia do otworu towarzyszył okropny ponad 30 stopniowy upał, który pomimo pochmurnego nieba dał nam się bez znaki. Udało nam się zobaczyć parę hiszpańskich szczytów i gigantyczną masę wspomnianego lapiazu.
Pod otwór prowadzi szeroką nartostrada, dobrze utrzymana. Otwór znajduje się na wysokości 2040 m n.p.m. Ok. 20 metrów na prawo od drogi, przy największej sosence w okolicy. Dzięki wcześniej ściągniętym mapą Nowej Akwitanii na mapach.cz bez problemu udało nam się znaleźć otwór.
Po wieczornej odprawie, przygotowaniu sprzętu ustaliliśmy godzinę wyjścia na 6:30.

Na drugi dzień, pierwsza osoba weszła do jaskini o 9:00. W tym czasie nasi kierowcy odstawili busa pod tunel EDF.
O 10:00 weszła do jaskini ostatnia osoba. Poręczowanie pierwszych studni (pionowych ciągów) przebiegło sprawnie i zgodnie z planem. Już po 3 godzinach pierwsze osoby stanęły na głębokości -390. Kolejne partie, już poziome prowadzą przez niewielkie korytarze, ale jakże pięknie. Tu mieliśmy możliwość najbliżej przyjrzeć się pięknym formą krasowym jak: grzybki, makarony, mleko wapienne, draperie, aragonity itp.
Po kilku godzinach marszu zaczął nam towarzyszyć ciek wodny, który z małymi przerwami towarzyszył nam już do końca. Wody robiło się coraz więcej i tylko czekaliśmy na moment w którym zostaliśmy zmuszeni do przebrania się w pianki. Ten moment nastąpił w 1/3 Grand Canionu, gdy poziom wody zaczął sięgać powyżej pasa. Trzeba było przyznać że woda jak na nasze wyobrażenie Pirenejów była okropnie zimna. Kolejne etapy pokonywaliśmy z coraz większą ilością wody, w trudniejszych momentach korzystaliśmy z przygotowanych poręczówek. Miejsca które nie dało się pokonać ciągiem wodnym przechodziliśmy oznakowanymi obejściami, często przy użyciu przygotowanych liny.
W Sali Susse po raz drugi pod ziemią spotkaliśmy z tak wielka salą, w której mieściła się prawdziwa ostra grań. W tym miejscu należy uważać, trzeba się kierować się prawą stroną, gdyż na grani jest odejście w lewo do nowo eksplorowanych ciągów idący w zupełnie innym kierunku niż trawers.

Najbardziej nam w pamięci zostaną dwa odcinki wodne. Pierwszy to jeziorko przy którym nie sięgaliśmy nogami dna oraz przegapiliśmy moment niepozornego odbicia w prawo w górę w ścianie. Przez co pokonaliśmy dodatkowych 100 metrów w wodzie aż do syfonu i straciliśmy pół godziny.
Drugi to jeziorko, które było zaporęczowane i to zupełnie nie bez powodu, gdyż przez środek jeziorka płynął mocny poprzeczny prąd. W takich miejscach jak te, docenialiśmy fakt iż w naszych worach jaskiniowych znajdowały się wodoszczelne worki które działały jak bojki.
Po jakimś czasie dotarliśmy do Sali Lapineux, gdzie znajduje sie mauzoleum Loubensa, a przy nim znajdują się szczątki noszy i wyciągarki którymi próbowano ratować Marcela Loubensa w 1952 r. W Sali tej można też zobaczyć pozostałości obozu pierwszych odkrywców oraz znajdujące się pierwsze tabliczki z napisem La Verna. W dolnych partiach wisi fragment (trzy szczeble) drabinki linowej, która jest już w opisach z lat 50.
Od tego momentu do końca trawersu było już sucho. Mijaliśmy kolejno ogromne sale: Casteret-a, Loubensa, Queffeleca, Adali, Chevalieraa co zajeło nam kolejnych 6 godzin. Pokonywanie każdej z tych monumentalnych sal przebiegało według z góry określonego scenariusza: wejście do sali, odszukanie w mroku odblasku na szczycie piargowiska, wspinaczka w kierunku odblasku, odszukanie kolejnego odblasku znajdującego się w dolnych partiach sali a następnie wyjście i tak w kółko. Przez całość jaskini towarzyszyły nam odblaski, biało czerwone taśmy oraz kopczyki. Co ciekawe, niektóre z tych odblasków oraz kopczyków mogą być w jaskini od początku eksploracji z lat 50. W późniejszych salach zaczęliśmy zatracać orientacje, być może ze zmęczenia oraz już wczesnych porannych godzin.

O 5 rano naszym oczom ukazały znajome poręczówki, które widzieliśmy dnia poprzedniego, a za nimi piękna sala La Verna.

Podsumowując: kawał dziury! :)

Ps. Sprawozdanie powstawało przed otworem dziury podczas gdy druga ekipa deporęczowała jaskinie :)
środa, 12 kwiecień 2023 21:12

2023.04.11 Jaskinia Ostra-Rolling Stones

Karolina Barciszewska-Kozioł SBB/ST
Łukasz Piechocki SBB
Wojciech Zowada SBB
Karol Pastwa SBB/KAGB GOPR

Trzeba sie poruszać po Swietach - edycja Wielkanocna
 
Podobnie jak po Bożym Narodzeniu wybraliśmy się na szybką akcje do Beskidzkiej jaskini, tym razem Karolina zaproponowała Rolling Stones- Ostra. Ja jak zawsze byłem chętny na taką spontaniczną akcję. W poniedziałek określiliśmy wstępny plan, godzinę i miejsce zbiórki by nastepnego dnia o godzinie 16:00 wyruszyć spod charakterystycznego kościoła w Ostrem ku jaskini. Szybkim krokiem docieramy zgodnie z GPS pod otwór... niestety musimy go chwilę szukać i Łukasz odnajduje go kilkadziesiąt metrów niżej. Ku naszemu zdziwnieniu przed wejściem "Ostra" ktoś czeka. Po krótkiej wymianie informacji dowiadujemy się, że w jaskini działają już dwie grupki pasjonatów jaskiń. 
Szybkie przebranie i wchodzimy i my. Ja osobiście po wejściu od razu powędrowałem pod zacisk wyrwibark, aby go przejść i wrócić do reszty ekipy w celu dalszej eksploracji. Dotarliśmy do Sali z Oknami, gdzie ja z Karoliną poszliśmy jeszcze w kierunku "Szczeliny do końca" jednak uznaliśmy, że wracamy z uwagi na "tłok" w jaskini. Na powrocie każdy z nas próbował jeszcze wejść w różne opcje bocznych korytarzy. Opcje były różne zależne od naszych predyspozycji. Gdy zobaczyłem gdzie wszedł Wojtek rzuciłem tylko krótkie "o kurde"(dosadniej) co ukazało obraz głębokości studzienki.
Na powrocie oczywiście po raz kolejny przeszedłem w dwie strony zacisk łączący obie jaskinie, aby jednak w komplecie wyjść otworem Ostra.
Akcja trwała ok 3 godziny i już planujemy kolejną... byc może Trzy Kopce. Tym razem nie koniecznie czekajac na kolejne Święta do realizacji tego planu.
poniedziałek, 02 styczeń 2023 18:41

2022.12.28 Jaskinia Salmopolska


Wojciech Zowada - SBB 
Karol Pastwa - SBB/KAGB GOPR
Jakub R. - Osoba Towarzysząca
Karolina Barciszewska-Kozioł - ST/SBB


“Trzeba poruszać się po świętach!”

Spotykamy się o 18:00 na przełęczy Salmopolskiej. Zimno! - choć wydawało się, że przyszła już wiosna. Przebieramy się w kombinezony, które po świętach zrobiły się jakieś małe ;) Oficjalnie wybieramy Karola jako kierownika wyjścia - w końcu zna tą dziurę najlepiej! Karol zamykając auto powiedział, że czegoś zapomniał po chwili dodał półgłosem “zrobię to z repika” - cała ekipa w większości męska usłyszała, że zapomniał “torebki” - i tak szpejarka została torebką ;) Następnie maszerujemy do dziury asfaltem, bo “po co przez śniegi” - mijamy barierki i szybko do dziury, w której jest ciepło, na tyle że już na samym początku pasuje się rozebrać. Dobra, działamy. Mijamy szybko wstępne labirynty i po chwili jesteśmy na pierwszym progu. Poręczujemy kawałek liny i szybko pokonujemy metry w dół. Potem już leci, mijamy: Studnie Końcową, Salę Tosi, Wielki Kanion, Partię Postrzodkowe… Panowie w tym czasie dbają, aby torebka z pełną gracją przechodziła kolejne partie jaskini. Słychać tylko komendy: 

  • Karol podaję torebkę
  • Ok, już ją biorę!
  • Delikatnie, to torebka od Louis Vuitton!

Mijamy kilka nietoperzy po drodze, które smacznie sobie śpią.

Mijamy Rozdzielnie i dochodzimy do Galerii Postrzodkowej, która jak na Beskidzkie rozmiary jest dla nas ogromną salą. Panowie rozstawiają się, robimy kilka pamiątkowych fot :) Próbujemy iść w stronę dna, wszyscy chętni!, ale nawet Ci najbardziej smukli nie mieszczą się po świętach w zacisku, więc odpowiedzialnie odpuszczamy, aby koledzy kierownika nie mieli dziś pracy w jaskinii :)

Panowie w drodze powrotnej sprawdzają swoje umiejętności w ciasniejszych miejscach, jednak święta były obfite, więc kierownik częstuje żelkami i szybko postanawiamy wracać bo zbliza sie 21. Mijamy prożek, ściągamy linę, pakujemy wszelkie manatki i stwierdzamy, że czas się pożegnać w dziurze, bo na zewnątrz będzie na tyle zimno, że każdy wskoczy szybko do swojego samochodu. Jednak za szybko te pożegnanie! Wyjście okazało się, nie wyjściem, tylko Komorą Piaskową. Błądzimy parę minut, aż w końcu Wojtek nas woła, znalazł wyjście - wyjście! ? Wyciąga nas szybko z jaskini, szybki sprint w całkiem błotnych i mokrych kombinezonach na mrozie. Szybko się przebieramy i głodni jedziemy do domów na kolację ;) 

poniedziałek, 20 czerwiec 2022 11:37

2022.06.18-19 Wyjazd kursowy - Łutowiec i Birów

Tomasz Grzegrzułka
Agnieszka Krawczyk
Magdalena Zarzycka
Tomasz Kadłubicki
Mateusz Kohut
Wojciech Zowada
Karol Pastwa

Upalny weekend spędziliśmy trenując wspinaczkę i autoratownictwo. Pierwszego dnia w kameralnym gronie wspinaliśmy się na sportowo w skałach na Łutowcu, ćwicząc asekuracje z dolnego i górnego stanowiska, wspinaczkę wielowyciągową i zjazdy w wysokim przyrządzie . Na koniec dnia przenieśliśmy się w zacienione miejsce i podsumowaliśmy dzień przez wspinaczkę dwuwyciągową na własnej asekuracji. Dodatkowo przypomnieliśmy sobie metody podchodzenia na linie, opuszczania i wciągania partnera wspinaczkowego. Po zajęciach udaliśmy się do Birowa na biwak.
W niedzielę w szerszym gronie założyliśmy uprzęże i sprzęt jaskiniowy i ćwiczyliśmy techniki autoratownictwa - opuszczanie partnera wraz z uwolnieniem z przyrządów do wychodzenia i zjazdu -  co jest niezbędne na czekającym nas egzaminie. Dodatkowo zapoznaliśmy się z budową układów do wyciągania partnera. Poćwiczyliśmy także schodzenie na przyrządach do podchodzenia. Mielismy również możliwość podglądania jak wygląda egzamin na KTJ, gdyż obok nas adepci taternictwa zmagali się z zadaniami egzaminacyjnymi i stresem temu towarzyszącym. 
Cały dzień spędziliśmy w zacienionym miejscu, gdzie upał nas nie dosięgnął, co było bardzo przyjemne po pierwszym dniu spędzonym w pełnym słońcu. 
Wojciech Jasiak
Joanna Micherdzińska
Piotr Gawlas - Kudłaty 
Karol Pastwa 
Ratownicy GB GOPR (17 osób)

W dniu 21.05.2022 odbyło się szkolenie ratowników GB GOPR z udziałem przedstawicieli lokalnego środowiska jaskiniowego SBB oraz Dzikiej Grupy Malinka. Pozoracja odbyła się w jaskini Salmopolskiej i miała na celu poznanie nowych partii jaskini; transport poszkodowanego w ciasnych partiach, studniach i szczelinach wraz z bieżąca analiza sposobów pokonania tych partii. Podczas transportu rozeznano potencjalne zagrożenia i przećwiczono przeciwdziałanie ewentualnym sytuacjom niebezpiecznym podczas transportu. Podczas ewakuacji ratowanej pokonano dwa progi o wysokości kilku metrów wymagających użycia technik linowych wraz z trawersem nad studnią. Ponadto transport odbywał się w wąskich korytarzach i wymagał dobrego współdziałania całego zespołu ratowników. 
Realizacja ewakuacji prowadzona wspólnie przez ratowników GB GOPR oraz lokalnych grotołzów pozwoliła na zintegrowanie środowiska i zapoznaniu ze specyfiką prowadzenia akcji ratowniczej co może być wykorzystane przy prowadzeniu realnych akcji.
Strona 1 z 2