Michał Ganszer
niedziela, 23 marzec 2014 21:51

2014.03.20 Narciarstwo Bad Gastein

Jakub Krajewski

Kazimierz Kucia

Beata Michalska-Kasperkiewicz

Paweł Kasperkiewicz

Krótki wyjazd narciarski na pożegnanie zimy.

1 dnia szalejemy na nartach zjazdowych w ośrodku Schlossalm-Stubnerkogel.

2 dzień to ski-toury. Z parkingu Sportgastein wpierw po śladach innych ski-tourowcow, potem własnymi wariantami, aż wreszcie oznakowaną trasą dla skitourowców zdobywamy Kreuzkogel 2686 m n.p.m. (1111 m przewyższenia).

3 dzień to znowu dzień na zjazdówkach - ośrodek Dorfgastein. Rewelacja! Cała duża góra przystosowana do jazdy i po trasach i poza nimi.

4 dnia okazało się że przez noc spadło 15 cm śniegu i cały czas solidnie padał. Niestety boczne drogi prowadzące do górskich dolin okazały się nieodśnieżone, musieliśmy zmienić plany i zamiast ski-tourów zwiedziliśmy Salzburg.

Szczególne gratulacje dla Kazika, który zdobył skitourowo Kreuzkogel oraz dla Kuby który wytrzymał z geriatrykami :) :)

Jerzy Koczur
Jerzy Pukowski
Rafał Konior
Katarzyna Konior - Osoba Towarzysząca - grupa wspomagająca
Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała - grupa wspomagająca
Jerzy Ganszer

Stwierdzono obecność jednego Podkowca Małego. Przy pomocy deski podjęto próbę wejścia w nowy teren, lecz nie udało się nam to. Próby zostaną wznowione.

Pod kierownictwem Prezesa Jerzego Pukowskiego wykonano pomiary mające za zadanie określić deniwelację jaskini. Szczegóły niebawem zostaną umieszczone w "działach beskidzkich" na stronie Ganszera. 

Honorata Honka Kaczmarek - instruktorka dziecięcego taternictwa jaskiniowego i powierzchniowego
Ines Korczyk - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Mikołaj Korczyk - Sekcja Młodzieżowa
Croll - Canis lupus familiaris
Sebastian Korczyk

Podobnie jak w zeszłym roku (link), sezon wiosenny zainaugurowaliśmy ponad Ujsołami i Żabnicą.
Ot, tradycyjna, niedzielna, rodzinna wycieczka (mormońska): ojciec, dwie matki, dziecko i pies.
Tym razem trasa podejściowa wiodła ze Złatnej. Obszczekiwani przez lokalną psiarnię, wywędrowaliśmy przez Bucioryskę na pobliski grzbiet, a konkretnie w rejon Zapolanki, by następnie (oficjalnym papieskim szlakiem!) uderzyć na Redykalny Wierch (link). Wówczas nastąpiła tak wyczekiwana sekwencja malowniczych hal, rozpiętych wysoko na zboczach Boraczego i Lipowskiego Wierchu. Już niżej pląsały wokół nas cytrynki, zaś na halach objawiły się pierwsze krokusy - można więc śmiało uznać, że kontakt z wiosną został nawiązany. Po rozmokłym śniegu i lodzie dotarliśmy na Rysiankę, gdzie pod schroniskiem, z Pilskiem i Babią w tle, spożyliśmy zupę pomidorową, pierogi ruskie oraz dwie porcje szarlotki na gorąco z bitą śmietaną.
Dla odmiany postanowiliśmy wrócić szlakiem niebieskim, startującym  z Hali Lipowskiej. Nikt z nas wcześniej nim nie szedł, literatura nie reklamuje go specjalnie, jakież więc było nasze zaskoczenie, kiedy ów niepozorny wariant okazał się odkryciem dnia! To jeden z tych szlaków, które nie oferują żadnych spektakularnych widoków ani tanich atrakcji możliwych do streszczenia w kilku prostych słowach czy godnych okładki przewodnika, i które mimo to zniewalają swym kameralnym, nietuzinkowym urokiem. Sama ścieżka sprawia wrażenie mało uczęszczanej - miejscami porasta ją delikatna, miękka trawa. Niezauważalnie wytraca wysokość "stokami masywu Lipowskiej, przewijając się" - jak pisze Władysław Krygowski - "przez jej boczne ramiona oddzielone [licznymi] strumieniami w parowach".  Las co rusz zmienia swój charakter: najpierw wysokie świerki udają tatrzański bór, kawałek dalej wchodzimy w klasyczną beskidzką buczynę, później buki stają się mniejsze, przywodząc na myśl jakiś zapomniany zakątek Bieszczadów, wreszcie przemierzamy zbocza ogołocone z drzew i usiane kraterami epickich wykrotów. Wokół efektowne kobierce śnieżyczek przebiśniegów i żywców gruczołowatych, pikowane tu i ówdzie złotą nitką pierwiosnków. Nie brak sterczących spod korzeni skał. Prawdziwym rarytasem jest niemal pionowy "żlebik", z szumiącymi i bryzgającymi kaskadami wodnymi. Gdyby znajdował się bliżej Bielska, stanowiłby godny cel dla tajnej sekcji kanioningu beskidzkiego. Na dodatek przez większość czasu stąpamy po czymś, co wygląda na stary, habsburski płaj (stojąca w dolinie, XIX-wieczna modrzewiowa leśniczówka może potwierdzać tę hipotezę). Ścieżka jest wąska, lecz nader solidna; na stromszych odcinkach eksponowana krawędź tego płaju (małej leśnej perci?) opada starannie wykonanym kamiennym murkiem. Całości dopełniają współcześnie postawione, prowizoryczne mostki, kładki, ławeczki, a także drobne kamienne konstrukcje.
Niby drobiazgi, ale nas urzekły - zwłaszcza oblane poświatą emitowaną przez wolno gasnące słońce.
Mamy świadomość, że w ten sam weekend niektórzy Członkowie Klubu podjęli bardziej wyczynową działalność pieszą, lecz - biorąc pod uwagę długość łap Crolla - osiągnięty wynik równo 21 kilometrów pokonanych w (niecały) jeden dzień w terenie górskim zupełnie nas satysfakcjonuje.

Portret grupowy pozowany: Mikołaj, Ines, Honka i Croll na skraju Hali Skórzackiej, z tyłu Romanka.

niedziela, 23 marzec 2014 08:22

2014.03.19-2014.03.21 Bawarski las

Josef Schraml
Zdzisław Grebl

Na rowerach w dolinie dzikiej rzeki Ilz.
Długość rzeki wynosi 62 km, charakterystyczną cechą jest ciemnobrązowa barwa wody - źródła znajdują się na obszarach bagiennych. Jest to obszar chroniony, o urozmaiconej florze i faunie.

Jerzy Pukowski
Gabriela Gajny - Były Członek Klubu
Zofia Gutek
Michał Ganszer
Jerzy Ganszer

Z Doliny Rohackiej ekipa weszła na Skrajną Salatyńską Przełęcz, granią do Salatyńskiego Wierchu i przez Przełęcz Pośrednią Salatyńską zjechano w dół. Piękna pogoda, piękne widoki, wszyscy zadowoleni. Spotkano przedstawicieli Speleoklubu Brzeszcze i jednego członka klubu i dwóch Byłych Członków Klubu. Szczegóły w sprawozdaniach wewnętrznych.  

Na zdjęciu podejście na Skrajną Przełęcz.

{phocagallery view=category|categoryid=12|limitstart=0|limitcount=5|type=1|imageordering=7}

Krzysiek Talik

W pierwszy dzień wiosny postanowiłem nieco się ściorać. Nie mogłem się zdecydować pomiędzy P12W Kozią Górą, Klimczokiem BTC i Skrzycznym BTC, więc rypnąłem to razem. W górach piękna pogoda. Ze wszystkich trzech szczytów było widać zarówno Babią Górę, Pilsko, jak i Tatry. Poniżej podaję czasy poszczególnych biegów:
- P12W Kozia Góra: 24 min. 38 sek.,
- Klimczok BTC: 58 min. 37 sek.,
- Skrzyczne BTC: 58 min. 45 sek. (słabo, ale byłem już nieźle ściorany).

Całość tej pięknej, widokowej trasy to 24,1 km (1764 m przewyższenia - wg obliczeń; 2100 m - wskazania GPS w tel.), zrobione w 4 h 14 min. 50 sek. Na stałe zostanie ona wpisana jako 10. trasa w Beskid Trail Challenge.
Szczegóły tutaj
Zapraszam...

Sebastian Korczyk
Wacław Michalski

Szkoły Katolickiego Towarzystwa Kulturalnego zorganizowały dla swoich uczniów "spotkania z podróżami". Wyróżniono nas, ponieważ zostaliśmy zaproszeni na wykład inauguracyjny. Nakreśliliśmy historię ruchu jaskiniowego w Bielsku-Białej, zarekomendowaliśmy nasz Klub. Młodzież poznała specyfikę podziemnego hobby oraz stosowane przez grotołazów techniki poruszania się. Sebastian przygotował część historyczną, ja zaś skupiłem się na omówieniu zjawisk krasowych, osadzając je w kontekście geograficznym. Wyświetliliśmy sporo zdjęć z klubowych akcji oraz wypraw.

środa, 19 marzec 2014 22:11

2014.03.19 Puchar 12 Wzniesień. Łazek

Jerzy Pukowski
 Jerzy Ganszer

poniedziałek, 17 marzec 2014 10:07

2014.03.15 Trawers Czarnej

Robert Bereta
Wiewiór - Były Członek Klubu
Marcin FrytkaPunk Freindorf - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego
Sebastian Korczyk

W Dolinie Kościeliskiej trafiliśmy w sam środek intensywnych prac związanych z likwidacją szkód po huraganie. Mijaliśmy mnóstwo przygotowanych do transportu pni. W sprzątaniu drewna pomagają Słowacy. Energicznym krokiem dotarliśmy na Polanę Pisaną, gdzie panowała już iście wiosenna aura: zza chmur jakby przeświecało słońce, a trawę pod lasem zdobiły pierwsze krokusy.
Nieco później, będąc w połowie podejścia do otworu, usłyszeliśmy gdzieś za plecami tajemniczy, donośny i przeciągły łoskot, który nie przypominał ani lawiny śnieżnej, ani odgłosów wydawanych przez maszyny leśne. Przywodził na myśl raczej obryw skalny bądź solidną lawinę kamienną.
Pod samą jaskinią spotkaliśmy kurs z "Nocka", który podobnie jak my planował trawers. Niebawem zjawili się jeszcze koledzy ze Speleoklubu Tatrzańskiego - ich celem były Tehuby. Rudzka ekipa kursowa weszła jako pierwsza (później, pod ziemią, nasze trajektorie co jakiś czas miały się zbiegać). Jako że przybywało chmur i z chwili na chwilę wzmagał się wiatr, też szybko zniknęliśmy w otworze. Na zdjęciu: Marcin Freindorf (z lewej strony kadru) w stanie pobudzenia werbalnego i podwyższonej gotowości przedakcyjnej.
Ani się spostrzegliśmy, jak wylądowaliśmy nad Szmaragdem, gdzie trzech z nas zrealizowało nagły kaprys i w celach poznawczo-zaliczeniowych zjechało na dno Studni Smoluchowskiego. Gdyby ktoś też zechciał się tam pofatygować, informujemy, że po drodze są odcinki usiane luźnym rumoszem skalnym i trzeba uważać, aby nie sturlać kamieni na głowy towarzyszy znajdujących się niżej.
Podkreślmy, że mimo zachęcających okoliczności przyrody (spokojna plaża nad szmaragdową tonią), przedstawiciel KKTJ nie podgrzewał żywności (ani wówczas, ani w ogóle podczas całej akcji). Tej soboty wybrał styl bardziej wyczynowy, oparty na wykorzystaniu zestawu zimnych naleśników.
Za Ślimakiem nastąpił drugi (po Smoluchu) bonusowy punkt programu, czyli (nie do końca zamierzone, choć warte zachodu) zwiedzanie Białego Labiryntu. Wyszliśmy (albo wyjechaliśmy) zeń oblepieni białą mazią. Po zjeździe na linie z Brązowego Progu znaleźliśmy się w Sali św. Bernarda.
Meanderek powyżej Progu Latających Want krył niespodziankę, czyli nawiany na spąg... śnieg. Kiedy pełzaliśmy końcową, najwęższą częścią korytarzyka, zacinało w oczy białymi płatkami, zaś na powierzchni powitała nas piękna tatrzańska zima. No cóż, lepiej późno niż wcale. Spadło tyle śniegu, że dolny, niezaporęczowany odcinek stoku nad Halą Upłaz musieliśmy pokonać d...zjeżdżając (slalom między drzewami wymagał wyjątkowej czujności).
Na wyjeździe panowała serdeczna, niezobowiązująca atmosfera. Momenty skupienia i refleksji splatały się w jedną, harmonijną całość z ożywioną dyskusją oraz wokalnymi partiami solowymi.
Niniejsze sprawozdanie byłoby niepełne, gdybym nie podzielił się kilkoma bon motami i aforyzmami Roberta. Przytaczam tylko te mniej dosadne (w formie strawnej dla Masowego Czytelnika):

................................................

.....................................!

...................................................................................................................

...............................................................

Kolega z KKTJ również trzymał intelektualną formę. Z właściwą sobie swadą sypał hasłami i dowcipami - oto próbka tego dość specyficznego humoru (w złagodzonej wersji):

...............................................................
- ...................................?
- .................................!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Dodajmy, że to i tak chyba najbardziej obyczajny i najmniej obrazoburczy cytat z jego sobotniej wiązanki.

Tomasz Piasecki - Osoba Towarzysząca

Zofia Gutek

Warunki były bardzo złe /śnieżyca/. Trasa przebiegała przez Szpiglasową Przełęcz.  Startowało się parami.