poniedziałek, 30 czerwiec 2025 20:33
2025.06.28-29 Jura wyjazd kursowy
Anna Pawlik
Łukasz Owczarzak
Piotr Wójcik
Tomasz "Murzyn" Grzegrzułka
Kasia
W sobotę rano stawiamy się na parkingu w Podlesicach. Niestety z powodu braków kadrowych jesteśmy w okrojonym składzie. Choć było czuć lekkie napięcie, bo przewodzi nam Murzyn, to gotowi do działania ruszamy pod skałę. Słońce nie zdążyło nam jeszcze porządnie przygrzać, a my z pełnym zestawem kości, friendów, heksów i niekończącym się optymizmem zaczynamy działać. Naszą wspinaczkową przygodę zaczynamy od zakładania stanowisk, tu wyobraźnia zaczęła wszystkim pracować na wysokich obrotach, żeby tylko stworzyć coś godnego pochwały Murzyna. Z każdym metrem w górę szło nam coraz lepiej, a szukanie przelotów sprawiało ogromną frajdę i powstało z tego kilka ciekawych dróg tradowych, choć już przetartych, ale te były inne - takie nasze. Późnym popołudniem każdemu z naszej czwórki zechciało się ambitnie zrobić swoje "życiówki". Choć Murzyn w nas dziewczyny nie do końca wierzył, to udowodniliśmy, że jak się baba uprze to nie ma zmiłuj. I po pierwszej nieudanej próbie, choć miękkim lądowaniu, dałyśmy radę.
A żeby nie zapominać o chłopakach, oni też nauczyli się, że linę przed zrzutem trzeba dobrze sobie ułożyć :)
Później, jak tylko zwolniło się miejsce to przeszliśmy pod Sowę. Można chyba stwierdzić, że sportowe wspinanie się nie daje już takiej frajdy, bo wszystko mamy gotowe.
Choć dzień był długi, bo działaliśmy do późnego popołudnia, to był wyjątkowo spokojny i cichy, jeśli chodzi o wybaczalność naszych błędów. Myślę, że każdy z nas się w tym dniu wiele nauczył na własnych błędach (ja na pewno). Ten dzień zakończył się bardzo dobrze, choć wyjątkowo jak na nas szybko. Być może byliśmy już tak wymęczeni, albo mam drugą teorię, brakowało nam reszty grupy i Wacka z jego sezonowymi "syropami"
Niedziela rano, pobudka, szybkie śniadanie, ubranie się w uprząż i trzydzieści metrów dalej już działamy, bo tym razem czeka na nas Czaszka na Łutowcu .Myślą przewodnią tego dnia są słowa "kości zostały rzucone" :) a więc działamy. Ta skała ma chyba najpiękniejsze naturalne stanowiska, więc zakładanie przelotów sprawiało dużą frajdę. Choć byliśmy już trochę zmęczeni poprzednim dniem, to udało się trochę podziałać.
Podsumowanie. Pomimo wielu siniaków na nogach, jednym obitym nosie wszyscy jesteśmy cali. Bogatsi o nowe doświadczenia i pełni chęci na więcej, bo tylko ćwicząc nabędziemy wprawy.
Łukasz Owczarzak
Piotr Wójcik
Tomasz "Murzyn" Grzegrzułka
Kasia
W sobotę rano stawiamy się na parkingu w Podlesicach. Niestety z powodu braków kadrowych jesteśmy w okrojonym składzie. Choć było czuć lekkie napięcie, bo przewodzi nam Murzyn, to gotowi do działania ruszamy pod skałę. Słońce nie zdążyło nam jeszcze porządnie przygrzać, a my z pełnym zestawem kości, friendów, heksów i niekończącym się optymizmem zaczynamy działać. Naszą wspinaczkową przygodę zaczynamy od zakładania stanowisk, tu wyobraźnia zaczęła wszystkim pracować na wysokich obrotach, żeby tylko stworzyć coś godnego pochwały Murzyna. Z każdym metrem w górę szło nam coraz lepiej, a szukanie przelotów sprawiało ogromną frajdę i powstało z tego kilka ciekawych dróg tradowych, choć już przetartych, ale te były inne - takie nasze. Późnym popołudniem każdemu z naszej czwórki zechciało się ambitnie zrobić swoje "życiówki". Choć Murzyn w nas dziewczyny nie do końca wierzył, to udowodniliśmy, że jak się baba uprze to nie ma zmiłuj. I po pierwszej nieudanej próbie, choć miękkim lądowaniu, dałyśmy radę.
A żeby nie zapominać o chłopakach, oni też nauczyli się, że linę przed zrzutem trzeba dobrze sobie ułożyć :)
Później, jak tylko zwolniło się miejsce to przeszliśmy pod Sowę. Można chyba stwierdzić, że sportowe wspinanie się nie daje już takiej frajdy, bo wszystko mamy gotowe.
Choć dzień był długi, bo działaliśmy do późnego popołudnia, to był wyjątkowo spokojny i cichy, jeśli chodzi o wybaczalność naszych błędów. Myślę, że każdy z nas się w tym dniu wiele nauczył na własnych błędach (ja na pewno). Ten dzień zakończył się bardzo dobrze, choć wyjątkowo jak na nas szybko. Być może byliśmy już tak wymęczeni, albo mam drugą teorię, brakowało nam reszty grupy i Wacka z jego sezonowymi "syropami"
Niedziela rano, pobudka, szybkie śniadanie, ubranie się w uprząż i trzydzieści metrów dalej już działamy, bo tym razem czeka na nas Czaszka na Łutowcu .Myślą przewodnią tego dnia są słowa "kości zostały rzucone" :) a więc działamy. Ta skała ma chyba najpiękniejsze naturalne stanowiska, więc zakładanie przelotów sprawiało dużą frajdę. Choć byliśmy już trochę zmęczeni poprzednim dniem, to udało się trochę podziałać.
Podsumowanie. Pomimo wielu siniaków na nogach, jednym obitym nosie wszyscy jesteśmy cali. Bogatsi o nowe doświadczenia i pełni chęci na więcej, bo tylko ćwicząc nabędziemy wprawy.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Etykiety
niedziela, 18 maj 2025 18:40
2025.04.27 Spotkanie Kursowe - Wisła skała Kobyla
Tomasz „Murzyn” Grzegrzułka
Piotr "Kudłaty" Gawlas
Bartosz Brzezinka
Michał Merta
Arkadiusz Turek
Piotr Wójcik
Anna Pawlik
Alicja Kapustka
Łukasz Owczarzak
Dominika Kot
Katarzyna Domaniecka
W pewien (pozornie) spokojny dzień kwietnia, spotkaliśmy się całą grupą pod skałę na Kobylej, by na własnej skórze (dosłownie i w przenośni) móc przekonać się jak to jest mierzyć się ze skałą. Po wypiciu szybkiej, ciepłej kawy i ubraniu się w uprząż, zeszliśmy pod skałę, bo wiatr nie był zbyt przyjemny. Zajęcia rozpoczęły się od krótkiego wprowadzenia przez Bartka, dotyczącego podstaw wspinaczki: zasad asekuracji, komend wspinaczkowych, technik poruszania się po ściance oraz zasad bezpieczeństwa.
Następnie przypomnieliśmy sobie, po raz 150 jak się wiąże ósemkę, sprawdziliśmy uprząż i dołożyliśmy do niej sprzęt osobisty. Miłe wrażenie mieć lekką uprząż i nie za dużo sprzętu (jeszcze !). Bartek pozakładał nam stanowiska do ćwiczeń, a my w tym czasie podzieliliśmy się w pary. Jednym z kluczowych elementów naszych zajęć była właśnie praca w parach - czyli piękna, budująca zaufanie forma współpracy, w której jedna osoba wspina się po pionowej ściance, a druga trzyma jej życie... na cienkiej linie. Dosłowie. Aniu, dziękuję Ci za cenne lekcje :)
Asekuranci stanęli dzielnie na ziemi, z oczami wpatrzonymi w skałę i rękami na linie. Wspinacze zaś z każdym metrem w górę odkrywali coraz więcej : własne granice i nowe partie mięśni. Praca w parach uczy odpowiedzialności , komunikacji i dużego zaufania.
Wnioski po całym dniu wspinania. Po pierwsze - skała nie wybacza. Po drugie- najważniejsze to ufać partnerowi i linie.
Wiele się tego dnia nauczyliśmy, najbardziej tego, że trzeba uważać na spadające z góry kamienie, bo mogą być bardzo niebezpieczne. Już na sam koniec mogliśmy zapoznać się ze sprzętem do wspinaczki tradycyjnej : kości, heksy, friendy, ekspresy. Choć większość z nas tęskni już bardzo za jaskinią, to nauka wykorzystania tego sprzętu w praktyce też może być ciekawa.
Było zabawnie, ucząco i na pewno nie nudno.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Etykiety
wtorek, 15 kwiecień 2025 16:41
13.04.2025 Spotkanie Kursowe - Autoratownictwo
Tomasz „Murzyn” Grzegrzułka
Wacław "Przygoda" Michalski
Piotr "Kudłaty" Gawlas
Piotr "Kudłaty" Gawlas
Michał Merta
Arkadiusz Turek
Piotr Wójcik
Anna Pawlik
Katarzyna Domaniecka
Alicja Kapustka
Łukasz Owczarzak
Alicja Kapustka
Łukasz Owczarzak
Anna Boczkowska
Dominika Kot
Ponoć pijąc kawę o poranku łatwiej się rozbudzić i zacząć dzień z większą energią. Dlatego spotkanie rozpoczęliśmy od kolejki pod ekspresem i czymś co osłodzi nam te (jeszcze nie wiedzieliśmy co nas czeka) bolesne i różne w skutkach „pozycje linowe”.
Jak przebiegało szkolenie? Na początku ratowaliśmy partnera podczas zjazdu i tu wielu trudności nie było. Schody zaczęły się w sytuacji, w której partner doznał urazu podczas podchodzenia na linie. O matko i córko…! Jak tu się człowiek namęczył i nakombinował! Nie sądziliśmy, że uprząż może być tak niewygodna oraz sprawić tyle bólu (chyba lepiej być jednak wtedy nieprzytomnym ;)) Momenty „bliskiego spotkania” i śmiech, który temu towarzyszył trochę tłumił ból z powodu wrzynającej się w zadek uprzęży. Tak, to spotkanie sprawiło, że napewno staliśmy się sobie bardziej bliscy… Myślę, że każdy z nas doszedł też do wniosku, że to są to bardzo ważne umiejętności, które trzeba regularnie powtarzać i ćwiczyć bo nie są to łatwe i oczywiste zabiegi na linie.
Co jeszcze z tych fajnych kwestii? A no to, że mogliśmy odciąć Murzyna wiszącego na linie oraz poćwiczyć tworzenie stanowisk, zastosowanie przeciwwagi, mogliśmy również poużywać takich sprzętów jak Micro Traxion.
Podsumowując, co wyniosłam z tego spotkania (oprócz obolałego zadka i poczucia, że z moją Anną to już bliżej być nie mogę) to, że dam radę wyciągnąć dwa razy większego ode mnie Arka, że mając mało czasu na działanie naprawdę trzeba mieć dobrze wyćwiczone te techniki, że to nie są łatwe rzeczy. Musimy to powtarzać i ćwiczyć bo być może kiedyś uratuje to komuś życie. Grupa jest ambitna i podobnego zdania, a więc już poruszyliśmy temat utrwalania tej wiedzy i ćwiczeń.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Etykiety
czwartek, 02 styczeń 2025 16:24
2024.12.29 - Jaskinia Miętusia Wyżnia - Wyjazd Kursowy
Tomasz Grzegrzułka
Wacław Michalski
Dominika Kot
Anna Boczkowska
Łukasz Owczarek
Michał Merta
Piotr Wójcik
Arkadiusz Turek
Bartosz Brzezinka
Katarzyna Więckowska
Wojciech Chroszcz
Katarzyna Domaniecka
Drugi dzień kursowy i ostatnie wejście do jaskini w tym roku. Na kierownika wyprawy zostałam wytypowana ja - żółtodziób z nizin. Już samo podejście pod jaskinię było trudne i długie, a że to drugi dzień, to także bardzo męczące. Z parkingu ruszyliśmy o godz. 7.45, pod dziurą byliśmy o 10.24. Samo wejście do jaskini wymagało użycia lin. Szybkie przebranie się i wchodzimy.
Po przejściu przez Mylną Rurę, doszliśmy do pierwszego zjazdu, do Sali Matki Boskiej. Następnie podzieliliśmy się na dwie grupy, żeby akcja mogła przebiec szybciej i sprawniej. Tym razem drużyny były mieszane. Część z nas ruszyła do błotnego syfonu. Doszliśmy do pierwszego syfonu, w którym stała woda, ale dalej już nie przeciskaliśmy się. Wracaliśmy do rozwidlenia, gdzie rozdzielaliśmy się na grupy i czekaliśmy na pozostałych, którzy wychodzili z suchego dna.
Zjazd na suche dno był bardzo ciekawy, bo było kilka przepinek, dno było dosyć wąskie. Trzeba było bardzo uważać na spadające odłamki skał. Natomiast wyjście już szło dużo szybciej, gdyż chęć skorzystania z toalety była bardzo duża, zwłaszcza, gdy wychodzi się przy akompaniamencie odgłosów wody puszczanych z telefonu.
Tym razem nikt z nas nie był mokry, jednak ochraniacze na kolana bardzo się przydały.
Podsumowując: lin nie zabrakło, wszyscy wyszli w jednym kawałku. Tak więc żółtodziób dał sobie radę, w tej ostatniej dziurze w starym roku.
Wacław Michalski
Dominika Kot
Anna Boczkowska
Łukasz Owczarek
Michał Merta
Piotr Wójcik
Arkadiusz Turek
Bartosz Brzezinka
Katarzyna Więckowska
Wojciech Chroszcz
Katarzyna Domaniecka
Drugi dzień kursowy i ostatnie wejście do jaskini w tym roku. Na kierownika wyprawy zostałam wytypowana ja - żółtodziób z nizin. Już samo podejście pod jaskinię było trudne i długie, a że to drugi dzień, to także bardzo męczące. Z parkingu ruszyliśmy o godz. 7.45, pod dziurą byliśmy o 10.24. Samo wejście do jaskini wymagało użycia lin. Szybkie przebranie się i wchodzimy.
Po przejściu przez Mylną Rurę, doszliśmy do pierwszego zjazdu, do Sali Matki Boskiej. Następnie podzieliliśmy się na dwie grupy, żeby akcja mogła przebiec szybciej i sprawniej. Tym razem drużyny były mieszane. Część z nas ruszyła do błotnego syfonu. Doszliśmy do pierwszego syfonu, w którym stała woda, ale dalej już nie przeciskaliśmy się. Wracaliśmy do rozwidlenia, gdzie rozdzielaliśmy się na grupy i czekaliśmy na pozostałych, którzy wychodzili z suchego dna.
Zjazd na suche dno był bardzo ciekawy, bo było kilka przepinek, dno było dosyć wąskie. Trzeba było bardzo uważać na spadające odłamki skał. Natomiast wyjście już szło dużo szybciej, gdyż chęć skorzystania z toalety była bardzo duża, zwłaszcza, gdy wychodzi się przy akompaniamencie odgłosów wody puszczanych z telefonu.
Tym razem nikt z nas nie był mokry, jednak ochraniacze na kolana bardzo się przydały.
Podsumowując: lin nie zabrakło, wszyscy wyszli w jednym kawałku. Tak więc żółtodziób dał sobie radę, w tej ostatniej dziurze w starym roku.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Etykiety
