Jaskinie i wyprawy (1605)
Gabriela Gajny
Jerzy Ganszer
Trawers między otworem głównym a bocznym. Czas akcji w jaskini 2 godziny. Wykonano wiele zdjęć.
Tutaj kilka zdjęć z akcji - "kliknij"
Tomasz Pawłowski
Lena Katarzyna Koprowska
Patrycja Kopytko
Dominik Sarnowski
Bartłomiej Golik
Wojciech Jasiak
Łukasz Piechocki
2018.05.31 - 06.03 The best of Rumunia - Rumunia is the best
Napisał Patrycja Kopytko
Dominik Sarnowski
Tomasz Pawłowski
Bartłomiej Golik
Wojciech Jasiak
Łukasz Piechocki
Katarzyna Lena Koprowska
Patrycja Kopytko
Za sprawą owocnej współpracy Tomka oraz Dominika jedziemy w przepiękny rejon Padiş w Parcul Natural Apuseni, w Rumunii.
Już w środę ruszamy w nocną trasę pełni entuzjazmu. Pogoda jak na zamówienie: bezchmurne niebo, pełnia słońca, jak w środku lata. Szybkie zakupy na lokalnym targowisku i około południa dojeżdżamy na naszą bazę wypadową Canton Glăvoi.
Krótki rekonesans kończy się spacerem na Poiana Ponor – polana, która w okresie deszczowym lub przy topniejących śniegach zamienia się w pokaźnych rozmiarów jezioro; jest to największy powierzchniowo fenomen w Europie, który został rezerwatem przyrody.
Wody może zbyt dużo nie było, ale wystarczyło, aby Łukasz i Bartek się zmoczyli, a Prezes niefartownym skokiem dorobił się kontuzji.
Po rekonesansie pakujemy pianki i szpej, przed nami Peștera Cetățile Ponorului, która powala wszystkich swymi wrotami głównymi, które są jednymi z największych w Europie (ponad 70m wys.). Wchodzimy drugim otworem gdzie od startu wita nas woda. Kilka zjazdów po pochylniach i jesteśmy mokrzy po uszy. Kolejne korytarze przepływamy wpław, co dostarcza wszystkim sporo wrażeń. Niestety moment powrotu wyznacza utrata komfortu termicznego. Na zakończenie dnia przyrządzamy wspólnie bogracz.
Następnego dnia dołączają do nas koledzy ze Speleoklubu z Wrocławia i ruszamy do Peștera Zăpodie, którą poręczuje Lena. Po odcinkach linowych zatrzymuje nas korek lodowy w studzience, który jednak nie jest w stanie zatrzymać nam akcji i odpuszcza silnej determinacji Tomka i jego wiertarki. Wkraczamy w przepiękny ciasny meander, korytarze zalane mlekiem wapiennym aż dochodzimy do czarnego kanionu huczącego pędzącą wodą. Odwiedzamy przepiękne sale z niesamowitą gamą naciekową, czarnym wapieniem, pajęczyną wapienną oraz mamy okazję zobaczyć zaleszczotka. Cała akcja kończy się po 12 godzinach deporęczem Łukasza i Bartka i epickim zwijaniem liny przez Patrycję i Gosię. Na bazie nagroda w postaci ogniska i toastu.
W sobotę członkowie SBB zarządzili dzień restowy. Patrycja wraz z Dominikiem poszli na trekking do kanionu Piatra Galbenei oraz jaskini lodowej Gh. Focul Viu; Lena i Bartek zrobili trawers między otworami Cetățile Ponorului; Tomek wraz z kolegami z Wrocławia poszli do Avenul Borțig.
Degustowaliśmy lokalne przysmaki a wieczorem rozpaliliśmy ognisko z tradycyjnymi kiełbaskami.
Ostatniego dnia zwiedziliśmy jeszcze dwie przepiękne jaskinie turystyczne: Peștera Meziad i Farcu Crystal Cave.
Wszystko udało się wybornie, zatem pracujemy nad kondycją i nabieramy apetytu na coraz dalsze i piękniejsze podziemne przygody.
[pisała Lena, zmodyfikowała Patrycja]
[zdjęcie: Tomasz Pawłowski]
Wyjazd kursowy - podstawy wspinania na własnej asekuracji, czyli piknik pod skałą z opcją wspinania.
2018.05.19 Jaskinia Śnieżna - suche dno Polski - 579 m
Napisał Michał GanszerI grupa poręczująca:
Łukasz Piechocki
Marek Sobański
Dariusz Rozmus
Lena Koprowska
Jerzy Ganszer
II grupa reporęczująca
Wacław Michalski
Wojciech Jasiak
Bartłomiej Golik
Kamil Polański
Bartosz Baturo
Wszystkie osoby stanęły na dnie, czyli były przy Syfonie Dziadka. Czas I grupy 13 godzin. W jaskini spotkano trzech grotołazów z Akademickiego Klubu Grotołazów AGH Kraków. Akcja przebiegała sprawnie, było sporo wody. Cztery osoby stanęły pierwszy raz na dnie. Widoczny dalszy ubytek lodu w rejonie przy otworowym.
Jerzy Ganszer zorganizował nam klubową akcję na dno Polski od otworu jaskini Śnieżnej. Tłumnie zgłosiło się na nią w sumie 15 uczestników, jednak nagłe ataki przeziębienia oraz wypadki losowe zredukowały nas do 10 osób. Podzieliliśmy się na dwa zespoły: z Prymulą o 6:00 rano wychodzili: Lena, Marek, Łukasz i Darek, z Wackiem o 8:00 szli: Kamil, Bartek, Wojtek i Bartosz.
Pierwszej grupie na podejściu towarzyszyły nam nisko zawieszone chmury, które odebrały pogadankę o topografii. Na szczęście nic z nich nie padało, więc suchą stopą stanęliśmy pod dziurą. Szybkie przebieranie - jak to z Ganszerem - i już jedziemy po wielkim lodospadzie. W wielkiej studni zastaje nas deszcz jaskiniowy, ale większość z nas nic sobie z niego nie robi nie zakładając nawet kapturów na głowę. To błąd, bo woda powpadała nam za kołnierze i po tych 80m zjazdu właściwie wszyscy jesteśmy zupełnie mokrzy. Potem jest już tylko... Coraz gorzej! Na obu płytowcach WODA leje się regularnym strumieniem i podczas zjazdów właściwie nie sposób jej ominąć, więc kto nie wziął neopremowych skarpet miał czego żałować. Potem zaś WODOciąg, więc jak sama nazwa wskazuje towarzyszyła nam woda - prawie po kolana. Łaskawie nie wlewała nam się do kaloszy, ale to już nie grało wielkiej roli.
Suchy biwak Ganszer pokazał nam tylko palcem, no bo szkoda czasu ;) więc pomknęliśmy przez - o matko! - II i III WODOspad, w których woda napierd*** z dzikim hukiem, aż do drugiego biwaku. Tam nawet usiedliśmy na chwilę na karimatkach i zdążyliśmy się posilić. Potem jeszcze tylko pochylnia, trawers, błotne - nomen omen - łaźnie i już jesteśmy przy Syfonie Dziadka, obok którego towarzyszy nam huczący w niebogłosy WODOspad.
Wracamy.
Błotne łaźnie były naszym przyjacielem tylko dotąd, dokąd można było zjeżdżać na nich na czterech literach. Na podejściu dostarczyły nam wiele emocji i pozwoliły zrobić powtórkę z łaciny kuchennej. Lejąca się nam dalej na głowy woda przestała już robić jakiekolwiek wrażenie i wkurzała tylko o tyle, że nie można było się sprawnie komunikować mimo wydawania komend wrzaskiem na całe gardło. Biwaczek dzięki uprzejmości drugiej ekipy w pełni zaopatrzony w wodę, kawę, herbatę, zupy, słodycze etc, a dzięki stylowi a’la Ganszer trwał w sumie tyle, ile dochodził wrzątek. Resztę spotkanej wody na podejściach już dość mocno zignorowaliśmy, by na koniec wyrównał bilans i do szewskiej pasji doprowadził nas lodowiec. Taktyki jego wychodzenia były różne, żadna nie działała, objawiała się jękami, szlochami, wyciem, bluzgami, sapaniem, chrząkaniem, pomrukami, szeptami czułych słówek i innymi temu podobnymi :)
Na zejściu spotkała nas jeszcze jedna przygoda: na płacie śniegu Darek zaliczył niekontrolowany zjazd jakieś 50 m w dół. Nic się nie stało, ale wyglądało groźnie jak każdy niekontrolowany górski incydent. Ganszer obiecał wykład z „hamowania bez raków i czekana”. Nadmiar wrażeń zrekompensowaliśmy sobie hot dogami na stacji benzynowej w środku nocy.
Ku przestrodze publikuję niniejsze sprawozdanie, morał z niego bowiem PŁYNIE taki:
jak następnym razem Prymula będzie zapraszał, Drodzy klubowicze, na akcję i zapyta Was tak jak mnie przed Śnieżną:
-Lena, czy nie przeszkadza Ci szum WODY w jaskini?
radzę to dobrze przemyśleć :)
Zdjęcie Marek Sobański
Sprawozdanie z tego okresu jest już w sprawozdaniach wewnętrznych - zostało tam umieszczone ze względu na słabą jakość literacką!
Cudownego, słonecznego dnia Pańskiego 13.05.2018 r. spotkała się zacna grupa kursantów pod Górą Birów w liczbie 4 sztuk + miłościwie im panujący instruktor w osobie Tomasza Grzegrzułki.
Zajęcia z podstaw wspinaczki skałkowej rozpoczęły się planowo o godzinie 9.30 i trwały do późnych godzin popołudniowych. Chętni mieli niespotykaną możliwość odwiedzin Pustyni Błędowskiej.
Podczas zajęć poznaliśmy podstawowy sprzęt wspinaczkowy i jego obsługę (uprzęże, karabinki, liny, ekspresy, taśmy, przyrządy asekuracyjne). Mieliśmy również niebywałą okazję poćwiczyć węzły takie jak: ósemka, kluczka, wyblinka, półwyblinka, flagowy oraz węzły zaciskowe: bloker, prusik oraz stoper taśmowy, które z całą pewnością będą nam towarzyszyły podczas naszej jaskiniowo-wspinaczkowej przygody.
Oczywiście kursanci przebierali nogami na samą myśl o samodzielnych zjazdach więc po omówieniu części teoretycznej udaliśmy się nieco wyżej aby przenieść teorię na praktykę. Nikt nie miał wątpliwości, że tak zgrana grupa poradzi sobie z zadaniem bez większych problemów. Ćwiczyliśmy zjazdy z własną asekuracją oraz przepinanie się na stanowiskach pośrednich.
Poziom trudności piął się w górę więc przenieśliśmy się na szczyt góry aby zapoznać się ze sprzętem umożliwiającym zakładanie własnej asekuracji: kostki, tricamy oraz nauczyć się jak wykorzystywać formy skalne przy zakładaniu asekuracji. Dalszy etap szkolenia obejmował budowanie punktów wielokierunkowych, asekurację górną przy użyciu półwyblinki i przyrządu typu reverso. Naszym głównym zadaniem było nie dać spaść instruktorowi w przepaść :
D ahh ta wiara w umiejętności kursantów
Wszyscy szczęśliwi, uśmiechnięci a przede wszystkim cali zakończyli szkolenie i rozjechali się do domów
Uczestnicy:
Izabela Rosner - Manda
Tomasz Manda
Natalia Gąsior
Bartosz Baturo
Na zakończenie szkolenia 3-osobowy zespół poprowadził pierwszą swoją wspinaczkę z dolną asekuracją
Maja Jędrzejewska
Adam Marcinków
Marcin Freindorf - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego
Kolejna akcja w Litworce. Całkiem sprawna. Dwóch członków wyprawy osiągnęło dno magla.
2018.05.11-13 Wyjazd dla Weteranów nr 29 - Muránska Planina /po raz drugi/
Napisał Michał Ganszer- Jan Dunat - Weteran
- Jerzy Ganszer
- Zofia Gutek
- Beata Michalska-Kasperkiewicz
- Stefan Mizera - Weteran
- Jerzy Niepsuj - Weteran
- Jerzy Pukowski
- Jerzy Urbański - Weteran
- Zdzisława Grebl
- Paweł Kasperkiewicz
- Ewa Libera - Speleoklub Dąbrowa Górnicza
- Jadwiga Micherdzińska
- Kazimierz Ślęk
- Karolina Luksa - Fanklub Kyby
- Anna Sobańska - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
- Jakub Krajewski
- Renata Pest - Speleoklub Brzeszcze - na wyjeździe dopisana do Weteranów
- Robert Pest - Speleoklub Brzeszcze - na wyjeździe dopisany do Weteranów
- Nina Pest - Speleoklub Brzeszcze
- Bartłomiej Pest - Speleoklub Brzeszcze
- Marcin Dunat - podczas wyjazdu dopisany do Koneserów
- Michał Dunat - podczas wyjazdu dopisany do Koneserów
- Izabela Luty - Speleoklub Warszawski
- Anna Różańska - Speleoklub Warszawski
- Hubert Kolasiński - Speleoklub Warszawski
- Martin Poprocký - Speleoklub Muránska Planina
- Lukáš Vlček - Slovak Exploring Team, Speleoklub Muránska Planina, Speleoklub Tisovec
- Roman Czarnecki - Były Członek Klubu
- Hutka Dušan - Speleoklub Tisovec
- Milan Poprocký - Speleoklub Muránska Planina
Działaliśmy na obszarze Speleoklubów "Murańska Planina" i "TISOVEC"
Zwiedzano jaskinię Homole ponad 1000 m dł. z ładną szata naciekową i elementami pionowymi. W drugim dniu Jaskinia Čertowa i kanion turystyczny. Dziękujemy Speleoklubowi Brzeszcze za zorganizowanie spotkania, podziękowania również dla Słowaków za oprowadzenie po jaskiniach.
Było miło i wesoło. Za rok będzie "30" spotkanie - będzie "pełna gala".
Na wyjeździe był pies - suka - Bejke - Członek Fanklubu Speleolubu Bielsko-Biała
Spotkania są otwarte i mile są widziane nowe osoby. Rozszerzenie tematu jest na specjalnej stronie Weteranów - http://www.jaskinie.bialy-orzel.com.pl/weterani.htm
2018.05.04 Akcja jaskiniowa po baterie w Wielkiej Litworowej
Napisał Michał GanszerTo była akcja inspirowana przez Biuro do Spraw Oczyszczania Wielkiej Litworowej
Jerzy Pukowski - przewodniczacy Biura
Jerzy Ganszer - I sekretarz
W niedostępnej szczelinie ok. 10 metrów od początku zjazdu w Pierwszej Pięćdziesiątce leżakowała sobie od kilku dziesięcioleci czerwona płaska bateria z XX wieku. Niewątpliwie pozostawiona tam przez naszych starszych kolegów. Niżej podpisany przy użyciu odpowiedniego sprzętu i własnej "koncepcji" - wydobył tą baterię! Tą baterię wyprodukowała firma "Elektron". Przy okazji wybito ze ściany tej studni - 4 stare haki, wyciągnięto jedną pętle. Potem jeszcze w wyższych partiach jaskini znaleziono dwie dodatkowe stare baterie płaskie i części innej. Wszystko jest widoczne na zdjęciu. Wspominana bateria to ta po prawej stronie.
Opis akcji będzie na specjalnej stronie Biura. Można jeszcze dodać, że wspomniane Biuro robi zapisy chętnych osób do uczestnictwa w pracach terenowych.
Czas akcji 2 godziny i 10 minut. A na dole dopadła nas burza i było wilgotno.
A tutaj kilka innych zdjęć z akcji "kliknij"
Więcej...
2018.05.01 Puchar 12 Wzniesień i Jaskinia Wietrzna na Magurce
Napisał Michał GanszerMarek Sobański
Anna Sobańska - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Ewa Chylaszek - Były Członek Klubu
Anna Brylska - Beskidzki Klub Narciarzy "Gronie" PTTK
Bartłomiej Brylski - Beskidzki Klub Narciarzy "Gronie" PTTK
Jarosław Gutek - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej GOPR
Marzena Gutek - Weteran
Jerzy Ganszer
Puchar 12 Wzniesień SBB działa już ponad 10 lat, można sobie o nim poczytać tutaj - http://www.jaskinie.bialy-orzel.com.pl/Zar.htm
Jaskinia Wietrzna Dziura w Magurce K.Bm-01.01 - można zapoznać się z literaturą, która jest na stronie Bazy Obiektów Jaskiniowych Polskich Karpat Fliszowych, prowadzona przez SBB - widać ją tutaj - http://jkf.m3.net.pl/index.php
Opis jaskini i plan na stronioe PIG - http://jaskiniepolski.pgi.gov.pl/Details/Information/2992
Ekipa miała okazję zapoznać się z okopami z II wojny światowej
Tutaj kilka zdjęć z akcji - "kliknij"
Kef Toghobeit.
Nie udało się nam zejść na dno. Walczyliśmy jednak dzielnie, w zastanych warunkach wycofanie się z ok -380m, z wodospadu lejącego się do studni uznajemy za uzasadnione. Ta dziura będzie jednak zdobyta, nie odpuścimy jej, do Maroka wrócimy. Przy tej okazji chcemy serdecznie podziękować wszystkim, którzy kobicowaliście nam w tej akcji oraz Asi za przygotowanie sprzętu, Piotrowi za moderowanie sprawozdań i wielu innym osobom które bardzo nam pomogły. Kasia, Bartek, Łukasz, Kamil, Wojtek i Wacław.
Wacław Michalski
Elżbieta Michalska - Osoba Towarzysząca
Pozazdrościłem kolegom na Podolu i pojechaliśmy na krótkie zwiedzanie jaskiń gipsowych w Niecce Nidziańskiej. Zlokalizowano 5 "obiektów jaskiniowych" i grot, w tym sławne Skorocice. Piękna okolica na rower. Badano także możliwości pływania kajakami po Czarnej Nidzie, kto wie, może uda się nam w tym roku spływ ??.
Adam Marcinków
Marcin Freindorf - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego
Przyjemna spokojna akcja jaskiniowa. Dotarliśmy do sali pod płytowcem.
